Zmiana INSTANT - dlaczego poradniki i mówcy motywacyjni NIE DZIAŁAJĄ?

/
27 Komentarzy


Przyciągają wielotysięczną widownię, sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, wyświetlają w milionach. Wierzysz, że jeśli posłuchasz, zobaczysz, przeczytasz, zmienisz swoje życie. Nic z tego. Tego się nie robi cudzymi rękami. 


Mówcy motywacyjni, autorzy poradników, które mówią jak żyć, instruktorzy, autorzy blogów. Mogą być inspiracją. Ale mechanizm zmiany nie działa tak jak się nam wydaje. Nie wystarczy iskra z zewnątrz. To prawda: czasem się przydaje, ale niczego nie załatwia i przeważnie, niczego nie zmienia. Resztę pracy musisz wykonać sam. 


Z tęsknoty za zmianą ( łatwą)

Wszyscy to mamy. Ja też. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę ze złożoności życia i procesów, które w nim zachodzą, kusi nas wizja pracy nad sobą, którą wykonuje się cudzymi rękami. Okazji, która spada z nieba, a my chwytamy ją lekko, niczym obłoczek. A potem to już się samo dzieje. Ile razy w życiu wyświetlał Ci się ten film? 

Edison, wynalazca żarówki, zwykł mawiać, że ludzie przegapiają w swoim życiu setki okazji do tego, aby spełniać swoje marzenia, iść nową drogą, bo te okazje nie świecą jak szklane kule w środku nocy, nie lśnią wyjątkowością, ale ... noszą kombinezon roboczy. Trzeba się nad nimi pochylić. Wziąć za barki. Wykonać pewną pracę. 

A my tak strasznie chcielibyśmy, żeby nam spadło z nieba. I było całkiem lekko, miło i przyjemnie. 

Każda zmiana, absolutnie każda, nawet ta najbardziej upragniona jest wyjściem ze strefy komfortu. Kiedy się to robi, pojawia się niepokój, strach, trochę obaw, jak to będzie, pytania o to czy sobie poradzę? To nie jest do końca przyjemny stan. Nawet jeśli jest absolutnie upragniony! 

Trzeba sobie z tego zdawać sprawę i działać mimo wszystko. Jeśli będziesz czekał, aż każda wątpliwość, każda drobinka drżenia przed nowym Cię opuści... nigdy nigdzie nie wyruszysz. Stan absolutnej pewności jest mitem. Nie istnieje. 


Czy zmiana w życiu może być wyłącznie łatwa, miła i przyjemna? 


Jak działają mówcy motywacyjni? Jak pisze się poradniki? 

Autorzy bestsellerowych publikacji o zmianie w życiu, czy mówcy motywacyjni, gromadzący na salach i stadionach tysiące osób, działają w oparciu o nasze potrzeby zmiany łatwej, miłej i przyjemnej, najlepiej w wersji INSTANT. Zalewasz, czekasz minutę, jest gotowe. 
Wszyscy wiedzą, że to tak nie działa. Wszyscy wiedzą, że to nie jest zdrowe jedzenie. Ale jednak z jakiś powodów się po nie sięga. 

Emocje, których doświadczasz słuchając mówców motywacyjnych, lub czytając poradniki są autentyczne. Problem w tym, że można porównać je do iskierki, która na chwilę rozświetla mroki świadomości. Chwila mija, iskierka gaśnie, znów jest ciemno. 

Specjaliści od PR i marketingu wiedzą świetnie co się sprzedaje. Powinno być trochę śmiesznie, trochę strasznie, trochę smutno, żeby poleciały łzy. Tekst lub przemówienie, powinien poruszać. Wzbudzać emocje. Całość należy doprawić szczyptą " Ty też to potrafisz", "kto jeśli nie Ty", uścisnąć kilka dłoni, pokazać ze 3 autentyczne przykłady. Nie powinno być zbyt długo, ani zbyt mądrze, bo ludzie mają trudności ze skupieniem i koncentracją. 

Taki produkt lubią masy. Ale czy to naprawdę, trwale, autentycznie kogoś zmienia? 

Jeśli nawet to tylko na chwilę. 

Nie ma nic złego w tym, że ktoś  poradniki pisze, czyta, kupuje, czy wygłasza wykłady, które krzepią. Póki działa etycznie ( niestety nie wszyscy tak działają), nie gra tanimi sprzedażowymi chwytami, które mają za zadanie wykorzystać człowieka w emocjach, aby mu szybko i drogo sprzedać coś, czego normalnie by nie kupił, wszystko jest ok. Pamiętaj tylko, że w ten sposób nie zmienisz swojego życia. 

Motywacja i zmiana to nie iskra. To proces. 


Kiedy ludzie zmieniają swoje życie? Jak działa proces zmiany?

Sam nie dzieła, samo się nie robi. Dobrze wiemy, że czasem dopiero życiowy wstrząs: śmierć kogoś bliskiego, choroba, utrata pracy, rozwód czy poważny kryzys w związku, bywa punktem zapalnym do zmiany. Ludzie czekają latami, aż staną nad przepaścią i dopiero balansując jedną nogą nad pustką, która może ich pochłonąć, podejmują decyzję: "tak zmienię, tak wysilę się i spróbuję żyć inaczej". 

Czy warto czekać tak długo? Przeważnie nie. Życie bywa przewrotne i jeśli zmiana jest konieczna i tak nas do niej prędzej czy później doprowadzi. Tą pracę i tak trzeba będzie wykonać, a jeśli dojdziemy do kresu, będzie ona być może znacznie cięższa, niż mogłaby być, gdybyśmy zaczęli ją w pełni sił. 

Proces zmiany przebiega wieloetapowo i wymaga czasu. Dlatego iskry po drodze się przydają, ale na iskrze, jednej iskrze nie rozpalisz ogniska. Także tutaj pojawia się paradoks naszej ludzkiej natury: szukamy na zewnątrz czegoś co ledwie ogrzeje palce i zniknie najdalej na tydzień po lekturze, evencie, a bagatelizujemy fakt, że prawdziwy ogień, żywy płomień, mamy w środku. Żeby go zobaczyć i poczuć, należy nad sobą popracować, trzeba też go podsycać i pielęgnować, być na siebie uważnym i dokładać w porę do ogniska, kiedy czujemy, że gaśnie. 

Motywacja jest instrumentem wewnętrznym. W gruncie rzeczy, w dłuższej perspektywie mało podatnym na magiczne sztuczki. Jeśli działasz na nią tylko tą iskrą, którą rozpala w Tobie drugi człowiek, możesz się od tego uzależnić, a efekty i tak będą marne. 



Motywacja i zmiana to nie iskra. To proces. 


Przeorać duszę

Ewa Błaszczyk, aktorka i pomysłodawczyni kliniki Budzik, mówiła w jednym z wywiadów o dobroczynności, że tak naprawdę działa na nas tylko taka, która porusza w nas najgłębsze struny. Nie tylko wyciśnie łezkę, ale przeora duszę. Przeorganizuje nasze pojęcia, wywróci do góry nogami naszą wiedzę o nas samych, nasze przekonania co do świata i ludzi, zrobi nam w głowie prawdziwą burzę, po której już nie jesteśmy tacy sami jak wcześniej. 

Marek Parzydło, coach i manager, pisze, że różnica pomiędzy mową motywacyjną, a motywacją jest mniej więcej taka, jak między wypiciem mocnego drinka a systematycznym treningiem biegowym. Drink daje szybkiego "kopa", po którym nastrój równie szybko spada. Systematyczne i długie bieganie sprawia, że czujesz się świetnie przez cały dzień.

Jeśli ze zmianami w swoim życiu zwlekasz latami i nic się nie dzieje, nie masz pomysłów, nie wiesz gdzie i dokąd pójść,  być może faktycznie potrzebujesz wsparcia w procesie dokopywania się do siebie i swoich rzeczywistych zasobów i możliwości. Niekoniecznie jednak znajdziesz to po lekturze modnego poradnika, czy na godzinnym evencie ze znanym mówcą. 

Jak odróżnić szarlatanów od osób, lektur, które naprawdę mogą Ci pomóc? Ci pierwsi obiecują cuda i gwarantują, że się nie napracujesz. Ci drudzy przyznają, że realizując marzenia, porządkując traumy, czy organizując na nowo swoje niedoskonałe życie, przyjdzie Ci czasem urobić się mentalnie lub fizycznie po łokcie. Im więcej ćwiczeń, prób, doświadczania na poziomie osobistym, tym lepiej. Im więcej gładkich słów, z których nic nie wynika, tym gorzej. 

Wszystko co Ci potrzebne do zmiany już masz. Nie musisz za to płacić wielkich pieniędzy. Inni ludzie mogą Cię wesprzeć w twoich dążeniach, ale robotę, musisz zrobić sam. Tymi rękami. Czy jesteś na to gotów? 




Masz własne doświadczenia w temacie? Zostaw je w komentarzu! Jeśli ten tekst jest dla Ciebie odkrywczy, interesujący lub wartościowy, podziel się nim z innymi :)  Dziękuję :) 





Zobacz również

27 komentarzy:

  1. Dziękuje za ten tekst. Zwłaszcza gdy powinnam zacząć szukanie nowej pracy, a w głowie i w sercu wiele obaw i zmotywować się ciężko.
    Pozdrawiam Marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlena, będę niedługo polecać książkę dla mam w tym momencie. Zerknij na martawaszczuk.pl Tak w temacie poradnika :)

      Usuń
  2. Dziękuję za ten wpis :))))). Przeorać duszę - strasznie to bolesne... Pozdrawiam Marzena

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze - tak prosto z mostu. Ludziom teraz trzeba tak korygować kurs. Nie ma "raz dwa", nie ma "za darmo", nie ma "i już". To nie jest to, co chcemy usłyszeć. Pracuj, poć się, podążaj, motywuj się. Ale trzeba to sobie uświadomić.
    Tymczasem wystarczy otworzyć dowolną stronę internetową - wśród informacji o życiu "instant" bywają też wiadomości o tym, co pisze Małgosia. Ale są na tej samej stronie. I to im odbiera wiarygodności. Cały czas bowiem chodzi o sprzedaż. I to jest klęska naszych czasów.
    Handelek. Niestety.
    Gdy naprawdę praca dopiero stwarza coś. Coś, czym można handlować :). Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wpadłam kiedyś w pułapkę rozwojową. Chciałam mieć wszystko na raz, zaczytywałam się w blogach, książkach wielkich rozwojowców i coachów. Niestety, właściwe zmiany odkładałam na później, więc na czytaniu się skończyło. Po pewnym czasie jednak zrozumiałam, że wcale nie chcę super hiper produktywnego dnia, spania po 6 h dziennie i wstawania o 6 rano i milionów na koncie. Robię to, przez co moje życie dla mnie jest wartościowe, a zmiany wprowadzam, gdy tego potrzebuję małymi kroczkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Elizabeth: Małgosiu: jako wiarygodność dzisiejszego wpisu mogę mogę służyć własnym przykładem:) otóż od 8 lat regularnie pracuję nad zmianą siebie, poszukiwaniem lepszej "ja"I powiem szczerze, że to cholernie trudne! Jednak warto! udaje mi się być prawdziwą. Daleko mi jeszcze do "wymarzonej siebie" ale nie ustaję...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ważny tekst... ja też miałam nadzieję, że nagle stanie się coś, co zmieni mnie nagle i na zawsze... to bardzo naiwne. I w moim przypadku nie chodzi o to, że boje się pracy... boje się
    że załamię się jeśli mi się nie uda i wtedy całkiem stracę wiarę we wszystko.
    Z drugiej strony wierzę w to, że dochodzi się do pełnego życia idąc może i ciężką, ale własną drogą... tylko gdybym uwierzyła w Siebie...
    Pozdrawiam, Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst :) A tak chciałoby się larwo :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. a mimo wszystko jadę do Poznania posłuchać Nicka, dla inspiracji

    OdpowiedzUsuń
  9. Małgosiu to piękne przemyślenia i wiem, że oparte na doświadczeniu i przeżyciach.Prawdziwe odczucia, myśli, po prostu refleksja z którą absolutnie ale to absolutnie się zgadzam. U mnie ten proces trwa już jakiś czas, nie jest krótki, nawet nie chcę cofać myśli żeby się nie przerazić jak długi ale nadszedł moment na realizację zmian , które powoli ale systematycznie rodziły się nie tylko w mojej głowie i ale przede wszystkim w duszy. Jestem wdzięczna za każdy (nie wierzę że to piszę) upadek i każdą porażkę,bo teraz już wiem, że one mnie nie niszczą tylko wzmacniają, pobudzają do myślenia, do działania, otwierają drzwi do siebie.
    Nadszedł czas....MAM POMYSŁ :D Pozdrawiam i bardzo się cieszę, że na mojej pokręconej drodze spotkałam Ciebie Małgosiu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się zgadzam z tym, co piszesz. Choć jestem zdecydowanym zwolennikiem wspierania się dobrą książką, to sama książka, żaden nawet mądry człowiek, za nas roboty nie wykona. A co do poradników, to rzeczywiście, warto wybierać rozważnie. Na pomysł mojego bloga wpadłam, bo często spotykałam się z pytaniami o wartościowe książki psychologiczne. To, co czasami jest w księgarniach pod hasłem 'psychologia" wręcz mnie przeraża. Pozdrawiam Gosiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu,
      tak jest.
      Z premedytacją nie wymieniam tutaj tytułów, ani nazwisk, uważam, że każdy musi szukać po swojemu. To co dla mnie jest szczytem psychologicznego obciachu, dla kogoś innego może być w sumie jakimś krokiem w dobrym kierunku. Ze wszystkiego prawie, świadomy siebie człowiek może coś wziąć. Byłam niedawno na pewnym szkoleniu, z którego poza sporą dozą zażenowania zabrałam JEDNĄ ciekawą inspirację i znajomość z jedną, ciekawą osobą. Szkolenia nie polecę nikomu, ale dla mnie to był mimo wszystko dobrze spędzony czas. Podobnie z lekturami. Czasami dobrze przeczytać, żeby poszukać głębiej, a nie tylko po wierzchu i wiedzieć, w co się nie wierzy. Chociaż fenomen popularności niektórych pozycji rzeczywiście wprawia w osłupienie;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Czasami trzeba stracić wszystko co się posiada, żeby się zmotywować do zmiany. Zajrzeć w głąb siebie jest trudno, szczególnie w depresji. Trzeba sobie uświadomić że zmiana to bardzo długi proces ale również bardzo ułatwiający życie ;) Można żyć inaczej, trzeba tylko uwierzyć że inaczej nie znaczy gorzej, oraz że warto. dla siebie. Pozdrawiam i dziękuję za ten tekst. ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiedziałam, że ze mną jest coś nie tak. Życie moje wyglądało jak więzienie. W głębi duszy czułam ,że jestem wyjątkowa,
    ale nie wiedziałam na czym dokładnie ta wyjątkowość polegała. Traz już wiem, kim jestem. Ale musiałam przejść trudną i długą drogę, żeby znaleźć się na właściwym torze. Zapragnęłam życia, swojego własnego życia, które kiedyś oddałam mojemu mężowi. Sama nie potrafiłam odejść , miliony powodów żeby go nie zostawiać. Dzięki Bogu to on porzucił mnie. To co przeżyłam to najgorsze i najlepsze chwile w moim życiu. Nie poległam ,nie poddałam się choć stałam nad przepaścią i wystarczyło tylko dać jeden krok i wszystko by się skończyło.
    Wybrałam inne rozwiązanie. Cofnęłam się kilka kroków ,rozpędziłam i przeskoczyłam . Teraz mam możliwość kierowania swoim życiem ,mam wpływ na swoją rzeczywistość ,a jeśli nie mam na coś wpływu porostu poddaję się tej sile. Sama wiedza nie wystarczy, trzeba coś z nią zrobić. A lekko nie będzie ...

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny wpis..Daje dużego "kopa" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak sami nie weźmiemy swojego życia za bary, to popłynie z nurtem i obudzimy się gdzieś, gdzie być może nie chcielibyśmy być. Ja staram się myśleć, co da mi przyszłość i działać. Ostatnim moim działaniem jest założenie bloga. Lubię pisać, mam kilka dziedzin, które dobrze znam. Mam nadzieję się w tym rozwijać. Jest to wyzwanie, ale jak nie spróbuję, to nie będę wiedziała, czy się udało :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Obracam się w środowisku, gdzie Maxwell, Nick V. i inni szarlatani są podziwiani, bo mówią: "think positiv!", "wszystko jest możliwe!" itd., a za tymi frazesami nie stoi nic, absolutnie nic. Żadna głębsza refleksja, wiedza, mądrość, wnioski. Nic. To straszne i deprymujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem innego zdania Aniu o Nick.
      On doświadcza trudności wyciąga wnioski. i to przekazuje głównie.

      Usuń
  16. Dziękuję za ten tekst. Bardzo mi potrzebny. I fakt coś w tym jest, czytam książki coachingowe rozpalają iskrę a potem hm...no właśnie nic.
    Ale co zrobić, jeśli nie wie czego się chce... (np. teraz - mam wielki dylemat czy zmienić miejsce zamieszkania, które wiązałoby się ze zmianą pracy na ciut gorzej płatną niestety...., ale nie wiem czy tego chce czy to nie jest wynikiem znudzenia, wygórowanych oczekiwań) Jak sprawdzić czy to prawdziwa potrzeba czy widzimi się?
    A może jest tak że to strach i wymówki przed podjęciem decyzji....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadź analizę SWOT :) Albo mówiąc po ludzku, wypisz wszystkie za i przeciw: dla zmiany i dla pozostania tu gdzie jesteś. Dopisz tam także to co mówi Ci intuicja. Pomyśl jakie są Twoje cele długoterminowo. Czy gdy myślisz o sobie w perspektywie 5-10 lat, to czy widzisz się w tym samym miejscu? Czy ta zmiana może gdzieś prowadzić? Czy pozostanie w miejscu gdzieś prowadzi? Jak się nie wie czego się chce, to trzeba pytać najbardziej siebie. W środku się wie, zawsze:)

      Usuń
  17. Nie rozumiem tekstu. Co w tym zlego, ze ktos daje nam rady jak mamy ruszyc do przodu i odnalezc w sobie wlasie motywacje. Nie tylko mocne i wydarzenia pchaja nas do zmian. Czasem po prostu mamy dosc codziennosci. Nie trzeba byc glupim, zeby od czasu do czasu zadac sobie pytnie o logike naszego dzialania. Jesli kolejny dzien podobny jest do poprzedniego, to chyba czas na zmiany! Chodzi o to, zeby prawidlowo zdefiniowac problem/y. Rozwiazania sa juz opracowane (bo wszyscy dzialamy na podobnej zasadzie). Reszta jest bez watpienia kwestia zaparacia i silnej woli. A motywacja powinna byc za kazdym razem pobudzana, nie na zasadzie, ze cos robimy zle, tylko ze cos zawsze mozemy zrobic lepiej. Bo na tym polega wlasnie rozwoj. A wszystkie publikacje maja pobudzic chec zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej:
      "Nie ma nic złego w tym, że ktoś poradniki pisze, czyta, kupuje, czy wygłasza wykłady, które krzepią. Póki działa etycznie ( niestety nie wszyscy tak działają), nie gra tanimi sprzedażowymi chwytami, które mają za zadanie wykorzystać człowieka w emocjach, aby mu szybko i drogo sprzedać coś, czego normalnie by nie kupił, wszystko jest ok. Pamiętaj tylko, że w ten sposób nie zmienisz swojego życia.

      Motywacja i zmiana to nie iskra. To proces. "
      :)

      Usuń
  18. Prawdziwa zmiana jest łaską, którą otrzymujemy od Stwórcy. To od nas zależy czy z niej skorzystamy :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Małgorzato wiem z własnego doświadczenie, ze motywacja w każdej formie jest bardzo wskazana i potrzebna. Chodzi o to, aby wpierw wyznaczyć sobie osiągalny cel, natychmiast zacząć go realizować i do tego włączyć każdą formę motywacji. Efekt w postaci sukcesu i zadowolenia z życia gwarantowany. Wiem co mówię. Gdy zdecydowałam o zmianie pracy, posiłkowałam się motywacją i to ona odegrała w moim życiu ważną rolę. To był najlepszy okres mego życia.To nie motywacja nie działa, to ludzie nie działają.
    Oczywiście mówię o etycznej formie przekazu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zmiana jest jak złoto - dla zuchwalych.pozostalym zostaje marzenie o byciu bogatym. Spokój przychodzi po dłuuuugiej drodze ja poznałam na niej siebie i piękne jest to że to już nie mija.ze sobą jesteśmy zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  21. Byłem uzależniony od rozwoju osobistego, chciałem osiągnąć szybki sukces a miałem depresję, trądzik, brak wiary w siebie.
    Byłem manipulowany i troszkę straciłem.
    Natomiast zaczynam od nowa życia, przede wszystkim cieszę się z życia nie będę kłamał róźne są dni ale wtedy sobie mówię j*bac to i idę dalej, śpiewam piosenki itd. też biorę aktywności sportowe jak rower sqash/tenis itd.
    To co zrozumiałem to praktyka, teoria nic nie znaczy bez praktyki, a też ważna rzecz to nie czytajcie książki od deski do deski tylko popatrzcie na spis i co wam pomoże w życiu, co mi realnie pomoże.Druga kwestia to czytajcie recenzje/streszczenia, ksiązka ma 12h to jednak sporo na życie, w tym czasie można sporo innych rzeczy zrobić albo zamiast książki audiobook.Natomiast co do książki które polecam to tak z serca to dale carnegie jak przestać się martwić i zacząć życ, sporo historii i możne powiedzieć że "banały" jak zaakceptuj to co jest, pomyśl o najgorszym, pogódź się z tym, wypisz +-, wyznacz limit strat, staraj się być zajety ale to pomaga, przede wszystkim być zajętym bo nie da się myśleć o dwóch rzeczach naraz, mnie negi łapią kiedy siedzę przy pc albo przy tv, standard.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)