Tajemnica zabija. Czy znasz własną?

/
7 Komentarzy


Tajemnice są jak trupy w szafie. Prędzej czy później wychodzą na jaw. Podobieństw jest zresztą znacznie więcej. Im dłużej są ukrywane, tym bardziej śmierdzą i tym trudniej je znieść. 


Jak to zwykle w życiu, lepiej było nie chować ich wcale, ale ludzie często nie mają odwagi stawać z prawdą twarzą w twarz. W konsekwencji, czasem z tajemnicą z przeszłości trzeba poradzić sobie dopiero pokolenie czy trzy dalej. 

Jak to zrobić? Przede wszystkim nie ma sensu dalej uciekać bo chociaż teoretycznie sekret jest bez życia, to będzie nas gonił ile w piersiach tchu. Aż do skutku. A skutki tej ucieczki bywają opłakane. 


Dziadek nazista

Jennifer Teege, urodziła się w 1970 roku i zaraz potem została oddana przez matkę do adopcji. Przypadkiem, zupełnym przypadkiem, dowiedziała się prawdy o swojej przeszłości i rodzinnej historii. Trudno wyobrazić sobie gorszą. Jej dziadkiem był Amon Göth, kat z Płaszowa, znany z tego że zabijał bez żadnych skrupułów i nigdy, nawet przed śmiercią nie okazał skruchy. 

Czy taka prawda o swoich własnych korzeniach może się do czegokolwiek przydać? Tak. Jennifer pisze, że od samego dzieciństwa towarzyszyła jej czarna chmura, która jakby ją przygniatała. Kiedy poznała prawdę, chmura się rozpłynęła. "Każdy człowiek chce wiedzieć, skąd pochodzi. Ja się w końcu dowiedziałam. Prawda jest okropna, ale i tak mi pomogła." 


Mama czyli kto? 

Michalina Wisłocka, autorka sławnej "Sztuki kochania", miała burzliwe i dość niekonwencjonalne życie osobiste. Wyszła za mąż, a następnie żyła w swoistym trójkącie miłosnym ze swoją przyjaciółką i mężem. Obie kobiety w tym samym czasie zaszły w ciążę i aby uniknąć skandalu i plotek, wszyscy - łącznie z dziećmi zostali okłamani. Krysia i Krzyś, byli przedstawiani jako bliźnięta - dzieci Michaliny. Ten niezdrowy układ funkcjonował aż do czasu kiedy Wanda, przyjaciółka Wisłockiej postanowiła odejść. Chciała zabrać ze sobą dziecko - Krzysia, który miał już 16 lat. 

Dla obojga dzieci to był szok, który zachwiał ich całym życiem. Krystyna wyszła z przeszłości silna i "poradzona". Krzysztof nigdy nie dał sobie z nią rady. Najpierw uciekał z domu, potem pił, pozostał samotny, pod koniec życia doznał wylewu i był sparaliżowany. 


Tajemnice z przeszłości wpływają na teraźniejszość

Nawet jeśli podejść krytycznie do teorii wielu psychologów i terapeutów -  w tym Berta Hellingera, który leczy pacjentów metodą ustawień rodzinnych, trudno stwierdzić z mocą, że przeszłość i tajemnice, które się w niej kryją nie mają znaczenia dla kształtu i jakości naszego aktualnego życia. 

Wpływu tego dowodzą choćby eksperymenty na myszach. Naukowcy z Zurychu, chcieli sprawdzić, jak trauma z wczesnego dzieciństwa wpływa na genetyczną ekspresję. Wykradali mysim mamom ich nowo narodzone dzieci na trzy godziny dziennie przez okres 14 dni. Nic więcej, nic mniej. 

Wnioski? Nawet tak błaha ingerencja miała genetyczne skutki. Naukowcy stwierdzili, że myszki wyrosły na istoty źle przystosowane. Miały problemy z oceną potencjalnie niebezpiecznych miejsc, częściej wpadały w kłopoty, w obliczu trudności zamiast podejmować walkę czy próbę obejścia problemu, wolały się wycofać. 

Najbardziej jednak zdumiewającym, jest fakt, że transmitowały te cechy osobowości dalej, nawet jeśli nie uczestniczyły w wychowaniu swoich dzieci! Trauma doświadczona w jednym pokoleniu, była obecna nawet 2 pokolenia później! 


Odkryj, uznaj, idź dalej

Jeśli więc trauma przodków zapisuje się w nas, nie możemy dłużej udawać, że to co im się przydarzyło nie ma dla nas i kolejnych pokoleń znaczenia. 

Tajemnice, rodzinne mroczne historie, wykluczenia, niesprawiedliwości, odzywają się w nas po latach i bolą bólem fantomowym. 

Nie zawsze da się naprawić, czy zadośćuczynić czemuś co miało miejsce dziesiątki lat wcześniej, ale zawsze można przynajmniej spojrzeć temu w oczy. 

Prawda uzdrawia, tajemnica tłamsi. Jest jak duszącą zmora, która leży na piersi.

Jeśli w waszych rodzinach również żyją takie historie, duchy o których nikt nie mówi, nie chowajcie ich na dnie szafy. 

Aby poradzić sobie z tajemnicą czy trudną przeszłością, wcale nie trzeba jej latami rozpamiętywać. Często, bardzo często wystarczy spojrzeć jej w oczy. Uznanie tego co było, świadomość, że się wydarzyło i miało miejsce - uzdrawia.

Potem można żyć dalej. I nic już nie wypada z szafy w najmniej spodziewanym momencie. 



Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Tak jak mówisz: odkryj, uznaj i idź dalej. Na własnej skórze doświadczyłam, że rozpamiętywanie przy każdej okazji, powoduje, że czujemy się jak ofiara.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dotyczy wszystkiego. Trzeba przez to przejść. Z tym, że nie każdy może. Nie każdy da radę. I tu jest zonk; (

    OdpowiedzUsuń
  3. a co jesli nie ma jak ani od kogo się tego dowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm szukać, mimo wszystko. Czasem wyjdzie gdzieś przypadkiem, czasem nie. Myślę, że już sama otwartość na to, żeby się dowiedzieć wiele znaczy.
      Moje doświadczenie jest takie, że ludzie mówią nawet o rzeczach, o których milczano latami, ale dopiero kiedy się ich zapyta. Czasem nie są to Ci bezpośrednio związani z historią i czasem tak jest lepiej.

      Usuń
  4. Myślałam o tym wpisie. Jest mi bliski. Całą sobą opowiadam się po stronie prawdy. Czasem może nawet agresywnie. Prawda i tylko prawda. Zero konwenansu i hipokryzji.
    A jednak czuję sprzeciw gdy wychwala się poznanie prawdy jako wyzwolenie od cierpienia i lęku.
    Poznanie prawdy zazwyczaj nie przynosi oczyszczenia i ulgi. Przynosi ból, który trzeba przyjąć i ponieść dalej. Jeśli prawda wyzwala, to tylko w długiej perspektywie. Doraźnie stawia wobec rzeczywistości, której lepiej nie widzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja perspektywa jest taka: jeśli źródło bólu jest ukryte, leczysz się po omacku. Może zadziała, może nie zadziała. Morfinizujesz rzeczywistość. Żeby mniej bolało. Oczywiście, że poznanie prawdy nie chroni przed bólem jako takim i że nie leczy ot tak, w momencie jej odkrycia. Tak, czasem konieczna jest szeroka i długa droga do uzdrowienia. Ale czy lepiej żyć w permanentnym bólu? Ja, osobiście uważam że nie. Czy prawda może przynieść jeszcze większe cierpienie? Pewnie tak. Ale po pewnym czasie przychodzi ulga. A ból, którego nie uleczymy, którego źródła nie znamy jest jak jątrząca się rana.
      Ludzie rozdrapują ją latami, albo leją na nie różne "lekarstwa". Złą miłość, nałogi, próby wdrapywania się na szczyt, karierę, wszystko po to, żeby nie czuć, żeby się uleczyć. Ale to rzadko bywa naprawdę skuteczne lekarstwo. Czy lepiej tego nie widzieć? Nie wiem. To są indywidualne odpowiedzi, moja jest inna.
      Dziękuję Ci za podzielenie się wątpliwościami i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Osobiscie mysle, ze najtrudniej jest sie zmierzyc z przeszloscia- im wiecej w niej 'trupow' tym bolejniej sie do nich przyznac, otworzyc przed bliskimi. Jednak, jak Gosia napisala, to UWALNIA. to uczucie zdjecia ciezaru z ramion jest wrecz fizyczne i potem sie tylko czuje ulge, nareszcie :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)