Pretensje o wszystko. Jak radzić sobie z ludźmi, którym NIC nie pasuje?

/
20 Komentarzy


Żeby oddać sprawiedliwość, żyją nie tylko w Polsce, nie tylko w Warszawie i są w każdym wieku. Dzieli ich często ocean różnic, a łączy tylko jedna rzecz: WSZYSTKO im nie pasuje, a im bardziej uprzykrzą bliźniemu życie, tym bardziej czują się usatysfakcjonowani. Czy naprawdę chcesz im dawać satysfakcję?


Ostatnio dziennikarka, Beata Sadowska, opisała na swoim Fb następującą sytuację: 

Sobota. Sopot. Tytus szalał na plaży przez 4h. Wracamy spacerem do domu. Malec jest zmęczony, więc przysiadamy na schodach sklepu i gapimy się na ulicę. Po chwili ze sklepu wypada sprzedawczyni...

- Czy mogłaby pani nie siedzieć na schodach?!

Ja: Boże, czy naprawdę tak to pani przeszkadza? Dziecko chciało odpocząć, zaraz wstajemy.

Ona (tonem nie znoszącym sprzeciwu): Ale ja naprawdę bardzo proszę (z prośbą to nie miało nic wspólnego) wstać. Klienci będą chcieli wejść.
Pomijam, że nawet gdyby szli szpalerem, spokojnie by się zmieścili. Ale nie szedł nawet pies z kulawą nogą. Próbowałam przekonać, że przepuścimy gości, ale nic z tego.
Ja: Dobrze, jak tak bardzo pani na tym zależy, wstajemy.
Ona: Można milej?!


Wiecznie niezadowoleni, z wieczną pretensją na wykrzywionym licu. Tak, są wśród nas. Nie miałam ochoty o nich pisać, ale poczułam się sprowokowana. To ważny społeczny temat, a ja chcę mówić o rzeczach ważnych. I tak, ja też ich spotykam. 


Żyjesz w innym świecie...

Czasem piszecie do mnie i stwierdzacie, że ja chyba żyję w innym świecie. Takim, w którym ludzie są wyłącznie mili, uprzejmi, uśmiechają się do siebie i z przyjemnością pomagają, jeśli tylko mogą. 

Tak, takich ludzi przede wszystkim chcę wokół siebie widzieć i to im daję swoją uwagę i czas. 

Ale spotykam też innych: właśnie tych, którzy o WSZYSTKO mają pretensje. 

Inne Mamy, które krzyczą na mnie w piaskownicy, bo pozwalam mojemu dziecku zdjąć buty, więc ich też będzie chciało i daję mu zły przykład. Oburzone panie emerytki, pomstujące że maluch depcze trawkę w parku, gdy obok ich piesek robi kupę na chodnik. Panów w komunikacji miejskiej, którzy informują mnie, że bezczelnie wymuszam miejsce siedzące "na dziecko". Kierowców, którzy dojeżdżają ostentacyjnie do krawężnika, żebym nie mogła ich minąć rowerem, a kiedy grzecznie zwracam uwagę, krzyczą: "gdzie się pani wpierdala z tym gówniarzem". Rowerzystów - faszystów, którzy prawie doprowadzają do wypadku informując mnie, że jestem idiotką bo jeżdżę bez kasku. Panie po 50 na poczcie, czy w kolejce do laboratorium, które nie przepuszczają spoconej ciężarnej, bo im się śpieszy i mają tylko jeden list, wynik do odbioru, a zresztą jak one chodziły w ciąży czy z  małymi dziećmi to też musiały czekać, a poza tym to "mogła męża wysłać, a nie sama chodzić jak tak jej ciężko". Kobietę, która kopie moje prawidłowo zaparkowane auto, bo nie podoba jej się, że wszyscy parkują na tej ulicy, a kiedyś tu był spokój. Internetowych pitbuli, którym dzień nieudany, jeśli nie wytkną czegoś bliźniemu.  

I tak dalej, i tak dalej. 
Temat nie dotyczy tylko spraw "dzieciowych", rowerowych czy samochodowych, ale każdych innych. Antagonizmy można mnożyć bez opamiętania.

Mogłabym tak dłużej, ale przecież wystarczy. Wiecie o czym mówię. 


Jak radzić sobie z ludźmi, którym NIC nie pasuje?

Najgorsze co możesz zrobić, to dać im swoją uwagę. Zaangażować się w te wyimaginowane spory. Podarować im swoją energię. Kłócić się z nimi i tłumaczyć, a potem w myślach przeżywać tą sytuację przez wiele godzin albo dni. Dać się wciągnąć w ten wyścig pretensji.

Im tylko o to chodzi! O uwagę, której nie mają gdzie indziej. O poczucie, że uczestniczą, że mają znaczenie. Im bardziej popsują Twój humor, tym większą będą mieli satysfakcję! "Powiedziałem tej małpie, aż jej w pięty poszło", "popamięta mnie", "ma za swoje". 

A figę!

Kiedyś też się angażowałam w takie jałowy spory. Dawałam wciągnąć do cudzego teatru, w którym główną rolę gra poczucie skrzywdzenia i pretensji. Aż do dnia, w którym przestałam to brać do siebie. Przestałam odpowiadać na absurdalne zaczepki. Czasem, gdy sprawa tego wymaga, jestem stanowcza i wyrażam tylko jednym zdaniem swój sprzeciw. Czasem tylko się ironicznie uśmiecham i odchodzę. Rzucam przez ramię ironiczny żart i nie czekam na więcej. Czasem pozwalam, żeby sytuacja zadziała się sama i wtedy, najczęściej, pretensja wraca rykoszetem do osoby, którą ją miała. Tłum patrzy na nieszczęśnika, faluje, zaczyna wyrażać zbiorowy sprzeciw.  A on gotuje się ze złości. Kisi we własnym sosie. Już sam nie wie co ma począć. 

Nie, nie jestem złośliwa. Ale nie jestem też dziewczynką do bicia, na którą można ot tak, dla rozładowania własnej frustracji wylać wiaderko pomyj. Sorry, nie pozwalam. 


Życzliwość jest niesłychanie ważna. Ale małe złośliwości i czepialstwo, mają podobną siłę. Problem w tym, że nie działają pozytywnie, ale negatywnie. 


Co zrobić, żeby zatrzymać falę pretensji? 

Ludzi trudno zmienić, trudno wychować. Ale im mniej dajemy się wciągać w podobne spory, im mniej tolerujemy czepialstwo i wieczny zły humor, im mniej paradoksalnie, jesteśmy obojętni na to, że ktoś się kogoś czepia, tym bardziej dajemy wiecznie niezadowolonym pretekst do tego, aby się nad sobą zastanowić. 

Dlatego nie dyskutuj bez potrzeby, nie dawaj się sprowokować, ale gdy widzisz, że komuś dzieje się krzywda, ktoś się kogoś czepia w sprawie nie wartej złamanego funta, reaguj! 

Wszyscy musimy uczyć się cywilnej odwagi stawania w obronie słabszych. 

Ja sama przeważnie tego nie potrzebuję, świetnie daję sobie radę. Ale znam i spotykam dziesiątki wrażliwych kobiet i mężczyzn, którzy nie potrafią sobie radzić z agresją werbalną, czy tą wyrażaną pięścią. Tygodniami przeżywają i rozkładają na czynniki pierwsze czyjeś zwykłe chamstwo, a winy dopatrują się głównie w sobie. Jeśli nikt nie reaguje, tracą zupełnie wiarę w społeczną sprawiedliwość i jeszcze bardziej zamykają się w sobie. 

Jeśli milcząco znosisz chamstwo i czepialstwo to znaczy, że się z nim zgadzasz. Reaguj. Nie bądź paprotką w społecznym ogródku! 

Jeśli tobie samemu zdarza się czepiać i pomstować, przyglądaj się sobie. Nie potrzeba wiele, aby zmienić swoje nastawienie do świata i ludzi: zwykle wystarcza odrobina życzliwości (takiej bez oceniania) i świadomość, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku: wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i lepiej mieć świat za przyjaciela niż za wroga. 


Każdy ma prawo mieć zły dzień

Ale nikt nie ma prawa oczekiwać od świata, że ten często permanentny zły dzień, będzie znosił ze stoickim spokojem i godną świętych cierpliwością. 

Problem z ludźmi wiecznie niezadowolonymi jest taki, że choćbyście im nieba przychylili, to oni i tak, w tym czy innym momencie spluną jadem. Choćby z przyzwyczajenia. 

Kiedy przestajemy zajmować się ich złym humorem, mają wreszcie okazję do tego, żeby zweryfikować swój stan ducha i zastanowić nad tym, czy im się naprawdę opłaca. 

Bo powody do niezadowolenia mamy wszyscy - ale do czepialstwa, obiektywnie, naprawdę rzadko. 

Wiele życzliwości dla nas wszystkich na te wakacje!! 





Zobacz również

20 komentarzy:

  1. Ojjj, są takich bliźnich zastępy, ojjj są.....
    Ja zasadniczo udaję, że nie słyszę, a jeśli ktoś do mnie coś kieruje, to zazwyczaj króciutko załatwiam temat merytorycznie. Jednak w przypadku dalszej chęci interlokutora do zmagań.... ze mną..... z uśmiechem powiadam np.: a czy potrzebnie się tak pan/pani denerwuje i przejmuje?, proszę zobaczyć jak ładnie ... słońce świeci/ptaki śpiewają/świeże bułeczki pachną..... ( wstawić dowolne pasujące) i wtedy już ostatecznie kończę dyskusję. Rzadko kiedy ktoś jeszcze coś próbuje. Wtedy często znajduje nowy temat albo adresata lub też opuszcza miejsce..... potyczki.
    Niektórym jednak przydaje się faktyczna nauczka. Opowiedziano mi historię z autobusu. Pan ustąpił miejsca ciężarnej. Ta jednak nim przemieściła się w kierunku fotela została wyprzedzona przez energiczną 40latkę, która usiadła na miejscu pana i wzruszyła ramionami na jego uwagę, że fotela ustępował owej ciężarnej i rzuciła niedbale:" a kto to wie?" Ta zaś oto razem z uprzejmym panem zawisła na rurce nad fotelem zajętym przez "przemiłą pasażerkę". W tej też chwili w autobusie rozpoczęła się kontrola biletów. Ciężarna kiwając się na nogach usiłowała wyjąć bilet z torebki. Pan ponownie zwrócił się do 40latki z torebeczką na ramieniu, by widząc to jednak pozwoliła usiąść kobiecie. Bez rezultatu. Siedząca paniusia wyjęła tylko swój bilet z torebki, bo kontroler rzeczywiście się zbliżał. Nasz bohater historyjki w tym momencie pochwycił trzymany przez nią w dłoni bilet, wyjął go i ..... zjadł. A następnie wysiadł - bo autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku- nie czekając na reakcję paniusi. Ta ostatnia nie mogła się też nikomu poskarżyć, bo przecież.... " a kto to wie?" Zresztą miała już inny kłopot na głowie - mianowicie kontrolera pytającego o bilet.
    Cóż. Czasem na bezczelnych, aroganckich, zatruwających życie innym jest tylko jednak metoda - być jak oni. Od czasu do czasu trzeba. Jak sądzicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że eskalacja agresji daje tylko więcej agresji. Ale fakt, że są takie sytuacje, kiedy trudno się powstrzymać ;)

      Usuń
    2. Ta historia to tzw. legenda miejska (urban legend). Każdy ją słyszał od kogoś, kto widział.

      Usuń
  2. Widziałam już tę historyjkę, tyle, że występująca w niej pani miała 50 lat. Na Fejsbuczku wciąż się takie upowszechnia. W jakim celu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie w takim samym celu jak legendy miejskie. Budzą emocje.

      Usuń
  3. https://youtu.be/XFQXcv1k9OM tu macie filmik z tym samym motywem ;) /dzierzba

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobre ostatnie zdanie, biorę sobie do serca :) I jako argument!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ważny temat. I jakże powszechnie znany. Eechh...

    OdpowiedzUsuń
  6. "Tygodniami przeżywają i rozkładają na czynniki pierwsze czyjeś zwykłe chamstwo, a winy dopatrują się głównie w sobie. "
    To o mnie. Niestety przypadek ciężki do wyleczenia. Wszelkie konflikty to dla mnie trauma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krusz,
      bardzo mi przykro.
      To się da zrobić. Miałam to samo. Naprawdę. Ściskam!

      Usuń
    2. I dla mnie. Pracuję nad elementarnymi odruchami asertywności, ale to trud prawdziwy. Każdy konflikt rozpamiętuję godzinami. Potencjalny konflikt rodzi nerwowy ścisk żołądka. Tu trzeba pracy u podstaw ;)

      Usuń
    3. Trzeba, ale wiecie co mówią: bez pracy nie ma kołaczy :)

      Usuń
  7. Bardzo podobne miałam niedawno przemyślenia - że wyleczyłam się z reagowania na tego typu ludzi i na sytuacje, gdzie "bije się pianę". Po prostu idę swoją drogą dalej i... jestem szczęśliwa :)
    B.G.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam Cię za stwierdzienie p reagowaniu. Żyjemy w świecie, gdzie ludzie odwracają się mówiąc, że to nie ich sprawa. Owszem, jeśli widzisz, to Twoja sprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to miejsce. I zgadzam się ze wszystkim, oprócz tej pomocy innym, słabszym jak nam się wydaje. Mam to zapisane w mózgu i podświadomie reaguję a właściwie reagowałam. Tak pomagałam słabszym, aż Ci słabsi już wzmocnieni odwracali się i. ... walili mnie na odlew. Ostatnio taką nauczkę dostałam od "przyjaciółki" słabej i wymagającej pomocy. Tak mocno mnie to zdołało, że prawie rok z tego wychodziłam. Nigdy więcej. Musiałam tak mocno dostać aby to w końcu pojąć. Pomagać można tylko gdy zostaniesz o to poproszona.

      Usuń
  9. Będzie to z trochę innej perspektywy, bo mieszkam zagranicą od lat już... Tutaj też wychowuje moje dziecko. I niestety jak jestem w Polsce, a bywam tutaj parę razy do roku, bo moi rodzice juz nie chcą latać samolotami ;) i doświadczam takich właśnie ludzi, o których piszesz Małgosiu. I to dość często... Staram się "omijać to wzrokiem", nawet gdy mnie czy mojego gagatka to dotyczy. Ale to wciąż trudne, pomimo, że ja nie wydaje się w dyskusję...

    OdpowiedzUsuń
  10. Heej. Gratuluje świetnie prowadzonego bloga. Wpisy umieszczony na nim są super. Jestem naprawde pełen podziwu, są profesjonalne i czyta je się zaskakująco lekko. Dobra robota! Z pewnością polece tą stronę moim znajomym, żeby również zapoznali się z jej zawartością. Wygląd strony również jest super. Życzę sukcesu!

    OdpowiedzUsuń
  11. ci ludzie wiecznie niezadololeni , sa przedewszytskim nieszczesliwi ze swojego zycia . a swoje niezadololenie wylewaja na innych w postaci pomyj. Ja taka po prostu nie potrafie byc , mam zly dzien od czasu do czasu , ale na hamsto nie ma u mnie w sercu miejsca .Za to moj maz , to inny przypadek . To wlasnie przypadek ktory by powiedzial dziecku zeby zeszo ze schodkow , bo zastepuje wejscie . Przez to wylewa zosc na biedne dziecko za to ze nikt mu do skepu nie przychodzi , nic innego . Moze ta pani ma po prostu chamska nature , a moze ten sam odruch .
    Ciekawe jest to , ze przczytalam dwa artykuly tutaj , i oba daja do myslenia .
    Na pewno zostane na dlurzej ..
    Pozdr
    Monika

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)