Wampiry emocjonalne, energetyczne, toksyczne relacje i jak się z nich wyplątać?

/
25 Komentarzy


Nie ma na świecie człowieka, któremu ktoś, kiedyś nie odebrałby wiary i chęci do życia. Dużo zależy od nas samych. Nie można jednak zaprzeczyć, że niektóre relacje pozbawiają nas siły. Bywa, że na długo. Masz taką osobę? Uważaj! To może być wampir emocjonalny!


Kiedy prawie pół roku temu napisałam tekst o toksycznych osobach, na blogu i w sieci zawrzało. Podobnie jak w latach 90, kiedy Jacek Santorski wydał w Polsce "Toksycznych rodziców". Podobieństwa nie kończą się na tym fakcie. Tak Wydawnictwo jak i mnie zmęczył sukces "toksycznych". 

Mimo, że pisząc mój tekst ważyłam słowa i starałam się umieszczać w nim jak najmniej kontrowersyjnych sformułować, wiele osób i tak zrozumiało go na opak. 

Czasami mówimy do siebie w tym samym języku, a jednak nie ma szans się dogadać. Temat ten jest jednak tak ważny i tak społecznie obecny, że przy okazji ostatniej wizyty w "Pytaniu na śniadanie", zdecydowałam się poruszyć go raz jeszcze. Bo jakiejkolwiek nomenklatury byśmy się nie trzymali, to trudni, konfliktowi ludzie są wśród nas i elementem rozwoju jest niekoniecznie zmienianie ich na lepsze -  ale umiejętność radzenia sobie samemu w konfrontacji z ich trudnymi zachowaniami. 


Kim jest wampir emocjonalny, energetyczny jak działają toksyczni ludzie?

Dysponujemy wszyscy pewną, ograniczoną ilością energii i sił. Jesteśmy mniej lub bardziej odporni na zranienia, mamy różną skalę wrażliwości. Osoby o skłonnościach wampira emocjonalnego, można porównać do pasożytów bytujących na organizmach. Korzystają ze źródła energii, podłączają się pod nasze wewnętrzne "zasilanie", odżywiają się naszą witalnością, czerpią z naszych sił. Problem w tym, że tak naprawdę nie ratują tym siebie, bo dalej pozostają niespełnione, głodne i w środku samotne - ale skutecznie pozbawiają nas naszej tak niezbędnej do życia energii. Ich nastrój poprawia się na chwilę, aż do następnego podłączenia.

Wampiry czają się w środowisku rodzinnym, w pracy, w koleżeńskich znajomościach. Im bliższa relacja, tym mocniej czujemy ich toksyczne "ssanie". 

Często ich działania są z pozoru błahe i nie dotyczą niczego szczególnego, a jednak czujemy się po kontaktach z nimi jak balon, z którego uszło powietrze. Doświadczamy rozbicia, smutku, zdenerwowania i co charakterystyczne - poczucia winy. 

Wampir emocjonalny to osoba żonglująca naszymi emocjami, grająca na nas jak na czułej harfie. Nie zawsze robi to świadomie, ale efekty tego działania są zwykle opłakane. 


Wampiry energetyczne, emocjonalne i toksyczne relacje.
Rozmowa z Jackiem Santorskim i ze mną, w "Pytaniu na śniadanie" do zobaczenia
TUTAJ. 



Skąd biorą się wampiry energetyczne? 

Badania psychologiczne, w tym te przeprowadzone przez naukowców Uniwersytetu w Wisconsin-Madison, dowodzą że wbrew temu co do tej pory uważano, istnieje w populacji dość duża grupa osób o skłonnościach psychopatycznych, spośród których wywodzą się także osoby dla nas szczególnie toksyczne czy wampiry emocjonalne. 

Osobowości psychopatyczne nie są to jak do tej pory sądzono sami seryjni mordercy czy przestępcy, ale często zwyczajni, z pozoru nieszkodliwi obywatele. Szacuje się, że wśród liderów biznesu, odsetek osób z podobną przypadłością sięga nawet 25 %. 

W większej skali, psychopaci stanowią 1 procent całej populacji, ale wśród więźniów ten odsetek wzrasta już nawet do 20 procent. Przyczyną ich antyspołecznych zachowań są poważne zaburzenia funkcjonowania ich mózgów, często nie poddające się żadnemu leczeniu.


Jak pisze Robert D. Hare, w "Psychopaci są wśród nas", ludzie z tym zaburzeniem osobowości są w pełni świadomi konsekwencji swoich czynów, znają różnicę pomiędzy dobrem i złem, a jednak wykazują egocentryzm, brak skrupułów i niezdolność do troszczenia się o los innych. 


Mało inteligentni emocjonalnie

Oczywiście w rzeczywistości nic nie jest czarno - białe i nawet jeśli część społeczeństwa nie doświadcza tak poważnych zaburzeń to mimo wszystko i tak może być bardzo mało skłonna do empatii (współodczuwania), samolubna, skoncentrowana na sobie, czy zwyczajnie bardzo mało inteligentna emocjonalnie. 

Takiemu podejściu sprzyja chociażby wychowanie oparte na maskowaniu i tłumieniu emocji.  Osoba, która sama nie czuje, albo ma bardzo głęboko schowane własne uczucia (często z obawy przed zranieniem), nie jest także w stanie współczuć innym, czy wczuwać się w ich trudne położenie. Uczy się, czasem zupełnie nieświadomie, korzystać z arsenału środków, które poprawiają jej nastrój kosztem innych i często świetnie funkcjonuje w społeczeństwie. 

Mamy wpływ na siebie - na innych, bardzo ograniczony.
Mogą się nami inspirować, mogą wyciągać wnioski z kontaktów z nami,
ale to czy się zmienią, zależy tylko od nich.
Nie łudź się, że możesz kogoś zmienić.


Jak się wyplątać z relacji z emocjonalnym wampirem? 

Najważniejsza jest świadomość i uznanie, że mamy prawo uciekać od ludzi, którzy nas ranią, niszczą, czy odbierają nam całą chęć do życia. 

Czy warto dążyć do konfrontacji, próbować zmieniać człowieka, który nam szkodzi? Nie zawsze ma to sens i nie zawsze warto to robić. 

Jacek Santorski deklaruje, że nie wyraża swoich uczuć, złości, wobec osób z którymi nie widzi przyszłości relacji. 

Tłumaczenie osobie nieempatycznej i skupionej wyłącznie na sobie, zawiłości własnego życia emocjonalnego i stopnia osobistego zranienia jest jak mówienie do Marsjanina po chińsku. Niewielkie są szanse na to, że zrozumie. 

W większości wypadków, najefektywniejszym sposobem radzenia sobie z trudnymi ludźmi jest schodzenie im z drogi i dystansowanie się. 

W przypadku osób, od których nie da się, lub bardzo trudno jest się odciąć, działa przede wszystkim wzmacnianie siebie. Nauka asertywności, badanie własnych reakcji, przyjęcie odpowiedzialności za siebie i własne reakcje, czy wreszcie ograniczanie kontaktów do minimum. Masz prawo mówić "NIE" i rób to bez poczucia winy. 

Czy naprawdę musisz rozmawiać 2 razy dziennie z rodzicem, znajomą, która mówi Ci wyłącznie o swoich problemach i rani? 

Pamiętaj, że trucizna sączona latami, po kropelce, nie szkodzi mniej niż ta podana łyżką. Być może efektu nie widać od razu, ale to wcale nie oznacza, że go nie będzie. 


A może Ty jesteś wampirem energetycznym?

Bardzo często to co przeszkadza nam w innych, jest tak naprawdę tym, czego nie akceptujemy i nie widzimy w sobie. Każdemu z nas zdarza się zachowywać nieznośnie, nieempatycznie, w sposób raniący dla otoczenia. 

Jeśli zauważasz u siebie pewne prawidłowości,  często czepiasz się innych ludzi jak przysłowiowy "rzep psiego ogona", uważasz że to oni zawsze są winni twoich niepowodzeń, oczekujesz, że wszystko będzie kręciło się wokół Ciebie, to być może sam, dla otoczenia jesteś właśnie emocjonalnym wampirem. 

Lekarstwem na tą przypadłość jest budowanie swojej świadomości i uczenie się empatii. Na szczęście nad inteligencją emocjonalną można pracować tak samo jak nad nauką języka czy matematyki. Jeśli tylko zechcesz, na pewno się jej nauczysz - z zyskiem dla siebie i otoczenia. 

Im mniej krwi upuszczamy sobie wzajemnie, tym więcej krąży jej w naszych żyłach i tym większe szanse, że poradzimy sobie sami, a nie kosztem innych. 



Zobacz również

25 komentarzy:

  1. Trudny i ważny tekst, szczególnie o ludziach ze skłonnościami psychpoatycznymi, brzmi to groźnie. Najgorzej, gdy osoba wysysająca z nas energię to ktoś z rodziny, bardzo trudno żyć w zgodzie z takimi ludźmi i ich szanować. Dziękuję, Pani Małgosiu ze wszystkie teskt, bo utwierdzają mnie za każdym razem, że nic sobie nie ubzdurałam. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałabym aby to zabrzmiało jak straszenie -to bardzo bardzo rzadko są indywidua, o których potocznie myśli się "psychopata", czyli ucinające komuś głowę w piwnicy ;)
      Jest jednak spora grupa osób, widać ich także świetnie na świeczniku, w życiu publicznym, które są bez skrupułów, kłamią w żywe oczy, dążą po przysłowiowych trupach do celu, nie mają wyrzutów sumienia z powodu "używania" innych do swoich celów - i tak to nie są istoty groźne z punktu widzenia kryminalistyki, ale mogące szkodzić nam swoją bezkompromisowością i brakiem empatii. Myślę, że warto to wiedzieć...

      Usuń
  2. Najistotniejsze okazuje się zawsze uświadomienie i odwaga w przyjęciu uświadomionej treści. To, co Małgosia podaje tutaj.
    Wampirów jest chyba nawet więcej niż sądzimy. Czasem mam wrażenie, że to nasze narzekactwo i odrzucanie odpowiedzialności o wręcz narodowym zasięgu stanowi doskonałe podwaliny do rozwoju postaw, o których pisze Autorka.
    Dla mnie najważniejsze w tym tekście jest twierdzenie o tym, że mamy prawo wziąć nogi zapas i zwiewać i prawo to jest ważne.
    Sama to przeżyłam i nadal przeżywam, ale już świadomie.
    Pochodzę z rodziny, która żyła mechanicznie. Ja zawsze byłam w niej odszczepieńcem. Pragnęłam uczuć, bliskości, relacji. Nie mogłam się ich jednak domagać w tym środowisku. Moja młodzieńcza próba oderwania się od niego i jego korzeni zakończyła się fiaskiem. Zbyt wiele niezrewidowanych i właśnie nieuświadomionych wzorców wepchnęło mnie w ramiona człowieka, który należy do ludzi, jakich opisała Małgosia: " .....pasożytów bytujących na organizmach. Korzystają ze źródła energii, podłączają się pod nasze wewnętrzne "zasilanie", odżywiają się naszą witalnością, czerpią z naszych sił." Moja miłość do męża pozwalała mi na trwanie z nim i dla niego, bowiem podskórnie czułam, że on potrzebuje się "podłączać". Ale kluczowe okazuje się uświadomienie sobie, że ja mam prawo nie pozwalać na to. Gdy sobie to wreszcie wyjawiłam sama przed sobą, zaczęła się najważniejsza część naszego dramatu. Najpierw próby wytłumaczenia mu moich potrzeb i prawa, potem próby przetrwania w terytorium, którego granic zaczęłam strzec, ale i to na nic. Co ciekawe, to on odszedł. Właściwie to logiczne. Skończyło mu się zasilanie. Frustrację przekształcił w gniew i nienawiść. Dramatyczne było dla mnie przyjęcie lawiny zła, którym we mnie wycelował, chociaż już wtedy rozumiałam, że nie potrafi inaczej i nikt mu tego nie wytłumaczy. Ciężko było przeżyć środowiskowe upokorzenia, które przeżyłam w związku z tym, w jakim stylu mnie opuścił. Ale ostatecznie pojawiła się ulga. Nie miejsce tutaj na opisanie całej historii, ale wiadomo, że to życie daje nam w prezencie najbardziej nieprawdopodobne scenariusze i wyznacza role.
    Obecnie świadomie wiem, że mam prawo do siebie i stosuję je w życiu. I wiem, że moje uczucia są ważne i nie są dla każdego. Szczególnie miłość.
    Odcinam tych, o których wiem, że nie przeżyję z nimi żadnego związku i wiem, że nie będę w stanie ich części wkładu w relację zastąpić własnym działaniem.
    Z mężem definitywnie zerwałam kontakt. W sprawach, które dotyczą dzieci, wysyłam ich samych do niego ( to już zaawansowane nastolatki, więc cóż - taka sytuacja to też część ich życia, którego nie przeżyję za nich), zminimalizowałam konieczny kontakt z mamą i tatą. Mam nawet czasem wrażenie, że im to też ostatecznie odpowiada. I codziennie trenuję w sercu i umyśle czystą radość z tych okoliczności, odrzucam czające się czasem poczucie winy i bywa, że zamieniam je na obowiązek ( zadzwonić do mamy, zaprosić na obiad, zawieźć, przywieźć itp. ), a nade wszystko trenuję właściwe zamykanie drzwi - w odpowiednim momencie i przed właściwą osobą.
    Czuję się lepiej i coraz lepiej. A Małgosia ładnie pisze o tym, czego doświadczyłam. To prawda. Tak to działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się Twoją historią!
      Jestem pewna, że komuś się przyda!
      I tak mi jeszcze przyszło do głowy, że to "odcięcie zasilania" na chwilę, może być świetnym testem relacji. Jeśli pojawi się nienawiść, złość, próba odegrania się na wcześniejszym "żywicielu", to łatwo chyba ocenić prawdziwość takiej miłości, przyjaźni, czy bliskości...
      Pamiętajmy też, że relacja to jest zawsze dawanie i branie, a nie tylko działanie w jedną stronę.

      Usuń
    2. Brawo!!!tak musimy my wszyscy się nauczyć podchodzić do swojego zycia i do samego siebie,tez przezyłam cos podobnego,i wiem na 100%ze jak zrobisz porządek w swoich myślach,w swoim zyciu i uczuciach,to w tety zaczynasz rozumieć w jakim byłas błędzie...a bardzo ważne być szczerym dla samego siebie,słuchac siebie i swojego serca,wprawie nigdy się nie pomylisz...pozdrawiam serdecznie!!!!!!

      Usuń
  3. Ja niestety miałam na swojej drodze przełożonego w pracy, który był dla mnie tzw. "wampirem". Nigdy nie wiedziałam jakich reakcji się po nim spodziewać. Potrafił być wyrozumiały i taki na luzie albo też potrafił wrzasnąć i na głos wyrażał swoje myśli, które raczej powinien zostawić tylko dla siebie. Relacje z nim były trudne. To był typ osoby niedowartościowanej w dzieciństwie, chcącej pokazać, na co teraz "ją stać". Do tego dochodzili też klienci, którzy momentalnie wysysali ze mnie całą energię. Za dużo sobie pozwalali, chcieli wszystko na "teraz", a ja czułam się niekomfortowo, bo nie zawsze byłam w stanie im pomóc w danej chwili i musiałam wysłuchiwać w jakiej beznadziejnej firmie pracuję. I jak tu się odciąć? Zmienić pracę na bezrobocie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O wampiryźmie emocjonalnym usłyszałam kiedyś od koleżanki, która miała nieciekawą relacją z teściową. Zaciekawiło mnie to, że ona oceniła teściową jako wampira i opisała mechanizm, którego doświadcza. Ciekawsze jednak było to, że po wysłuchaniu jej historii odnalazłam cechy wampirycznej relacji w naszych kontaktach. Otóż tutaj okazało się, na podstawie "parametrów" wampira i jego ofiary, że moja koleżanka jest tym pierwszym, a ja tym drugim.
    Później zaczęłam rozmyślać nad tym gdzie i kiedy, z kim i jak doświadczam takiej niesłychanej niewygody, która cechuje związek wampiryczny. Wyszło mi, że jest tego więcej.
    Ale w dwóch znajomościach uznałam siebie za wampira...., a wyszło mi na to, ponieważ osoby, których mój wampiryzm dotyczy od jakiegoś czasu jakby unikały kontaktu ze mną.
    Postanowiłam więc sprawdzić to, co mi wyszło z tych rozważań.
    Przecież jest do licha i tak, że pewne znajomości po prostu przemijają, ludzie od siebie przecież też czerpią...., co więc jest wampiryzmem?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite. W końcu do mnie dotarło, chociaż cały czas powtarza mi to jedna bardzo bliska mi osoba, że nie warto mieć wyrzutów sumienia z tytułu niechęci do drugiej osoby, która czyni mi zło. Ograniczyłam kontakt, zdystansowałam się. Ona ma minę męczennicy. To ona musi się przyzwyczaić, a nie ja ustępować i cały czas wybaczać... To cudowne. W tym wypadku nie chcę i nie muszę. KROPKA. (takie moje katharsis)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądnijcie sobie RANCZO. Szczególnie pierwszy sezon, chociaż oczywiście całość jest świetna.
    Bohaterka serialu Lucy to jest postać! Nie bierze do siebie ludzkiej małości, podłości czy ciemnoty, idzie za celem, przyświecają jej szczere idee, dobro w ogólności, wierzy w ludzi, lubi ludzi, pomaga i angażuje się. Jednak potrafi chronić siebie. Stawia granice. Sprawy załatwia szczerze i prosto, ale zna i potrafi wyczuć, na jakim gruncie się porusza. To postać dla mnie wzorcowa, silna, świadoma siebie, radosna i cudowna. Ona na pewno nie dopuściłaby wampira, nawet by go zrozumiała i starał się pomóc, ale nie za wszelką cenę i nie bez sensu. Wiedziałaby, co warto. A na pewno nie warto rozdawać siebie i dopuszczać do siebie na marne. Ot co!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy tekst. Ciekawe jest to, że kiedy cytowałam fragmenty mężowi zapytał czy autorką jest kobieta. Jego zdaniem jest to temat bardzo babski, bo kobiety są nastawione na emocje a mężczyźni na myślenie, działanie i nie widzą tego problemu. Zgadzasz się z tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyźni częściej ukrywają emocje, co wcale nie znaczy, że ich nie mają :) Nie zgadzam się, że temat jest babski, być może po prostu części mężczyzn nie dotyczy z takim natężeniem jak w kobiecych relacjach. Reszta to stereotyp :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Tekst o mnie... Szczęście ludzkie, wręcz mnie meczy, nie wieże, ze ludzie mogą być az tak szczesliwi... Zal mi siebie... Byłam wychowana w domu, gdzie nie było, miłości, przytulasow słowa kocham... Nic zwiazanego z miłością... Teraz jestem w zwiazku, nie potrafie byc kochana żoną, dobra matka... Szkoda mi mojego dziecka, beznadziejna ze mnie osoba!!!!!!!!!!! Teraz juz wiem czemu nie mam zadnej kumpeli!!!!!!!!! Jestem wampirem i jest mi z tym ZLe!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz to zmienić. Chcesz to zmienić, to słychać między literkami. Słuchaj innych, wczuj się w ich sprawy, pomagaj. Wyjdź do ludzi, uśmiechaj się nawet sama do siebie. Dzieci przytulaj , to ważne. Ucz ich miłości. Trzymam kciuki.

      Usuń
  9. Tkwię w takim związku od 25 lat.Sama przed sobą nie potrafiędo końca przyzna,że ten problem mnie dotyczy, bo dopatruję się winy w sobie. I słusznie. Nie powinnam myśleć o sobie, ze jestem kryształowa, bo tak nie jest. Jestem kłótliwa, upierdliwa ,czepialska, narzucam swój punkt widzenia. Ale jedno w tym jest dobre. Ja o tym wiem i potrafię się wycofać i przeprosić.W przyopadku mojego męża słowo przepraszam raczej nie istnieje. Czarę goryczy kolejny raz , zaznaczam, kolejny raz, przelało stwierdzenie męża podczas luźnej rozmowy miedzy nami i synem, że mój mąż nic mi nie zawdzięcza. Zresztą powiedział to nie po raz pierwszy. Dotarło to do mnie dopiero gdy usłyszałam to w obecności syna. Jestem zdania ,że w związku nie chodzi o to,żeby komuś coś zawdzięczać. Jesteśmy razem po to,żeby się wspierać, pomagać sobie i działać dla dobra związku. Nie oczekuje wdzięczności od nikogo. Tym bardziej od dzieci.Robię coś dla najbliższych i nie tylko, nie dla wdzięczności tylko dla tego,że ich kocham. Proste.Mój mąż ma 64 lata , ja mam 53. Chciałabym od niego odejść, ale nie mam odwagi. Co mam robić. Podświadomie wiem,ze cierpi z powodu złych relacji w domu mój syn . Ma już 22 lata i trudno mu to znieść. Mówi ,że się wyprowadzi z domu jak tylko nadarzy się okazja.Wiem ,że to przeze mnie. Mój mąż jest spokojnym, inteligentnym człowiekiem, lubianym w pracy. W domu ,mogę powiedzieć,że jest i tylko tyle. Nie byłabym sprawiedliwa gdybym nie napisała,ze jak trzeba to pomoże, ale tylko wtedy kiedy najdzie go chęć.Kiedyś bardzo cierpiałam z powodu jego niewybrednych odzywek, które potrafiły przeszyć moje serce i zaprzeć dech w piersiach.Kiedy nie zgadzam się z jego zachowaniem, apodyktycznym, mąż karał mnie w najbardziej dotkliwy dla mnie sposób. Nie pozwalał mi się do siebie przytulać nie mówiąc o współżyciu. Wręcz powiedził mi ,ze mam zachowania zwierzęce jak suka.Przyzwyczaiłam się do tego i ubrałam w grubą skórę.Dzisiaj po tych wszystkich latach mąż stał się bardziej obojętny, nieobecny, stale znużony, niechętny do działania. Właściwie nic nie robimy razem. No, może jak uda się nam dostroić to oglądamy wspólnie film.
    Szczerze, nie wiem co mam robić. Powinniśmy się rozstać, ale straszy mnie konsekwencjami. Do matki nie chce się wyprowadzić, bo to ją zmartwi, więc mówi,że pozostaje mu hotel ,ale to kosztuje, a mamy na utrzymaniu dwóch synów - studentów. Nie mam siły go wyrzucić z domu, bo , no właśnie , bo co. Czy to jeszcze miłość, czy przyzwyczajenie, czy strach przed byciem samą. Ale samotność nie jest mi obca. Moje ściany to kuchnia, spacer z psem, sprzątanie, gotowanie, pranie prasowanie, praca.Znajomych nie zapraszamy (nie wiem dlaczego- pewnie to stale napięta sytuacja w domu). Jest mi źle, czuję się odtrącona , niekochana, gorsza. Ale tyle lat dałam radę i jeszcze nie straciłam uśmiechu, humoru, w pracy odpoczywam. Co to za życie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowa,
      to nie jest łatwe i każdy kto by tak powiedział byłby nieodpowiedzialny.
      Jeśli chcesz mojej rady, to radzę wyjść do ludzi, poszukać wsparcia, iść na terapię, jeśli nie indywidualną, to grupową. W wielu ośrodkach jest taka możliwość, także nieodpłatnie. Pracować nad sobą.. Potem zmiany przyjdą, dzieci nie zawsze będą na waszym utrzymaniu, przed Tobą jeszcze wiele lat życia.
      Nie można całego życia zmienić w jednej minucie, to zwykle jest niemożliwe, choćby ze względów emocjonalnych i logistycznych. Zmiana musi trwać. Od czegoś trzeba zacząć. Choćby od tego, żeby się wzmocnić i dać sobie szansę na lepsze życie. Bez tej siły trudno będzie podejmować poważne i wymagające decyzje.
      Powodzenia, proszę się nie poddawać!

      Usuń
  10. Droga autorko ponieważ skasowałaś moją opinie pod testem o ludziach toksycznych i wyłączyłaś możliwość dodawania opinii pod testem to piszę tu a jak moja opinie skasujesz to nie będę już pisać gdzie indziej bo nie mam dalej ochoty się denerwować, czytać i nawracać ciebie na dobrą drogę. Rozumiem że napisałam link co dla pozycjonowania twojej strony może nie być fajne. Moja opinia o twoim blogu jest taka że tekst jest krzywdzący i płytki i z tym jak jesteś normalna powinnaś się pogodzić chyba że nie dopuszczasz krytyki. Podałam ten link nie tylko dla ciebie ale dla osób które poczuły się skrzywdzone bo tamta kobita opisała temat tak: są ludzie toksyczni może nawet Ty ale można sobie ich ustawić pokazać im błąd ostatecznie jeżeli wszystko zawiodło (albo toksyk cię bije) skreślam tą osobę (ja bym dodała: do czasu aż zrozumie błąd). Ty napisałaś tak: są ludzie toksyczni m.in. w depresji ( bo nie rozwinęłaś tego) i jak cię denerwują to ich olej, masz do tego prawo i to nie twoja wina że on jest jaki jest.
    Wyobraź sobie najbardziej wrażliwą osobę którą znasz w dołku, takim totalnym. Ona szuka ukojenia w twojej nomen omen nazwanej „manufakturze szczęścia” (zmień nazwę na szczęśliwa samolubna). Ale zamiast ukojenia czyta że jest toksyczna i że jest wampirem bo ma depresje i czasem musi się komuś wyżalić a ona tylko szuka czegoś kojącego w necie, jak już nie chce zatruwać życia innym. Droga autorko co ona ma ze sobą zrobić? Twój tekst nie ma tyle odsłon bo jest dobry tylko dlatego że jest bardzo okrutny. Nie masz pojęcia o czym piszesz. Czy ty masz jakiś tytuł z psychologii żeby pisać o tematach tak trudnych? Plan domu też robisz u kogoś kto nie ma tytułu architekta? Umiesz pisać dobrze gratuluje ale pisz o kwiatkach, gotowaniu a nie o rzeczach o których nie masz pojęcia a jeżeli już chcesz się zreflektować to napisz w widocznym miejscu pod tym twoim chwytnym komercyjnym bzdetem coś kojącego dla osób „depresyjnie toksycznych” ale weź do redakcji dobrego psychologa bo tobie brakuje empatii, wrażliwości i kompetencji pewnie też.
    I jeszcze mi na koniec dowaliłaś że jestem egoistką – po prostu jestem wściekła na ludzi którzy przychodzą do mnie jak im smutno i źle ale na imprezę mnie nie wezmą bo jestem za nudna. Możesz ich sobie dodać do listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga Maga,
      jeśli coś nas bardzo dotyka to zwykle dlatego, że jest to w nas, że porusza nasze najczulsze rejony, widać w Tobie to porusza i ja bym się temu przyjrzała jeśli chcesz coś zmienić w sobie, w świecie, w swoim życiu.
      Dla wielu ten tekst jest ważny, myślę że dla Ciebie też może być, bo może dzięki temu poruszeniu, które w Tobie wywołał masz szansę zająć się swoimi problemami i się z nimi zmierzyć. Własnymi rękami, albo przy pomocy specjalisty. Posłuchaj wywiadu z Jackiem Santorskim który jest tutaj. Mówimy o tym samym.
      Wiesz, kiedy uświadamiamy sobie, że to nie inni, nie Ci źli co przychodzą do nas po pociechę, a potem nas traktują jako nudną i smutną mają szansę odmienić nasze samopoczucie tylko my sami, kiedy porzucamy tą roszczeniową postawę "niech ktoś coś zrobi z moim życiem", to dzieją się cuda. Takie najprawdziwsze.

      I ja Ci ich bardzo, bardzo mocno życzę.
      Wszystkiego dobrego.

      Usuń
  11. Mnie ten problem dotyczy a raczej mojego związku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam ten sam problem....wrocilismy do siebie z partnerem...ten mimo ze chcial tez tego twierdzil ze jest bo ja chce, po czym mowil ze mowi to w nerwach. Pare dni bylo swietnie...ale jak tylko naruszalam niewygodny temat on zamykal sie w sobie I mowil ze sam juz nie wie czy to sie uda....prosilam, przytulalam...chcialam mu pomoc gdyz mowil ze ma ze soba problem ale wszystko bylo ok tylko na chwile....caly czas zyl przeszloscia, pokazywal I mowil mi ze nie daje sobie ze mna rady (choc ja poza staraniem sie zeby bylo dobrze nie robilam nic) tracilam sily z dnia na dzien, ciagly placz, awantury....z jego strony przytulania, zapewniania o milosci...a za chwile mowienie jak to poswieca swoje szczescie zebym ja byla szczesliwa...zaczelam wariowac....gdy ja mialam ,, dola,, (poprostu z braku sil I tracenia wlasnego poczucia wartosci) on pytal jak ja go chcialam naprawiac...a gdy pytalam czy chce odejsc mowil ze pewnie mi bedzie tak wygodnie (ja zapewnialam ze nie)...wkoncu zaczely sie klamstwa...glupie klamstwa...bez sensowne, a gdy pytalam czemu klamie z takim bzdurami...mowil ze boi sie co kolwiek powiedziec...naprawde zaczelam opadac z sil....zaczelam czuc sie winna I szukac winy w sobie. W koncu zaczely sie zapewnienia...planowanie powtornej przyszlosci....uwierzylam!!!! A on oznajmil mi ze odchodzi...ot tak bo tak bedzie lepiej...musi pobyc sam...pomyslec... UMARLAM!!!! Nie odbiera telefonow nie odzywa sie...zostawil swoje rzeczy po ktore zapewne wroci....zastanawiam sie czy bede mogla zyc jeszcze normalnie po tym wszystkim...czy bede zyc w poczuciu winy...niskim poczuciu wartosci...zaplakana I bez checi do zycia...najgorsze jest to ze bardzo go kocham I nie wiem dlaczego tak jest ale czekam az wrocic....ale mimo ze pisze to do niego...pisze ze jest mi zle I przykro...zeby wrocil...rozwiazemy to razem, z jego strony jest brak odzewu

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały tekst! Bardzo potwierdzający moje ostatnie przemyślenia, które zaczęłam wprowadzać w czyn.Aktualnie wokół mnie jest cisza, pustka, wszyscy bliscy mi kiedyś ludzie milczą w zadziwieniu, jak to możliwe że zmieniłam do nich podejście i zaczęłam szanować siebie. Wiem, ze taka przejściowa sytuacja jest nieunikniona.Następnym krokiem będzie nawiązanie starych-nowych relacji a jeśli bliscy tego nie udźwigną, będą musieli odejść z mojego życia. Jak na razie czuję się wyśmienicie i cieszę się zdrowym egoizmem. Najbardziej jestem dumna z siebie, że wyzbyłam się chronicznego poczucia winy. Dziękuję za mądry tekst.

    OdpowiedzUsuń
  14. no dobra,spróbuję. Wg mojego partnera: nie umiem rozmawiac/ przerywam, czesto mam jakies ale do jego wypowiedzi, zadaje pytania/ on nie odpowiada na nie- jego odpowiedzia jest odkęcenie kota ogonem i zmienienie toku rozmowy/,poza tym jestem apodyktyczna- robię co uważam za potrzebne wg własnych pomysłow nie przyjmując ,,podpowiedzi", wszystko jest po mojemu,a jeszcze egoiska jestem bo ...nie wczuwam sie w jego odczucia........co ja mam z tym wszystkim zrobic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w tym ocen, a oceny mają to do siebie że nas nastawiają w pozycji atak/obrona. Słyszałaś o NVC? Dobrze w rozmowie postarać się mówić TYLKO o sobie. Nie, jesteś apodyktyczny - ale ja czuję się pominięty, kiedy słyszę od Ciebie, że... NIE: Jesteś głupi, ale poczułam się zraniona, smutna i wkurzona kiedy...
      To naprawdę wiele zmienia, na początek wystarczy.

      Usuń
  15. Nie jestem pewna czy to ta sprawa, ale mam pewne przeczucia i potrzebuję mądrości. Spotkałam w życiu osobę która dziwnie wpłynęła na moje życie. Na te chwile uważam, że dała tyle dobrego co złego. Tego młodego mężczyznę znam powiedzmy siódmy rok. Jestem mężatką ze stażem, prawie dorosłymi dzieciakami. Ten chłopak wkroczył w moje życie przebojem. Relacja z nim staała się dla mnie coraz ważniejsza. Wydawał się być przyjacielem. Prawie na rękach nosił. Czułam ,że może być wsparciem. W konfrontacji z jego afektacją moi najbliżsi zaczynali wypadać słabo. Nadmienię, że nie było wątku seksualnego, ale niesamowite emocje. W pewnym momencie byłam zakochana bardzo. kiedy próbowaliśmy się odsuwac od siebie to bolało bardzo. Mnie bolało. Jego nie wiem, ale chyba nie. Przez te kilka lat było wiele takich akcji, gdzie myslałam, że to koniec. Mój stan był wtedy katastrofalny. Totalne rozbicie. Ale wystarczyło, że się odezwał ja osiągałam spokój. Ten mechanizm powtarza sie nieustająco. Widzę, że dał mi wiele, lecz wiem, ze on tak postępuje z innymi babkami też. Jestem zazdrosna. Ale tak właśnie czuję. Okropną zazdrość, że on tę cudowną osobowość tak rozdaje. Myślę że ta zazdrość jest zła, myślę, że to wycie do niego jest złe. Jest cudowny a ja jestem nim wykończona. Lecz on nie przerywa znajomości a ja to już w ogóle nie potrafię.Ratuunku. Co robić? Co to za dziwny człowiek jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość to manipulujące- po stronie pana - i idealizujące go po Twojej stronie.. Zastanów się czego tak naprawdę oczekujesz po tej znajomości?

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)