Jak wygrywać i nie dać się pokonać?

/
11 Komentarzy


Ja Atlantyku nie pokonałem - mówi Aleksander Doba, podróżnik roku magazynu National Geographic. Nie miałem takiego zamiaru. Ja go tylko przepłynąłem, nie dając się pokonać. 

O cokolwiek walczymy, chodzi tylko o jedno: nie o zwycięstwo nad kimś, ale o to nad samym sobą. 


Jak nie myśleć

Model edukacji, który większość z nas odebrała, stawia na rywalizację, oraz na podchodzenie do życia jako wiecznej wojny: o siebie, o lepsze jutro, o to, żebym miał to, czego inni nie mają. 

Patrzymy na los, jak na loterię, w której można wszystko wygrać, albo wszystko przegrać, a żeby dostać, trzeba najpierw komuś zabrać. 



Jak być tchórzem

Manon Osservoort, to holenderska aktorka, któa zamarzyła o tym, by zrobić coś absurdalnego. Pojechała traktorem na biegun. Pomysł realizowała prawie 10 lat, z dużymi przerwami na normalne życie, szukanie sponsorów i przygotowania. Wreszcie dopięła swego. 

Pytana o to, jak radzi sobie z przeciwnościami losu, odpowiedziała:


"Jestem tchórzem. Z przeciwnościami radze sobie w sposób praktyczny. Spisuję moje obawy na kartce, a potem się z nimi rozprawiam. Jeśli później coś okaże się rzeczywiście niemożliwe to tego nie robię, ale właściwie nigdy tak jeszcze nie było. Myślę, że to zależy bardziej od nastawienia niż od szczęścia. Próbuję rozwiązywać problemy tak jakby to była gra, do której jeszcze trzeba ustalić zasady. Czasami długo to trwa. Ale zwykle myśląc kreatywnie, znajduję alternatywne wyjście z sytuacji, które okazuje się jeszcze lepsze niż pierwotny pomysł. Rzeczywistość jest zwykle łatwiejsza niż strach. Moim zdaniem strach służy wyłącznie temu, żeby daną sprawę dobrze przemyśleć, zanim zacznie się działać, a nie żeby nie podejmować działań. " 


Jak zwyciężać wcale nie walcząc? 

Nie da się pokonać Atlantyku. Nie da się pokonać życia. Nie zawsze da się pokonać chorobę, trudności, czy choćby własną ułomność. Ale można sprawić, że to co nas spotyka NIE ZDOŁA POKONAĆ NAS. 



Im bardziej walczysz z innymi, tym mniej masz sił na to, by chronić siebie. Im więcej czasu poświęcasz na wzmacnianie tego, co przydaje się w pokonywaniu trudności, tym jesteś silniejszy. 


Nie walcz z prądem bo utoniesz. Jeśli masz wiosła, to wiosłuj. Jeśli masz ręce to płyń. Jeśli marzysz, to po prostu idź w stronę marzenia. Nawet jeśli zajmie Ci to całe życie.


Rzeczywistość jest zwykle łatwiejsza niż strach.





Podobało się? Nie bądź sknera! Podaj dalej:)





Zobacz również

11 komentarzy:

  1. I kurcze tak bardzo amen, że już bardziej nie można :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żebym jeszcze wiedziała o czym to ja marzę i czego chcę :) Bardzo bardzo podoba mi się dzisiejszy tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak. Ja tak mam w niektórych sferach życia. Naprawdę wierzę, że da się znaleźć pracę marzeń w ciągu dwóch tygodni - pod warunkiem, że się wie, o czym się marzy. Na razie listę rzeczy, które chyba mogłabym robić przez resztę życia, zawęziłam do kilku. Jedne wymagają kapitału na start, inne doświadczenia, by się zaczepić. Tymczasem robię rzeczy, które przychodzą mi bez wysiłku, bo coś trzeba robić, by zarabiać na życie i mieć czasem kontakt z ludźmi. I skreślam z różnych sfer życia rzeczy, o których wiem, że nie marzę - aż dojdę wreszcie do tych właściwych. Musimy je w końcu znaleźć :)

      Usuń
    2. o tym samym pomyślałam, że bardzo często doskonale wiemy, czego NIE chcemy, a resztę pozostaje nam sprawdzać. Mnie się kiedyś wydawało, że chciałabym zarządzać ludźmi, ale szybko się przekonałam, że to nie dla mnie, podobnie jak korporacyjne kariery.

      Usuń
    3. Trochę się jeszcze nad tym wpisem zastanawiałam. I za to że nie wiem czego chcę winię szkołę (mój synek jest w podobnym wieku co Amelka, więc pewnie Pani też już po mału coraz więcej o szkole i całym systemie myśli).
      To tak jak ze sportem. Przez 12 lat podstawówki i liceum zmuszano mnie do przeróżnej aktywności sportowej w ramach wf. Byłam mała, drobna więc kiepska w większości dziedzin. Dostawałam dwóje, tróje a nawet jedynki. Nienawidziłam sportu, wfu i ruchu w ogóle. Gdy dostałam się na studia musiałam wybrać konkretne zajęcia sportowe i wtedy też nie miałam pojęcia co ja lubię robić i czy w ogóle cokolwiek. Wybrałam basen, chyba tylko dlatego, że chodziłam na niego z tatą w dzieciństwie, a w szkole pływania nie było. I okazało się, że doskonale pływam, że mam zdolności. Po 12 latach męczarni. A potem jeszcze odkryłam jogę i też się okazuje, że to mi bardzo pasuje i mogę w tym być dobra.
      Myślę, że podobnie jest z wiedzą wtłaczaną w szkole. Musiałam być dobra ze wszystkich przedmiotów, to byłam. Po pewnym czasie nie wiedziałam, czy lubię matematykę czy może język polski. Nawet jeśli coś lubiłam to sposób nauczania, prace domowe i klasówki skutecznie tę sympatię zabiły. A teraz nie będę już nigdy wybitnym naukowcem. Wielu rzeczy już nie zrobię, choćby dlatego, że wybierając studia już nie wiedziałam co ja lubię i wybrałam tak jak chcieli rodzice. Zostałam przeciętnym pracownikiem korporacji, który nie ma żadnej satysfakcji z pracy. Na razie odkrywam bardzo powoli, że są rzeczy, które lubię robić i w których mogę być dobra. Ale żadna z nich nie zapewnia wystarczających środków do życia :)
      Może za jakiś czas będę miała na tyle szczęścia, że wymyślę coś co da mi satysfakcję inną niż rodzinna. Ale chyba jeszcze długa droga przede mną. Za to bardzo chciałabym oszczędzić tego synkowi. I już obmyślam sposób jak to zrobić.

      Usuń
    4. O tak, tez byłam mała i słaba, w dodatku jak piłka leciała w moją stronę, instynkt nakazywał uciekać. Na szczęście miałam fajne nauczycielki w-f, które oceniały dobre chęci i postępy, więc na koniec się udawało do czwórki dobić. Na studiach zaocznych w-f mnie ominął, jogę odkryłam sama. Cudowne jest, że po długiej przerwie od zajęć w grupie nadal, jak zacznę, to robię "powitanie słońca" na pamięć, bez zastanowienia. Sam się kręgosłup układa i reszta jak trzeba.
      A co do kierunku studiów, z kolei moi rodzice nie naciskali (trochę szkoda, bo ich pomysł, gdybym sobie poradziła, byłby świetny pod względem zarobków, a te nie są najważniejsze, ale komfort psychiczny dają; choć z drugiej strony nie wiem, kim bym była, gdybym nie miała okazji poznać paru osób - a raczej bym wtedy nie miała). Tyle, że ja wtedy niewiele wiedziałam o świecie i sobie, brakowało mi może trochę przykładów z otoczenia. Wybrałam studia humanistyczne, ogólne dosyć, dające wszystko i nic, zależnie od pomysłu na siebie i zdobywanego doświadczenia. Kryzys, zmęczenie i chyba już początek czegoś, co dotarło do mnie niedawno - strach przed tym, że nie jestem kimś, kim mogłabym być i że nigdy się nie dowiem, gdzie i kiedy przegapiłam w życiu jakieś rozstaje dróg - dopadły mnie na trzecim roku. Wtedy już pracowałam w zawodzie, zmęczenie brało się z kilku różnych czynników. Ale głupio mi było zmienić kierunek, bo bałam się rozczarować rodziców, przekonanych, że wiem, czego chcę od życia i siebie, i że świetnie sobie radzę. Potem nie zdarzyło mi się mieć jednocześnie dość czasu i pieniędzy, żeby pójść zaraz na kolejne studia. Tymczasem rzeczy, które dla siebie wymyślam, na szczęście wcale ich nie potrzebują. Może kiedyś pójdę hobbystycznie. Nawet na starość. A teraz zmagam się z bałaganem w głowie i brakiem odwagi.
      Tak więc solidaryzuję się i trzymam kciuki za pomyślność, Myszko :) A satysfakcja poza pracą czasem wystarcza. Nie każdy musi mieć takie same priorytety. Mając coś niewymagającego i nieabsorbującego czasowo też bym nie płakała, gdybym mogła robić fajne rzeczy dodatkowo lub czysto dla rozrywki i w ramach odpoczynku.

      Usuń
    5. Myszko, Pani od Kotów,
      Bardzo wiele własnych doświadczeń odnajduję w tym o czym piszecie. Jasne, że szkoła ma znaczenie, tak myślę też JUŻ o tej dla mojej córki, bardzo bym nie chciała, aby dostała w spadku takie traumy i bagaż zmarnowanego potencjału, który gdzieś tam nas chyba wszystkich dotknął.
      Na pewno warto szukać!
      Bo to jest po prostu nasza droga. Płakać nad rozlanym mlekiem, że nie dostałam, nie mam, nie dali mi, to już nie ma sensu. Nie było, nie dali, no trudno. Coś jednak z tym życiem ciągle możemy zrobić i mogą to być mega fajne rzeczy. Wielu zaczynało po 40, po 50, to nie jest tak, że już wszystko za nami. No i trzymam kciuki :)

      Usuń
  3. Jakie to krzepiące. Boję się, ale zazwyczaj robię. Cudownie móc sobie do tego teraz dodać tę myśl, że rzeczywistość jest łatwiejsza niż strach. Coś pięknego! :) Ha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak z pewnością jest. Trzeba jeszcze tę wiarę przekuć w osobiste przekonanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu Twoje teksty co chwilę pozwalają mi coś ważnego zrozumieć. Pozdrawiam Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny artykuł. Przychodzą mi tutaj na myśl słowa Martina Lutera Kinga: "Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodź. Jeśli nie umiesz chodzić, czołgaj się. Ale bez względu na wszystko – posuwaj się naprzód."

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)