Czy cierpienie uszlachetnia? Nieprawda! Często niszczy!

/
9 Komentarzy


Powiedzenie, że cierpienie uszlachetnia jest tak samo wyświechtane jak nieprawdziwe. Niektórych rzeczywiście. Ale czy wyjątki mogą stanowić o regule?  


Przekonanie o terapeutycznej czy kształtującej mocy cierpienia wzięło się prawdopodobnie z ludzkiej potrzeby racjonalizacji zjawisk i jako takie weszło do języka, religii i naszych głów. 

Ponieważ nie da się go uniknąć i każdy z nas w swoim życiu go doświadczy, to uzasadnijmy to jakoś! Powiedzmy, że ogień kształtuje stal! 

Niby to prawda, ale przecież nie cała. Ogień także spala na popiół, parzy i niszczy. Tak samo jak cierpienie. 


Cierpienie czyni z nas złych ludzi

Niestety nader często. Olbrzymia większość zbrodniarzy wojennych, przestępców i zwyrodnialców doświadczyła w swoim życiu wielu cierpień - głównie w dzieciństwie. Oczywiście to nie tłumaczy ich zachowania, ani nie jest przyczynkiem do ich uniewinnienia. Pokazuje jednak destrukcyjną moc cierpienia, które sprawia, że nie potrafią oni radzić sobie z własną złością, smutkiem i trudnościami, biorąc w dorosłym życiu  swoisty odwet za to, co ich kiedyś spotkało. 

„O tym czy dziecko będzie serdecznym, otwartym, ufnym człowiekiem umiejącym współżyć z innymi, czy zimną, destrukcyjną samotną istotą – decydują ci, którzy przyjmują dziecko do świata i uczą, co to jest miłość, albo nawet nie starają się pokazać, czym jest miłość. - mówiła w jednym z przemówień Astrid Lindgren. 

"Człowiek uczy się wszystkiego od tego, kogo kocha,  powiedział Goethe, a więc musi to być prawda. Dziecko, do którego podchodzi się z czułością i które kocha swoich rodziców, od nich uczy się wrażliwego stosunku do otaczającego świata i na całe życie zachowuje taką postawę. I jest to dobre nawet jeśli on czy ona, wbrew oczekiwaniom, przypadkiem nie będą należeć do tych, co decydują o losie świata.  A gdyby on czy ona wbrew oczekiwaniom, przypadkiem było jednym z  tych, co decydują o losie świata, to jeśli podstawą ich stosunku do tego świata jest miłość, a nie przemoc, mamy szczęście. Charaktery przyszłych mężów stanu zostały uformowane, nim skończyli pięć lat, to straszne, ale prawdziwe.”
Cierpienie zmienia. Nie zawsze na lepsze. 

Cierpienie  nie leczy, cierpienie kaleczy

W pewnym sensie naznacza, odbiera pewność siebie. Oczywiście można to przekroczyć, ale nie można powiedzieć, że jeśli coś minęło i wyszliśmy z tego żywi, to nie pozostawia to w nas żadnego śladu. 

Kobiety i mężczyźni, którzy w dzieciństwie zostali oszukani, zawiedzeni, pozostają nieufni na długie lata. Dotyczy to nie tylko bliskich związków, ale i pracy, biznesu, społecznego postrzegania różnych zjawisk. 

"Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni" to bardzo przewrotne przysłowie. Może nie zabić, ale urwać ręce i nogi - także w sensie metaforycznym. Z tym się żyje, oczywiście. Ale nie udawajmy, że to takie samo życie. 


Cierpienie może być platformą do lepszego życia

Jeśli trudne doświadczenia przykryjemy maską z napisem "nic się nie stało", "po co robić wielkie hallo ze swojego bólu", "co było to było", jeśli nie dość łez wylejemy nad sobą i swoim losem, to trudno będzie nam pójść naprzód i uporać się z tym co nas spotkało. 

Przepracowując nasze cierpienie możemy doświadczyć zbawiennej rezyliencji (termin oznacza zdolność jednostki do uruchomienia mechanizmów obronnych i do uczynienia z sytuacji trudnej źródła siły). Aby tak się stało, należy przede wszystkim skonfrontować się ze swoim bólem i zranieniem i dopiero w obliczu tej konfrontacji, zapytać samego siebie, co można dalej zrobić z własnym życiem?

Jeśli wpadłeś do wody -  to musisz nauczyć się pływać i zachować spokój. Wypatrywać czegoś, czego można się uchwycić, szukać kogoś, kto przyniesie ratunek, ale przede wszystkim, szukać oparcia, suchej wyspy, na której można się schronić i odzyskać siły. 

Dziecko czy dorosły, który przeszedł przez trudne doświadczenia, może się do nich odwoływać przez całe dalsze życie. Nie z pozycji ofiary, czy kogoś komu się nie udało, ale zupełnie przeciwnie: z perspektywy bohatera, który przeszedł przez ciężkie potyczki, więc teraz już wie, że nie ma takich tarapatów, z których nie można się wydostać. 



Kiedy mamy w życiu coś ważnego, coś co nam daje radość, jest źródłem naszej pasji, wtedy ta rzecz, aktywność, pomaga przekroczyć nasze cierpienie. 

Gwałciciel czy Van Gogh?

Najbardziej sugestywna historia na temat cierpienia i przekraczania go, to ta, którą przeczytałam bodaj u Clarissy Pinkoli Estes. Dotyczyła kobiety, malarki, która przeszła przez potwornie traumatyczne doświadczenia (wykorzystywania seksualne, gwałt, zagrożenie życia). Patrząc na bagaż jej doświadczeń, można by bez trudu dać jej prawo do bycia smutną, okaleczoną, skrzywdzoną kobietą. Do końca życia, bo przecież jest to kaliber krzywd, których nie da się zapomnieć ani wymazać, nawet jeśli minęło kilkadziesiąt lat. To się stało i się nie odstanie. 

Ona jednak powiedziała "nie". Dosyć. Zdecydowała, że tym który ją ukształtował był Van Gogh, a nie Ci, przez których już tyle wycierpiała.  - Oni zabrali mi już i tak za wiele -  twierdziła. "Nie jestem ofiarą, jestem malarką." 


To Ty decydujesz co zrobi z Tobą Twoje cierpienie

Bo przecież nie każdego, nie wszystkiego co nas spotyka jesteśmy w stanie uniknąć. Nie mamy wpływu na to, kto powołuje nas na świat, ani na to, że spotkało nas nieszczęście, wypadek, czy choroba. Mamy jednak zawsze pewien wpływ na to, co z tym zrobimy. 

Czy ukształtuje Cię Van Gogh, Chopin, literatura, sztuka, czy ten ktoś, kto sprawił, że Twoje życie stało się szare i smutne? 

Pozwolisz mu na to? Oddasz to co masz najcenniejszego? Nie oddawaj! A przynajmniej nie całkiem! Nie bez walki! 

Cierpienia nie należy nigdy bagatelizować, ani mu zaprzeczać, nie wolno też bez sensu się na nie narażać, czy beztrosko się w nie pakować, bo to za dużo kosztuje. 

Zawsze jednak można starać się coś sobie z niego wziąć. Jeśli już się to zdarzyło, niech to będzie po coś. 



A Ty? Jakie są Twoje doświadczenia? Co sobie z nich wziąłeś? Podziel się! Dziękuję!




Zobacz również

9 komentarzy:

  1. Matko jedyna! Cierpienie uszlachetnia. Dzisiaj, tu i teraz zdałam sobie sprawę, że słysząc to hasło zawsze widzę moją mamę. Ona z lubością to powtarzała. A ja długo w to wierzyłam. Ciekawe ile razy to musiałam usłyszeć do piątego roku życia, bo mój życiorys daje w tym kontekście dużo do myślenia. Na szczęście niedawno doszłam do tego, że muszę poszukać tej wyspy radości. Poczułam to. Sama do tego doszłam, ha! Jeszcze szukam.
    Potwierdzam wszystko, co Gosia tu opowiedziała dzisiaj.
    Popieram.
    I wierzę, że gdzieś przecież musi być ten inny lepszy świat. Muszę go odkryć dla siebie. I tej wersji będziemy się trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety cierpienie jedynie podcina skrzydła. I prawdą jest, że zazwyczaj to my decydujemy o tym jak bardzo i jak długo będziemy cierpieć. Niemniej jednak, w takich chwilach przywołuję sobie bardzo mądry cytat Voltaire'a: “J'ai décidé d'être heureux parce que c'est bon pour la santé." Cierpiąc, mścimy się tylko i wyłącznie na naszym zdrowiu, więc warto jednak być szczęśliwym, jakiekolwiek by to słowo miało dla nas znaczenie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dzięki cierpieniu zawróciłam ze złej drogi.. wypadek i cierpienie nie tylko fizyczne, to duchowe większe było. Cierpienie samo w sobie jest złem, całe szczęście Pan Jezus nadał mu sens. Dopóki żyjemy niestety będzie nam ono towarzyszyło, albo nam ktoś je zadaje, albo sami też możemy się do tego przyczynić. Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie Małgosiu, to co piszesz to w mojej opinii jest prawdą. Jak każda sytuacja, tak samo i ta ma swoją dualną stronę. I to od nas zależy, w głównej mierze jak do tego podejdziemy. Czy cierpienie stanie się naszą dźwignią do rozwoju własnego czy ciężarem, który przygniecie nas i do końca życia będziemy go dźwigać na swoich plecach.
    Dla mnie cierpienie stało się trampoliną do życia pełniejszego, odważniejszego i bardziej mojego. Musiało mocno zaboleć abym uwierzyła w siebie, swoje możliwości i to, że warto i chcę walczyć o siebie. Cierpienie dało mi bardzo wiele informacji o sobie, stałam się uważniejszym obserwatorem, wyostrzyło moje zmysły i teraz dużo więcej widzę i słyszę. To mój bardzo dobry nauczyciel. A ja się ciągle uczę i dzisiaj mu...dziękuję, bo gdyby nie trudne i bolesne doświadczenia nie byłabym tutaj gdzie jestem dzisiaj.
    Pozdrawiam i ściskam Cię mocno, Małgosiu:) Inka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy blog. A wpis rewelacyjny. Każdy z nas w życiu kiedyś doświadcza trudności. Ważne jest to, bo pozbierać się w sobie i znaleźć wyjście z trudności. Nie poddawajmy się i walczmy o siebie. Pozdrawiam.
    http://jbsios79.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem ofiarą, jestem... pisarką:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem wierną czytelniczką bloga i większość postów bardzo mnie motywuje, niestety nie mogę zgodzić się z tezą, że cierpienie niszczy, gdyż moja wiara chrześcijańska opiera się na cierpieniu Chrystusa, przez które zostaliśmy zbawieni. Mnie również życie nie oszczędziło, jednak dzięki Bogu udało mi się przejść przez trudne chwile i zgadzam się z powiedzeniem "co nas nie złamie, to nas wzmocni" i teraz czuję się silniejsza, a moja wiara jest bardziej ufna, mocniejsza.
    pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)