Slow life - jak żyć wolniej w szybkich czasach?

/
17 Komentarzy


Ruch slow, rośnie w siłę. Mamy slow food, slow city, slow fashion, nawet macierzyństwo w wersji "wolniej". Czemu? Bo w tym całym kosmicznym pędzie, coraz mocniej czujemy, że tylko to, co przychodzi do nas gdy możemy się na chwilę zatrzymać, daje wytchnienie, odpoczynek i pozwala żyć bardziej świadomie. 


Wysiądź z tego rollercoastera, przynajmniej na chwilę. Bądź slow, chociaż w weekend. I nie mów, że się nie da. 


Danuta Wawiłow, napisała wiersz, piosenkę o pośpiechu. O hegemonii słowa "szybko", której poddajemy także dzieci:


Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj

Szybko, szybko, stygnie kawa
Szybko zęby myj i ręce
Szybko światło gaś w łazience
Szybko tata na nas czeka 
Szybko tramwaj nam ucieka
Szybko, szybko bez hałasu
Szybko, szybko nie ma czasu

Na nic nigdy nie ma czasu

Znacie? Na pewno. Pospieszamy się tak nieustannie i nie zauważamy, że w tym dzikim pędzie gubimy własne życie.


Mniej znaczy więcej


Chociaż często mówi się nam, że to "więcej" definiuje to kim jesteśmy. W życiu nie da się zmieścić wszystkiego. I tak naprawdę wcale nie warto. Pisałam o tym TUTAJ. 

To doświadczenie było zresztą jednym z kamieni milowych dla autora "Pochwały powolności" Carla Honore, który pewnego dnia zauważył, że całe jego życie zamieniło się w trening pospiesznego upychania jak największej liczby zajęć w każdą godzinę. Jestem Dickensowskim Scrooge’em ze stoperem w dłoni - pisał. Obsesyjnie próbuję zaoszczędzić każdy najmniejszy okruch czasu, kilka sekund tu, jedna minuta tam".

Zatrzymał się, kiedy uzmysłowił sobie, że opowiadanie dziecku 1-minutowej bajki, bo na więcej nie ma się czasu i ochoty, to idiotyzm.

Dokąd to prowadzi? Donikąd. Im bardziej oszczędzasz czas, im mocniej upychasz, tym mniej go masz. Tym mocniej czujesz, że krople minut uciekają Ci przez palce, godziny kapią jak z zepsutego kranu, a lata mijają wypełnione gonitwą, z której niewiele wynika. 

Tyle tracimy biegnąc tam, gdzie spokojnie można dojść spacerkiem! Dobra wiadomość jest taka, że ten pęd można  spokojnie zatrzymać. Nawet jeśli tylko na chwilę, to warto. 


Slow, znaczy jakość

I to nie tylko w odniesieniu do slow food, które oznacza jedzenie gotowane zgodnie z tradycyjnymi, wymagającymi czasu i cierpliwości przepisami, bez półproduktów i przyspieszaczy, ale także normalne, codzienne życie, w którym akceptujemy fakt, że nie liczy się to, jak wiele uda nam się w upchać w nasz przeładowany grafik, ale to, jak bardzo będzie to "quality time". Czas spędzony z sensem, z poczuciem, że nawet jeśli się nic nie robi, to nie marnuje się ani minuty. 

To da się zrobić, nawet jeśli pracujemy na pełen etat, mamy dzieci, obowiązki i kalendarz pełen terminów na przedwczoraj. 


Slow life ma sens. Także w drodze do sukcesu. 


Szybko, wcale nie oznacza dobrze. Wie o tym prawie każdy kucharz. Wolno, wcale nie znaczy długo. Czasem po prostu chodzi nie o czas, odmierzany minutami, ale o zakorzenienie się w nim, o to by robić tylko jedną rzecz naraz. Koncentrować się na odczuwaniu i przeżywaniu, a nie na planowaniu. Na tym aby być w "teraz", a nie przeżywać "wcześniej" i "za chwilę". 

Wszystko to możliwe jest do wdrożenia: w sypialni, przy porannej kawie, w rytuale wstawania i kładzenia się spać, w planowaniu dnia pracy, czy ulubionych treningów. 

Kochając się i myśląc o projekcie, nie robisz dobrze tak naprawdę nic. Nie ma Cię ani w łóżku, ani przy biurku. Chcesz zyskać czas, ale tak naprawdę go tracisz. Czy to ma sens? Żadnego.


Gdzie tak pędzisz? Zatrzymaj się!

Ruch slow life, wyrósł na głębokiej ludzkiej tęsknocie za sensownym życiem. Wszyscy ja odczuwamy, nawet jeśli w pędzie za "więcej", nie czujemy już nic, poza zmęczeniem. 

Mówi się, że to świat nas zmusza do życia w takim, a nie innym rytmie. Prawda jednak jest taka, że większość presji, którą odczuwamy, narzucamy sobie sami. 

Wszyscy mamy tyle samo czasu. 24 godziny na dobę. Pędzimy tak nie dlatego, że musimy zmieścić w życiu te tysiące spraw, bez których świat się zawali, ale często po to, aby zagłuszyć naprawdę istotne pytania, które brzęczą w nas jak natrętne muchy. 

Dzisiejszy szybki świat, tak naprawdę daje nam narzędzia do tego, aby żyć wolniej i bardziej świadomie: nie musimy przemieszczać się miesiącami, nosić wody na plecach, prać ubrań w rzece. Oszczędzamy czas na setki sposobów i jeśli pozwolimy sobie na to, aby dobrze go wykorzystywać, odczujemy zyski z powolnego życia. 


Życie w rytmie slow life, to życie bardziej na Twoich warunkach


Dlaczego warto być slow?

Życie bez wiecznego poczucia bycia spóźnionym, popędzanym, popychanym przez terminy i pędzących z nami ludzi, to życie uważne, mniej wypełnione stresem, presją, a co za tym idzie także zdrowsze. 

Śpieszymy się, aby zdążyć ze wszystkim, a potem płacimy za to naszym samopoczuciem, chorobami, rozchwianymi emocjami  i wreszcie paradoksalnie także czasem, który i tak trzeba będzie poświęcić żeby zapłacić długi wobec siebie i świata, które zaciągnęliśmy, kiedy pędziliśmy na złamanie karku. 

Przykładów na to, jak praktykować slow life są setki. Powstają na ten temat blogi, książki i artykuły. Nie dorzucaj ich jednak pochopnie do listy "must read". Pamiętaj, że to Ty jesteś ekspertem od swojego życia. 

Możesz zacząć własne slow, od pieczenia chleba na zakwasie, od przydomowego ogródka, od spaceru z dzieckiem, które nigdzie się nie śpieszy, bo wcale nie liczy się dystans, ale zwyczajne bycie razem. Możesz namalować obraz, albo zjeść jabłko, patrząc prosto w słońce. 

Co jest dla Ciebie ważne? Czego brakuje Ci najbardziej w codziennej gonitwie?

Znajdź własne tempo i poczuj zyski ze slow. Czemu odkładać to na jutro? Przecież możesz zacząć TERAZ. 



Żyjesz w slow city, lubisz slow food, masz swoje własne przykłady na to, że wolno, znaczy dobrze? Podziel się nimi ze mną i z innymi. I daj się zainspirować innym, którzy być może też szukają pretekstu do tego, żeby żyć bardziej slow :) 

Dziękuję:)





Zobacz również

17 komentarzy:

  1. Ja zdecydowanie jestem "slow", wszystko robię wolniej niż inni, tylko czekoladę zjadam błyskawicznie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstałam dziś wcześniej, żeby zrobić mojej rodzince pyszne placuszki na maślance z jabłkiem. Już wczoraj wieczorem naszykowałam wszystko w kuchni, żeby nie robić tego rano w pośpiechu. Siadam z dziećmi do stołu i razem jemy śniadanie. Mąż zabiera ze sobą codziennie owsiankę z owocami, którą mu szykuję. Lubię to. Ma to inna wartość niż tylko zalanie kukurydzianych płatków zimnym mlekiem. Chleb na zakwasie (własnoręcznie zrobionym) też pieczemy. Ale nie za wszelką cenę. Czasem zabraknie czasu i sił, żeby piec, wtedy sobie odpuszczam. Myślę, że póki co żyję sobie całkiem spokojnie, nie gonią mnie strasznie ważne terminy, bo mam to szczęście, że na razie zajmuję się "tylko" wychowywaniem dzieci bez dodatkowej pracy zawodowej. Sama sobie stawiam jednak każdego dnia wysoko poprzeczkę i jestem wobec siebie samej wymagającym szefem. Ale są też takie momenty z pozoru szybkie, tak jak dziś u mnie mój spacer rano szybkim krokiem, choć nigdzie mi się nie spieszyło, ale szłam szybko bo lubię... W czasie tego spaceru świadomie powiedziałam samej sobie i swoim myślom, które natrętnie krążyły wokół jednej rzeczy: STOP! Dość tej gonitwy w głowie! I to pomogło.Skoncentrowałam się na TU i TERAZ. Wróciłam do domu jak na skrzydłach.
    Pozdrawiam serdecznie znad imbryka gorącej herbaty! Ania G.C.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kluczem do wyrwania się z matni pośpiechu chyba faktycznie jest uświadomienie sobie, że wszyscy mamy dokładnie tyle samo czasu, ale bardzo rożnie z niego korzystamy. Najgorzej radzą sobie perfekcjoniści. Z jednej strony są powolni, bo wszystko chcą zrobić dokładnie i bezbłędnie, ale potem nawarstwia się tego tyle, że trzeba coraz bardziej przyspieszać. Zaplątują się w multitasking w biegu, a stąd już tylko krok do tego żeby się pogubić, stracić poczucie czasu i sensu. Ale nigdy nie jest za późno, żeby się z tego wyplatać. Czasem wymaga to zrobienia kilku kroków wstecz, ale warto. Mnie zajęło to dwa lata, ale piszę z pełnym przekonaniem, że się da.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żeby wymusić na sobie wolniejszy rytm życia, kupiłam sobie psa. Świetnie się sprawdza w tej roli:) Czy mam na to ochotę, czy jestem zmęczona, to muszę poświęcić mu czas.
    Wiola

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczególnie kobiety mamy gdzieś zaprogramowane to życie na "bezdechu", Szczecin siedem, że jesteśmy wielozadaniowe. Że robimy wszystko szybko i najlepiej 3 za jednym razem. Ciekawa jestem co my robimy z tym zaoszczędzonym czasem? Do mnie dotarło, że tracę, wtedy kiedy poczułam, że pije kawę i nawet nie czuję jej smaku, bo w tym samym czasie robiłam jeszcze parę innych rzeczy. A kawę robie dobrą... Teraz przybijam się do krzesła, na czas kawy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Co tu wejdę to jestem w szoku - zwykle poruszasz ten temat, który mi właśnie po głowie chodzi, a sama nie mam czasu go spisać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci za ten tekst. Dobrze się go czyta. Zwłaszcza powoli.
    Lubię odkrywać jakość płynącą ze zwolnienia tempa. Długotrwały pobyt na zwolnieniu lekarskim pomaga mi w odkrywaniu zalet płynących z nasycania się smakiem własnoręcznie przygotowanych dań, do których uważnie dobrałam składniki. Wcześniej nie było mowy o nasycaniu się. Co najwyżej mogłam się zachłysnąć pośpiesznie wypijaną kawą ekspresową.
    Doceniam tę nową jakość. I gdy słyszę kogoś, mówiącego mi, że nie ma czasu, to odpowiadam, że czas się tworzy. I warto robić w życiu miejsce na rzeczy ważne. Mniej znaczy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Elizabeth: Małgosiu, lubię ten świat manufaktury :) bo jest taki, jaki powinien być w realnym życiu. Dzięki tobie tworzę siebie lepszą i żyję głębiej. I jak to w manufakturach bywa, ciężko pracuję. Ale warto :)
    Ps Od dawna intryguje mnie pytanie: czy jesteś wierząca? Jeśli moesz proszę o odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba i ja będę musiała swoje życie trochę zwolnić :) Mi brakuje snu, takiego spokojnego, bo niestety wiedząc ile mam na głowie i zajęć i jakiś problemów, raz - że budzę się wcześniej niż bym mogła i śnią mi się te rzeczy, które zrobić muszę. Przez to właściwie ciągle mój organizm jest nastawiony na pracę. Ileż można, trochę wytchnienia by się przydało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Życie wolniej wymusza na mnie mój miesięczny synek.
    Trudno sobie to uświadomić i pogodzić się z tym (w dzisiejszych czasach), że przestaliśmy z mężem być panami swojego czasu. Teraz wszystko jest podporządkowane Małemu.
    Ale zaczynam widzieć tego pozytywy i odpuszczać sobie to "szybko, szybko, jeszcze to i tamto trzeba zrobić", jakby mnie ktoś gonił.

    Dziecko zmienia wiele...na wielu płaszczyznach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macierzyństwo to cudna szkoła slow!!!!! :) Buziaki dla Was, szczególnie dla Młodego Człowieka :)

      Usuń
  11. Moje slow to, juz przy wstawaniu, poranna kawa, ktora pije delektujac smak, zapach lata, spiew ptakow... . Duzo tego, a zarazem wolno przy porannej kawie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj faktycznie, macierzyństwo to szkoła slow life. Jednak to od nas zależy, czy z niej skorzystamy czy nie. Od 8 miesięcy celebruję moje macierzyństwo. Po raz pierwszy mam czas tylko na to. Tzn. czasu w zasadzie nie mam, o czym wie każda mama. Ale to jedyne co robię. I staram się, aby było ono skupione i uważne, aby bardziej czuć i więcej zapamiętać. To co dla mnie jest normalne i zwyczajne, dla Maksia jest pierwsze, ciekawe, niezwykłe. Jego spojrzenie odmienia moje. I świat staje się całkiem innym miejscem. Radość i szczęście można odnaleźć tu i teraz, w prostych rzeczach. Dobrze mi z tym. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)