Bajka miłosna, o tym jak sam diabeł uciekał przed miłością, a jeszcze bardziej o tym, co z tego wynika!

/
2 Komentarzy


Podobno z miłością sam diabeł nie poradzi i ta miłosna historia, czy jak kto woli bajka, da Wam na to kilka dowodów. Pełna dwuznaczności, trochę frywolna jest naprawdę mądra i niesie w sobie wiele prawdy o życiu. Przeczytajcie!

Bajkę o Cycoszce i diable Żurominku opowiedziała jedna z uczestniczek warsztatu w Krakowie, Dominika. 

Historia okazała się nadzwyczaj ciekawa i warta odświeżenia, zwłaszcza, że jak się okazało, nie znają jej żadne Internety! A szkoda to, wielka szkoda! W końcu miłość nie zdarza się tylko w bajkach! 


A było to tak!

Żył sobie razu pewnego bies Żurominek, co miał w życiu dwie miłości: kwaśny żur, który uwielbiał od małego diablęcia i wodnicę Cycoszkę, którą pokochał jakoś w połowie roku, zaraz po tym, jak mu się wąs kruczoczarny sypnął na lico. Diabeł ten był niczego sobie, bo chociaż jego pobratymcy bywają różni: grubi, chudzi, szpetni lub garbaci, to on był chłop na schwał! A najpiękniejsze miał rogi. Długie, potężne, mocne. I to one najbardziej kusiły Cycoszkę.

Zalet ona musiała mieć nie tak mało, bo Żurominek gotów był dla niej zrobić wszystko! No prawie wszystko, ale to się jeszcze okaże!

Razu pewnego, wiedźma zawołała go do siebie i mówi:

 - Żurku - Żureczku, w kościach mi strzyka od tej wilgoci! Zamieszkałabym w suchej chacie! 

Diabeł tylko na to czekał i zapalił się do roboty! Nie zniechęciło go nawet, że Cycoszka byle czym się zadowolić nie dała i zażądała kasztelańskiej chałupy! Ale co to dla czarta! Zwołał swoje służki i pomocników, a rano dwór stał, jak malowany. Czysty, suchy i pachnący! 

-  Czy takiego gniazdka chciała moja kijaneczka? - zapytał wiedźmę zadowolony z siebie bies.

- No niebrzydki dwór, niebrzydki, ale ja chciałam modrzewiowy! - powiedziała Cycoszka.

Zaledwie więc zaczęło zmierzchać, Żurominek zwołał swoje służki i okoliczne diabliska i zakrzyknął:

 - Co żeście mi tu wybudowali! Dwór miał być modrzewiowy!

Diabły buntowały się i złorzeczyły, ale nie miały wyjścia. Dębowy dwór został rozebrany i jeszcze zanim rano kur zapiał, na jego miejscu stanął nowy, modrzewiowy. 


Jeśli nie chcesz mojej zguby..
W bajce o Cycoszce i Żurominku jest podobnie :) 

Chałupa to za mało...

Cycoszka wprowadziła się do dworu, z wdzięczności obsypując czarta pieszczotami nie raz, nie dwa, ale ze 30 razy, od czego omal nie zemdlał. 

Ale to nie był koniec. Kiedy już miała dwór, zażądała pereł. I to nie byle jakich, bo tych Kasztelanowej. Żurek oferował jej klejnoty jakich pełno było w czarcich kryjówkach, złoto, rubiny i diamenty! Nawet perły identyczne z tymi, których tak pożądała. Na nic! Ona chciała perły Kasztelanowej! Żadne inne! Uparła się, złamała obcas, wściekła, a na koniec znów zrobiła się miła i zagroziła, że uschnie na drzazgę. 

Czart myślał i myślał, aż obmyślił podstęp! Czego się w końcu nie robi dla ukochanej kobiety! Przebrał się za królewskiego złotnika z samego Krakowa, konia wyczarował i ruszył do Nasielska. 

Jak obmyślił, tak zrobił. Jeszcze tego wieczoru perły trafiły do Cycoszki, która zadowolona stroiła się przed lustrem. To jednak nie był koniec życzeń i problemów Żurominka, bo jak to bywa na tym świecie, nieszczęścia w miłości podobne są do siebie jak dwie pestki śliwki, a najgorzej się dzieje, kiedy chce się za dużo. 


Daj mi! Daj mi wszystko!

Dumny z siebie diabeł usiadł w fotelu i spytał:

 - To o czym jeszcze marzy moja kijaneczka? 

Cycoszka zakręciła spódnicą, spojrzała w lustro i powiedziała:

- Skoro mam już dwór jak kasztelański, perły Kasztelanowej, to teraz brakuje mi już tylko jednego! Kasztelana za męża! 

- Co?? - krzyknęło diablisko.

- Ależ nie dąsaj się mój miły - powiedziała wiedźma. Kasztelan nie musi być wcale prawdziwy! Wystarczy, że Ty się w niego przemienisz! Nogi w kolanach wykrzywisz, brzucha nabierzesz, łysinki trochę, a rogi to się tutaj odłamie! 

I chwyciła czym prędzej za żurominkowe rogi. Diabeł krzyknął z bólu i czym prędzej czmychnął przez otwarte okno. Wszystkie biesy na całym Mazowszu wiedziały, że oddałby swojej wiedźmie wszystko: i serce , i rozum i duszę nawet, o reszcie nie wspominając, ale rogów, tych oddać nie mógł! 

Powiadają, że Żurominek czmychnął aż do samej Warszawy i że żył tam długo i szczęśliwie. Burmistrzem ponoć nawet został. Ale też nigdy się nie ożenił. Szkoda, bo może gdyby przestał się bać, trafiłby na niewiastę, która wcale nie chciałaby go zmienić w kogoś innego i przyjęła jego czarcie jestestwo z dobrodziejstwem inwentarza (o tym więcej TUTAJ).  W końcu nie był z niego taki zły diabeł, jak to go nieraz malują.



Oryginalna historia o Żurominku pochodzi z książki Zdzisława Nowaka "Diabelski strzelec", wydanej w 1991 r. przez wydawnictwo Nasza Księgarnia. 



Zobacz również

2 komentarze:

  1. Noż bardzo w tę walentynkową niedzielę za bajkę dziękuję, ale też mi szamańskie serce stanęło ze zgrozy jak można raz pisać "wodnica Cycoszka", a potem, że "wiedźma". Toż wodnica jest demonem, a wiedźma kobietą. Nawet jeśli, jak z bajki wynika, wodnica miała charakter wiedźmy, to wiedźmą być nie mogła, bo demon bije wiedźmę jak as blotkę. Kłaniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :)) muszę popracować zatem nad nomenklaturą ;)

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)