Życie jest takie krótkie... Nie żałuj, żyj!

/
19 Komentarzy



Życie jest takie krótkie i takie... dziwne. Niczym w historii o motylu, który porusza skrzydłami na drugim końcu globu wywołując tornado na przeciwnym, ciągle dzieje się coś w jakimś wirze przyczynowo - skutkowym, a może całkiem bez niego. 


Cokolwiek jednak się wydarza to im bardziej się oddalamy od życia, tym chyba bardziej chce się żyć. 

W jednym miejscu ktoś się rodzi, płacz miesza się ze śmiechem, cisza poranka rozpada się wobec cudu. 

Gdzieś, może kilometr dalej, ktoś umiera i jest to tragedia. Szczególnie dla tych, co zostają. Ktoś podejmuje decyzję, ktoś mówi "tak", ale żadna to ulga.

Gdzieś dzwoni telefon i kolejne "tak" staje się początkiem nowego życia. Takiego, na które czeka się od dawna z mieszanką nadziei i strachu, nigdy nie wiadomo czego więcej. 

Ktoś siedzi obok i ma ściśnięte gardło, ktoś inny czuje, jakby pociąg, którym do tej pory jechał zostawił go na jakiejś pustej stacji, na której tylko hula wiatr. Nie wiadomo co robić, nie wiadomo gdzie iść, nie ma rozkładu jazdy. 

Cuda i tragedie, niespodzianki i smutki, radości i codzienność. 

Życie jest zbyt krótkie, aby wstawać rano i żałować czegokolwiek....


A w tym wszystkim zwykli my. Z kłótnią o to, że znów zabłocone buty i wycieraczka w piachu. Że się spóźnię, nie dotrzymam terminu, bo jak na złość katar i ból brzucha, co jutro minie. 


Komuś się mleko rozlało, ktoś się zwyczajnie wkurwił, bo znów go ktoś zawiódł, ktoś wrzeszczy i ciska się po pokoju, bo zapomniał co jest ważne i pierdoły weszły mu na głowę, przepychają się między uszami. Ktoś inny stłukł kubek. Zbierając kawałki szkła z podłogi ukłuł się w palec, kropla krwi przypomniała mu, że naprawdę jest. 

Znów: miłość, śmierć, życie, codzienność. Błyski świadomości. 

Czasem wydaje mi się, że widzę w tym wielki sens. Mimo wszystko. A może mi się tylko wydaje? 

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale z całą pewnością warto żyć. 




Zobacz również

19 komentarzy:

  1. Gosiu,
    bardzo Ci dziekuje za Twoje cieple i optymistyczne slowa. Kiedys wchodzilam tu czesto, a potem przestalam. Teraz znow jestem na biezaco, moze dojrzalam do Twojego optymizmu:)
    Bardzo sie ciesze, ze Twoj blog nie stal sie sezonowym wydarzeniem!
    Staram sie miec podobne podejscie do zycia, bardzo mi pomaga poczucie wdziecznosc i wiara i odrobina pokory, ze nie wszystko musze rozumiec, ale ze zmierza ku dobremu mimo wszystko i ze kazdy ma za co byc wdziecznym, ergo ma cos z czego warto sie cieszyc:)
    Pozdrawiam cieplo,
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę, dodaj mi otuchy. Chcę zwolnić się z pracy, boję się szefowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szefowej nie ma co się bać :)Pracuj uczciwie a szefowa nie będzie straszna!

      Usuń
    2. Ktoś tu tak ładnie napisał, że bardziej niż życia ( wyzwań, nowości, zmiany) boi się, że nie będzie żył wcale.
      Zastanów się czego Ty się bardziej boisz i na czym Ci zależy.

      Usuń
  3. Takie to głębokie dzisiaj. Tak się trochę czuję - jak wysadzona z pociągu na stacji, gdzie hula wiatr wspomnień (i tylko wspomnień), gdzie brakuje promyczków nadziei i wydaje się, że tylko ciągle piach w oczy. A może i ten piach potrzebny, żeby w końcu przyszły łzy oczyszczenia?
    Dziękuję za nowe spojrzenie na moje TERAZ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ktoś wrzeszczy i ciska się po pokoju, bo zapomniał co jest ważne i pierdoły weszły mu w głowę. Pierdoły, te głupie pierdoły, pobeczałam się, już mi lepiej. Teraz śpi, więc Kocham Cię bardzo powiem rano i mocno przytulę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak właśnie, ja często koncentrowałam się na tych pierdołach: rozrzucone skarpety , brudny kubek, na zasadzie czepiać się żeby się czepiać i żeby było po mojemu. I zauważyłam dziwne okoliczności: im lepiej misie układały relacje z mężem to po krótkim czasie zaczynałam dążyć do tego żeby w czymś mu dowalić, sprowokować awanturę, żeby nie było tak dobrze, bo jak będzie dobrze to za karę spotka mnie coś złego. Chore nie? Teraz już wiem że przecież chcę łapać te chwile szczęścia i cieszyć się nimi. i jest mi lepiej i myślę, że wszystkim dookoła jest ze mną lepiej. Też tak macie? Boicie się czyś cieszyć, żeby los za to was nie pokarał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo charakterystyczne zachowanie i np. dorosłe dzieci z rodzin alkoholowych lub w inny sposób dyskfunkcyjnych tak często mają.

      Usuń
    2. w sumie racja, u mnie raczej problemem jest do tej pory nadopiekuńcza, lękowa matka, która najchętniej wszystkich trzymałaby na smyczy i nie pozwoliła samym oddychać żeby coś im się nie stało. Ja mam 46 lat i ciągle walczę z nią o odcięcie pępowiny. Już nawet nie mówię jej wielu rzeczy, na szczęście mieszkam daleko i nie może mnie kontrolować na co dzień. do tego świetnie wbija w poczucie winy. Fakt, że kobieta sporo przeszła, ale właśnie dzięki niej sporo radości mi umknęło. I ciągle wyciąganie na tapetę nieszczęść wszystkich które wydarzyły się odkąd pamięć sięga. Fakt ojciec czasem popijał, ale zawsze uważałam, że matka robi z tego większy problem niż to warte. Właśnie Małgosiu ten tekst o wampirach energetycznych był jak dla mnie, a może coś jeszcze o zbytnim zawłaszczaniu dorosłych dzieci przez rodziców, obwieszaniu się na nich dla ich własnego dobra?

      Usuń
    3. O matkach i córkach było tu:
      http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2014/07/miedzy-mama-corka-o-trudnej-sztuce.html

      I jeszcze to Ci polecam:
      http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2015/03/pomoc-ktora-szkodzi-czyli-prawdziwy.html

      Usuń
    4. dzięki wielkie, zaraz zasiadam do studiowania

      Usuń
  6. Jak idealnie Twój tekst pasuje do mojego życia, zmagań się z chorobą i ciągłą walką o własne szczęście. Ale czasami to ponad moje siły...eh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować spojrzeć na to co wkładasz do ust (jedzenie). Sprawdź skład, poczytaj w internecie, obejrzyj YT. Wyłącz telewizor na zawsze. Polecam dietę dr.Ewy Dąbrowskiej, row food
      Życzę powrotu do zdrowia bo w zdrowym ciele zdrowy duch
      Jacek

      Usuń
  7. Ja się czepiałam. wszystko mnie urażało. aż w końcu mój mąż powiedziałam, że mem wiecznego focha. o boże jak bolało. a wczoraj udało nam się o tym moim fochu porozmawiać, o jego fochach też. Bez fochów. Nie wiem Małgoś jak Ty to robisz, że jak wchodzę na fejsbunia to Ty zawsze wiesz co mi napisać. DZiękuję, biorę się za to. odpuszczam żale, porzucam pretensje. będę kochać. Siebie i jego też ( troszkę :P ) Pozdrawiam Cię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam :) Powodzenia, trzymam kciuki :)

      Usuń
  8. Trochę o nas, Kochana, prawda? Nawet jeśli nie, mam łzy w oczach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo o Was :) Trzymam mocno kciuki nadal..

      Usuń
  9. Bardzo lubię tu zaglądać zwłaszcza kiedy potrzebuję wyrwać się że stanu otępienia.Pani blog mi w tym pomaga.Dodatkowo blog jest pisany lekko i zrozumiałe, przez co jego odbiór jest przyjemny. Ale czy mogłaby Pani wziąć pod uwagę moją sugestię? Mam na myśli słowa, które moim zdaniem nie powinny mieć miejsca na tak szanowany blogu. Przecież można je zastąpić innymi np. że ktoś jest zdenerwowany itd. Naturalnie może się Pani ze mną nie zgodzić. Jednak postanowiłam napisać o tym, ponieważ często w miejscach po których się nie spodziewamy, spotykamy się z takimi słowami. A przecież można piękniej... Życzę Pani sukcesów i radości w pisaniu bloga. Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Mileno,
      dziękuję za komentarz i sugestię.
      Ja jednak jestem zwolenniczką żywego języka, w granicach rozsądku i dobrego gustu. Mieści się w nim używanie słów niecenzuralnych od czasu do czasu. Postaram się nie nadużywać :) Pozdrawiam!

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)