Na dwóch brzegach rzeki

/
14 Komentarzy


Dlaczego lubię bajki? Bo można nimi opowiedzieć o rzeczach, które nie są łatwe, w sposób, który otwiera i leczy. Czy bajki są tylko dla dzieci? Nie. Czy mają tylko kołysać do snu? Horhe Bukai mówi, że bajki są po to by usypiać dzieci i budzić dorosłych. Jestem ciekawa co ta w Was obudzi. 


Czasy kiedy ludzie i smoki żyli obok siebie bezpowrotnie minęły. To nie był ten moment. Nie ta epoka. Zasłona czasu zatrzasnęła się z hukiem i chociaż czasem zdarzał się śmiałek co usiłował za nią zaglądać, choćby przez dziurkę od klucza, to żałował tego szybko i boleśnie. Nie było warto. Nie było co zrobić z tą wiedzą. Smoki miały więc swoje całkiem samotne i prywatne życie. I swoje problemy. 

Także te dwa. 

***
Mało kto dziś wie, że  one są jak ludzie. Nie żyją wiecznie, znają miłość, samotność, cierpią i płaczą, chociaż to ostatnie raczej w ukryciu. Podobno łza z oka smoka ma potężną moc. Dlatego nie można płakać byle gdzie, nie można kusić losu. Wie to nawet mały smoczek. One też wiedziały. 

Spotykały się każdej wiosny, w noc przesilenia i z roku na rok miały dla siebie mniej słów, co nie znaczyło wcale, że nie miały sobie nic do powiedzenia. 

Jedna urodziła się wiosną, a druga, gdy jesień stawiała kropkę nad „i”. Pory roku w tej krainie występowały zresztą bez znanego na Ziemi porządku. Plątały się między sobą i czasem gdy zima nie chciała odejść, upał przychodził zaraz po ostatnim śniegu. Lata mijały tam też inaczej niż gdzie indziej. Raz wlokły się niemiłosiernie, a innym razem przeskakiwały nad doliną jak rącze sarny spłoszone przez myśliwych. 

- To już trzy setki, moja Kochana – mówiła Pierwsza. Nie wiem czy przyjdę tu w kolejne przesilenie, nie wiem czy nie będę już gdzie indziej. Gdybym mogła, zostałabym tu na zawsze, ale nie takie jest przeznaczenie – szeptała, a jej głos odbijał się w wodzie i lśnił. 

- Nie rób mi tego – prosiła Druga i głos grzązł jej w gardle. Jej łkanie, z roku na rok coraz cichsze, dołączało do wodnej symfonii i rozdzierało serce. Gdy się spotykały, nikt nie podchodził na kilometry, zwierzęta z doliny oddalały się w pośpiechu, nikt nie chciał patrzeć na smutek, rozpacz, miłość i samotność. Jak w życiu. 

- Kiedy czas się wypełni - mówiła Pierwsza -  nie można zwlekać, trzeba iść. Nie wolno dyskutować z przeznaczeniem, nie można ciągnąć go za rękaw, mówić „jeszcze nie teraz”. Mój czas się kończy. Mój czas z Tobą. Ale Ty zostaniesz i będziesz żyć, to Twoje przeznaczenie. Nie zmarnuj go. Pozwól mi odejść. 

A potem przychodziła kolejna wiosna, kolejne przesilenie i one znów spotykały się nad rzeką. Znów rozmawiały i znów miały dla siebie coraz mniej słów. A wszystkie te, które jednak padały były brzemienne od znaczeń. 

Aż się wypełniło. 
Aż przyszła tam sama i nikt więcej się nie zjawił. 
Zapadła cisza. 

***

Rozpacz, rozpacz Skarbie jest jak wodny wir - mówiła Mama gdy Druga była całkiem mała. Nie ma sensu z nią walczyć, nie ma takiej siły, która mogłaby ją powstrzymać, gdy już nadejdzie. Kiedy stanie w progu nie czas zatrzaskiwać drzwi, ziać ogniem czy złorzeczyć. Jedyna rzecz jaką możesz zrobić, to się jej poddać. Otworzyć na oścież. Gdy się przez Ciebie przewali, gdy Cię zaorze jak nieużywaną od lat ziemię, pozostaniesz pusta, ale nie będziesz jałowa. Potem zawsze coś urośnie. 

Zawsze. 

Musisz tylko ufać. I przetrwać, nawet gdy rozpacz jest ciemna jak noc. 




Rozpacz mija, zawsze mija...


***
Ta wiosna była jakaś inna. Zima trwała dużo za długo i Druga czuła to w kościach.  Kiedy zbliżało się przesilenie nie czuła dobrze znanego niepokoju, wszystko tak jak mówiła Mama przewaliło się przez nią i poczuła pierwszy raz od lat, że oto żyje i ma się dobrze. Rana zagoiła się i chociaż kiedy dotykała piersi, czuła że tam w środku jest, to wiedziała, że ból, ten rozdzierający ból i tęsknota, która towarzyszyła jej przez lata, jest sprawą zamkniętą. Mama miała rację. To mija, zawsze mija. I tylko czas może to wyleczyć. 

Wiedziona instynktem poszła nad rzekę tam gdzie zawsze się spotykały. Nie po to aby rozpamiętywać, nie po to, żeby czekać nie wiadomo na co. Po prostu.

Szafirowa wstęga lśniła z oddali i wabiła ją do siebie. Było pięknie. Ziemia budziła się i Druga miała wrażenie, że czuje jak gdzieś pod jej stopami bije serce. Może zresztą było to jej własne, przebudzone wreszcie po długim czasie trwania w cierpieniu. 

Szła i z każdym krokiem przybliżała się do wody, a kiedy nad nią stanęła, poczuła, że musi zrobić coś jeszcze. 

- Oto woła mnie przeznaczenie – pomyślała. 

Poruszyła skrzydłami i poczuła dobrze znany ból. Ten, który poznała dawno, dawno temu, kiedy po wypadku w dzieciństwie, ktoś powiedział, że nigdy nie będzie mogła latać. Otrzepała się z niego jak ze starej kapoty, zamoczyła koniuszki skrzydeł w zimnej wodzie. 

Smoki latają Maleńka – mówiła Pierwsza gdy jeszcze była. – To przyjdzie też do Ciebie. Chociaż może jeszcze nie tej wiosny. 

- Siostro – wyszeptała –siostro, idź wolno, dziękuję. Zrobiłaś dla mnie wszystko co mogłaś. Nic nie jesteś mi winna. 

Nad lasem zerwało się stado ptaków i krzykliwie obwieściło, że nie będzie patrzeć na te dramaty, miłości i rozstania. Jak w życiu. 




A kiedy przyjdzie czas - polecisz. 

Zrobiła krok w tył,  dwa kroki, jeszcze jeden i z całych sił, odbiła się od ziemi. Zadzwoniło jej w uszach i ból prawie rozsadził ramiona. Ale trwało to tylko chwilę. Było jak mgnienie. Zawahała się przez moment i szybko zacisnęła powieki w obawie o to, że zobaczy zbliżającą się ziemię, ale nic takiego się nie stało. Leciała. Im wyżej się wznosiła, tym bolało mniej. Tym lżej oddychała, tym mniej czuła, że to co robi jest niemożliwe i zaraz musi się skończyć. 

Gdy po chwili otworzyła oczy, szafirowa wstęga trwała niewzruszona – ale teraz była tylko wstążką na brunatnym łanie ziemi. Oddech parował, a skrzydła pracowały same. Zniżyła swój lot, tak aby móc policzyć czubki sosen. Potem jeszcze trochę, delektując się tym co ją otaczało. Kiedy las zaczął się przerzedzać, zobaczyła jak ogromny jest świat i jak małe to, do czego przywykła po drugiej stronie rzeki. 

I wtedy ich zobaczyła. 

Krążyły nad doliną i miękko lądowały na trawie, która była zawsze zielona. Były różne: małe i duże, zielone i seledynowe, niektóre z delikatną siatką żyłek prześwitującą pod skórą, młode i stare. Żaden jednak nie był taki jak ona. 

Zamachała skrzydłami i wylądowała po środku polany.  Niewielka różowa smoczyca z plamką na grzbiecie. 

Zbliżyły się do niej łagodnie i patrząc jej w oczy powiedziały:

- Witaj w domu Druga. Od dawna na Ciebie czekamy. 

Kiedy łzy stanęły jej w oczach nie powstrzymywała ich, nie ocierała skrzydłem, nie udawała, że to się nie dzieje. 

- Dzięki nim trawa jest zawsze zielona – powiedział jakiś mały smoczek, który zwabiony jej odmiennością mościł się właśnie pod jej skrzydłami. 

Pozostali pokiwali głowami z aprobatą.

Płakała więc długo i głośno, a kiedy szloch ustał, poczuła się wolna. Obejrzała się za siebie i zobaczyła świat, który tak długo był dla niej tym jedynym ze światów. Teraz otwierały się przed nią nowe. 

Kto wie gdzie jeszcze ją zaprowadzą? 

 - Żeby nowe mogło się zacząć, stare musisz zostawić za sobą – zabrzmiały jej w uszach dawne słowa mamy. 

Zadrżała i zachwiała się jakby ziemia poruszyła się jej pod stopami, ale to nie była ziemia. To tylko jej własne serce, odurzone wolnością i uwolnione od tęsknot, wreszcie zrywało się do lotu. 




Dziękuję Oli za inspirację do tej historii. Ja też sobie coś z niej biorę. 




Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Małgosiu, dziękuję! Piękna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Druga była Pierwszą... nigdy by nie pofrunęła gdyby nie pozwoliła odejść Pierwszej. Nigdy by nie pofrunęła, gdyby nie przełamała bólu... To prawda nowe przychodzi, gdy zamykamy stare... Małgosiu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za Pani blog i za wszystkie wpisy:) Pozwalają one stanąć na nogi...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Małgosiu, dziękuję za tą piękną bajkę! Ma moc.... Inka

    OdpowiedzUsuń
  5. piękna... oby moja smoczyca kiedyś poleciała

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże, tak bardzo tego teraz potrzebowałam... jestem właśnie pogrążona w rozpaczy, ktoś mnie bardzo zranił, ale też ja zraniłam samą siebie, rozpaczliwie pragnęłam szczęścia, wierzyłam, że to Ten Jedyny, żyłam złudzeniami, kiedy otworzyły mi się oczy, wszystko nagle się zawaliło... I nie wiem jak teraz żyć, pozostaje czekać, aż ból sam przeminie, ale to jest nie do zniesienia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To minie, naprawdę. I chociaż dziś się Pani czuje jakby ktoś amputował Pani serce to naprawdę to da się przeżyć. Wiem z doświadczenia. ściskam i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Piękne. Dziękuję za wzruszenie ,którego doświadczyłam czytając tę opowieść.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)