Uważaj co mówisz do dzieci! Słowa bolą!

/
12 Komentarzy


Wszyscy trąbią o niskim przyroście naturalnym, a ja czasem chciałabym o tym, że jest zdecydowanie za wysoki. Bo dzieci mają także Ci, którzy o ich wychowaniu nie mają bladego pojęcia. Jeśli już je masz to uważaj co mówisz! Słowa bolą!


Żeby prowadzić samochód, albo wziąć psa ze schroniska, trzeba wykazać się pewnymi umiejętnościami, zdać egzamin. Kiedy moja koleżanka Aga zgłosiła się do pewnej fundacji, która pośredniczy w adopcji kotów, usłyszała że pracownicy przyjadą do niej na rekonesans i że musi mieć zabezpieczony balkon.

Żeby posiadać dzieci, nie trzeba kompletnie nic poza oczywistą biologią.

Nikt nas nie sprawdza, nie kontroluje, zakres tego co tolerujemy względem postępowania wobec nich jest bardzo duży. Nawet kwestie oczywiste, takie jak zakaz bicia dzieci są dyskutowane i podważane, mimo że badania naukowe i dowody empiryczne świadczą niezbicie o tym, że przemoc jest dziedziczna, potwornie szkodliwa i nie jest żadnym remedium wychowawczym. 

Kiedy zwróciłam uwagę grupce dorosłych, którzy śmiali się z malucha, który spadł z huśtawki i głośno płakał, usłyszałam, że to nie moja sprawa i mogę własne dziecko wychować na rozbeczaną marudę. 

To wszystko, takie zachowania, słowa, taki przekaz ma znaczenie!!

W konsekwencji  takiego a nie innego postępowania, wokół nas tylu nieszczęśliwych dorosłych i mnóstwo tragedii, którym czasem zapobiegłoby zwykłe trzymanie języka za zębami. Czemu tego nie potrafimy robić? Czemu nie zwracamy na to uwagi?


Dzieci uczą się przez obserwację dorosłych. Słuchają tego co mówimy do nich,
ale także do siebie wzajemnie. Co słyszą?
 


Dziecko to czysta karta

Jest to spore uproszczenie, ale tak po trosze jest. Co włożysz, to wyjmiesz. Co dziecku o nim samym opowiesz, stanie się po mozolnym wtłaczaniu do głowy jego tożsamością. I głosem wewnętrznym. Tym, który nigdy nie cichnie i albo dodaje wiary w siebie, albo całkiem ją odbiera.

Co będzie mówił ten głos? „Jesteś ok, dajesz sobie radę, fajnie, że próbujesz, jestem z Ciebie dumna, możesz na mnie liczyć, poradzimy sobie”?  A może „Ty debilu, gdzie znów wchodzisz?  Skaranie boskie z tym bachorem! Boże jaka z Ciebie ofiara! „Urody to Ci bozia nie dała, musisz nadrobić intelektem, mam Ciebie dosyć, zmarnowałam przez Ciebie życie”?

Poziom nieświadomości i agresji w komunikacji z dziećmi jest naprawdę zatrważający. Nie wierzycie? Rozejrzyjcie się  wokół. Nadstawcie uszu. 

To dotyczy nie tylko rodziców, rodziny, ale także szkoły, innych dorosłych,  z którymi dziecko ma do czynienia. 

Jeśli trener piłki nożnej, mówi do kilkuletniego chłopca przy całej kilkunastoosobowej drużynie, żeby ruszył leniwą dupę bo mu urwie jaja,  to nie jest to język motywacji. I nawet nie próbujcie mi mówić, że nie znam specyfiki sportu. 

Ja wiem, że łatwiej jest nie słyszeć. 


"Jeden strzał wystarczy" - tak samo jak jedno słowo. 
Mówimy, że dzieci są okrutne.
Wybaczcie Państwo, ale od kogoś się tego uczą.
Zdjęcie, kampania UNICEF. 


Szklany człowiek

Jest taka opowieść o mężczyźnie ze szkła, który rozleciał się w drobny mak po tym, jak ktoś rzucił w niego słowem – kamieniem. Takich opowieści już w warstwie rzeczywistej, a nie metaforycznej, znamy wszyscy mnóstwo. Chłopiec, który nie wytrzymał, bo nazywano go pedałem, dziewczynka która popełniła samobójstwo, bo koleżanki i koledzy lżyli ją i nazywali grubą świnią. 

Dzieci uczą się języka i traktowania drugiego człowieka głównie od nas, dorosłych. Słowa, które do nich kierujemy zapiszą się w nich i pójdą dalej przez pokolenia. To może być cudowny podarunek, ale także gorzkie dziedzictwo, które rani, a nawet zabija. 

Za to co mówi dziecko do drugiego człowieka, zawsze pośrednio i bezpośrednio odpowiedzialny jest dorosły. Tak samo jak jest odpowiedzialny za to, co sam mówi. 

Nie tłumacz się tym, że puściły Ci nerwy, bo maluch jest irytujący i męczący.  Ja wiem, że jest. Ale przecież nie rzucasz się z pięściami czy wyzwiskami na szefa czy przyjaciółkę, kiedy wyprowadzą Cię z równowagi, prawda? Potrafisz się kontrolować kiedy jakaś niespecjalnie uważna kobieta zbije reflektor czy przytrze bok w twoim ukochanym aucie? Nie rzucasz się na nią i  nie szarpiesz jej za włosy, nie podnosisz do góry za jedną rękę i nie nazywasz "cholerną pierdołą"? Nie. Wiesz, że za to grozi Ci odpowiedzialność karna.

Dlatego więc szarpiesz i obrażasz własne dziecko? Czy ono z racji tego, że jest małe i twoje własne, tym bardziej nie zasługuje na szacunek i zrozumienie dla swoich niekoniecznie łatwych do zniesienia zachowań? 

Stop przemocy słownej! 

Nie chodzi o to, aby się obwiniać i osiem razy obracać w ustach każde zdanie, zanim się je wypowie. Ważne tylko aby traktować swoje dzieci tak jak każdego innego człowieka. Z szacunkiem i dobrą wolą, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Kochaj bliźniego, jak siebie samego. 

To prosta zasada, a działa bezbłędnie. W końcu nikt nie chce być debilem, kretynem czy ofermą. 

Pamiętaj: słowa leczą, ale też kaleczą. Często na całe życie. 

Zdaj sobie wreszcie sprawę  z tego jaką bronią dysponujesz. I używaj jej rozważnie. BARDZO ROZWAŻNIE. 



Poślijcie ten tekst w świat. Jeśli tylko kilku dorosłych zwróci uwagę na to, jak komunikuje się z cudzymi i własnymi dziećmi, to będzie to nasz wspólny, wielki sukces. Tak się zmienia świat. Właśnie tak. Od jednego słowa. 


Zobacz również

12 komentarzy:

  1. Mocny tekst,ale przede wszystkim prawdziwy. Ważny ! Sama niedawno byłam świadkiem jak babcia do wnuczki mówiła podobnymi epitetami:"jaka ty jesteś głupia, ech" itp.Nie zareagowałam bo rodzice byli na miejscu i to słyszeli. Czy dobrze zrobiłam? Nie wiem. Zycie w/g zasady " nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe" lub jak napisałaś "kochaj bliźniego jak siebie samego" ! Tego się trzymam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre słowa - szkoda, że takie rzeczy trzeba uświadamiać, bo dorośli ludzie powinni wiedzieć, że to, co powiedzą małemu dziecku, zostanie w jego głowie na wiele, wiele lat... Mam nadzieję, że już niebawem jako mama będę taka, jaka jestem dla swojego brata młodszego o 16 lat, którego nieustannie wspieram, motywuję i dopinguję - nawet wtedy, gdy potknie się na prostej drodze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele razy się na tym złapałam, że potrafię zadać moim dzieciom straszny ból jednym zdaniem. Mówię do nich w taki sam sposób jak mój ojciec mówił do mnie... słyszę go w swoich słowach...czy z tym walczę? staram się, ale to jest tak trudne tak naturalnie ze mnie wychodzi, zwłaszcza przy kłótni, nerwach...i przecież wiem, że źle robię...walczę z moim wychowaniem, walczę z tym co dostałam w dzieciństwie, słabo ale świadomie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy jeszcze nie miałam dzieci, to wszystko w teorii wiedziałam i teraz też wiem, ale trudno w praktyce często to wykonać. Wiem co złego mówię, nerwy mi puszczają, gdy grzecznie o coś proszę a on robi na złość, gdy o wszysto są pretensje... nastolatek, trudny czas, potrafimy sobie nawzajem wycisnąć łzy.. kochamy się bardzo i potem się przytulamy i przepraszamy. ja zmęczona pracą, obowiązkami, on szkołą, zdenerwowany złośliwymi kolegami, a tu jeszcze trzeba się uczyć.. i tak się spotykamy w połowie drogi.. matka

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się w 100%, a najbardziej staram pracować nad tym, żeby być dobrą dla swoich bliskich. Dlaczego dla obcych osób jesteśmy mili a do swojego własnego cudownego męża często nie mamy cierpliwości, nie zmusimy się do sympatycznej rozmowy, ale odburkniemy coś, bo przecież on jest i będzie zawsze przy nas...Błędne myślenie!! A co do dzieciątka naszego własnego, kochanego, upragnionego (które jest jeszcze u mnie w brzusiu) to też będę pracować nad tym, żeby nie stracić cierpliwości, nie krzyknąć itp. Trzy wdechy, opanować się, nawet wyjść z pokoju i wrócić uspokojona i gotowa do wyzwania :) Taki plan!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie to jest ogromny paradoks naszej komunikacji. Do koleżanki, szefa, człowieka, który nam obojętny nie mówimy tak, jak czasem do osób nam najbliższych....

      Cierpliwość na pewno nie raz i nie dwa stracisz, nie da się całkiem opanować, nigdy nie krzyknąć, zresztą nie popadajmy w paranoję :) Rodzic to też jest człowiek, ma prawo do błędów, do zmęczenia. Chodzi po prostu o to, aby być świadomym tego co mówimy i tak jak umiemy dawkować słowa, kiedy rozmawiamy z kimś, kogo nie chcemy, czy nie możemy urazić, starać się empatycznie i z szacunkiem zwracać do tych, którzy są od nas zależni i przez nas kształtowani.. A jak się nie uda, to przeprosić, naprawić, przyznać do błędu.

      Serdeczności, dobrego rozwiązania! :)

      Usuń
  6. Ja słyszałam w dzieciństwie złe słowa.
    A później pracowałam jak głupia, żeby nie powielić tego, co nie zrobiono.
    To była orka, ale nie na ugorze - na żyznej ziemi.
    Dziś mam dwójkę dorosłych, szanujących siebie nawzajem, asertywnych dzieci.
    To moja ogromna radość.
    Nie uniknęłam błędów, ale one nie zniszczyły moich dzieci.

    A ja... ja od trzech lat odbudowuję (na szczęście!) zniszczoną przez złe słowa relację z moim bratem i jego rodziną. Nie chcę pisać, kto tę relację zniszczył. On też nie pomyślał i nie chciał...
    Dziś jest między nami prawdziwie i dobrze.
    Jednakże straciliśmy ponad 25 lat.
    Na szczęście nie całe życie - i tego się trzymam.
    Bardzo go kocham, jego i jego dużą rodzinę.
    I mówię mu same dobre słowa - i jego rodzinie też.
    Tych złych świat nie szczędzi nikomu.

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. je to pravdivé a už roky sa toho snažím držať, ale až teraz, pri štvrtom dieťati to ide akosi ľahšie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle Gosia trafia słowem w punkt! Świetny tekst (kochana, dodaj ikonkę tweeta, będzie łatwiej posyłać w świat dalej, nie każdy ma Fb ;) )! W książce "Cztery umowy" jeden z pierwszych rozdziałów dotyczy szacunku do swojego słowa - może trochę pokrętnie, ale jak najbardziej nawiązuje to do poruszonego tu tematu. A z drugiej strony od razu kojarzy mi się cytat z "Dzieci północy", pewnie wiesz jaki :)
    P.S. U mnie są już pierwsze efekty dobrych słów - ostatnio mój syn (2,5) ubrał sam czapkę, stanął przed lustrem i powiedział: "jestem piękny" :)) Zresztą, nam też ostatnio słodzi jak tylko potrafi - to najlepszy dowód na to, że co słyszy to mówi!

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja 4-ro letnia córka czasami staje przede mną i mówi - kochana mama - tak, bez okazji. Ale mi wtedy serducho bije:) Staram się jak mogę i widzę efekty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja 4-ro letnia córka czasami staje przede mną i mówi - kochana mama - tak bez okazji. Ale się wtedy cieszę. Staram się ładnie do niej mówić i widzę efekty.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam taką nadzieję , że będziemy jednak pamiętali o empatii dla tych , którzy mówią źle . To chyba najtrudniejsze - przynajmniej dla mnie . Każda przemoc to strategia na zaspokojenie niespełnionych potrzeb lub wyraz tego że nikt nie nauczył nas dobrych strategii dla osiagania własnych celów bez ranienia innych , albo nie dostaliśmy szansy żeby pokonać swoje ograniczenia . Łatwo jest rodzica krzywdzącego swoje dziecko nazwać chodzącą biologią , dużo trudniej dostrzec kogoś z problemami , z tragiczną przeszłością , z niespełnieniem i frustracją . I dać mu wsparcie , które pomoże dostrzec , że można inaczej . Za każdym razem , kiedy nie wytrzymywałam i mówiłam o wzywaniu policji o tym jak tak można , a w głowie miałam milion epitetów , zdawałam sobie sprawę , że nie specjalnie różnię sie od "przyczyny" mojej wściekłości . Nadal nad tym pracuję .

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)