Chcesz zmienić świat? Nie bądź konsumentem, któremu wszystko jedno!

/
19 Komentarzy

Chcesz zmieniać świat, czekasz na okazję? Nie czekaj, decyduj świadomie. Każde właściwie wydane 10 zł, to argument za tym co dobre, albo złe. Co wybierasz?
Większość z nas nie ma świadomości ekonomicznej. Tymczasem moc decyzji jednostkowej, pomnożona przez siłę społeczności jest ogromna. 

Gdyby co drugi, z 38 milionów Polaków wydał rocznie TYLKO o 500 zł więcej na lokalne zakupy, zamiast na te w sieciach handlowych, na produkty, które powstały obok, a nie za oceanem, dałoby to nam prawie 10 mld złotych krążących po naszej gospodarce. To dużo pieniędzy. Około 5 mld wynosi roczny budżet Krakowa, około 15 mld budżet Warszawy.


Jak kupujemy? Liczy się tanio czy fair?

Polacy, po latach komuny nie przyzwyczaili się jeszcze do obfitości wolnego rynku i bardziej niż świadomie - wybierają podświadomie - pchani do zakupów reklamą, przymusem medialnym i podszeptami ego.

Trochę tak jak dzieci - wybieramy to co bardziej kolorowe, ciekawsze, ładniej zapakowane i mocniej nagłośnione. Nasz gust i smak jest kształtowany gdzieś poza naszym świadomym umysłem - wybór jest dokonywany instynktownie - bez zagłębiania się w jego przyczyny i skutki. 


Czy Polaków obchodzi fair play w biznesie?  

Produkty firm dobrze traktujących klientów czy środowisko nie sprzedają się u nas lepiej – wynika z badania przeprowadzonego w 2010 roku przez GFK Polonia na zlecenie „Rzeczpospolitej”.

Społecznie odpowiedzialny biznes mimo że znany specom od marketingu i kształtowania wizerunku -  dla przeciętnego Polaka znaczy bardzo mało.

Aż  60 % z nas twierdzi, że zwraca uwagę na to czy firma, której produkt nabywa postępuje etycznie – ale nie ma zamiaru za taki produkt płacić więcej.

Tylko ok. 27 % Polaków jest gotowa za etykę w biznesie zapłacić -  mając przy tym świadomość, że wyższa cena przełoży się pośrednio na wyższą jakość życia, środowiska i lepsze traktowanie tak konsumenta jak i pracownika.

To wszystko zmienia się, ale zmiany zachodzą bardzo wolno.



To Ty masz wpływ! Nie czekaj aż ktoś zadziała za Ciebie!


Potępiamy wykorzystujących biednego człowieka pracodawców, przedsiębiorców nielegalnie lub na wpół legalnie niszczących środowisko naturalne, kiepskie traktowanie nas – klientów, jednocześnie swoją decyzją podkreślając, że liczy się tylko jedno – CENA.

Idealistami nie jesteśmy - jak słusznie stwierdza Bolesław Rok z Centrum Etyki Biznesu Akademii Leona Koźmińskiego. Co gorsza podwójni z nas moralizatorzy:  domagający się wysokich pensji, ludzkiego i przestrzeganego zawsze i wszędzie prawa pracy, miłych sprzedawców, przyjaznych firm – najlepiej przy okazji – bez naszego wsparcia i udziału.
Politycy powinni to załatwić! - krzyczy tłum! Korupcja i bezprawie! - dorzuci ktoś z tyłu, a reszta mu przyklaśnie.
A potem wszyscy jak jeden mąż pójdą do pobliskiego marketu, żeby zaopatrzyć się w parówki w promocji z ostatniej gazetki.
Upraszczając i podsumowując: gdybyśmy wszyscy strzelili konsumenckiego focha i przestali kupować tam gdzie nie przestrzega się zasad i wykorzystuje  - firmy nie miałyby innego wyjścia tylko zmienić swoją politykę.


Jak kupować fair i lokalnie?

W 100% zapewne się nie da, zresztą nie chodzi o to, aby popadać w przesadę. Zawsze jednak lepiej dać zarobić rolnikowi, pani na bazarze, niż dyskontowi, który sprowadza truskawki z Hiszpanii, kiedy na polu 2 km od naszego domu rosną prawdziwe, niewiele droższe, za to o niebo smaczniejsze.

Sprawa nie dotyczy zresztą tylko żywności, ale także mody, zabawek.. czy nawet książek, które z powodów ekonomicznych drukuje się coraz częściej w Chinach. 
Wiesz, że firma działa nieetycznie, przedłuża w nieskończoność terminy płatności, bezczelnie kłamie w reklamie, puszcza do konsumenta oko, stosuje słabe, seksistowskie chwyty, próbuje w sposób ordynarny grać na emocjach? Nie kupuj! Dziś, w dobie nadmiaru i ogromnego wyboru, na pewno znajdziesz inną.

Czy etyczne zakupy zawsze są droższe?

Bywają, ale wcale nie jest to regułą, wymaga po prostu trochę więcej zachodu. Wielkopowierzchniowe sklepy, pomyślane są tak, aby obudzić w nas coraz to nowe potrzeby. Przychodzimy po 5 produktów, wychodzimy z 10. Dwa w całości lub części pewnie wylądują w koszu. Finalnie, nawet gdybyśmy u lokalnego sprzedawcy wydali 20 % więcej, wyszłoby taniej.
Myśląc o świadomym kupowaniu dobrze po prostu rozejrzeć się za lokalnymi dostawcami np. owoców czy warzyw, czy przyłączyć się do którejś z kooperatyw spożywczych działających w wielu miejscach.

Nie potrzebujemy radykalizmu, potrzebujemy świadomości.
Konsumencki bunt ma ogromną ekonomiczną moc. Życzyłabym sobie, abyśmy wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Pieniądz ten wydany lub nie, ma ogromną siłę. Nic równie skutecznie nie zmienia złych praktyk. Chcemy innego świata, innych firm, chcemy być szczęśliwsi i traktowani z szacunkiem? Wymagajmy!!
Nikt inny tego za nas nie zrobi.
Jeśli ten tekst i temat jest dla Ciebie równie ważny jak dla mnie, puść dalej!
Dziękuję!



Zobacz również

19 komentarzy:

  1. Bardzo ładnie napisane, ale dla pełniejszego oglądu warto zawrzeć jeszcze jedną uwagę. Niestety ci mali, lokalni sprzedawcy też oszukują, kręcą i robią nas w balona. Idealnie ujrzało to światło dzienne w bieżącym roku, ponieważ stało się nieomal powszechną praktyką. Chodzi mi o truskawki. Otóż na początku 90% drobnych sprzedawców (napisałabym 100%, ale chcę wierzyć, że był ktoś uczciwy) handlowało hiszpańskimi owocami, wciskając klientom, że rodzime. Kupowali je... w marketach. Naprawdę.

    Nic nie jest czarne lub białe. Ale co do wydźwięku Twojego wpisu - jak najbardziej się zgadzam. Samo się nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego piszę głównie o rolnikach: Ja kupuję warzywa i owoce głównie u nich. Oni tak nie robią, nie mają na to przeważnie czasu, zresztą i tak by się wydało. Nawet w Warszawie można bez trudu znaleźć gospodarstwa, które działają i sprzedają to co im urosło. I dlatego tak podkreślam znaczenie etyki. Jeśli byłoby tak, że złapanie na takim przekręcie oznacza dla sprzedawcy praktycznie śmierć gospodarczą, to 3 razy by się zastanowił. Jeśli ludziom wszystko jedno.. to jaki ma być właściwie impuls do tej uczciwości?

      Usuń
  2. Iiidealiiiistka;).
    To też marketingowy chwyt. Szczucie marketami. A przecież to one pod swoją marką sprzedają moc lokalnych produktów. Nie wiecie tego, że polscy producenci sprzedają do marketów, bo to szeroja i dogodna ścieżka dystrybucji. ...
    Nie przesadzajmy. Rolnicy też oddają swoje produkty do skupu, który przepycha je dalej do marketów. Z kolei w osiedlowych warzywniakach paie Krysie sprzedają jabłka całoroczne z chłodni kontrolowanych i chiński czosnek albo truskawki....
    Polscy producenci wędlin i nabiału zasilają Lidla, kaufland i Biedronkę ( ona przecież też nie jest polska)....
    To czysta demagogia te 500 zł więcej dla uczciwego ..... jak chcecie to niby sprawdzić i mieć ten wpływ?
    Proponuję kupić kozę, krowę, urządzić grządkę i już. Czyż to nie jest dobra myśl...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję darować sobie ten sarkazm. Ja sprawdzam i wiele wiem i na sporo rzeczy mam wpływ. Oczywiście nie na wszystko. Ty nie musisz. Każdy ma wolny wybór.

      Usuń
    2. Anonimowy - uprzejmie przepraszam, ale ja tu nigdzie szczucia marketami nie widzę.
      A kozę, krowę i grządkę zawsze można - jeśli wola i łaska.
      I warto się podpisać, zamiast być anonimowym.

      Usuń
    3. Także marketowe zakupy mogą być mniej lub bardziej fair. Jeśli firma sprzedaje podrobione masło, to warto kupić w tym markecie produkty innej. Tak, to też ma znaczenie.

      Usuń
  3. A ja się zgadzam.
    Rzadko kupuję w marketach - od pewnego czasu.
    Kupuję w małych lokalnych sklepach, kupuję częściej i mniej, więc nie wyrzucam i nie marnuję.
    W marketach kupuję TYLKO bardzo konkretne rzeczy - te, na których rzeczywiście oszczędzam. Kupuję je rzadko.
    Sprawdzonym sposobem dla mnie jest płacenie gotówką, rzadko kartą.
    Raz w tygodniu pobieram kartą kwotę, jaka mniej więcej jest mi potrzebna na tydzień normalnego, codziennego życia. Tej kwoty staram się trzymać. Jeśli wypadnie jakiś niecodzienny zakup porządnie się nad nim zastanawiam, zanim go zrealizuję.
    A warzywa kupuję u ludzi sprawdzonych, najczęściej rolników - są tanie i pyszne.
    I zdrowe:)
    To się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rolnik, który sprzeda produkt bezpośrednio albo bez 8 pośredników ma szansę wyjść na plus. Tak, może sprzedać swoje plony do skupu. Tylko, że cena to niejednokrotnie 1/6 tej którą my płacimy.Resztę zarabia pośrednik. Oczywiście, że nic nie jest czarno białe, ale stawianie sprawy na zasadzie " nic mnie nie obchodzi " prowadzi do wielu problemów. Produkcja o niskiej jakości to jeden z nich..

      Usuń
  4. Wobec tego nie stawiajmy sprawy tak, że bazarek owszem, market nie. A znalezienie tzw. rolnika to temat dla wybranych. Jeśli mam jechać 40km, trzeba kupić więcej. Gdzie to trzymać? Bo po 3kg ziemniaków, pęczek pietruszki i jajka nie pojadę hen za miasto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale ja "moich" rolników znalazłam na bazarku, blisko domu; jajka kupuję... też u bezpośredniego dostawcy. Da się, naprawdę - trzeba trochę czasu, ale da się.

      Usuń
  5. Mieszkam dokładnie 5 km od centrum Warszawy, do rolnika mam 8 km, więc chyba te 40 km to gruba przesada, ale wierzę, że ludzie tak myślą, kiedy nigdy nie szukali. Mam też pana Tadka na Bazarku 1 km od domu. Pan ma warzywa korzeniowe, totalnie nieekonomiczne małe jabłka ze swojego podwórza po 1 zł kg, w sezonie maliny, truskawki. A i jeszcze żeby było śmieszniej moi teściowie mają i kozę (3 kozy) i grządki. Do tego kury. To oczywiście nie dla każdego, ale naprawdę nie jest niemożliwym znaleźć osoby, które prowadzą niezbyt wielkie gospodarstwa. Co do przechowywania, to jakoś sobie dajemy radę, chociaż przyznaję, że oczywiście wolałabym mieć wielką spiżarnię itp.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ha wyjątkowo się zgadzam z anonimem z 13:38, chociaz przewaznie moje poglądy się pokrywają z tymi prezrntowanymi przez autorkę bloga, z tym to trochę jak z eko, mam wrażenie ze Polaków nie stać na bycie eko,bo często eko znaczy drogo,i nie do końca mamy na to pieniądze,chociaz to temat rzeka i na pewno można zrobić wiele rzeczy za darmo ale chodzi mi o całokształt,pozdrawiam,Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polaków nie stać na eko, tak - szczególnie tych, którzy wiedzę o cenach czerpią z organicznego sklepu w dużym centrum handlowym ;) Tak to dokładnie wygląda - x pośredników i cena szybuje w kosmos. W mojej kuchni większość produktów nie ma certyfikatu eko. Żeby było zabawniej, bio banany i bio banany kupuję w Lidlu. Poza tym to nie jest wpis o eko. I nie tylko o żywności. A moda? A jedzenie na mieście? A usługi?
      Absolutnie nie namawiam do żadnej formy konserwatyzmu, ale do większej świadomości. Jeśli to będzie 5 % naszych zakupów to już będzie dobrze.

      Usuń
  7. Zalecam umiar i zdrowy rozsądek. Widzę powyżej dysputę dwubarwną. Łatwo tak przeszarżować. A życie jest wielokolorowe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Elizabeth: w zakresie zdrowego żywienia ważna jest świadomość. bez niej nic nie zwojujemy. Ekologiczne jedzenie nie jest drogie, jeśli się trochę pomyśli i włoży wysiłku mozna hodować warzywa, zioła itp samemu robic przetwory...mam świetna kaustę kiszona mniam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tutaj nie chodzi o to czy stać czy nie stać nas na kupowanie czy nie kupowanie w marketach. Chodzi o to, żeby wspierać uczciwych. Wobec czego niestety nie mamy rozeznania. Bo i w marketach są doskonałe, niedrogie i stworzone fair produkty, nawet pod marką marketową. A i u znajomego rolnika czy na straganie możemy nieświadomi kupić coś, co nie jest tym za co się podaje.
    Chodzi o to, że nie mamy wpływu na to, co nam się podaje. Mamy wpływ tylko na to, co bierzemy. A nie zawsze chcemy i możemy brać to, co jest prawdopodobnie fair, bo trudno to sprawdzić.
    Zaprzyjaźniony rolnik może mieć świetne jabłka po groszu, jajka i mleko, ale gdybym wiedziała, że dręczy zwierzęta, kury chowa w warunkach nieciekawych, to miałabym nie kupić. Ale jak to sprawdzić?
    Przecież mnóstwo nam się wydaje. I to tyle odnośnie bycia świadomym.
    Czasem nam się tylko wydaje, że tacy świadomi to my jesteśmy, że hoho!
    A stara mądrość ludowa mówi, że nic nie jest tym, na co wygląda....

    OdpowiedzUsuń
  10. Cięzko jest nie kupować w marketach. A będzie coraz trudniej wraz z większa popularnością dostaw zakupów do domu. Chciałoby się kupować owoce i warzywa na targu.., ale co zrobić skoro targ otwarty jest tylko w godzinach naszej pracy. Pozostaje market czynny do 21 lub 24h

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wrażenie, że większość komentujących osób szuka problemów, a nie rozwiązań.
    Oczywiście, że wszystko można odwrócić.
    Oczywiście, że nie ma 100 % pewności.
    Ale.. jeśli kupuję sery od człowieka, którego znam, w którego gospodarstwie byłam, wiem jakim jest gospodarzem, mam więcej szans na to, żeby wybrać świadomie, niż sięgając po produkt od koncernu, albo od olbrzymiej farmy, w które zwierzęta traktuje się jak automaty do produkcji mleka.
    Mogę kupić szytą w Bangladeszu sukienkę, która kosztuje w sieciówce 200 zł, a za uszycie jej zapłacono 2 dolary.
    Mogę też zamówić sukienkę u koleżanki, która prowadzi niewielką firmę, kupuje z dużą starannością materiał, sama szyje.
    Które zakupy mają szansę być bardziej fair?
    Namawiam do chwili zadumy przy zakupach, do myślenia, a nie tylko do kupowania pod wpływem impulsu.
    Bez fanatyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się. Polski klient nie jest gotowy na Fairtrade i ekologię. Liczy się CENA. Sprowadzam z USA ekologiczną odzież dziecięcą z wełny merynosów i bawełny organicznej. Od znajomej usłyszałam, że nie mam szans na rynku, bo przecież są koszulki za kilka złotych w sieci Pepco. To nie jest odosobniona opinia.

    Mam wrażenie, że jeśli chodzi o żywność, to świadomość tego, co kupujemy, wzrasta coraz szybciej. Podobnie kosmetyki. Ale odzież? Nosimy na sobie przez cały dzień ciuchy wymaczane w formaldehydzie, ale co tam ;-)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)