Jak małym wysiłkiem dokonać wielkiej zmiany, czyli o punkcie podparcia

/
8 Komentarzy



"Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię" - mówił Archimedes. Miał rację. Czasami wystarczy wiara, coś czego można się chwycić i to co wydawało się totalnie niemożliwe, poza naszym zasięgiem, samo ląduje w otwartych dłoniach. Czasami wystarczy się tylko odrobinę wysilić, a reszta dzieje się sama. 


Jak działa dźwignia? W fizyce i w życiu

Pojęcie dźwigni, być może pamiętacie jeszcze ze szkoły. Dźwignia przydaje się wtedy, kiedy mamy do wykonania sporą pracę, a ograniczone siły. Potrzebny jest wtedy drąg, belka, oraz właśnie punkt podparcia. Zapewne często wykorzystywaliście tę zależność w życiu. Uważa się, że była ona używana między innymi podczas budowy piramid w Egipcie. Jak bowiem ludzie bez pomocy skomplikowanych maszyn mogliby dźwigać i transportować kilkutonowe bloki? Tak, właśnie dźwignią!

Obrazek za: http://maszyny-proste.blog.onet.pl/

Obiektywnie, nie tylko na budowie, ale i w życiu, rzadko dysponujemy mocą, która może przenosić góry, a nawet jeśli taką chwilowo mamy, to też nie po to, aby marnować ją na przechwałki męstwem. Dlatego tak bardzo liczy się w życiu siła podparcia. 


Skąd brać w życiu oparcie i co robić, gdy go nie ma? 

Najlepszy pomysł i najprostsza rada to: szukaj swojej wioski, swoich ludzi, takich, którzy naprawdę Cię rozumieją. Szczęściarze znajdą ich obok, w osobie rodziców, rodzeństwa, ukochanej babci, czy tych właściwych przyjaciół. Inni, będą musieli trochę mocniej poszukać. Nic w tym złego. Jak świat światem, ludzie szukali sprzymierzeńców. Pamiętacie Kolumba? Gdzie by dopłynął bez wsparcia koronowanych głów? To była jego dźwignia i punkt podparcia, tego się złapał. 

Postawa: "zrobię wszystko SAMA, SAMA" jest  bardzo często nieskuteczna i głupia. Jeśli korzystamy z oparcia i wybijamy się dzięki niemu wyżej, wtedy jest szansa na to, że dolecimy dalej i z większym zapasem sił na kolejne wyzwania. 

A jeśli nie ma? Ciągle nie ma na kim się oprzeć? Indianie Navajo, żyjący w Ameryce Północnej, mieli następujące przysłowie: "Byłem na krańcach ziemi, byłem u krańców wód, byłem na krańcach niebios, byłem na krańcach gór i nie spotkałem NIKOGO, kto nie byłby moim przyjacielem." 

To, że nie widzimy naszych sprzymierzeńców, nie oznacza wcale, że ich nie ma. Oznacza tylko, że nie mamy WSPARCIA w sobie i dlatego nie widzimy tego całego dobra, które mimo wszystko po drodze nam się przydarza. 


Dlaczego tak ważne jest dawanie wsparcia naszym dzieciom, innym ludziom?

Nie, wcale nie dlatego, że bazując na zasadzie wzajemności liczymy, że się nam odwdzięczą. Tym co robimy "wychowujemy" świat. Sprawiamy, że się zmienia, że idzie dalej i zamiast w kierunku "oko za oko", zmierza ku wzajemnemu wsparciu i pozytywnej transformacji. 

Dając swoim dzieciom bezinteresowne, bezwarunkowe oparcie w tym kim są i gdzie idą, dajemy najpiękniejszy dowód miłości. Skarb, jakiego nie kupią nawet za milion dolarów. Z taką dźwignią, z takim oparciem, można dolecieć nawet do chmur. 

Pamiętajcie o tym. Proście o wsparcie i ofiarujcie własne. W końcu co nas kosztuje pytanie: "Co mogę dla Ciebie zrobić?". 




Wierzę, że Manufaktura Radości jest dla wielu z Was małą dźwignią, która centymetr po centymetrze podnosi Was do góry, wtedy gdy potrzebujecie wsparcia. Wy też możecie mnie wesprzeć :)  Podajcie dalej, powiedzcie o mnie znajomym. Dziękuję:) 





Zobacz również

8 komentarzy:

  1. SAMA, sama, sama.... Tak wiele lat robiłam i tak chciałam. Czułam, że jeśli coś się ma wydarzyć, to tylko jak sama to zorganizuję, dopilnuję, zarobię, odrobię, dorobię, zrobię itp. Czułam się też odpowiedzialna za wszystko. Czułam konieczność bycia siłą sprawczą, motorem i wszystkimi wagonami.Chciałam dobrze. Oczywiście. I sądziłam, że wiem, jak to jest dobrze. I co? I nic.
    Kara za narcyzm mnie spotkała. Kopniaki za poczucie omnipotencji i ból po słowach :" to po co robisz? kto cię prosił? nie trzeba było tego zaczynać...." itp.
    A potem nadeszły zdarzenia, które przygniotły mnie do ziemi. Ale wtedy znalazłam siłę. Do tego, by prosić o pomoc. Nie, by samej dźwigać sklepienie niebieskie. Poprosiłam raz, drugi. Nawet obce osoby poprosiłam. I wszyscy pomogli. Nikt nie odmówił. Każdy zrobił, co mógł. Czy też, co chciał. Okazało się, że nie muszę sama, że nie trzeba, że ktoś dał mnie, za chwilę ja dałam komuś. Coś od siebie, coś dla kogo.
    To jest dużo lepsze niż duma, że samemu da się radę. To jest lepsze, bo się wie, że nie jest się nikomu obojętnym, że jest wielu ludzi, którzy są dobrzy, empatyczni, hojni i wystarczy tylko zapytać, poprosić. I wcale nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Po prostu.
    Taka to dźwignia. To prawda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny, inspirujący tekst zmuszający do refleksji i dający nadzieje. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak Manufaktura Radosci jest dla mnie wsparciem i dzięki niej wiele sobie uswiadomiłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja sobie uświadomiłam, że dawałam i daję moim dzieciom wsparcie na ich drodze. A teraz daję i będę dawać wsparcie Kubusiowi. To dobra wiedza. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ekstremalnym przypadkiem połączenia "sama, sama" z opcją "powinieneś wyczytać w moich myślach, że każdym gestem proszę o pomoc, zwłaszcza gdy powtarzam, że sama, sama". Nie ma gorszej mieszanki, zapewniam.

    OdpowiedzUsuń
  6. tak naprawdę, to jak ktoś ma problem to również pustkę wokół siebie...... ludzie deklarują, że są tacy pomocni, pomogą.... ale jak faktycznie potrzeba pomóc, zapytać, coś zrobić, to mają zawsze swoje sprawy i usprawiedliwienia żeby ucieć od potrzebującego......

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)