Apatia i bezruch są śmiertelnie niebezpieczne! Jak może uratować nas aktywna codzienność?

/
18 Komentarzy


Wydaje nam się, że stan bezruchu, błogiego spokoju, brak problemów i wyzwań nam służy. Ach słodkie dolce vita! W rzeczywistości jest jednak dokładnie odwrotnie. Chcesz komuś życzyć źle? Życz mu, żeby nic się nie działo. 


Kasia Miller, psycholożka i terapeutka, w jednym z wywiadów opowiadała o pewnym badaniu. Zaproszono do niego grupę uczestników, zaoferowano wynagrodzenie i zaproponowano im bezczynne leżenie w łóżku, przez określony czas, bez żadnych rozrywek, bez możliwości wyjścia na zewnątrz, ale jednak - za pieniądze. Taka "praca". 

Pewna grupa zgodziła się na takie warunki - no bo jak to! Czy to nie jest wymarzony stan? Nie muszę nic robić, nic mi nie zagraża, dadzą mi jeść, poleżę sobie i pomacham nogą, a oni mi za to jeszcze zapłacą!! 

Skoro z tych naukowców tacy idioci i nie mają co robić z kasą, to ja chętnie! A jakże!


Bezczynność nie taka znów wymarzona...

Wbrew tym optymistycznym przewidywaniom sytuacja okazała się jednak daleka od ideału. Na początku było tylko nudno i nieswojo, nic wielkiego. Ale potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy: stany z pogranicza psychozy, zwidy, majaki, paniczny strach, apatia i prawie katatoniczny bezwład. 

W tym momencie znów do gry wkroczyli naukowcy i zaproponowali rozrywki: gazety, filmy, książki. I oni, uczestnicy badania, tego nie chcieli!

Bezwład i degenerująca moc bezczynności weszły tak głęboko w ich psychikę, że nie byli w stanie sami stamtąd wyjść. Nie obeszło się bez profesjonalnej pomocy. 

Z nami bywa podobnie i nawet jeśli nie bierzemy udziału w żadnych badaniach, a nasze życie w jakimś momencie osiada na mieliźnie, to trzeba wiedzieć, że nie ma tam na co czekać i trzeba się stamtąd zabierać czym prędzej. 

Nawet jeśli tylko do sprzątania czy pielenia ogródka. Aktywność może nas uleczyć, bezczynność zepchnąć jeszcze głębiej. 

Nie zostałyśmy pomyślani jako bezradne, apatyczne stworzenia, które nic nie robią.
Tak naprawdę stan długotrwałego  bezruchu nas degeneruje. 

Potrzebujemy "wrogów", potrzebujemy, żeby się działo

W stanie błogiej apatii, tam gdzie nie ma wyzwań, gdzie nic się nie dzieje, zaczynamy szaleć, odczuwać trudności adaptacyjne, a co najgorsze, zaczynamy w tym stanie grzęznąć niczym w bagnie. 

Kiedy tkwisz w nim po kostki wiesz, że żeby wyjść, wystarczy tylko mocniej szarpnąć nogą. Kiedy jednak tkwisz tam po samą szyję, sam nie wyjdziesz, a może się zdarzyć, że się tam nawet utopisz.  W końcu pomoc może być za słaba, albo przyjść za późno. 

Ta zależność sprawdza się również w przyrodzie: okazuje się, że gatunki, które tracą swojego naturalnego drapieżnika, są bardziej narażone na wyginięcie! Osłabia się ich instynkt, ostrożność, a co za tym idzie zaczynają wpadać w różne inne pułapki i tracić swoje przyrodzone zdolności do ochrony własnego gatunku.

Czy nam się to podoba czy nie... też tak mamy.  


Dobrobyt... bywa zabójczy

Dowiodło tego chociażby badanie przeprowadzone przez doktora Calhouna, na myszach. 

Ośmiu osobnikom zapewniono idealne warunki życia. Miały bezproblemowy dostęp do wszystkiego co było im potrzebne. Jedzenie, spory wybieg, brak drapieżników i zagrożeń.  Liczebność populacji systematycznie rosła, aż w pewnym momencie zaczęła maleć, aż do całkowitego wymarcia. Eksperyment trwał cztery lata. Powtarzano go kilkukrotnie na myszach i szczurach, a wynik zawsze był ten sam. Nieograniczony niczym dostęp do pokarmu i brak zagrożeń powodował wymarcie populacji.

Mysi raj okazywał się po pewnym czasie zabójczy dla ogółu. 

Calhoun zaobserwował, że myszy na skutek braku wyzwań jakie niesie normalne życie, w którym się trzeba nabiegać choćby za jedzeniem, czas poświęcały wyłącznie na dbanie o futro, jedzenie i spanie. Nigdy nie interesowały się innymi osobnikami, nie miały ochoty ani na seks ani na walkę, nie były empatyczne, w pewnym momencie traciły zainteresowanie młodymi i ich los stawał się im obojętny.  

Przede wszystkim jednak  nie potrafiły poradzić sobie z nietypowymi bodźcami. Choć wyglądały na ciekawe życia, zdrowe i świetnie odżywione, w rzeczywistości były bardzo głupie i bezradne. 

Jeśli my żylibyśmy w podobnym, z pozoru idealnym świecie, bardzo prawdopodobne, że konsekwencje byłyby podobne. 

Brak wyzwań robi z nas życiowe kaleki. Nie ma więc do czego tęsknić. 

Czasami dokonanie złego wyboru jest lepsze niż nie dokonanie żadnego...
#cytaty motywacyjne #inspiracja


Rób coś! Rób!

Nie chodzi tu o nerwową aktywność, ale raczej o poczucie zakorzenienia w swoim życiu, o małe i duże cele, o rozwój i sens. 

Okazuje się, że osoby starsze, które mają pasję, hobby, czy przynajmniej zorganizowany, zapełniony aktywnością czas, żyją dłużej, są zdrowsze, bardziej pogodne i zadowolone ze swojego życia. 

Znów: nie chodzi tu o żadne wielkie sprawy, wyzwania z rodzaju wdrapię się na Mount Everest, albo przepłynę ocean. 

Pasją może być malowanie obrazów, hodowla gwarka, czytanie książek, udział w zajęciach jogi, drobne codziennie aktywności, które sprawiają, że czujemy się żywi. 

Bez względu na to ile mamy lat, stan bezruchu zbliża nas do śmierci, a aktywność ( byle nie przesadna), do życia. 


Idealne życie nie istnieje

I wynika z tego, że chyba całe szczęście. To, że natura, los, świat piętrzą przed nami pewne góry i pagórki, które czasem trzeba pokonać, ma sens. Dzięki temu możemy się rozwijać, uczyć nowych rzeczy i doskonalić. 

Kiedy następnym razem dopadną Cię marzenia o słodkim nicnierobieniu i ciepłej od beztroski zupie, w której pływasz nawet nie poruszając nogami, to  najpierw się temu poddaj, odpocznij, zrelaksuj, a potem pomyśl sobie o myszach, naukowcach i drapieżnikach, dzięki którym ciągle możemy pamiętać jak się biega, ucieka i myśli. 

A potem rób! Rób swoje!



Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Świetny tekst jak zwykle, naprawdę są niesamowicie dla mnie pomocne. Tymczasem zmotywowana (i trochę wystraszona) biegnę na basen.... :) Pozdrawiam, Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Od Kotów1 lutego 2016 20:21

    Coś w tym jest. Nawet niekoniecznie dobrobyt, ale sam bezruch. I znów "Biegnąca z wilkami" - z którego to rozdziału? O zatrutej rzece (z tych, do których wracam we fragmentach, chyba mój ulubiony, ze zdaniem "Po prostu zacznij") czy jakiś inny?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogłam przebrnąć przez fragment o myszach. Czy Gosiu nie mogłaś wybrać jakiś inny przykład? To było brrr, brrr, brrr, fuj, fe, najgorszy na świecie horror!.
    Nie usnę przez Ciebie Gocha!
    Przerażona Babcia.
    To ma być blog o radości?
    Małgosiu popraw się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To następnym razem o pająkach, albo o szczurach, albo.... ;)

      Usuń
  4. A ja zaczęłam coś. Chwilowo mało śpię po nocach, bo ciężko jest i stres rozwala od środka. Tym bardziej, że właśnie zawsze pojawia się ktoś, kto jest przeciw temu co robisz. Nagonka, złe wyrokowanie i czekanie na potknięcie.Na szczęście są też tacy, którzy wspierają i współpracują. Nie mam czasu na nudę. Stres zabijam bieganiem, a marzę.....o wyspaniu się :) Tak bardzo chciała bym się wyspać :) Fajny wpis. Motywuje i pokrzepia.

    OdpowiedzUsuń
  5. O tym wszystkim co piszesz doświadczyłam w ostatnim okresie świątecznym, a może bardziej poświątecznym. Święta - wszystko wysprzątane, po przejściu wszystkich odwiedzin, gości, nacieszyliśmy się sobą w rodzinie i wzięłam się z zapałam się za czytanie książki, potem internet i co nie chciało mi się.., to co mi sprawia przyjemność w dniu codziennym, teraz stało się mało atrakcyjne. wpadłam w jakąś dziwną apatię, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Po kilku dniach wolnych z radością wróciłam do pracy. Wiosna, czy latem nie doświadczyłam tego jeszcze, bo mam ogródek i trochę inaczej spędza się ten wolny czas. Ela.

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu Kochana

    Zrób proszę na stronie opcje - do druku
    Ja często staram się rodzicom, siostrom wydrukować twoje teksty- i nie jestem za dobra w redagowaniu ich w word'zie:)
    A taka opcja drukuj byłaby super:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny artykuł! Daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nazwałaś to, co czuję instynktownie i nie raz sprawdziłam na sobie. Z utęsknieniem czekam na moment, aż uporam się z piętrzącą się górą obowiązków i powinności, i nic już nie będę musiała. I gdy to się już stanie, po stosunkowo krótkim relaksie zaczynam być znudzona, rozdrażniona, taka "rozmemłana". Na szczęście takie okresy "nic nie robienia" zdarzają się rzadko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby też nie popaść w przesadę: takie okresy nicnierobienia są ok. Nawet czasem niezbędne! Ale też musimy sobie zdawać sprawę, że na dłuższą metę to się nie sprawdzi :)

      Usuń
  9. Dlatego zapisałam się na warsztaty we Wrocławiu - i nic to ,że 300 km przede mną :-) Zatem do zobaczenia Małgosiu :-) -Ewa
    "Nie boję się umrzeć , boję się nie żyć "

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Małgosiu, weszłam na tą stronę nieco przypadkiem. Na początku, gdy zobaczyłam, że dorosła kobieta przedstawia się jako Małgosia, to przyznaję, że nieco się zjeżyłam i zdystansowałam. Byłam pewna, że to kolejna odmiana new age, a później, po przeczytaniu ostatniego postu uzyskamy stan zen i już zawsze będziemy szczęśliwi. Byłam sama przed sobą złośliwa, przepraszam. Od kilku tygodni zdarza mi się tu zerkać i czytać Pani posty i robię to z przyjemnością, bo odczytuję, że Pani optymizm nie jest płytkim brakiem refleksji a bierze się z wiary, ze jest potrzebny mimo tego, że doświadczamy też rzeczy przykrych. Jestem, jak sądzę, z tej samej rodziny uśmiechniętych mimo wszystko. A co do tekstu wyżej, to zgadzam się z nim w zupełności. Praca i obowiązki porządkują życie i świat emocji, aktywność jest zawsze połączona z rozwojem. Bardzo serdecznie Panią pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i dziękuję za podzielenie się wrażeniami :)
      Ps. Bardzo lubię być Małgosią :)

      Usuń
  11. Świetne i prawdziwe. Idę działać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mądrze napisane Małgosiu.
    Gorzej jak czas "nic nie robienia" jest podyktowany dochodzeniem do siebie po operacji i niemożnością ruszania się. Niby starannie ten okres zaplanowałam, wiem co chcę przeczytać, obejrzeć, zrobić dla siebie w sferze duchowej. Mam przyjaciół obok siebie, którzy wpadają umilić czas, zająć się domem, zwierzętami i mną. Podejrzewam, że gdyby nie moje futrzaki już wkraczałabym na niebezpieczna drogę apatii, o której piszesz. Bo chociaż mam w końcu czas, aby pławić się w nic nie robieniu - lub może robieniu tylko rzeczy przyjemnych i nadrabianiu zaległości czytelniczych, to takie "przymusowe" leżenie w łóżku mi średnio służy. Na szczęście jestem optymistką i wiem, że to przejściowy stan. Tłumaczę też sobie, że właśnie czytając robię coś pożytecznego zarówno dla siebie, jak i dla klientów. Z wielką przyjemnością wrócę do pracy jak już to będzie możliwe.
    A póki co szperam po Twoim blogu, żeby sprawdzić czy jakiś post mi nie umknął w wirze wcześniejszego zapracowania:) Dziękuję, że piszesz.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)