Jesteś w dołku? Przestań kopać (się)!

/
16 Komentarzy


Doły i dołki zdarzają nam się wiele razy w życiu i nie ma w tym nic dziwnego. Cała rzecz w tym, żeby się w nich niepotrzebnie nie grzebać i tym samym nie pogarszać swojego stanu. 


Niestety większość z nas, zamiast wyolbrzymiać to co dobre, ma tendencje do tego aby widzieć głównie to co złe i to w karykaturalnie wielkim rozmiarze. Nie bez powodu mówi się o tym, że strach ma wielkie oczy, a nasze obawy rosną jak nasz cień - tym bardziej im mocniej się na nich skupiamy. 

Natura wbudowała nam w "oprogramowanie" mechanizm rozdmuchiwania zagrożeń. Robimy to z lubością. O ile w dobie dinozaurów i tygrysów szablozębnych była to rzecz niezwykle przydatna, o tyle dziś, często martwimy się bez sensu i na zapas. Tym samym dołek zamiast się zmniejszać, robi się coraz głębszy, a im niżej jesteśmy tym trudniej z niego wyjść. 


Czym się równi dołek od depresji? Jak wyjść z dołka?

Dołek to nie depresja i należy to z całą mocą podkreślić. Jeśli doświadczasz długotrwałego (kilka tygodni, a nie kilka dni) wszechogarniającego smutku, nie jesteś w stanie odczuwać radości, nic, zupełnie nic cię nie cieszy, nie chce Ci się wstawać z łóżka, najchętniej zakopałbyś się gdzieś głęboko, twój stan nie poprawia się, a raczej pogarsza, to koniecznie odwiedź lekarza psychiatrę. 

Kiedy boli noga, albo grypa nie odpuszcza, bez zwłoki idziemy do lekarza. Czemu więc gdy boli dusza nie szukamy pomocy? 

Depresja bardzo często wymaga leczenia farmakologicznego i nie należy się tego wstydzić. Sama farmakologia to jednak często tylko niezbędny, pierwszy element leczenia.  Dobrze pamiętać, że leki na depresję nie naprawią naszego życia, nie rozwiążą naszych problemów rodzinnych, nie odczarują złych relacji, ani nie zmienią nam pracy. 

Na całym świecie rośnie liczba diagnozowanych depresji, rośnie też liczba osób stosujących leki przeciwdepresyjne z innych niż depresja powodów.  Sporo  osób sięga po nie z powodów takich jak zaburzenia snu, nastroju, przygnębienie czy deficyt sił. Po zastosowaniu leków doświadczają chwilowej poprawy, wierząc że to lek na całe zło, ale wiara w zmianę instant, w cudowną pigułkę, która nas znieczuli, ogłuszy i zrobi coś za nas bywa bardzo zwodnicza. 


W dołku nie szukaj dna

Jeśli czujesz, że jest blisko, tym bardziej nie kop się po kostkach. Bardzo często kiedy doświadczamy spadku nastroju, problemów, zamiast minimalizować ich szkodliwy wpływ na nasze życie, jeszcze sobie dokładamy. Niestety często kopią z nami jeszcze nasi bliscy. Zamiast naprawdę pocieszyć, jeszcze dokładają nam zmartwień. "No tak, straciłeś pracę, a teraz takie bezrobocie, syn Krysi 3 lata szukał zajęcia, teraz to tylko po znajomości" itp. 

Jeśli czujesz, że niebezpiecznie lecisz w dół, a znajomi i rodzina serwują Ci takie komunikaty, mów wprost: "Nie pomagasz mi, proszę nie opowiadaj mi tych historii, możesz mi pomóc napisać nowe cv, ale nie chcę więcej słuchać o tym, jak jest ciężko". 


Co poprawia nastrój w dołku?

Kiedy czujesz, że jest tak sobie, albo źle, zastanów się co pomoże Ci wyjść z miejsca, w którym jesteś. Stawiaj na rzeczy, które poprawiają Ci nastrój i unikaj tych, które działają przygnębiająco. 

Jeśli wiesz, że film, książka niosą za sobą ciężki ładunek emocjonalny, nie sięgaj po nie w kryzysie. Dodatkowe umartwianie się naprawdę nie pomoże Ci odzyskać sił.

Tak, pewne sprawy trzeba przemyśleć, wypłakać, uczuciom, które pojawiają się w dołku nie wolno zaprzeczać, ale nie oznacza to, że pomoże Ci taplanie się z lubością we własnym lub cudzym nieszczęściu. Nie karm lęków, nie dmuchaj tego plastikowego smoka. 

Pamiętaj o śnie: jeśli nie masz kłopotów z zasypianiem, traktuj go jak lekarstwo. Nie żałuj sobie, nie trąb o własnym lenistwie. 

Istnieje niebezpieczny mit, który mówi, że sięgając po używki, doświadczamy niezbędnego "resetu". Tymczasem takie chwilowe poprawianie sobie nastroju, może być prostą drogą do uzależnienia.  Dziś może poczujesz się lepiej, ale jutro spadniesz jeszcze niżej. 

Cudownie na nasz nastrój działa ludzka bliskość i dobrze o nią prosić i jej szukać. Podobno człowiek aby przeżyć, potrzebuje około 4 przytuleń dziennie, aby czuć się dobrze ośmiu , a aby się rozwijać dwunastu. Nie szczędźmy sobie więc dobrego, czułego dotyku, bo on jest jak lina, po której możemy się wspinać w kierunku słońca. 

Jak wyjść z dołka? Na pewno nie drogą do dna.
Wszyscy mamy lepsze i gorsze dni, ważne, żeby pamiętać, że
po deszczu zawsze wychodzi słońce. Inspiracja: John Marston


Uważaj, smutek uzależnia!

I takich uzależnionych od smutku, narzekania, funkcjonowania w sferze cienia jest wśród nas bardzo wielu. Jeśli twój fokus jest nastawiony głównie na to co ciężkie, złe, wszędzie szukasz dowodów na to, że życie jest ciężkie, ludzie złośliwi, a los przewrotny, z pewnością je znajdziesz. Pamiętaj tylko, że to nie poprawi twojego samopoczucia ani nie zmieni twojego życia. 

Smutek, chociaż wielu ciężko to przyjąć, bywa po prostu formą tchórzostwa.  Osho pisze, że "każdy absolutnie każdy potrafi być nieszczęśliwy. Ale do poczucia błogości potrzebna jest ogromna odwaga – a żeby ją poczuć, trzeba nad sobą popracować.” 

Wielu ludzi latami żyje w stanie permanentnego rozczarowania i rezygnacji. Wielu też nie robi zupełnie nic, aby stamtąd wyjść. 


Dołek = okazja

Chociaż na pierwszy rzut oka często tego nie widać. Bycie w kryzysie, w momencie granicznym, może być cudowną okazją do tego, aby się sobie przyjrzeć i wreszcie, często po latach zaniedbań, coś zmienić. 

Złe samopoczucie, smutek, rezygnacja, poczucie bezradności, to niekoniecznie dopust boży, ale sygnał, że nasze życie woła o uwagę. 

Jeśli się wysilimy, zrobimy coś aby przezwyciężyć to co nas uwiera, być może chwila kryzysu okaże się być trampoliną do nowego lepszego życia. 

Kiedy jesteśmy sami dla siebie po prostu dobrzy, wtedy życie przychodzi nam jakoś łatwiej, a wszystkie góry i doliny traktujemy jako niezbędny element życia. 

Jesteś teraz na górze? Pamiętaj, że jakiś dołek kiedyś na pewno przyjdzie. Jesteś w dołku? Pamiętaj, że góra ciągle istnieje. W końcu po deszczu, zawsze wychodzi słońce. Czasem zdarza się nawet tęcza. Dobrze to mieć z tyłu głowy. Także wtedy, kiedy życie kopie po kostkach. 



Czujesz się zainspirowany? Podaj dalej, powiedz znajomym :) Dziękuję:)!



Zobacz również

16 komentarzy:

  1. Chwała Ci Panie za te potrzebne i roztropne słowa Małgorzaty!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo pomocny wpis, akurat utknelam w takim dołku... Wydaje mi się, że ważnym aspektem jest też nie zamykać się w sobie i umieć prosić o pomoc innych. Mnie często gubi fakt, że wydaje się, że sama sobie poradzę i odpycham innych od siebie, niedoceniajac tego, że są blisko. pozdrawiam. Adrianna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! W kupie siła :) Zobacz też ten tekst i filmik : http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2014/09/w-kupie-sia.html
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Bardzo dobrze napisane, często dołki wydają się nie takie straszne, potrwają kilka dni, a potem człowiek stara się wystawić głowę do słońca, by zaczerpnąć nowych sił. Niebezpiecznie staje się, gdy dołek otwiera nam drzwi do pierwszych stanów depresji, wtedy jak najszybciej do lekarza, bo samemu ciężko sobie poradzić. Jak to w "niemocy" przeważnie bywa - ważny jest kontakt z bliskimi (choć w tym stanie bardziej jest się na "nie"), a najważniejsze, by znaleźć w sobie tę niesamowitą siłę, która gdzieś głęboko się schowała i czeka, by ją odnaleźć. Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ważne spostrzeżenie - smutek uzależnia. To jest zastanawiające. Dlaczego łatwiej być nieszczęśliwym niż szczęśliwym, prawda?
    Moje doświadczenia pokazują, że w dołkach pomagali mi zazwyczaj ludzie obcy. Rodzina dobijała zawsze, a dzięki dołkom poznawałam kto jest przyjacielem, a kto co najwyżej ot, znajomym.
    Z moich dołków wiem też jedno - nie należy stronić od ludzi. A najsmutniejsze doświadczenie to takie, że rodzina może nic nie znaczyć. Ta z krwi i kości, że tak powiem. Rodziną mogą się okazać ludzie, którzy nie są spokrewnieni. Początkowo to boli, ale ostatecznie okazuje się, że rodzina to sprawa umowna.Niestety, wiele widzę smutku właśnie rodzinnego dokoła. I to jest chyba nasz polski dołek z kolei. Taki smutny zwyczaj ranienia bliskich. Ale to pewnie temat na innego posta....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, chociaż temat rodzinnych razów i wyrzutków jest stary jak świat i wcale niekoniecznie polski :) Pojawia się np. w Bajce o brzydkim kaczątku, pisze o tym też C.P Estes: czasem jesteśmy jak zagubiona zygota, która trafiła pod niewłaściwy dach. Wtedy rzeczywiście rodzina z wyboru to dobry wybór :) W temacie także tutaj:
      http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2010/03/bohaterowie-nie-z-tej-bajki.html

      Pozdrowienia :)

      Usuń
  5. Depresja to nie choroba, z którą się pójdzie do lekarza, gdy smutek przekracza kilka tygodni.
    Z depresją walczy się latami biorąc ją za dołki. Depresja bywa utajona, paraboliczna, długotrwała oczywiście. To jak hydra wielogłowa. Człowiek uśmiecha się, żyje, wstaje rano, robi, co do niego należy. A lekarz zadaje pytania szablonowe, wyklucza problem, klepie po ramieniu.
    Depresja nie zjada systematycznie. Ona zjada ze smakiem, bez pośpiechu. Pozwala odbudować skrawek siebie, by go potem pochłonąć.
    Znacie kogoś, kto jest kompletnie zdrów po wieloletnim podgryzaniu przez depresję, a potem po wieloletnim leczeniu?
    Czasem mam wrażenie, że jedni z nas są stworzeni do smutku, inni do radości, jeszcze inni do działania. Kiedy to się miesza, robi się problem. Ale przez to też depresja długo nie wychodzi na wierzch - nie tak, jak się spodziewamy, do zdiagnozowania.
    Jedno nas tylko ratuje - w dołkach, w depresji, w beznadziejach...... Następne pięć minut, następna godzina, kolejny dzień. Małe odcinki, krótkie, choćby nawet smutne odcinki życia. Ale życia właśnie. Życia, którego doświadczamy - tu i teraz.
    Pozdrawiam wszystkich kopiących, odkopujących, zakopujących (tutaj mam nadzieję, że zakopujących dziurę, nie siebie)! Niech moc, nadzieja i miłość będzie z nami!!! Amen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam i oczom nie wierzę... Drogi Anonimie, dosłownie wyjąłeś mi słowa z ust.. Podpisuję się obiema rękami pod Twoim wpisem. Życzę Wszystkiego Dobrego��
      Ola39

      Usuń
  6. No cóż. Dołki to też część naszego życia. To Jacek Walkiewicz przecież powiedział chyba, że "jeśli nie da się z czegoś wyjść, to jeszcze można przez to przejść". To prawda. Wszystko jest dla ludzi.
    I wszystko jest przejściowe. To też prawda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za ten wpis. Akurat dziś jest mi potrzebny. I jakie to ważne, żeby dać sobie prawo do dołka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pytasz czemu gdy boli dusza nie szukamy pomocy. Wiesz, chyba dlatego, że dla niektórych ból duszy to nie ból, tylko wymysł. Jak dla mojego męża... On nie rozumie, kiedy tłumaczę, że nie mam siły podnieść ręki, nogi, że najchętniej przespałabym całe dnie, że nic mnie nie cieszy... Psychiatra - jego to uważa za nie-lekarza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś usłyszałem że z dołka się nie wychodzi... w dołek sie po prostu nie wchodzi i tyle. Ale czasami każdego z nas dopada kryzys. Ważne żeby znaleźc swój "azyl" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To prawda, niektórzy zamiast okazać pomoc, zakopią na amen :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dołek to rzecz naturalna, to taki zdrowy objaw buntu organizmu, który chce po prostu odpocząć. Przynajmniej u mnie. Zdarza się nieczęsto, ja tam jestem ponad 90% czasu w fazie manii (jestem bardzo aktywną optymistką, co na dłuższą metę męczy i otoczenie, i mnie. Ale cóż - żeby być prawdziwie szczęśliwym, trzeba się nad tym swoim szczęściem pochylić i zapracować. Optymizm wymaga nieporównywalnie większego wysiłku, niż pesymizm (wiem, bo przeszłam tzw. metamorfozę). Tym bardziej, okazjonalne wpadnięcie w dołek z mocnym poczuciem "p*****lę nie robię" i chwilowe odcięcie się od kochającej rodzinki i wspaniałych znajomych zasadniczo wszystkim robi dobrze. Zadołowanej - czyli w tym momencie mnie - bo się wyśpię, poleżę, poczytam, posłucham muzyki, whatever. Rodzinie - ma luz, nikt nic nie wymyśla, nie pogania, nie sprząta, aż do momentu, kiedy zatęsknią do czystej chaty, jasnych dyrektyw, wymagającej matki i rozmaitych, czasochłonnych pomysłów. Znajomym - bo widzą, żem też zwykły człowiek, który czasami podupada na duchu i relacja robi się mniej jednostronna, bo można dla odmiany mnie podnieść i pocieszyć. Same zyski, dla wszystkich. Oczywiście, doła jako medykamentu nie należy nadużywać, jak zresztą każdego innego środka leczniczego. Stosowany homeopatycznie działa cuda, nawet w arcytrudnych sytuacjach życiowych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czym zastąpić przytulenia, jeśli nie ma kogo, do kogo się przytulić już wiele lat?

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)