Bądź jak lwica - dlaczego trzeba walczyć o swoje?

/
45 Komentarzy


Zawsze prędzej czy później w życiu przychodzi taki dzień, kiedy musisz nauczyć się walczyć o swoje. Inaczej Cię zjedzą. Koniec kropka. 


Wszyscy jesteśmy egoistami. Wszyscy. Nie patrz tak na mnie, Ty też. Ewolucyjnie, szansę na przetrwanie mieli ci najsilniejsi i bywa: najbardziej bezwzględni. Nic się nie zmieniło. Jeśli nie nauczysz się stawiać granic i walczyć o swoje, skończysz marnie. 


Dlaczego wychowanie do uległości nie ma sensu? 

Ciągle, mimo lat rewolucji i pochodów feministek chłopcom wolno więcej, a dziewczynki wychowuje się tak, żeby były miłe i usłużne. Nie umiemy mówić "nie", nie potrafimy być stanowcze. Jak z tym żyć w dzisiejszym świecie? Nie da się. 

Granice są konieczne, żeby mieć dobre relacje ze sobą i światem. Bez granic jesteśmy jak zwierzyna wystawiona na pustej polanie pełnej myśliwych. Ludzie nas zjedzą. 

Jeśli uczysz dziecko, że każdy może deptać jego granice ( bo wiesz lepiej czy mu ciepło, zimno, czy powinien dać buziaka nieznanej cioci i tańczyć na zawołanie), trudno mu będzie nauczyć się, że może innym ludziom mówić "nie". 

Uległe, posłuszne, nie znaczy szczęśliwe. Granice to podstawa.  Dla chłopców i dla dziewczynek. 


Dlaczego inni ludzie nadużywają naszego zaufania, depczą nasze terytorium? 

Z tych samych powodów, z których my to robimy. Ponieważ załatwiają w ten sposób swoje interesy. Stąd już tylko krok do mobbingu, molestowania, psychicznej łupieży, która straszliwie rani i bardzo wiele nas kosztuje. 

Nie da się wyplenić ze świata i z ludzi tych cech. Tak już jest. Zawsze się znajdą tacy, którzy zapragną spełnienia nikczemnych zachcianek, a potem powiedzą jeszcze, że to wina ofiary, bo była za ładna, za miła i sama się prosiła. 

Możemy się jednak uczyć dbać o siebie i zachowywać tak, aby w razie naruszenia granicy nietykalności fizycznej, psychologicznej, czy każdej innej umieć mówić stanowcze "nie". 


Jak walczyć o swoje? 

Przenieśmy się na chwilę do Afryki i spójrzmy w oczy lwicy. Czy wiecie, że samice z tego samego stada opiekują się wspólnie małymi lwiątkami i chronią je przed niebezpieczeństwami? Tak, także cudze dzieci. 

Jeśli chcesz stawiać jasne i klarowne granice, czasem musisz zaryczeć. Pokazać zęby i pazury. Nie przebierać w arsenale środków. 

Tak, czasem wystarczy stanowcze "nie" i przeciągłe, pełne mocy spojrzenie prosto w oczy. Ale czasami sytuacja wymaga tego, abyś pokazał lub pokazała do czego jesteś zdolny. To nie czas na konwenanse i półśrodki.

Często właśnie tak matki walczą o swoje dzieci, np. w kontekście karmienia piersią o którym pisała niedawno Hafija.  Niestety bywa i tak, że brakuje im już sił, aby zawalczyć również o siebie. 



To już koniec przedsprzedaży -  tylko do 20 czerwca
moja książka dostępna na specjalnych warunkach.
Nie przegap - KLIK. 


Nie bądź miła, bądź zdecydowana!

Kobiety,  bo głównie nas to dotyczy, są ZA MIŁE. 

Jeśli nie wprawimy się w sztuce stanowczości i jawnego komunikowania swoich granic, zawsze się znajdzie ktoś, kto je przekroczy. 

Czy umiesz dbać o siebie? Czy potrafisz nauczyć tego swoją córkę i syna? Jeśli nie, to z pewnością najwyższy na to czas!

Kiedy trzeba, musisz umieć zaryczeć. Musisz, po prostu musisz. Spojrzeć tak, żeby przeciwnikowi przebiegł po plecach dreszcz. Powiedzieć "tylko spróbuj", z całą powagą i mocą, na jaką Cię stać. 

Kobiety są słabsze tylko w teorii. Kiedy trzeba, potrafią walczyć jak lwice. Nie wierzysz? Musisz to tylko w sobie obudzić. 


Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!


Zobacz również

45 komentarzy:

  1. W codziennych jednorazowych sytuacjach jestem czujna i biada temu kto spróbuje wleźć w moja strefę komfortu. Ale w długodystansowcy małym kroczkami rozbierają moje mury, powoli i jakby za moją zgodą, widze to ale liczę, że ostatecznej granicy nie przekroczą. Ale oczywiście nie mają halmulców i zawsze kończy się drastycznym cięciem. W takich akcjach czuję się bezradna. Brak stosownej reakcji lub skutecznej w chwili odczuwania pierwszego dyskomfortu i choćby delikatnego buntu, odbierane jest jako przyzwolenie. Tym mniej zrozumiałe i niebezpieczne dla tych, którzy sami w sobie mają szacunek dla suwerenności i nieprzekraczania granic innych. Mnie nikt nie musi zamykać drzwi przed nosem bo nie spróbuję wejść bez szczerego zaproszenia. A ja wciąż muszę trzaskać drzwiami albo nawet walczyć z nogą wciśniętą między drzwi a próg. Co za shit.

    Z natury jestem łagodna i miła ale mam silne poczucie własnych granic i ciągłe ich strzeżenie czyni ze mnie niekiedy agresywną frustratkę. Wcale tego nie lubię. Wolałabym żeby ludzie pozwolili mi być delikatną i subtelną. Ale nie pozwalają. Wierzą w najprostszy schemat albo jesteś katem albo ofiarą, albo bić albo uciekać. Może to rzeczywiście echo wychowania uległościowego. Jak ktoś nie karze i nie krzyczy znaczy jest słaby a to znaczy, że ja mogę być silniejszy i próbować wykorzystać jego słabości.

    I jak tu wychować dziecko? Moja córka jest jedyną osobą, która właściwie reaguje na moje nie. Zna mnie i wie kiedy przestać brnać gdy "nie" jest barierą nieprzekraczalną i nie ma sensu bez a złych emocji można uniknąć. I na wzajem, bardzo szunuję jej intuicję, jeśli o czymś zdecyduje i jest przekonana akceptuję to i pozwalam jej nawet gdy ja czuję to błąd. Ale czy kiedyś dla niej ktoś będzie tak wyrozumiały. Bo ona będzie na pewno i czyjegoś ego nie podepcze.

    Pozdrawiam Ala.


    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu,
      jestem pewna, że Twoja córka widząc jak chronisz swoje granice i szanujesz jej, nauczy się tego najlepiej jak można.
      A co pierwszego akapitu, to też nauka, także uważności, żeby na te małe kroczki nie pozwalać. Myślę, że to bardzo wiele właśnie z wychowania, bo przecież nas uczono, że trzeba się poświęcać, trzeba znosić jakieś tam mniejsze czy większe ludzkie uszczypliwości, bo przecież to nic wielkiego...
      W kontekście ostatniej afery mobbingowej i z molestowaniem, wypowiedziała się np. Maryla Rodowicz i ona mówi, że nawet to lubiła.. Że jak ją ktoś tam trzymał za kolanko, no to dajmy spokój, nic wielkiego przecież! A to przecież jest ten właśnie kroczek w stronę nadużycia, bo dziś kolanko, a jutro? I jeszcze padnie argument, że sama chciała, bo nie protestowała i najpierw się podobało, a teraz zgrywa niedotykalską!
      Tak już jest, że musimy być czujni..
      Co też z drugiej strony nie oznacza, że mamy atakować bez powodu i ciągle być w trybie najwyższej gotowości.

      Usuń
    2. o matko Alu jakbym czytała o sobie.. mogę się podpisać obiema rękami, pod tym co napisałaś i masz racje.. brak stosownej reakcji od razu, to sygnal przyzwolenia i niestety jest to perfidnie wykorzystywane przez innych, posuwają się coraz dalej i dalej, do momentu kiedy nie wytrzymujesz i wybuchasz.. i co wtedy i wtedy jest zwalanie winy na ciebie, to ty jestes ta zla itepe... trzymaj sie dziewczyno , jest nas wiecej:)

      Usuń
    3. Ala, Lorka...tez jak bym czytala o sobie... Z natury jestem spokojna, delikatna.... Ale niestety zauwazylam ze masa ludzi zaczela to odczytywac jako slabosc i przyzwolenie na przekraczanie moich granic. W koncu musialam sie "wsciec". Normalnie sami ludzie mnie do tego zmusili i nauczyli. Bo jak reagowac jak ktos systematycznie probuje wlazic w nas i na nam na glowe mimo kulturanie wysylanych sygnalow i prob rozwiazan dyplomatycznych? I oczywiscie zawsze tya sama reakcja ludzi: probuja Cie pognebic poczuciem winy i przyepianiem etykietki, ze jestes ta zla. Ludzie zaczynaja nas karac za to, ze sami zmusili nas do stanowczego postawienia swoich granic. To wstretne uwazam. Nie latwo jest z ludzmi. Zauwazylam, ze bardzo nieiwelu jest takich, ktorzy szanuja granice drugiego czlowieka i nie probuja w jakis sposob robic tak, zeby byo dla niego wygodnie. To ejst tak powszechne, ze az zadziwiajace. Doslownie na kazdym kroku. Ucze sie wlasnie zaatwiania takich spraw stanowcza dyplomacja...ale to wyzsza szkola jazdy. Nie dajcie sie dziewczyny!

      Usuń
  2. Witam. Nie jestem w tym dobra, to znaczy w "ryczeniu":) Z przyzwyczajenia już chyba, najczęściej bywam miła, empatyczna i trzymająca złe emocje na wodzy. Ja z tych, które uważają, że wrzeszczenie i tupanie nóżką inteligentnemu człowiekowi nie przystoi:) Kiedy więc "zaryczę", a zdarza się to niezwykle rzadko, to.... nagle wokół mnie robi się dziwnie pusto. Pamiętam taką sytuację bardzo długo i nie bywam wtedy z siebie zadowolona.
    Problem polega chyba na tym, aby przyznawać sobie do tego prawo i częściej budzić w sobie taką "lwicę". Wtedy otoczenie też nie będzie w takim szoku.
    Często nie lubię siebie za to, że jestem taka "miła". Ludzie tego nie cenią w ostatecznym rozrachunku i często mają skłonność do lekceważenia takiej postawy.. i takiej osoby.
    Niestety bardzo trudno zmienić sposób reagowania, zwłaszcza gdy silne emocje dochodzą do głosu. Może to lęk przed dezaprobatą i odrzuceniem?
    Pozdrawiam serdecznie. Śledzę z zainteresowaniem Twoje Małgosiu przemyślenia. Robisz dużo dobrej roboty.
    Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Problem polega chyba na tym, aby przyznawać sobie do tego prawo i częściej budzić w sobie taką "lwicę". Wtedy otoczenie też nie będzie w takim szoku" - no właśnie:) Nawet jak lwica nie odgryzie głowy, tylko zachowa się jak "inteligentny człowiek", to przecież liczy się, że się obroniła, nie;) ?
      Dziękuję Ci Wiolu, pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jasne, że tak właśnie trzeba. Dość naruszania granic. Nic dobrego z takiego postępowania (i takich nauk) na dłuższą metę nikomu nie przychodzi. Nikomu, bo nawet "naruszającemu".

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam miła.
    Długo byłam miła.
    Dopóki nie przyszedł taki czas, taki straszny czas, kiedy dotkliwie naruszono moje granice.
    Przestałam być ZAWSZE miła.
    Zaczęłam być sobą.

    Wtedy na horyzoncie pojawił się były niedoszły, z baaardzo wczesnej młodości.
    I mnie, kobietę niemłodą, wieloletnią mężatkę zaczął odwiedzać. W pracy.
    Przez chwilę znów byłam miła. TYLKO miła.
    Błąd!
    Odwiedziny zmieniły się w regularne uwodzenie, a moje "nie" znaczyło tyle co nic.
    Skończyło się u zastępcy komendanta policji, który powiedział, że jestem w niebezpieczeństwie.
    Zastosowałam odpowiednie środki.

    Jestem lwicą prawie cały czas, kiedy trzeba:)
    To ma jednak swoją cenę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana,
      ale co nie ma ceny?
      Kiedy trzeba, to trzeba.
      Kiedy nie trzeba, radzimy sobie inaczej.

      Usuń
    2. Masz rację, wszystko ma cenę.
      Moją ceną jest dość duże osamotnienie.
      Mimo wszystko wolę być lwicą.
      Lwicę zaczepia się rzadko, lwicę się szanuje, nawet, jeśli ryczy sporadycznie. Bo przecież zawsze może jeszcze pokazać pazury:)

      Usuń
  5. Wychowano nas do spełniania oczekiwań, do spychania swoich uczuć na margines i do nie przeszkadzania. Kobieta przezroczystą ma być? Kobieta ma śnić całe życie, i to nie swój sen?
    Tak ważne jest, by mieć zaufanie do siebie. Trzeba to ćwiczyć. Inaczej będziemy zbytnio brały do siebie to, co inni mają do nas. A wtedy można zwariować, bo ..... podaję cytat:
    „...dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy kimś się zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi, to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie, czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. ...a gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje.” Wojciech Eichelberger
    Dlatego trzeba postawić właśnie na lwicę. Bo ludzie się zjadają. Powód zawsze się znajdzie......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię ten cytat, dzięki za przypomnienie!

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję CI za ten wpis,
    Potwierdzilas mi tylko ,że warto ryczeć i bronic swojego zycia.. mamy je tylko jedno i prawo , aby przezyc je po swojemu.. Jesli ktos ma z tym problem.. to jego problem.
    Ryknelam tydzien temu i jest amba.. jestem zla niedobra... itepe itede..bo sie nie chce podporządkować.. i wiesz co.. mam to w dupie za przeproszeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak bardzo przydatny wpis. Właśnie zaczynam rozumieć czym do tej pory kierowałam się w swoich relacjach. Już dawno zatraciłam siebie. Robiłam wszystko, żeby inni mnie akceptowali. Nie umiałam znieść myśli, że ktoś mógł mnie nie lubić, starałam się żeby wszyscy myśleli o mnie dobrze. Bardzo prosta droga do tego, żeby po paru latach doprowadzić się do stanu depresji, poczucia bezsensu, nie odczuwać żadnych emocji prócz smutku. To nie buduje żadnych relacji bo po czasie zaczynamy się w takich sytuacjach dusić i trzeba uciekać. Niedawno zaczęłam nową pracę i oczywiście na samym wstępie popełniłam błędy za które ciężko płacę. Poruszył mnie ten wpis, jestem wściekła, że pozwalałam innym zabrać sobie Siebie!! W moim przypadku jest to bardzo przebiegły mechanizm, nie umiem znieść sytuacji odrzucenia, porzucenia, samotności - rezygnując z siebie próbowałam zyskać "kogoś".
    Pozdrawiam, Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko,
      całe życie się uczymy. To co czujesz, to taka dobra złość. Zrób z niej użytek :)

      Usuń
  8. "Mój" dom rodzinny to dom mowy nienawiści. Oczywiście w środku, bo na zewnątrz to lukrowana chatka z piernika. Zabawne, bo zrozumiałam to dopiero jako dorosła kobieta kiedy zawaliło mi się wszystko: związek, praca, studia doktoranckie, kiedy rozpierzchli się najbliżsi znajomi, bo mieli już swoje domy, rodziny, a ja zostałam sama z pustymi rękami. To wtedy zdiagnozowano u mnie depresję chociaż myślę, że miałam ją już wcześniej. I wtedy pierwszy raz usłyszałam, że nie bronię swoich granic. Że ich właściwie nie mam. I że "zabrali" mi je moi rodzice.

    Od tego czasu minęły prawie dwa lata. Moje pierwsze "nie" i tupnięcie nogą po okresie płaczu w poduszkę było znakiem, że wracam do formy. Nie miałam - jak niegdyś - wyrzutów sumienia i gigantycznego poczucia winy. Byłam dumna, że wiem czego chcę. Że umiem się zezłościć. I że granica zaczyna się rysować.

    Dziś granice nadal są atakowane. Moja matka po tym trudnym dla mnie okresie wspiera mnie prognozami typu "nigdzie nie zajdziesz, marnie skończysz i wszystko robisz w życiu źle". Czasami próbuję z nią o tym rozmawiać, a czasami... no cóż, przecież i tak zrobię swoje... ;)

    Dziękuję za ten wpis :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika,
      nie poddawaj się kochana i rób swoje. Wiem, że bywa trudno. Czasem na tej granicy ciągle trzeba stać z bronią, bo jeden moment nieuwagi i już wróg u bram! Znam to ze swojego życia także.
      Trzymam kciuki, ściskam!

      Usuń
  9. Uważam, że kobiety przede wszystkim powinny być lwicami w miłości. O ile w pracy, są "wyedukowane" w pojęciach mobbing, moletowanie itd i potrafią się przed tym mniej lub bardziej skutecznie bronić, o tyle w związkach zapominają, że nadal powinny mieć swoją przestrzeń życiowa, umieć postawić granicę. Powinny walczyć o swoje ja, o swoje poglądy a nie tylko poddawać się "miłości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robert,
      fakt.
      chociaż z tą praca to nie jest tak różowo. Patrz sprawa TVN...

      Usuń
    2. To, co opinia publiczna w sprawie TVN wie jest wynikiem wielostopniowej manipulacji wszystkich uczestników tego spektaklu. Podanie zaś tak ważnego problemu w taki sposób zaszkodzi prawdziwym ofiarom molestowania. Afera ta bowiem jest porachunkami żurnalistów, którzy użyli tematu mobbingu i molestowania do załatwienia swoich spraw.

      Usuń
    3. Ok, "Wprost" zrobiło spektakl, ale problem był faktycznie. I wiem to nie z telewizji, ani z prasy. Zresztą to tajemnica poliszynela w wielu miejscach.

      Usuń
  10. Zdecydowanie nie umiem. Brak asertywności jest u mnie jednym z typowych objawów DDA. Niestety. Próbuję, walczę, ale najczęściej przegrywam. Trochę się zmieniło, ale sprawa jest beznadziejna, tak to widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krusz,
      też jestem, a potrafię. Potem czasem odchoruję, ale biada każdemu, kto ze mną zadrze.
      Trzeba ćwiczyć, sprawa nie jest beznadziejna.

      Usuń
  11. Musimy walczyć o swoje, ponieważ inni mogą zabrać nam upragnioną rzecz sprzed nosa. Nie dajmy się wykorzystywać, róbmy swoje, to co kochamy, ale nie popadajmy z jednej skrajności w drugą, przede wszystkim równowaga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zgadzam się co do tego, że stawianie granic daje większe szczęście niż bycie "miłym". "Miły" od "miłować". Jeśli umiem kochać innych, to najpierw muszę pokochać siebie. A jeśli już to się stanie, nie będę musiała trąbić wszystkim naokoło, że mam granice, mam swoje zdanie, mam coś do powiedzenia. Mam, mam, mam, ja, ja, ja... Obserwuję zgoła odwrotną sytuację, gdy kobiety nagle dowiadują się, co to asertywność, co to stawianie granic i robią to przy każdej okazji. Nie czuję od nich pewności siebie, poczucia własnej wartości.. raczej uparte pokazanie, to ja rządzę swoim życiem. Nie ważne, czy dobrze, ważne że mam głos. Bo mi go kiedyś nikt nie dawał. Owszem, wychowuję dzieci w poczuciu, że ich zdanie ma sens, że mogą decydować, że mają swoje prawa i granice. Ale przede wszystkim - w poczuciu głębokiej AKCEPTACJI. Miłości. Tak jestem miła. Od słowa "miłować". To nie służalczość ani poświęcenie. To najgłębsza relacja, która dającego obdarza podwójnie. Siłą. Której nie trzeba pokazywać na siłę pazurami. Taka, która bije i wzbudza szacunek. Nie strach. Dopiero potem stawiam granice, licząc się z tym, że nie tylko ja potrzebuję je mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie miłym to nie zawsze miłowanie. Mogę być miła z różnych powodów. Czasem, bo przez to ludzie mnie bardziej lubią, i wtedy tylko ja w tym byciu miłą jestem dla siebie ważna, nie inni. Według mnie bycie niemiłą jest czasami większym miłowaniem drugiego "innego". Kocham, więc nie pozwolę, by robił głupoty i krzywdził innych.

      Usuń
  13. Witam,
    JA mam dość skomplikowany, sprecyzowany problem. Chodzi o to,że nie potrafię w pracy stawiać swoich granic. Pracuję w gastronomi jako kelnerka i relację z kucharzami są tragiczne... Niby wszyscy się lubimy, są jakieś docinki- wszystko jest do zniesienia ale... Od jakiegoś czasu wszyscy się nauczyli,że mogą "żartować do mnie i ze mnie jak im się podoba. Na początku nie miałam jakiś sprzeciwień bo nie chciałam wychodzić za brak poczucia humoru ale teraz jak juz znam niektóre osoby dłużej, musi się to skończyć! Jak mam być lwicą kiedy ktoś jest bardziej cwany i zawsze znajdzie jakiś tekst przeciw mnie? " Ej- nie dało się większych mieć cycków?!" "No masz czym oddychać, jak sobie z tym radzisz?" "Jesteś głupia! Jesteś słaba idź wyjdź i zobacz czy nie ma cie na sali" itp itd. Mam już tego serdecznie dość. Chcę pokazać,że mam "jaja" i nie pozwolę sobie wejść na głowę ale z drugiej strony nie chce zrobić zamieszania i skłucić kucharzy z kelnerami i dobre relację pójdą w zapomnienie. CO robić? Jak żyć? Jak żyć?
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci współczuję tej sytuacji.
      Pierwsza rzecz, to fakt, że te zdarzenia istnieją w miejscu pracy i przekraczają granice dobrego smaku i prawa. Takie seksistowskie żarty, obrażanie, można podpiąć pod mobbing i absolutnie nie powinny mieć miejsca. Czy możesz się z tym zwrócić do kogoś, kto odpowiada za funkcjonowanie zespołu w miejscu, w którym pracujesz? managera, właściciela, osobę od spraw personalnych?
      Jeśli masz dość, to nie czas myśleć o tym, żeby wszystkim w koło było miło bo aktualne "dobre relacje" opierają się na tym, że jedni bawią się kosztem drugich, a to przecież żaden fundament.

      Usuń
    2. Czasem także starczy bardzo zdecydowane, mocne postawienie granicy: powiedzenie, NIE ŻYCZĘ SOBIE więcej takich tekstów itp. Ale jeśli sprawa trwa od dawna i panowie przyzwyczaili się do takich niewybrednych żartów, pod twoim adresem, a do tego są "w kupie", to bardzo prawdopodobne, że zlekceważą Twoją prośbę. W każdym razie trzeba coś robić, próbować, jeśli nie tak to inaczej. I na przyszłość, granice stawiać od samego początku. Żadne tam braki poczucia humoru. Ludzie lubią nas nadużywać, o tym właśnie piszę tutaj. Jeśli dajemy palec, potem chcą rękę. Jeśli pozwalamy się wyśmiewać ze swoich krzywych nóg i nie jest to delikatny żart, którym wszyscy, łącznie z właścicielką się bawią, to to już przekracza granice. I dobrego smaku, i dobrego wychowania. Nie można na to pozwalać, nie ważne co o nas myślą.
      powodzenia!

      Usuń
  14. Praca nad stawianiem granic to ciągła praca nad poczuciem wartości. Im więcej go w naszym życiu, tym jakoś łatwiej żyć po swojemu.
    Myślę sobie, że często uważamy, że jak postawimy granice, przestaniemy być miłe, to zranimy drugą osobę. A to właśnie nie na tym polega.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czesc :) Chcialbym Ci powiedziec, ze z nieskrywana niecierpliwoscia wyczekuje kazdego Twojego kolejnego tekstu :) Sa naprawdę swietne, sam chcialbym potracić choc po czesci pisac tak dobrze jak robisz to Ty, jednak do tego trzeba pewnie lat pracy, no i oczywiscie talentu, którego Tobie nie można odmowic ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja również nie zostałam nauczona wyznaczania i bronienia swoich granic (teraz wiem, że moi rodzice sami je przekraczali i sprawili, że nie nauczyłam się ufać swoim odczuciom). Chyba nawet nie potrafię rozpoznać, gdzie one powinny przebiegać-i to jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Dopiero po fakcie czuję, że coś jest nie tak i że ktoś naruszył moje granice ale ,,nie widzę" kiedy to się dzieje i nie wiem jak mam zareagować :( Co najwyżej czuję się winna, że czuję się źle! Jest mi bardzo ciężko. Przez pewien czas chodziłam na psychoterapię indywidualną i grupową, ale niestety musiałam ją przerwać. Cały czas walczę o normalność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu w pełni Cię rozumiem. U mnie dochodzi jeszcze bycie DDA. Powiem Ci, że świadomość przyczyn swoich reakcji to naprawdę bardzo duży krok naprzód!
      Mi bardzo pomogła lektura dwóch książek, "Toksyczni rodzice" oraz "Stanowczo łagodnie bez lęku". Często do nich wracam to książki na całe życie, bo i całe życie będziemy się uczyć stawiania granic.

      Powodzenia!

      Usuń
  17. Przede mną niezły sprawdzian asertywności i stawiania granic.
    Pojutrze wypada mi termin porodu, mam nadzieję, że nie będę musiała bronić granic przestrzeni swojej i mojego dziecka. Mam nadzieję, że nikt nie będzie ich naruszał.

    Trzymajcie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa trzymam kciuki! Wszystkiego dobrego :)

      Usuń
    2. Trzymam mocno!!! Ja też się bardzo tego bałam-rodziłam w lipcu. Poszło dobrze :) Dzięki Iwon(K)a za książki, przeczytam!

      Usuń
  18. Fantastyczny post i jak zwykle Małgosiu tak bardzo prawdziwy. Miło jest wiedzieć, że z tym problemem nie jest się samemu:) Zgadzam się w każdym zdaniu z Tobą jak również Komentującymi. I wynoszę dużo dobrego dla siebie z tego wpisu (jak i z każdego innego;)
    Małgosiu dziękuję za wsparcie dobrym, mądrym słowem.

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo trafne spostrzeżenia. Również jestem tego samego zdania, że kobiety muszą być jak te wyżej opisane lwice. Dużo wkładu ma w to wychowanie przez matki, które powinny wpoić to swoim córkom. Świetny tekst, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. jeśli wiemy jakie jesteśmy i czego chcemy to walczyć nawet nie trzeba bo osiągamy to spokojem.....konsekwencją.....być sobą nas jednak nie uczono:):

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja jestem asertywna i umiem stawiać granicę, spokojnie, grzecznie, aczkolwiek stanowczo. Mimo wszystko moja asertywność często wywołuje gniew i agresję, tudzież utratę relacji. jak skutecznie stawiać granicę, aby nie narobić sobie wrogów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słyszałaś może o NVC? Języku żyrafy? Chodzi o to, aby mówić nie oskarżając, nie atakować, bo to właśnie atak rodzi agresję, atakowany się broni. Często granicę można postawić bez "ryczenia". Warto to robić. I pamiętać także, że nie da się zawsze zadowolić wszystkich.. Czasem faktycznie ktoś się na nas obrazi, odejdzie, zerwie kontakt bo nie będzie w stanie naszych granic zaakceptować. Wyobraź sobie wilka i królika. Ta przyjaźń nie ma szans ;) w życiu też tak bywa:)

      Usuń
  22. a jak tam myślę, że teraz ludzie mają większy problem nie tyle z byciem lwicą i bronieniem swojego zdania, wolności, życia (to już teraz potrafi zdecydowana większość ludzi). Moim zdaniem większym problemem jest samo określanie tego czego się chce, a raczej czego się potrzebuje - zbyt często wymagamy od siebie, aby wywalczyć dla siebie zarówno ciastko jak i wypchany nim brzuch, dlatego też tyle ścierania o to gdzie leży ta granica mojego i twojego. Lwica nie zagarnia terenów większych niż są jej potrzebne do życia/szczęścia - my jesteśmy ponad to i wygryzamy więcej i więcej. Czasem się zastanawiam jaką lwicą trzeba być, aby to swoje obronić a wciąż jeszcze funkcjonować w społeczeństwie gdzie tak wielu chce więcej ale mniejszymi kosztami. No, ale może ja jestem tylko "kontestatorem wszystkiego" ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja również mam ten problem. Na pierwszym miejscu biorę pod uwagę kogoś interes a nie swój. Nie lubię komuś stwarzać problemów.Tak właśnie myślę i tak też byłam wychowywana.Nie jest tak w każdej sytuacji,ale w szczególności w pracy,nie mam na tyle pewności siebie, żeby walczyć jak lwica o swoje,a mieć gdzieś samopoczucie szefa.Może wina jest moje ciągle zmienne samopoczucie?Czasem jest tak, że potrafię się postawić, ale w tych ważniejszych kwestiach przeważnie brakuje mi odwagi. Ostatnio doszłam do muru i przejrzałam na oczy. Mam żyć przede wszystkim dla siebie, oczywiście mieć na uwadze innych ludzi,ale w granicach.Musze nauczyć się otwarcie mówić o swoich oczekiwania i otwarcie wyrażać swoje zdanie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Byłam miła. Z tego bycia miłym i robienia wszystkiego pod inną osobę stałam się strzępkiem nerwów, bo jakoś tak, ta druga osoba nigdy nie była zadowolona i wiecznie budowała we mnie poczucie winy. Raz było dobrze i wielka przyjaźń, a za chwilę złość, negatywne komentarze itp. Po całkowitym zerwaniu kontaktów ROK dochodziłam do siebie. A teraz mając widmo, że ta osoba znów wkroczy w moje życie wiem jedno - nie będę już miła. Nie dam się zastraszyć i przestanę przepraszać za to, że chcę żyć po swojemu, wyznawać własne wartości i być sobą :)
    pozdrawiam i dziękuję jak zawsze za świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)