Dogodzić wszystkim, tylko nie sobie!? Dosyć! Zmień to!

/
19 Komentarzy


Od dziecka szkolimy się w sztuce niewygody. Ma być nie tak jak potrzebujemy, ale tak jak oczekują, bo życie to w końcu nie przelewki. Kobiety odczuwają to dotkliwiej, ale i mężczyznom nie ma czego zazdrościć. 


To zatrważające, ale już niemowlaki próbuje się wtłaczać w takie szablony. Ma jeść co 3 godziny i spać od 20 do rana. A jak nie chce się przystosować, to trzeba być twardym i nie dać się złamać. Później jest tylko gorzej: jak mówi, że mu ciepło, to na pewno nie wie co mówi: dołóż trzeci szaliczek. Jak nie chce jeść, to też nie wie, bo przecież rodzic wie lepiej co on ma w tym brzuchu. Jak mówi że boli, to przesadza, a jak mu smutno, to dramatyzuje. 

W ten sposób uczymy się spychać nasze potrzeby i uczucia gdzieś do piwnicy. Mają siedzieć cicho i nie psuć nastroju. W końcu wszyscy chcą mieć spokój i żeby było miło i przyjemnie. I wszyscy wiedzą lepiej co dla nas dobre. Bo przecież na pewno nie my sami. 

Tak, brzmi strasznie, ale większość z nas zdążyła już dawno w to uwierzyć. 


Siedź prosto, nóżki razem

 - Dziewczynki tak nie siedzą - powiedziała pani Kasia, poprawiając spódnicę.  - Kolanka koło siebie, co ty chcesz Zośka szpagat zrobić pod tą ławką? Usiedzieć nie możesz? Cipka cię swędzi?

Klasa ryknęła śmiechem, a Zośka zapamiętała to na zawsze. Chociaż minęło 35 lat, to ona dalej trzyma kolanka razem. W każdej sytuacji. 

Patrzy czasem na facetów rozpierających się w komunikacji miejskiej, albo na służbowym krzesełku. Nie mają nic do ukrycia, rozkładają nogi, dumnie wypinają do przodu brzuchy i klatki piersiowe. Zazdrości im tej swobody i złości ją ona jednocześnie. Bo ona się kuli. Całe życie. 

Kolanka razem, plecy prosto. Pamiętaj. 



Mamy być słodkie, miłe i grzeczne. Większość kobiet nawet w sytuacji napaści nie umie krzyknąć.
To wszystko ma poważne konsekwencje i rzutuje na całe nasze życie. 

Trening niewygody


Aneta była tęga zawsze i od kiedy skończyła dwadzieścia lat, nosi tylko buty na obcasie, żeby wyglądać szczuplej. Nikomu nie pozwoli powiedzieć, że to niewygodne, albo niezdrowe. Kiedy ortopeda obejrzał jej prześwietlenia kręgosłupa i lewej stopy, a do tego zbadał kolana, kategorycznie zabronił szpilek i postraszył operacją. Aneta machnęła na to ręką - schudła 10 kilogramów i szpilki nosi dalej. Kolana bolą trochę mniej, teraz boli żołądek, no ale przecież takie życie - nie? Poza tym to przecież jej wybór, nikt jej nie zmusza. 


Tylko czy aby na pewno?


Życiowe nauki o tym co trzeba, co musimy i co powinnyśmy powtarzamy w kółko, aż przestajemy  nawet czuć, że nam nie pasują. W końcu do wszystkiego można się przyzwyczaić, w końcu przyzwyczajenie staje się drugą naturą. 

Potem mówimy, że to nasze, że tak wybieramy, tak trzeba, takie są zasady, a z nimi się nie dyskutuje. Łamiemy siebie w imię cudzych wymagań i nawet nie czujemy, że boli. 


Mamy być piękne i kształtne, mamy się podobać, mamy spełniać cudze oczekiwania najpierw, potem jak starczy sił i zdrowia, pomyślimy o sobie.


Potem.. Potem jest często za późno. I tak naprawdę to już nie wiemy, czego nam  w istocie potrzeba. 

Najbardziej inspirująca i ... apetyczna książka tych wakacji już dostępna w przedsprzedaży!
Kup teraz! 


Dlaczego to co czuję, to czego potrzebuję jest ważne?

Dlatego, że Ty jesteś ważny, ważna. Bez Ciebie nie ma Ciebie. 

Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim szatańskim podstępem daliśmy sobie wmówić, że inni są ważniejsi niż my sami. 

Co zrobimy dla innych, kiedy nas prawie, lub całkiem nie będzie? 

Przecież nie ma nas, bez nas. Bez dbania najpierw o siebie. 

Im bardziej się przycinamy, dostosowujemy, tym najczęściej mniej z tego wychodzi. A nawet jeśli, to pojawia się dotkliwa pustka, ziejący krater, który czymś trzeba zapełnić. 

Ludzie często nie wiedzą, z jakiego konkretnie powodu są nieszczęśliwi. Tych powodów bywają tysiące, a wszystkie malutkie. Problem w tym, że kiedy złoży się je do kupy -  kiedy poświęci się dla dobra ogółu i w imię cudzych wymagań, to to wszystko nagle, mimo że solo małe i niewiele znaczące, zaczyna przysłaniać całą radość życia. 

I jak ją wtedy odnaleźć w tym galimatiasie? 


Kiedy ostatnio zrobiłaś, zrobiłeś coś TYLKO dla przyjemności? 


Jak odkryć czego potrzebuję?

Na przykład wykonując polecany przez Karo Akabal  trening przyjemności. Niech to będzie kwadrans tylko dla Ciebie, byle powtarzany codziennie. Z uporem maniaka. Bez żadnego innego celu. Bez wymówek, bo mąż, żona, dzieci, praca, kwiatki, pies i kot. 

Można w nim zmieścić czytanie, albo leżenie w wannie pełnej piany i machanie nogą. Czesanie włosów, albo wklepywanie w ciało pachnącego kosmetyku. Odkrywanie tego co sprawia nam prawdziwą przyjemność. 


Trening... przyjemności!

Po latach wdrażania strategii "muszę, powinnam, a potem to pomyślę", często nie wiemy już co by to mogło być. Nie umiemy odpoczywać, relaksować się, nic nie robienie jawi się nam jako wielki stres i spina nas bardziej niż jakakolwiek aktywność. 

Wiele kobiet robiąc cokolwiek TYLKO dla siebie, doświadcza wyrzutów sumienia. Bo przecież w tym czasie mogły posprzątać, doglądnąć dzieci, albo odpisać na kilka zaległych maili, w końcu szef znowu niezadowolony. Wiele mówi, że doświadczając zwykłej, łagodnej przyjemności, zaczyna płakać, bo jest to dla nich tak trudne, tak otwierające, tak głębokie... i tak dawno tego nie czuły!

To, że nie potrafimy o siebie dbać, ma wiele poważnych konsekwencji: dla wszystkich. Nie tylko w seksie, związkach, pracy, ale w każdym aspekcie codzienności. Odbija się na zdrowiu, na karierze, na małżeństwie, na kolejnych pokoleniach, które nie uczą się zdrowego egoizmy, ale poświęcania w imię nie wiadomo czego. 

Jeśli my sami nie damy sobie tego co nam potrzeba, jeśli nie będziemy nawet wiedzieć co to jest, nikt inny o to nie zadba. Nie zobaczy tego w magicznej kuli, ani nie zdoła tego wyczytać gdzieś między słowami. 



Poświęcanie się jest przereklamowane. Na pewno!


Myśl o sobie, nikt inny za Ciebie nie pomyśli

I przestań wreszcie dogadzać wszystkim tylko nie sobie! Poświęcanie się jest naprawdę przereklamowane. Prowadzi nie do uszczęśliwienia wszystkich wokół, ale do osobistej frustracji. 

Ludzie, którzy nas naprawdę kochają, którzy dbają o nas i nasze prawdziwe dobro, wcale nie chcą żebyśmy się dla nich poświęcali. 

Jeśli ktoś tego od Ciebie oczekuje, wyślij go do diabła. Jeśli nie słucha, a nawet żąda, wymusza i grozi idź na policję, albo do prawnika. Ani to poświęcenie sensowne, ani mądre, ani legalne. I najczęściej i tak nic z niego nie wynika. 

Świat nie potrzebuje ludzi, którzy poświęcają się dla wyimaginowanego dobra ogółu. Potrzebuje raczej takich, którzy potrafią dbać o siebie i w związku z tym mają także siły, energię i wewnętrzne środki, aby dbać potem o innych. 

Jak w samolocie: maska najpierw sobie, a potem dziecku. Nigdy na odwrót. 

Zapamiętasz?



A Ty? Czy wiesz czego Ci potrzeba? Czy umiesz o siebie dbać? Odmawiać? Nauczyłaś się? Nauczyłeś? Napisz dla mnie i dla innym! 
Ku inspiracji! Dziękuję! 



Zobacz również

19 komentarzy:

  1. Ja powoli zaczynam myśleć o sobie, przez cztery lata małżeństwa poświeciłam się wyłącznie dla męża, pranie, sprzątanie, gotowanie, łózko, jego plany jego marzenia tak żeby jemu było dobrze, żeby czuł się dobrze. Po trzech latach podziękował mi rozwodem i pomimo tego, że jest mi strasznie ciężko teraz walczę o siebie każdego dnia, o to, żeby czuć się dobrze we własnej skórze, aby polubić siebie i nauczyć się żyć sama ze sobą. Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo trafny tekst. Tak bardzo o mnie...Jakiś czas temu powiedziałam jednak stop. Było to bardzo trudne, a reakcja otoczenia...Było tak, jak w jednym z Twoim inspirujących cytatów: "Jeśli ludzie mówią Ci, ze się zmieniłaś, prawdopodobnie przestałaś robić to, czego od Ciebie oczekują". Cięgle jednak uczę się ignorować komentarze otoczenia i bardzo mi z tym dobrze. Rytuał mam od lat, może trochę dziwny...Po sobotnich zakupach , siedząc w samochodzie, czytam sobotni dodatek do gazety. Kiedyś mówiłam, że zakupy zajęły mi tyle czasu, bo byłą kolejka, teraz już nie ukrywam dlaczego ten czas, w tak dziwnych okolicznościach przyrody ;), jest dla mnie ważny. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgosiu dla mnie czytanie artykułów na Twojej Manufakturze jest treningiem przyjemności - połączonym z refleksja. Dziękuje Ci, że uczysz mnie i wiele kobiet - że możemy dbać o siebie i, że nasze uczucia nie są mniej ważne od oczekiwan wszystkich innych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko święta prawda. Ośrodek sterowania musimy przenieść do wnętrza. I z wnętrza sobą kierować. Tymczasem przez lata pozwalamy sterować sobą z zewnątrz. Aż i tak się wszystko rozpada. Nawet cele realizowane w dobrej wierze, nawet szlachetne, ale wypracowywane w zapomnieniu o sobie nie są warte tego, by w tym zapomnieniu trwać. Gdy się tak trwa, ostatecznie wszystko się rozpada. Tak było ze mną. Stwierdzam jednak dziś, że rozpad, którego doświadczyłam w moim życiu był bardzo dobrą rzeczą, jedynie bolesną. A bólu też trzeba sobie oszczędzać. Właśnie dbając o siebie. O siebie. Nawet żyjąc głównie dla innych trzeba - jak w tym samolocie - myśleć pierwsze o sobie. Wszystko święta racja. Amen :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem żałuję, że niektóre rzeczy dotarły do mnie zbyt późno.
    Mając 18 lat związałam się z chłopakiem bardzo mocno, emocjonalnie. Niestety destrukcyjnie. Pierwszy rok był sielanką, czasem idealnym, wydawało mi się, że jesteśmy tak podobni! Po rozpoczęciu przeze mnie studiów 100 km dalej przestało być kolorowo. Ciągłe zarzuty o zdrady, zazdrość o moich przyjaciół sprawiły, że zamknęłam się na otoczenie, z przyjaciółmi – mężczyznami pourywałam kontakty, żeby on czuł się dobrze, rezygnowałam ze spotkań z koleżankami by móc jak najwięcej czasu poświęcać jemu.
    Ubierałam się tak jak on tego chciał, szaleńczo zrzucałam kilogramy.

    Do końca życia będę wdzięczna mojemu przyjacielowi, dzięki któremu otworzyłam oczy i który pokazał mi, że mogę być szczęśliwa bez mojego toksycznego chłopaka.
    Związek ten trwał prawie trzy lata.

    Z przerażeniem patrzę wstecz, bo widzę zagubioną nastolatkę, młodą kobietę, która za wszelką cenę stara się dostosować. Wierzącą że dzięki temu zasłuży na jego miłość.
    W niebotycznie wysokich szpilkach, w maksymalnie krótkich spódniczkach, koniecznie z frenczem na paznokciach. Nigdy w długich swetrach i czarnych paznokciach, na pewno nie w luźnych ubraniach za to w kusych kurteczkach. Wychudzoną do 49 kilogramach przy 170 cm wzrostu, na którą z przerażeniem patrzyli rodzice i znajomi.

    Dziękuję z całego serca mojemu narzeczonemu, który mimo, że wszystko to działo się około 5 lat temu, wciąż pomaga mi walczyć z demonami przeszłości. Który mówi – kocham Cię taką jaką jesteś, wszystkie Twoje emocje, te dobre i te „złe”.

    kobiety – walczcie o siebie. Warto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cenię ludzi, którzy kochają i uszczęśliwiają siebie samych, którzy w siebie wierzą i nie wstydzą się tego. Niestety, ale obowiązuje u nas kanon „cierpiętnicy”, czyli poświęć się innym, kosztem swojego szczęścia. I tak o to żyjemy w kraju smutku, zawiści, przygnębienia. Na szczęście jest garstka osób i myślę, że będzie ich coraz więcej, którzy są szczęśliwi sami ze sobą i to właśnie oni potrafią SZCZERZE podzielić się swoim szczęściem i radością z innymi.

    OdpowiedzUsuń
  7. To własnie ja, kiedyś pełna frustracji, teraz na szczęście coraz mniej.Dogadzanie wszystkim na około choć padalam na twarz nie raz.Byly wymowki bo mama, tesciowa, maz, dziecko, pies, znajomi.Na zzczescie mam swietnego psychologa ktory od dwoch lat "leczy"mnie z tego, choc jestem chyba opornym przypadkiem :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakiś czas temu zmieniłam zawód i najbardziej rozbawiły mnie reakcje moich byłych klientów. Niektórzy mieli do mnie pretensje, jak "śmiałam" tak "im" namieszać w życiu tą swoją durną decyzją (sic!). Teraz będą musieli zmienić swoje przyzwyczajenia, a to tak boli przecież ;) Poszukać kogoś o takiej wiedzy i doświadczeniu i do tego najlepiej kogoś tak siebie niedoceniającego jak ja wtedy, żeby nie musieli płacić za dużo :) Dziękuję losowi, że postawił na mojej drodze kilka sensownych osób, które pomogły mi się chwilę zastanowić nad swoim postępowaniem, bo istniało spore ryzyko, że się zestarzeję i umrę nieszczęśliwa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za ten tekst!
    Ja ostatnio doszłam do wniosku,że chcę popracować solidnie nad moim zdrowym egoizmem, bo w przeciwnym razie będzie bardzo źle.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy będzie możliwy zakup ebooka? Najlepiej w formie mobi ��
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, niestety nie, powody wyjaśniam tutaj :
      http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2017/06/moja-ksiazka-wasze-pytania-faq-darmowy.html

      Usuń
  11. Cześć,
    dobry tekst, dużo w nim prawdy, zapominasz jednak o podkreśleniu tego, jak ważny jest balans, jak łatwo przeciągnąć w drugą stronę.

    W moim życiu prawie nigdy nie dawałem sobie możliwości posiadania czasu dla siebie, zawsze było coś ważniejszego ode mnie, z wyższym priorytetem, chociażby dlatego, że ktoś inny tego ode mnie oczekiwał. Najwięcej poświęceń siebie i tego co dla mnie ważne zrobiłem z powodów ogólnie nazywanych "praca" lub "dom".

    Kilka lat temu udało się mi wyzwolić dużo energii, aby zmienić pracę na taką, która daje mi frajdę, w branży, w której zawsze chciałem pracować. Udało mi się również wygospodarować czas na codzienne ćwiczenia, schudłem wtedy 20 kg. Czy się opłacało? Tak. Czy to było trwałe: nie.

    Znów waże 20 kg więcej, co jest sporym obciążeniem dla mojego zdrowia. Praca wciąż jest OK i mnie bawi - chociaż tyle z tego zostało.

    Jestem w momencie, w którym nie wiem już co jest moje. I nie myślę tutaj o posiadaniu - chciałbym tylko potrafić odpocząć, uspokoić się, uspokoić swoją głowę.

    Ostatecznie jestem w miejscu, w którym kocham moją żoną, kocham moją córkę, ale nie potrafię kochać siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna końcówka. Szukałeś co może stać za tym brakiem miłości do siebie ?

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)