Wirus Dobrych Myśli, czyli o 3 zdarzeniach, bez których nie byłabym tu gdzie jestem

/
8 Komentarzy


Zdarzenia, wspomnienia, myśli. Bez tych trzech, nie byłabym dziś tu gdzie jestem. Nie byłabym taka jak jestem. Chociaż gdy się działy, gdy tryby czasu zachodziły na siebie, niekoniecznie towarzyszyły im wyłącznie dobre emocje. Czas mija, życie toczy się dalej, a my jesteśmy jak puzzle, w których każdy kawałek układanki ma znacznie. Niebagatelne. Decydujące. Nigdy do końca nie wiadomo jakie. 


Och jak nie znoszę tych wszystkich "podaj dalej"! Nominacji, zabaw z pechem i szczęściem w tle. Dlatego zwykle nie biorę w nich udziału. Omijam. Kwituję uśmiechem i idę swoją drogą. 

Ale ta zabawa mi się podoba. Poczułam się zachęcona i chcę zachęcić również Was. Bo w życiu ważne są momenty. Dobre wspomnienia. I świadomość, o której ciągle piszę. 

Nie wszystko to co dobre dla nas jest łatwe. Nie wszystko to co łatwe jest dobre.  

Zapraszam Was do świata przeszłości, mojej przeszłości. Wirus Dobrych Myśli krąży we krwi razem z kawą. Zobaczcie sami co mi przyniósł. 


Pierwsze

Mam jakieś 10 lat. Na brązowej ławie, w  szarym domu bez znaków szczególnych, jakich wiele na przedmieściach, sklejam swoją pierwszą książkę. Nie mam pojęcia o czym będzie. Kartka do kartki, rysunek na okładce. U góry piszę swoje nazwisko. 

Minie ponad 20 lat zanim z  brązowego papieru odpakuję prawdziwą, taką o jakiej marzyłam i kolejne dwa zanim moja córka, do spółki z tatą przygotuje własną. W środku są naklejki z królikami i namalowane długopisem historie. Pomysł i wykonanie własne. Od początku do końca. Tata potrzebny do klejenia. 

Czyta mi ją do snu, a ja nie wiem czy to zmęczenie, czy wzruszenie wyciska mi z kącików oczu jedną łezkę, która wsiąka miękko w białą poduszkę. 

Czas zatoczył koło. Czas śmieje mi się do ucha. 

Zasypiam i śnią mi się białe kartki. Króliki skaczą po poduszkach i łaskoczą mnie łapą w gołą stopę. 

Rano spada trochę śniegu, a mnie w pierwszej chwili wydaje się, że ta biel  to nie pogoda, tylko strzępki z króliczego futra.


Drugie 


Jest 2004 rok. Siedzę w aucie koleżanki i czuję, że nie mogę wymówić słowa. Smutek łapie mnie za gardło i obezwładnia. Fizyczny ból przy tym jest delikatny jak pieszczota. 

Wcześniej, o wiele wcześniej, śnię sen o tym, że umrę, jeśli zostanę.  Hektolitry łez, tysiące myśli i zero perspektyw na to, że będzie lepiej. Cztery lata życia zamknięte na klucz, zapakowane w paczki. Ściśnięta w środku, obezwładniona bólem, czuję jakby ktoś amputował mi serce. 

Sama chciałam, sama chciałam. 

Trudne tygodnie, jeszcze trudniejsze miesiące. Wiele głupich decyzji. Wiele tęsknot, którym nikt nie wyjdzie na przeciw. 

To mija.  Wszystko mija. 

Tęsknota płowieje jak chustka przywiązana do płotu. Słońce odbiera jej barwy, letni wiatr porywa ją kiedyś, nie wiadomo gdzie. Nie szukam, nie wypatruję. Ból topnieje z zimowym śniegiem. Wsiąka w ziemię, z której wyrosną kwiaty. 

Gdyby nie to, nie byłabym dziś tu gdzie jestem. 

Nie byłoby tego co 


Trzecie

Noc, początek grudnia. Śni mi się, że robię test ciążowy. Po kłótni z szefem, chcę złożyć wypowiedzenie. Pismo leży na moim biurku, przykryte stertą papierów. Mam dosyć. Wszystkiego. 

Jak w malignie: wstaję, szperam w szafie po ciemku, żeby nie obudzić męża. Patrzę na dwie kreski i myślę, że dalej mi się śni. Siódma rano, nadal jest ciemno. 

Wypowiedzenie ląduje w szufladzie. 

Kilka dni później dzwonię do siostry i zanim zdążę wydusić z siebie zdanie, coś więcej, niż tylko lakoniczne "co słychać?" ona pyta, czy to to? Czy będę mamą? 

Porozumienie bez słów, emocje grają na telefonicznych falach, lecą między nami przez 1200 kilometrów. 

W nocy śni mi się mała dziewczynka. Nie pamiętam dziś jak wyglądała, ale mogę przysiąc, że miała złote włosy. 



***
Za zaproszenie do tej zabawy dziękuję Ani, z Primo Cappuccino
Aniu, dostarczyłaś mi wielu wzruszeń:) 

Jeśli też macie ochotę powspominać, to czujcie się nominowani:) Komentarze czekają na wasze wspomnienia. 

Nie zawsze to co łatwe jest dobre. Niekoniecznie to co dobre, jest łatwe. 







Zobacz również

8 komentarzy:

  1. też mam dużo takich wspomnień, które umiejscawiają mnie na mojej osi czasu...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Od niedawna stałam się "narkomanką" Twojego bloga.... Zachwyca mnie sposób w jaki piszesz. Codziennie karmię swój mózg Twoimi pozytywnymi przesłankami, czekając na więcej... Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, a ja siadam do tematu o nałogach! :)
      Mam nadzieję, że wyjdzie na zdrowie:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Coz moge wiecej .Pieknie jak zawsze!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przychodzę, wychodzę, czytam, czytam znowu i zastanawiam się, czy napisać o moich myślach i jednak decyduję, że zostawię je dla siebie. Przynajmniej na razie. Dziękuję jednak za refleksję do jakiej mnie skłoniłaś. Początkowo nic się nie chciało w głowie urodzić, ale teraz wiem, że tych myśli jest o wiele więcej niż trzy. I tak - choć tego można było się spodziewać - w momentach, w których się pojawiały wcale nie było najłatwiej. Co samo w sobie również jest pocieszające, bo nawet jeśli teraz nie jest kolorowo, to nie znaczy to, że ta myśl z czasem nie nabierze koloru i nie doda nam sił. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)