Bo kiedy naprawdę chcesz wdepnąć w g****...

/
10 Komentarzy


Bo ile razy można zawieść. Że raz to wiedzą wszyscy. Nawet dwa czy trzy, nie ma dramatu. Mówią, że do trzech to sztuka, cztery może być bez sztuki, ale potem to robi się z górki. Nieudacznik, oferma, dobrymi chęciami piekło i takie tam. 


Ubłocone skrzydła chował za siebie, jak pustą wiarę, że będzie lepiej. Bo i na co się komu zdała? 

Mógł oszczędzić sobie tej hańby kolejnej klęski, mógł nie cierpieć znów z powodu szyderstwa, mógł po prostu stąd odejść. Tylko jak  ją zostawić, jak porzucić, jak zapomnieć?
  

Nie dam rady -  myślał i cedził wolno przez brudne pióra. Nie dam rady - prędzej ze sobą skończę, przejdę na stronę ciemności, oderwą mnie od niej siłą, prędzej zginę, niż ją porzucę. Nadęty słowami jak pluszowy ptak, stał w deszczu i zaciskał pięści.


I tak źle i tak niedobrze. Miotał się tak od lat. Przeganiał lewych kochanków, wylewał wódkę i wysypywał proszki. Gasił papierosy kiedy zasypiała. Po zmroku chodził po domu i sprawdzał kąty: czy zamknęła drzwi, czy wyłączyła gaz. Rzadko sypiał. Kiedy już przymykał powieki śniły mu się anielskie horrory o tym, że nie zdążył, że nie dopatrzył, znów zawiódł. Dramaty w jednym akcie, na stronach z tiulu i płonącego papieru. Budził się zlany potem i tulił ją przez sen; kiedy spała sama i wtedy,  gdy ściany domu pachniały kimś obcym i trudnym.


Stawiał jej na drodze tych właściwych, ale ona, wiedziona instynktem klęski, pragnieniem silniejszym od niej samej, na chwilę przed, na moment, na sekundy zaledwie, robiła unik, skręcała w boczną uliczkę, nie przejeżdżała na tych światłach co trzeba. Nieszczęścia sypały się jak kostki domina. Plątały się po kątach, czepiały mebli, obrastały kurzem i pachniały terpentyną. 


Byłby sobie wyrwał wszystkie pióra z głowy, byłby przeklął swoje anielstwo, oddał skrzydła, na diabła to komu, ale nikt nie wyciągał rąk, nie upominał o zwrot, nie zgłaszał protestu. Byłby zrobił wszystko, ale jak w kiepskim dramacie lub dobrej komedii: nie zdążył.


Szminką na szybie napisała „wolna wola”. Szkarłatne litery błyszczały w łazienkowym świetle, „a” na końcu opadało w dół jakby grawitacja szarpała je za nogę. „Wolna wola” -  powtarzał oniemiały. Klęska za klęską, nieszczęście po nieszczęściu, wpadka za katastrofą, a wszystko to „wolna wola”.

Cisza domu grała mu w uszach, kiedy wzruszony wszedł pod prysznic, żeby umyć brudne pióra. Jedno po drugim, minuta za minutą zmywał z siebie ciężar i strach: złudzenia i obrazy, pretensje nie wiadomo do kogo i o co.

Gdy wychodził z domu, nie wziął klucza. Nie ruszał zamka, nie zatrzasnął drzwi. Szedł za miasto, bezdrożami, potem wzniósł się nad lasem i kiedy słońce poczochrało promieniami czubki sosen, zawołał nad lasem:

 - Wolna wola, wolna wola!!! Jeśli z całej siły chcesz wdepnąć w gówno, żaden anioł cię przed tym nie uchroni. 

 „Wolna wola, wolna wola” -  niosło się po niebie. A on leciał i śpiewał. I był wolny. Jak ta wola. 


Ten tekst bierze udział w konkursie na Tekst Roku.
Będzie mi niezwykle miło, jeśli zdecydujesz się na niego zagłosować.
Dziękuję! 



Zobacz również

10 komentarzy:

  1. Krótko i na temat...dobrze się czytało :) dziękuje,dla mnie idealna bajka na dziś...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny tekst... to w ogóle mile uczucie myśleć, że ma się takiego Anioła. Pozdrawiam ciepło:) Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgosiu

    jakże Ci dziekuję

    pozdrawiam

    Aga H

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle razy w g*** wdepnęła miłość mojego zycia, ciągnąc mnie za sobą tym samym ja patrzyłam z nadzieją że wyjdziemy z tego razem, z wiernej czekającej na szczęście dziewczyny stałam się taką jakich nienawidziłam. Szukając ciepła i miłości sama tą szminką namalowałam wolna wola, tym razem robiąc o jeden krok za dużo. Myślałam że to jest dla mnie dobre że to mi pomoże. Dziś ja siedzę tutaj w innym mieszkaniu głaszcze kota, wystukuje na klawiaturze rytm mojego cierpienia ale nikt nie jest w stanie mi pomóc. Wszyscy mówią że dobrze zrobiłam bo ile można znosić tych krzywd i upokorzeń ale ja za nim tęsknie... Dziś nie będe sama tylko z tym dla któego postanowiłam to skończyć, ale czy warto było? Miłość jest wielka, wolałabym stać w tym deszczu nadęta jak pluszowy ptak i zaciskać pięści.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)