Pomoc, która szkodzi - czyli prawdziwy altruizm i zdrowy egoizm

/
19 Komentarzy


W społecznej świadomości istnieją dwa równania o z góry założonych rozwiązaniach. Myśleć o sobie = źle, być egoistą. Myśleć o innych = dobrze, być altruistą. Rzeczywistość jest na szczęście znacznie bardziej złożona i przewiduje o wiele więcej zmiennych, a i wynik wcale nie jest oczywisty. Często paradoksalnie, bywa zupełnie odwrotnie. 



Mój artykuł o ludziach toksycznych, zanotował rekordową jak na historię bloga ilość odsłon. Przeczytało go ponad ( edit: MILION!!!)  osób. Część, siłą rzeczy po raz pierwszy odwiedzających to miejsce i spotykających się z takim podejściem do tematu. Koronny argument przeciw temu o czym napisałam, to egoizm. Dbać o siebie, to dla wielu osób ciągle rzecz nie do pomyślenia, a oskarżenie o egoizm jest najcięższą formą potwarzy. Troszczyć się o kogoś -  tak, oczywiście. Troszczyć się o siebie, zabezpieczać swój dobrostan, nawet w podstawowych kwestiach regulowanych przecież przepisami prawa i konstytucji? To już przesada! Śmierdzący egoiści skończycie w samotności!


Kochaj bliźniego JAK SIEBIE SAMEGO

Mam trudność w zrozumieniu tej logiki, choć wiem, skąd może się brać. Inni są ważniejsi niż my sami? Mamy bardziej dbać o kogoś innego, o czyjeś interesy, niż o własne? Ktoś nas krzywdzi, ale nie powinniśmy go odrzucać, bo zrobimy mu przykrość? Kiedyś źle wybraliśmy, ale trzeba być wbrew zdrowemu rozsądkowi konsekwentnym w swoich wyborach i jak się już tam weszło to siedzieć w bagnie po uszy?

A kto zadba o nas? Przecież nawet w tradycji katolickiej istnieje przykazanie aby kochać bliźniego tak jak siebie samego! NIE BARDZIEJ. NIE MNIEJ. 

Jak pisze Jarosław Gibas, w "Życie następny poziom" jeśli nie kochamy siebie, żyjemy w przeświadczeniu, że troszczymy się o innych, a tymczasem martwimy się jedynie o ZDANIE innych na nasz temat. Dlatego podejmujemy szereg działań, dlatego pomagamy. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwym dawaniem.

Nie ma mowy o miłości do kogokolwiek innego, jeśli nie umiemy kochać i dbać sami o siebie. Czy Ci się to podoba czy nie, taka jest kolejność. 


Zajmować się innymi? To też bywa egoizm!


I to bardzo podstępny! Zastanów się, z jakiego powodu pomagasz? Dlaczego robisz, to co robisz? Czemu się poświęcasz? Już samo używanie takich słów (nie mówiąc nawet o NADużywaniu, czy epatowaniu swoją dobroczynnością), powinno zapalać czerwoną lampkę w twojej głowie. 

Anthony de Mello, sławny jezuita, pisze, że "dobroczynność jest prawdziwą maskaradą interesowności przebranej za altruizm". 

Pomagając innym ZAWSZE pomagamy także sami sobie. Nie ma w tym niczego złego, jest to pewien rodzaj wymiany dwustronnej. Jeśli uważasz, że zajmowanie się innymi jest czymś o wiele lepszym niż zajmowanie się sobą, zwłaszcza gdy twoje własne życie, relacje rodzinne, niezałatwione sprawy KRZYCZĄ o troskę i uwagę, to sam siebie oszukujesz. 

Nie każdy kto pomaga jest altruistą, nie każdy kto myśli o sobie jest egoistą.

Po Ci te etykietki? 


Pomagać, czy nie? Zależy kiedy. Czasem to egoizm.


Pomoc, która szkodzi


Istnieje wiele form pomocy, która wyrządza więcej szkody niż pożytku, np. taka, o którą nikt nie prosi, a my dajemy i tak, z różnych, często egoistycznych powodów. 

Pomoc może być nawet aktem ubezwłasnowolnienia. Natarczywe wyręczanie, wchodzenie w cudze kompetencje mimo wielu próśb i odmów, bywa bardzo poważnym zagrożeniem dla relacji. Nie służy i nie pomaga także pomagającemu, bo osoba, która w ten sposób, na siłę wspiera, także cierpi bo czuje się odrzucana i niedoceniona. 

Często takie wsparcie jest oferowane ze źle pojętej miłości, czy ze strachu np. przez rodziców, którzy sami czegoś nie dostali, lub doświadczyli czegoś przykrego więc chcą na siłę, wbrew rozsądkowi dać to, lub ochronić przed tym swoje dzieci. Zamiast uczyć je samodzielności i odpowiedzialności strząsają każdy kamyczek z drogi i stoją na drodze do prawdziwego doświadczania życia. Tak nie pomaga się nikomu. Ani sobie, ani dziecku. Konsekwencje, w dłuższej perspektywie mogą być opłakane. 

Taka pomoc pojawia się zwykle wtedy, kiedy ktoś nie potrafi pomóc SAM SOBIE. Biegnie więc pomagać innym, często natarczywie, żeby samemu poczuć się lepiej. 

Podobnie wygląda źle pojęta pomoc w przypadku współuzależnień. Chronienie alkoholika czy narkomana przed konsekwencjami jego postępowania, tuszowanie wybryków (bo będzie miał kłopoty, a to przecież dobry człowiek!), wcale nie służy zdrowieniu. Wręcz przeciwnie, przeszkadza dostrzec, jakie naprawdę są konsekwencje trwania w nałogu i znaleźć impuls do zmiany czy leczenia. Żona, która po latach kłamstw i osłaniania wybryków pijącego męża wreszcie zostawia go samego lub stawia ultimatum: leczenie, albo związek, wcale nie wyrządza tym mężowi krzywdy. Oczywiście znajdzie się wielu takich, którzy powiedzą, że porzuca towarzysza w biedzie, ale tak naprawdę takie postawienie sprawy, może być najlepszą rzeczą jaka przydarzy się alkoholikowi i może wreszcie, po latach picia dać mu impuls do tego, aby się zająć swoim nałogiem i zacząć żyć inaczej. 

Tą analogię można oczywiście przenieść na wiele innych sytuacji. Czasem największa pomoc jaką można dać to już NIE POMAGAĆ. 

Czasem ludzie wolą się chwiać, ale iść samodzielnie. Trzeba to uszanować. Mądrzy samarytanie potrafią oddzielić pomoc upragnioną, od tej, którą daje się z poczucia winy, obowiązku czy egoizmu. Pisze o tym więcej między innymi terapeutka, Claudia Casanovas.


Dbać o siebie, znaczy dbać o innych

I to jest kwintesencja wszystkiego. Światu nie potrzeba kolejnych poświęcających się dla ludzkości nieszczęśników, którzy w imię źle pojętego altruizmu będą nieśli innych na swoich plecach, ale ludzi, którzy żyjąc dobrze, świadomie i szczęśliwie, będą się zwyczajnie, po ludzku, dzielić swoim szczęściem i tym co mają z innymi. Nie chcąc niczego w zamian. Nie dbając o to co inni powiedzą, nie czekając na laurkę i medal. 

Thich Nhat Hanh pisze, że "gdy ktoś naprawdę dba o siebie, dba o wszystkich. Przestaje przysparzać cierpień światu, sam stając się źródłem radości i świeżości. Tu i ówdzie spotka się ludzi, którzy potrafią naprawdę o siebie dbać, żyjąc szczęśliwie i radośnie. Ci ludzie to nasza najmocniejsza podpora. Wszystko co robią, robią dla wszystkich. (...) To jest medytacja miłości.



I tego nam trzeba. Nie tylko od święta. 





Jeśli artykuł Cię zainspirował, podziel się nim z innymi :)  Najlepiej bezinteresownie:) 
Dziękuję :)  




Zobacz również

19 komentarzy:

  1. Bardzo dobry tekst.
    Trafiony w sedno, wiele wyjaśnia.
    Czy to poświęcenie i umartwianie się to nie nalecialosci naszej historii?
    Liz

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, najgorsze są rady i pomoc której nie potrzebujemy

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle trafione w sedno! Bardzo się cieszę,że trafiłam na Twojego bloga.. Daje mega pozytywnego kopa.. w moim przypadku także upewnia mnie,że idę właściwą drogą..
    Mój sposób myślenia zmienił się od kiedy urodziłam pierwsze dziecko.. miałam wtedy strasznie niepoukładane w głowie.. gdy zostałam matką i zaczęłam opiekować się moją wspaniałą córką, dotarło do mnie,że dziewczynką, która jest we mnie nikt sie nie opiekuje.. i własnie nazwanie tego troską i opieką o siebie ( a nie dbaniem, ktore kojarzy się z dobrym wyglądem , statusem majątkowym itp) ale właśnie opieka i troska, spowodowały, walke o to by zyc tak jak ja chcę, eliminacje toksycznych ludzi z mojego kręgu, wyznaczanie granic tym , ktorych niestety usunąć się nie da.. i choc często kończy się fochem, obrazaniem, niemilymi sytuacjami, to wiem,ze robie dobrze.. w koncu ma sie jedno zycie.. a ,żeby nie schodzic z obranej drogi, oprawiłam sobie swoje duze zdjęcie .. na którym mam moze z 3-4 latka , siedzę i płaczę:) to mi każdego dnia przypomina o trosce o to dziecko, ktore jest we mnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Druga strona medalu. Dlaczegóż to często jesteśmy sfrustrowani i czujemy się opuszczeni i niekochani? Bo dajemy - jak nam się wydaje - na zewnątrz i oczekujemy, że nam też coś z zewnątrz przyjdzie. "Niech ktoś coś zrobi! Czemu nikt mi nie dał? Mnie się też należy!" Od innych? Nie nieeeee.
    To taki paradoks. Sama o siebie nie dbasz, ale oczekujesz dbałości od innych. Sama dbasz o innych, bo oni tego oczekują. Sama siebie nie traktujesz dobrze, ale liczysz, że inni to zrobią....
    A to wszystko w obłudnym sosie altruizmu i rzekomej wdzięczności....
    A przecież wiadomo, że nawet ratownik w sytuacji kryzysowej idąc na pomoc ofiarom przede wszystkim w pierwszym rzędzie, bezwzględnie i niewątpliwie MUSI po pierwsze zadbać o swoje bezpieczeństwo. To wymóg, procedura, logika i właśnie dbałość o tych, których ratuje.
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100%. Cudownie ujęte streszczenie meritum☺☺

      Usuń
  5. Dbać o siebie, znaczy dbać o innych...
    to zdanie najbardziej do mnie przemawia, zrozumiałam to dopiero po śmierci mojego męża, bo dopiero dbając o siebie,paradoksalnie miałam znowu siły zadbać o dzieci, teściów, resztę rodziny...jednak nie umiem odmówić pomocy, kiedy przychodzą do mnie załamane np. przyjaciółki i zadają pytanie a jak ty sobie poradziłaś, pytanie które boli, bo znowu muszę się cofać...mimo to wspieram, tłumaczę, jestem...choć z czasem i te pytania bolą coraz mniej, więc co mimo wszystko mi to też pomaga? Już dawno nauczyłam się, że jeśli nie będę się sama szanować nikt nie będzie szanował mnie to samo jest z dbaniem o własne interesy, bo tacy są ludzie, ich problemy są najważniejsze, bo są ich!!pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu,
      pomagając innym czujemy się także potrzebni, ważni - więc to też nam pomaga. Zaspokaja nasze istotne potrzeby. I też nic w tym złego!
      Pozdrawiam Cię serdecznie,
      M.

      Usuń
  6. Miałam kiedyś "przyjaciela" (nie mylić z partnerem), który uparcie i na każdy temat potrafił "radzić". Nie powiem, te jego rady były mądre, przemyślane, ale ..nie do końca przeze mnie oczekiwane. Bardziej potrzebowałam wsparcia i takiej zwykłej ludzkiej obecności.
    Patrząc na jego życie, leżące w gruzach, zastanawiałam się dlaczego nie potrafił tak poradzić sobie, jak doskonale radził innym. A radził wielu osobom, a później skarżył się, że NIKT nie potrafi być mu wdzięczny. Ja też widocznie nie potrafiłam, bo nie ma go dzisiaj obok mnie.
    Taka naszła mnie smutna refleksja, że nie wszystko jest tym, na co na pierwszy rzut oka wygląda.
    Pozdrawiam serdecznie. Wiola

    OdpowiedzUsuń
  7. dziękuję Ci Małgosiu za każdy wpis , za ten dzisiejszy i za wszystkie inne . Podsuwanie tematu do myślenia , do zastanawiania się nad sobą , to największa dla mnie pomoc i jej od Ciebie doświadczam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się, że ważne jest też rozeznawanie, co jest czym. Gdzie kończy się zdrowy egoizm, tak bardzo potrzebny, a zaczyna się postawa "moja racja jest najmojsza"? Jak utrzymać równowagę między zdrowym egoizmem a altruizmem? Altruizmu też temu światu potrzeba.
    Wydaje mi się, że nie uciekniemy od nieustannego pytania samych siebie i badania, czy robimy właściwie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesujący temat, ja natknęłam się w sieci na dwa materiały z nim związane, którymi chciałabym się podzielić. Jest to cytat ze strony malzenstwojestdobre.pl oraz fragmenty wywiadów z Ayn Rand, w których wypowiada się o moralności altruizmu.
    "Bywa że kobieta wchodząc w relację z mężczyzną zatraca się, przestaje już być sobą, a staje się wyłącznie żoną lub wyłącznie matką. Gdy taka kobieta zostanie kiedyś sama, wpadnie w rozpacz. Na weekendowe dni skupienia, które prowadzę, przyjeżdża wiele kobiet (...) mówią [one] przede wszystkich o swoich trudnych relacjach małżeńskich i rodzinnych. Doradzam im wtedy: zadbaj o siebie, zatroszcz się o swoje życie duchowe, wypoczynek, dokształcenie intelektualne. Dla wielu jest to trudne. Całe ich dotychczasowe życie było nastawione na jedno: na zaspokojenie potrzeb męża i dzieci. Tylko kobieta, która czuje się wolna i samodzielna, może być dobrą żoną i dobrą matką. Natomiast kobieta zniewolona wewnętrznie, której całym sensem życia jest tylko rodzina, bywa wiecznie rozżalona, niedoceniona, rozgoryczona. Na starość mówi z bólem: „Wszystko oddałam dzieciom i co z tego mam?”"
    http://malzenstwojestdobre.pl/kobieta-ma-miec-swoje-zycie/

    link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=bl41c6Y8xyc

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy i dający do myślenia wpis:) Chyba się stanę stałym bywalcem tutaj...

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam następujące podsumowanie tego tematu ( dla wierzących i niewierzących ).
    Czy Bóg lub czy Ty sam uważa, uważasz, że jesteś dla Niego lub dla Siebie mniej ważny niż inni?

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawe spostrzeżenia, dziękuję za wpis

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety życie pisze swoje własne scenariusze i nie wszystko można włożyć między kartki.Miłość do siebie i umiłowanie życia jest wyznacznikiem naszych codziennych decyzji i relacji z innymi.Pokochać siebie...to wymaga odwagi bo każdy z nas jest pełen sprzeczności i każdym z nas targają przeróżne emocje i każdy nosi w sobie wiele nieznanych mu uczuć....więc może warto czasami przypomnieć sobie słowa jednego z filozofów ...I nie martwcie się o nic i bądzcie jak ptaszki niebieskie a wszystko będzie wam dane.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Artykuły z Manufaktury jak zwykle dają wiele do przemyślenia;-)
    Uzmysłowiłam sobie, że wielokrotnie oczekiwano ode mnie rad w wielu kwestiach. Zawsze starałam się komuś pomóc lecz jednocześnie nie mogłam skupić się na swoim życiu.
    Interesowałam się problemami innych i zamartwiałam, swoje - zostawiając w tyle.
    Tak się nie da! Zaśmieciłam swoje życie, patrząc na bałagan innych.
    Teraz jestem w trakcie "sprzątania". Nie jest łatwo, ale w chwilach zwątpienia zadaję sobie proste pytanie: "Czy chcesz być po prostu szczęśliwa?", a prawdą jest, że bycie szczęśliwym to poniekąd bycie egoistą, ponieważ patrząc na potrzeby innych zamykamy się na swoje i się unieszczęśliwiamy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mieszkam w UK i tutejsza kultura pracy charytatywnej jest doskonałym zobrazowaniem tego tematu. Wiele wybacza sie ludziom, którzy działają charytatywnie... 'No dopuścił sie xyz, no ale on tyle daje na charity'. Ostatnio oglądałam jakiś program, w którym był kibic, który organizuje weekendowe bitwy i który wysłał kilka osób do szpitala, a który na zarzuty odpowiedział 'ja w sumie jestem dobra osoba i w tygodniu robię dużo dla organizacji charytatywnych'
    To 'dawanie' wydaje sie tutaj nie tylko rozgrzeszeniem, ale rownież pozwala ludziom czuć sie lepiej. Jest trochę pokazaniem wyższości - my 'pany' damy wam trochę z 'panskiego' stołu, bo jesteście tacy biedni, a my mamy wielkie serce. Nieistotne, ze ta pomoc jest pózniej złe rozprowadzona, albo wcale i szefowie organizacji charytatywnych zarabiają miliony. Najważniejsze, ze dawca poczuł sie lepiej i uzyskał rozgrzeszenie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Taki Nałogowy Pomagacz to typ 2 w teorii enneagramu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dużo myśli. Teraz tylko to:
    A jeśli ten drugi jest chory psychicznie?
    Ja próbuję, a on "kopie"...
    Zuza.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)