Zakład o życie i śmierć. I o to, że się uśmiechniesz.

/
7 Komentarzy


W dawnych Chinach żyło sobie trzech wędrownych mnichów. Kiedy ta opowieść się skończy, jeden z nich umrze, a wszyscy wokół będą się śmiać, pozostając przy tym przy zdrowych zmysłach. Nie mieści Ci się to w głowie? Czytaj dalej. 


Wiele wieków temu, kiedy ludzie jeszcze nie podróżowali konno ani koleją, za to szanowali nad wszystko własne nogi, było sobie trzech mnichów, którzy chodzili od wioski do wioski. 

Kiedy przybywali w nowe miejsce, udawali się na rynek, główny plac miasta. Stawali pośród tłumu i wybuchali śmiechem. 

Kiedy ktoś pytał ich: "Ale z czego się śmiejecie"?, przestawali na moment, a potem wskazując to na pytającego, to na siebie, znów dawali się opanować radosnym chichotom. 

Zwykle kończyło się na tym, że cały rynek zaczynał się śmiać razem z nimi. Wesołość rozchodziła się jak fala - najpierw trochę nieśmiało, potem śmielej, aż wreszcie wszyscy pokładali się ze śmiechu. 

Mówiono potem, że kiedy śmiech ustał, bolały ich przepony i mięśnie ust, ale za to mieli lekkie serca i nic nie było w stanie wyprowadzić ich z równowagi przez najbliższe dni. 


Wieść się rozchodzi, mnisi idą dalej

Mnisi nie ustawali i szli dalej, od wioski do wioski i od miasta do miasta. Wszędzie gdzie przybywali, na rynku czekali ludzie, ponieważ opowieści były szybsze niż nogi i rozchodziły się gdzieś z wiatrem, plątały we włosy i brzęczały przy progach, zupełnie nieproszone. 

Ciekawość była silniejsza niż obawa przed śmiesznością, także wkrótce kolejny rynek rozbrzmiewał gromkim śmiechem, a w ludzkich oczach zapalała się dawno nie widziana życzliwość i prostolinijność. 

Byłoby tak pewnie dalej, ale czas nie stoi w miejscu dla nikogo. Nawet dla mnichów, co chodzą od miasta do miasta. 



Póki żyjemy, trzeba zajmować się życiem. 


Śmierć u bram

Pewnego razu, kiedy mnisi wchodzili do wsi, a na rynku zgromadził się już spory tłumek, jeden z nich zmarł. 

Ludzie patrzyli i szeptali między sobą, ciekawi co też poczną w sytuacji, kiedy nie ma żadnego powodu do wesołości, wręcz przeciwnie. Jakież więc było ich zdziwienie, kiedy po chwili zobaczyli, że ci dwaj zanoszą się śmiechem nad ciałem kompana. 

- Postradali zmysły - powiedzieli zebrani. A mnisi śmiali się jeszcze głośniej. 

Po chwili gapie chcieli zabrać ciało, aby je pochować, mówiąc: "Ci dwaj są tak szaleni, że nie są w stanie się tym zająć". Mnisi jednak krzyknęli:

- Nie, nie, nic nie rozumiecie. On wygrał, on wygrał! - i śmiali się dalej. 

Skonsternowany tłum czekał, aż się uspokoją, a oni kontynuowali:

- Założyliśmy się po drodze, kto z nas umrze pierwszy. I ten tu, mimo że wcale nie najstarszy, upierał się, że to będzie właśnie on. I wygrał! Wygrał!  - znów zanieśli się gromkim śmiechem, a po chwili dodali:  - Mamy list od niego, zróbcie stos pogrzebowy, tak jak chciał i pozwólcie nam się z nim pożegnać. 

Kiedy skończyli mówić, dalej się śmiali, a wokół panowała gęsta jak smoła konsternacja. 


Żyć tak, żeby niczego nie żałować. No może tylko trochę, że to już koniec. 


To nie koniec, to dopiero początek

Kiedy palenisko było gotowe, a ciało zmarłego zgodnie z tamtejszym obrządkiem położono na górze i podłożono ogień, stało się coś zadziwiającego. 

Ciało mnicha rozbłysło jasnym światłem, a potem wystrzeliły z niego iskierki, które rozbłysły na niebie tysiącem różnokolorowych iskier! 

Wkrótce cały stos płonął i lśnił milionem barw. 

Dwaj mnisi klaskali w ręce, śmiali się i krzyczeli: "Brawo, Brawo!"

Jakimś cudownym trafem, mnich wiedział o nadchodzących końcu i ukrył przed śmiercią pod ubraniem fajerwerki i sztuczne ognie, które teraz zapewniły zebranym niezapomniane widowisko. 

Wioska błyskała światłami, a wszyscy wokół, najpierw dzieci, potem młodzi, a na końcu dorośli, też zaczęli klaskać w ręce i śmiać się. 

Taka była ostatnia nauka buddyjskiego mistrza: "Życie wcale się nie kończy, ale odradza się na nowo". 



Opowieść na podstawie J. Bucay - "Droga do samozależności. Drogowskazy". Wydawnictwo Replika. 



Podobało Ci się? Nie bądź samolubny - opowieść jest jak śmiech i łatwo nią "zarazić". 
Dziękuję :) 



Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Na to jest ćwiczenie. Najlepiej robić je z kimś. Wdech! Iiiii?? Moooocny śmiech przeponowy hahahahahah!!!!! Zaczynasz się trząść? Śmieszy cię to, że się trzęsiesz? Że sytuacja nie jest śmieszna, a ciebie już łaskocze w brzuchu? Wdeeeeeeeeech przeponą, szeroko buzia, zęby na wierzchu!! Moooocny wydech hahahahahah, przepona pompuje, hahahahahaha, wdech? o boże, oczy mi łzawią? Wdeeeech! Hahahahaha. Mówię Wam - spróbujcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest coś przerażającego w tej bajce i w tym śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nas śmierć przeraża, to będzie nas przerażać i ta bajka.

      Usuń
  3. Nie mogę znaleźć autora cytatu, ale sam cytat zostawię:
    " -Nie rozumiem ,jak można bać się śmierci. Ze śmiercią każdy z nas sobie poradzi. Bójmy się bezsensownego życia. Lat spędzonych w lęku przed zrobieniem czegoś dla siebie. Wiecznego oglądania się na opinię innych ludzi. Trwania w przeszłość. Rozpamiętywania tego, co mogło być. Bójmy się głupoty, zazdrości i braku szacunku. To ta groźniejsza śmierć, bo za życia."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej bajce i w tym śmiechu przeraża mnie chyba właśnie brak zgody na śmierć, jej powagę, nieodwracalność straty....

      Usuń
  4. A ja lubię rozmyślania o śmierci. Oswojenie i przezwyciężenie lęku przed nią, które kultura i religia nam wpisała, jest kojące i pozwala zbliżyć się do radości życia właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To co określone i zapisane to narzucone zasady, które są Nam wpajane od dzieciństwa - bo właśnie tak mamy się zachować, bo właśnie tak należy czynić... Gdy braknie logiki wszystko jest dziwne, a wręcz obcesowe - tak nie powinno być, a dlaczego nie powinno. Zaprogramowani działamy według ustalonego planu, tu widzimy większy przekaz - każdy z Nas ma prawo do swoich wyborów, do indywidualności i do własnego świata... Super przesłania. Gorąco pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)