Jak się nie pokłócić w święta i przeżyć je DOBRZE!?

/
14 Komentarzy


Święta to czas święty, chociaż w wielu domach tylko w teorii. Jak przeżyć Wielkanoc, nie pokłócić się, a do tego po wszystkim powiedzieć, że to był dobry czas? Przeczytajcie!

Spotykamy się przy wspólnym stole, bywa że tylko te 2-3 razy do roku. Odwiedzamy rodzinę i znajomych, albo sami urządzamy święta. Czasami to bywa bardzo dobry czas, ale chyba statystycznie częściej dajemy się porwać różnym wirom, nieporozumieniom i po świętach czujemy się jak przepuszczeni przez wyżymaczkę. 

Z rodzinnego domu pamiętam z tych momentów głównie wszechobecną nerwowość i bardzo wiele zmęczenia. Nie wiem czy ktoś tak naprawdę cieszył się ze świąt. Na radość brakowało miejsca i czasu -  ważniejsze były inne rzeczy. 

Tylko czy właściwie, w tym szczególnym czasie, jest coś ważniejszego poza samym świętowaniem, odpoczynkiem i radością? 


Jak przeżyć święta? 

Spotkałam się niedawno z Kariną, która od jakiegoś czasu nie spędza świąt w rodzinnym domu. Wpada tylko na obiad, a potem wraca do siebie. Teraz ma już męża i małego synka, ale jak mówi, nawet gdy była sama, wolała święta spędzić w ciszy własnego mieszkania niż w całości z rodziną. Brzmi dziwnie? Budzi to w Tobie sprzeciw? Przyjrzyjmy się powodom!

"U mnie w domu święta to zawsze czas największej nerwowości. Mama wpada w szał porządków i gotowania, który kończy się za pięć dwunasta. Jeszcze w sobotę przed południem trwa nerwowe bieganie. Wszyscy wrzeszczą na wszystkich, jak w kabarecie. Ojciec potyka się o kota wynosząc chodnik i mówi że gnoja obedrze ze skóry. Mama przegotowuje jajka i płacząc obwieszcza, że wszystko na jej głowie.  Kiedy przychodzi wieczór i można wreszcie usiąść i odpocząć - w końcu od tego są święta - zaczyna się litania pretensji. Tyle się napracowałam, ale przecież nikt tego nie doceni - mówi moja rodzicielka. Zobacz jak wyglądają te firanki. Nawet tego nie umiesz zrobić porządnie - dodaje. A twój ojciec! Ten to dopiero! Nakrył się kocem i udaje, że śpi! W niedzielę nie jest lepiej. Zwykle przychodzi do nas kilka, kilkanaście osób i zaczynają się rozmowy o chorobach, bólach, tych którzy przez rok umarli, obgadywanie nieobecnych i kłótnie o politykę. Wieczorem znów litania pretensji bo nie tak spojrzałam na ciocię Kasię, bo nie pomogłam jej z zupą, a do tego nie namawiałam nikogo do jedzenia, więc powiedzą, że jesteśmy niegościnni, a poza tym to znów ona, mama, tak się napracowała i zero, zero wdzięczności. Dziwisz się, że się z tego wypisałam? Wpadam na 2 godziny w porze obiadu, przywożę ciasto i pieczony schab ze śliwką, chwilę pogadam i jadę do siebie. Teraz mamy młodego, więc jest dobra wymówka. Po dwóch, trzech dniach świętowania w domu czułam się jak przejechana walcem. Napominania i rozmowy nic nie dały, oni się nie zmienią, taki mają styl świętowania. To nie dla mnie. Potrzebuję w święta się wyciszyć i uspokoić. Poczuć, że to naprawdę dobry czas. Kocham moją rodzinę, ale ten styl mi nie odpowiada, nie jestem w stanie tego znieść. Mam mieć wrzuty sumienia z tego powodu? No nie żartuj...".



Święta to taki czas, w którym potrzebujemy czuć swoją jedność, być razem. 

Bez wiecznych pretensji, bez muszę, bez negatywizmu, 
którego często mamy mnóstwo na co dzień. 

Święta to nie jest czas na "muszę"

Chociaż bardzo często tak nam się wydaje. Mieszkanie MUSI błyszczeć, samochód lśnić, buty stać na baczność, dzieci od linijki, kuchnia uginać się pod mazurkami, lodówka od smakołyków, a w ogóle wszyscy i wszystko ma chodzić jak w zegarku. 

Taka napinka to idealny sposób na to, żeby schrzanić te święta. I nie mówię tu o chrzanie w korzeniu, który dodasz do świątecznego barszczu. 

Kiedy dopadnie Cię siermiężne "MUSZĘ", zastanów się, co się stanie jeśli jednak nie? Czy świat na pewno się zawali? Czy będzie trzeba odwołać te święta?


Niedawno znajoma pani Ida, która w tym roku skończyła 80 lat i w życiu nie chodziła na żadne kursy rozwoju, a o psychologu i rozwiązywaniu konfliktów słyszała tylko w serialu,  powiedziała mi: 

"Dziecko, kiedyś to ja byłam taka nerwowa i spięta, jak mi chłop maku nie zmielił to go raz nawet drewnianą łyżką przez łeb walnęłam. A teraz mówię: Stasiu zmielisz mak? Nie zmielisz, to nie, nie będzie makowczyka". Raz nie upiekłam i też święta były, co mi tam. A Stasiowi już przypominać nie muszę. Wiesz jaka to jest wolność??"

Dorotka Smoleń napisała ostatnio u siebie na blogu, że Pan Jezus zmartwychwstanie mimo brudnych szyb. Przekładając to na świecki język, dla tych, którzy wolą w ten sposób: święta będą i tak. Nawet jeśli nie zaliczysz tej całej listy czynności, które naprawdę MUSISZ zrobić. 

Święta to nie jest czas na rozwiązywanie problemów

Więc jeśli przyjdzie Wam na to ochota przy tym rodzinnym stole, przy śniadaniu, albo obiedzie, to ugryźcie się w język. 

Jeśli to Wasi bliscy wyjdą z taką inicjatywą, zaczną pretensjami, albo starą, bardzo dobrze znaną śpiewką, spróbujcie jednak zmienić temat. 



Niech te święta, to będzie dla Was dobry czas!
Dobrze spędzone święta, radość z bycia razem, spokój, dobry czas, to taka kula energii, która wiąże nas ze sobą i do siebie przybliża. 

W takim nastroju, z takim zapasem, do tematów trudnych i drażliwych będzie można wrócić po świętach. To nie jest zamiatanie pod dywan. 

To jest odkładanie na właściwszy czas. 


Święta to czas na bycie

I warto tak je spędzić. Rytuały, tradycja, to wszystko ważne, ale jeśli w tym nie ma ŻADNEGO osobistego przeżycia, to tak czy inaczej będzie to zmarnowany czas. 

Zastanów się, czego dla siebie potrzebujesz w tym czasie Zmartwychwstania? To nie musi być stricte religijne przeżycie. Co w Tobie musi obumrzeć, żeby mogło narodzić się nowe? Jak spędziłeś, spędziłaś, ostatni rok? 

Co dla Ciebie oznacza ten początek wiosny? Co ma rozkwitnąć? Co siejesz? Co chcesz zebrać? Pomedytuj nad tym, zastanów się, uspokój. 

Niech ten czas naładuje nam akumulatory tym co naprawdę dla nas WAŻNE. 

Czy nie taka jest istota świętowania? Wszystkiego co dobre, ode mnie!


***

Jeśli jeszcze Wam mało, o dobrych świętach także TUTAJ: 





Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Dziękuję Małgosiu.Wzajemnie:)
    Ja lubię to całe zamieszanie, sprzątanie i gotowanie.
    Sprawia mi to przyjemność, ale pewnie gdyby towarzyszyło temu za dużo napinki i stresu nie sprawiałoby mi to takiej radości.
    Pamiętam też "wypoczynkowe" Święta z Rodzicami kilkanaście lat temu nad morzem. Totalny relaks i bycie razem.
    Jak kto lubi. Byle na spokojnie.

    Idę prasować;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak czytałam opis świąt, aż musiałam polecieć i przeczytać mamie :p u mnie jest tak samo. Nieźle się uśmiałam, szczególnie z "obedre cię gnoju ze skóry". Masz racje, święta to nerwowy czas i całej mojej rodzinie przydałoby się przeczytać ten post i zrobić 1h jogę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weronika,
      to masz misję ;)
      Pozdrawiam, Wesołych!

      Usuń
  3. Od pewnego czasu też wychodzę z założenia że święta się odbędą mimo nie umytych okien. Namawiam męża na wycieczkę za miasto zamiast siedzenia za stołem lub przed tv.Życzę wszystkim spokoju,wytchnienia od codzienności i jak najmniej "muszę ".Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiałam się z tego "gnoja"... Co do Świąt, to tak jest niestety w wielu domach i w moim też tak bywało. Zapominamy o tym co najważniejsze ,że to najważniejsze Święto, nadziei, radości. Myślę, że ta nerwowość wynika często ze złego planowania porządków, zakupów, a przecież chcemy by było perfekcyjnie, dom ustrojony jak z gazety, my uszykowani, idealni.. U mnie tak bywa, że w sobotę wieczorem kończę prace w kuchni, spocona, paznokcie zniszczone, kuchnia zachlapana, brudne gary.. Z roku na rok jednak trochę sobie odpuszczam. pozdrawiam. Spokojnych Świąt. Ewka

    OdpowiedzUsuń
  5. Wypisz wymaluj - święta w moim rodzinnym domu, wstawanie o 4 rano, żeby nikt kto po rezurekcji przyjdzie z kościoła nie czekał ani minuty na posiłek, na baczność przy stole (bo co powiedzą?)nerwówka, jakby świat miał się skończyć. Nie mam już bliskiej rodziny, a święta? pełen luz. Umyłam okna, zmieniłam firanki, zrobię coś fajnego do jedzenia i odpoczywam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja tych słów potrzebowałam...
    Okna umyte do połowy, firanki niewyprasowane, babka z zakalcem, chore dziecko, ja wyglądająca jak czarownica. Nie zdążę już tego wszystkiego zrobić, nie muszę zdążyć.Dobrze to wiedzieć, zeszło napięcie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mak i okna wymiatają :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i uśmiałam się do łez . Wypisz , wymaluj moje rodzinne "świętowanie" .
    Moja mama ma 79 lat i nie jest niestety Panią Idą a szkoda. Teraz moimi i mojej siostry rękoma wyprawia "święta" . Okna muszą być na błysk i niezadowolenie , że wszystkie meble są nie poodsuwane . Aaaa i jeszcze pytanie : jakie placki będziesz piekła i co będziesz robić ? Obie z siostrą też już dobiegamy 60-tki , obie jesteśmy samotne i czynne zawodowo. Nie jest łatwo . TRAAADYYYCJAAA ha,ha,ha . Usiadłam na chwilkę bo jeszcze obiad na jutro , oczywiście trza zawieść do rodziców . Fakt mama schorowana ale na miły Bóg czy wszystko musi stać na baczność ??? Tak mam w domu jak napisała przedmówczyni "U mnie tak bywa, że w sobotę wieczorem kończę prace w kuchni, spocona, paznokcie zniszczone, kuchnia zachlapana, brudne gary ..." ale kolokwialnie rzecz ujmując czniam to,u rodziców podłogi są na błysk hi,hi,hi .Odpuszczam sobie bo w przeciwnym razie psychiatrówek murowany albo kardiologia. W niedzielę wieczorem wrócę do domu a w poniedziałek umyję podłogi. Radosnych i spokojnych Świąt Małgosiu, pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Od pięciu lat mam spokojne święta, bo zostałam sama. Okna myję kiedy uważam za stosowne, święta mi do tego niepotrzebne :D Co zrobię to zrobię, święty spokój jest ważniejszy niż robienie problemu że coś niezrobione, i to się nazywa wolność :) Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już po pierwszym dniu Świąt i po wielkiej kłótni przy światecznym stole... drugi dzień Świąt najchętniej spędziłabym z książką, ale tradycja :) Dziękuję za mądry tekst.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)