Supermenki z przepukliną

/
18 Komentarzy


Jedna ze ślepych uliczek feminizmu, prowadzi do ściany, na której napisano, że kobieta może wszystko. To w gruncie rzeczy prawda, ale jest i "ALE". To przekonanie zamiast dawać nam więcej wolności, czasem prowadzi w miejsce, w którym wszystko ląduje na naszej głowie i zamiast lepiej, mamy jeszcze gorzej. Czy naprawdę zawsze warto?


Niedziela popołudnie, upał leje się z nieba, a w pociągu ... popsuta klimatyzacja. Dwie panie, na oko koło 40 przeciskają się do przedziału, ocierają pot z czoła, a potem próbują ulokować ciężkie walizki na górnej półce. 

 - Can i help you?  - pyta młody człowiek siedzący naprzeciwko mnie, ale panie  nadal bez słowa mocują się z walizką. 

- Może pomogę?  - lituje się biznesmen w markowym garniturze.  - Nie, jakoś może sobie dam radę - odpowiada jedna z kobiet. 

Za chwilę walizka prawie ląduje na naszych głowach, a bez pomocy ani rusz. 

To prawda, możemy prawie wszystko, ale nie zawsze warto się przy tym upierać. Potrzebujemy siebie nawzajem i prosić o pomoc to nie grzech, ani objaw słabości. Cudownie, że ktoś jeszcze chce pomagać. 



Pułapki "dam radę"

"Umiesz liczyć, licz na siebie" - mówi przysłowie, które nie pierwszy już raz, niekoniecznie jest mądrością narodu. I my tak na siebie liczymy, aż bywa, że lądujemy w jakimś dziwnym miejscu, z dziwnymi ludźmi, obarczone obowiązkami, których mamy serdecznie dosyć i z poczuciem odpowiedzialności za świat, które zwaliłoby z nóg nie jednego, ale z 10 strongmenów. 


A czy Ty, kiedykolwiek robisz coś tylko dla przyjemności? Rysunek: za Rana Waxman

Niestety popkultura jeszcze utwierdza nas w takich przekonaniach. Ostatnia reklama jednego z dezodorantów, w którym piękna, wymuskana kobieta daje radę i pracy i obowiązkom domowym, opiece nad dziećmi, wygląda jak milion dolarów kołysząc się na seksownych obcasach i jeszcze wspiera i podnosi z łopatek biednego, słabego mężczyznę, który ledwo żyje, to właśnie ten chory nurt, mówiący, że cokolwiek by na Ciebie życie nie zrzuciło to Ty Kobieto i tak DASZ RADĘ. Masz dać! Choćby się waliło i paliło. 

Sprawa jest bardziej uniwersalna niżby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać, bo faceci, dziś też ciągle czują, że muszą DAĆ RADĘ. I w pracy i w łóżku, na korcie tenisowym czy na siłowni. 

Jeśli nie dajesz, jesteś słaby. A słabych nikt nie lubi. Tylko czy do dobrego życia naprawdę potrzebujemy tych wszystkich supermenów i supermenek? Czy musimy tacy być? 



Nie opłaca się być za silnym

Dlaczego? Bo każdego w końcu dopadnie słabość. W grupie osób chorujących na depresję i cierpiących na inne, poważne zaburzenia psychiczne, są właśnie te, które zawsze, za wszelką cenę usiłują "dawać radę". Nie proszą o pomoc, nie szukają jej, duszą w sobie własny ból. 

Jesteś zmęczona? Odpocznij!!!
Rysunek: MATKA PO GODZINACH. 


Wśród kobiet, które padają wieczorem na twarz, na wypolerowaną podłogę, nie mając siły ani czasu na to, żeby naprawdę o sobie pomyśleć, są właśnie te siłaczki, które zawsze mówią, że sobie poradzą i nie będą nikogo o nic prosić. 

Wśród mężczyzn z zawałami i wrzodami żołądka, próżno szukać asertywnych typów, którzy powiedzą: "wiesz, lubię tę robotę, zależy mi na niej, ale nie dam rady pracować po 14 godzin dziennie, bo nie mam na to ani siły ani ochoty". 

Kobiety bardzo często mówią, że muszą być NADODPOWIEDZIALNE, bo nie mają innego wyjścia. Rzecz jednak w tym, że udając siłaczkę gdy w środku mała dziewczynka łka i prosi o chwilę wytchnienia ściągają na siebie jeszcze więcej obciążeń. 

Siła za wszelką cenę kosztuje po niewczasie bardzo drogo. 


Bądź wystarczająco dobra i wymagaj tego od innych

I to naprawdę wystarczy. Nie wyręczaj całego świata, nie szarp się bez sensu. My kobiety, niezwykle często wpadamy w pułapkę "zrobię to lepiej" i w ten sposób kastrujemy naszych mężów, partnerów i przyjaciół. Później wszystko robimy za nich, a same ledwo dyszymy od nadmiaru obowiązków. 

Często naprawdę nie potrzebujemy żadnego IDEALNIE, a wystarczy nam w zupełności WYSTARCZAJĄCO DOBRZE. 

Wszyscy mamy chwile mocy i słabości. Potrzebujemy wiedzieć, że możemy sobie pozwolić i na jedne i na drugie. W słabości czerpać siłę z tego, że ktoś nas wspiera, a w momentach mocy przenosić góry, których w innych okolicznościach nie poruszyłybyśmy nawet o milimetr. 

O pomoc trzeba prosić. Tak, czasem nam odmówią. Tak, czasem ludzie będą dla nas nieżyczliwi, oceniający. Ale jeśli nie poprosisz, nie przekonasz się. Przeważnie, prośby o wsparcie spotkają się z serdecznym wysłuchaniem.  Nie zapytasz, nie dostaniesz. A szarpiąc się sama, co najwyżej nabawisz się mentalnej przepukliny. 

Czy bycie SUPERWOMEN naprawdę Ci się opłaca? Czy naprawdę MUSISZ WSZYSTKO? 






Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Pani Od Kotów6 lipca 2015 16:47

    Co do przykładu z walizką - to, że ktoś pomaga, to nie kwestia żadnych stereotypów płciowych, ale tego, że tamten człowiek jest akurat wyższy i silniejszy. Ludzie mają do różnych rzeczy predyspozycje i uprzejmością jest pomagać innym w drobiazgach bez względu na płeć. Akurat tak wychodzi, że w tej kwestii najczęściej to mężczyźni są lepsi. Ale kiedy zobaczę mężczyznę obładowanego torbami i pudłami, a sama mam wolne ręce, to mu przytrzymam drzwi. Ot, naturalny odruch. Chociaż nieraz rozmawiamy ze znajomymi pod wpływem jakiegoś wydarzenia lub wypowiedzi o równości, społecznej solidarności i sprawiedliwości, to kiedy gdzieś jedziemy proszę kolegów o pomoc w umieszczeniu walizki na półce, bo jestem mała i słaba, nie chcę upuścić jej i zrobić komuś krzywdy, ani nie będę się unosić urojonym honorem i zastawiać przejścia, bo nie poproszę. Co mam nie poprosić o pomoc? Prosimy nawzajem, gdy czegoś potrzebujemy, pomagamy sobie w tym, w czym ktoś jest lepszy i robimy co jest to zrobienia, kiedy mamy akurat więcej czasu niż pozostali. I nawzajem objaśniamy sobie świat z różnych punktów widzenia. Tłumaczę, że feminizm jest potrzebny i kobietom i mężczyzną, no chyba że ktoś bardzo lubi być nieokazującym uczuć macho i potrafi sam wszystko naprawić, zamiast wzywać fachowców (bo tym, co wolą gotować z dziećmi niż naprawiać samochód szowinizm życia nie ułatwia), ale za to najczęściej sama przygotowuję jedzenie na spotkania. Bo lubię, więc to żaden problem. Jedna znajoma prasuje partnerowi koszule, inna głośno podkreśla, że nie chce mieć dzieci i że fajnie, że można kupić gotowe jedzenie. I co? I nic. O to przecież chodzi, żeby mieć wolność wyboru, jak chcemy żyć i kim być, i żeby nikt tego wyboru nie oceniał, dopóki nie dzieje się krzywda osobom trzecim. Bo w pierwszej kolejności każda i każdy z nas jest po prostu człowiekiem, z pasjami, marzeniami, przekonaniami, nadziejami, tym co lubi i czego nie.

    Wydaje mi się, że Twój tekst równie dobrze pasuje do obu płci, Facetom wychowanym w stereotypach chyba trudniej prosić o pomoc i przyznać, że nie dają rady, niż kobietom, które świeżo wyzwolone ze stereotypów odbijają się od nich tak mocno, że grozi im wpadnięcie w kolejne,

    A ja patrząc na ostatni obrazek myślę sobie, że właśnie za dużo leżę. Czas wstać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Od Kotów6 lipca 2015 16:51

      Autopoprawka :) Może słowo "lepsi" jest tu niefortunne, bo nikt nie jest lepszy ani gorszy za sprawą tego, jaki ciężar na jaką wysokość może podnieść.

      Usuń
    2. Pani od Kotów,
      dziękuję Ci za jak zwykle mądry komentarz. Tak, tak, tak.
      No i życzę Ci wstawania, jeśli mogę jakoś podtrzymać, albo coś, to proś o pomoc :) Jestem!

      Usuń
    3. Pani Od Kotów7 lipca 2015 16:43

      Dziękuję. Teraz to już chyba tylko odwagi mi trzeba i umiejętności nie przejmowania się pierdołami, które wcale zresztą nie muszą mieć miejsca :) No i worek gotówki na realizację jednego z pomysłów na siebie by się przydał, ale to już muszę załatwić sama. :)

      Usuń
  2. Pamiętam, jak (cytując z przekonaniem moją mamę) powiedziałam mojemu chłopakowi, że kobiety zawsze ponoszą ofiary. On wtedy odrzekł, że kobiety chcą robić z siebie ofiary. Boże drogi! Czemu ja się wtedy nad tym nie zastanowiłam tylko znowu skopiowałam wiernie moją mamę prezentując postawę urażonej.
    A teraz uczę się tego, o czym pisze Gosia. A raczej oduczam tego, co wdrukowane latami.
    Życzmy sobie owoców słodkicb tej nauki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio jak pojechałam na basen, przebierałam się w szatni i stojąc przy szafce, 3 dziewczynki ok 8 lat podeszły do mnie i bez zawahania każda po kolei, zapytała czy pomogę jej założyć czepek na głowę :D Bardzo spodobała mi się ich spontaniczność i były bardzo wdzięczne :) Jakoś tak czułam się im potrzebna, mimo, że to nie była jakaś wielka sprawa Chociaż wiem, że w tamtym momencie dla tych dziewczynek była.

    OdpowiedzUsuń
  4. Umieć dać sobie pomóc - to dziś wyczyn prawdziwie bohaterski :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te Panie, które padają wieczorem twarzą na wypolerowaną podłogę bardzo często uważają określenie "feministka" za obelgę. Ja też, tak jak Pani od kotów, usunęłabym słowo "feminizm" z tego kontekstu, bo artykuł akurat zupełnie nie o feminizmie a o ludzkiej nieufności, kompleksach i strachu przed niespełnieniem czyichś (czasem rzeczywistych, czasem nieuświadomionych a najczęściej wyimaginowanych) oczekiwań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renata,
      z paniami pewnie tak, rzeczywiście feminizm wśród kobiet samych ma taką sobie opinię.. niestety.
      Myślę, że to ma jednak wiele wspólnego z emancypacją. Np. w Skandynawii, która jest bardzo w tym nurcie, zniknęły, czy bardzo się zredukowały te wszystkie małe uprzejmości w stylu przepuszczanie w drzwiach czy pomagania w dźwiganiu ciężarów... bo mężczyźni nie chcą się narzucać kobietom, a kobiety przestały prosić. Czasem jest to po prostu źle widziane i nawet, traktowane jako podrywanie, narzucanie się itp. Stąd nawiązanie do feminizmu w leadzie.

      Usuń
    2. Pani Od Kotów7 lipca 2015 16:41

      Mi by nie chodziło o usunięcie w tym kontekście z wpisu, ale o odarcie z negatywów i przekonanie, że właśnie w pierwszej kolejności jesteśmy wszyscy po prostu ludźmi. To, że każda płeć i grupa jest uwikłana w jakieś oczekiwania i sama się plącze coraz bardziej, zamiast być sobą i robi co się da, a negatywny odbiór feminizmu to dwie różne sprawy. A co do przepuszczania w drzwiach itp., to lepiej z wdzięcznością przyjąć ten drobny gest niż sprawić komuś, kto chce dobrze, przykrość upartą odmową. Tak jak pisałam, w zamian jak nie tej osobie, to kolejnym, odwdzięczmy się innymi uprzejmościami i pomocą, które jesteśmy w stanie dać. Mam bliskiego kolegę, który tak został wychowany, że mimo iż rodzeństwo obojga płci umie zarówno wymienić żarówkę, jak zacerować dziurę w spodniach, to ma bardzo mocno zakodowane, że kobiety się przepuszcza w drzwiach, pomaga nosić ciężary i upiera się, żeby zapłacić za napoje w barze nie tylko swojej dziewczyny, ale i koleżanek w niewielkiej grupie. To ostatnie mnie bardzo krępuje, ale on się upiera, tłumaczy, że tak został wychowany i koniec, za nic nie ustąpi. W zamian więc podrzucam różne smakołyki i trunki na domowe imprezy, żeby nie urażać wciskaniem w rękę gotówki na siłę, a nie mieć poczucia, że kogoś wykorzystuję, zachować równowagę w bezgotówkowej wymianie. Z kolei otwieranie przede mną drzwi bardzo lubię. Ale nie uważam, żeby to był jakiś obowiązek, więc zawsze dziękuję, żeby pokazać, że doceniam coś, czego wcale nikt robić nie musi.

      Usuń
  6. Poza wszystkim o czym tu piszecie, to przecież to bardzo przyjemne uczucie komuś pomóc! Więc dajmy szansę innym, żeby tego doświadczyli i nam pomogli:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach my kobiety Siłaczki, mamy takie parcie na szkło, wszystko sama, sama, sama... Zosia Samosia. Tylko, że nie zdajemy sobie sprawy, że za to się płaci. A przecież wystarczyłoby, powiedzieć : Tak, dziękuję, proszę... Więc o co nam chodzi...
    Albo inaczej, o co czasami mi Chodzi? Był taki tekst gdzieś ostatnio, kobieta mówi : Nie wiem o co mi chodzi, czego chcę. Ale chcę tego bardzo mocno... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj :) Jestem naprawdę pod bardzo wielkim wrazeniem Twojego pisarskiego kunsztu :) Posiadasz ogromny talent i jestem wrecz Ci wdzieczny za to, ze postanowiles kiedys, ze będziesz udostepnial te teksty publicznie, tak by kazdy mogl wejsc i przeczytac wpis, który go interesuje :) Naprawde swietnie piszesz, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. a jak nie ma kogo poprosić.....?

    OdpowiedzUsuń
  10. Możliwe, że nie prosimy o pomoc, bo w przeszłości była nam ona udzielana warunkowo, manipulacyjnie, nieszczerze, czy też przy najbliższej okazji była wypominana i stanowiła podstawę do wyrażenia dezaprobaty wobec proszącego o pomoc.
    A tu nadal trzeba wierzyć, że są ludzie chętni do pomocy szczerej, życzliwej i na czas.
    To potrzebna wiara.

    OdpowiedzUsuń
  11. Afirmacja Louise Hay: "jesteś wystarczająco dobra taka jaka jesteś" to jedna z piękniejszych i budzących moją codzienną tęsknotę myśli. Oswajam ją każdego dnia, bardziej i bardziej...

    OdpowiedzUsuń
  12. Drobne uprzejmości, a w rzeczywistości szeroka gama przywilejów dla kobiet istniejąca w ramach tzw. "dobrego wychowania", to nic innego jak odgórne przyzwolenie do dojeżdżania i wykorzystywania chłopców i mężczyzn jako odźwiernych, tragarzy i lokajów. Jako mężczyzna, właśnie przez przymus stosowania się do tych podobno "pięknych" zasad, czuje się jak człowiek drugiej kategorii, śmieć, nie zasługujący na względy ze strony kobiet, jako ten gorszy. Zostałem wychowany jak zostałem, ale te zasady mimo że się do nich stosuje, są mi wrogie i obce - uważam że mnie osobiście obrażają. Przypomina mi to zwyczaje z czasów apartheidu, kiedy Czarni musieli ustępować miejsca Białym. Savoir-vivre nie jest w tym względzie dużo lepszy - wyrafinowana forma mowy nienawiści. Wobec mężczyzn oczywiście...

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)