Początek roku? Przereklamowane!

/
10 Komentarzy


Zewsząd to samo: planuj, osiągaj, zmieniaj, ustawiaj poprzeczkę, skacz przez życiowe płotki z wdziękiem olimpijczyka, bij rekordy. Od 1 stycznia zapisz białą kartę. Niech wszystko będzie inaczej. 

Jeśli macie już dosyć tego całego gadania, to wcale Wam się nie dziwię. Bo początki roku: to gorączkowe, celowe planowanie i spinanie pośladków na cały nowy, tym razem 2015, jest stanowczo przereklamowane. 

Nie żartuję. Są ku temu co najmniej dwa istotne powody. 


  1. Obiektywnie, początek stycznia wcale nie jest najlepszym momentem roku na to, aby przeprowadzać życiową rewolucję. 

W najbliższych 12 miesiącach znajdziecie kilka lepszych. Zrujnowani po świętach, niejednokrotnie przygnębieni podsumowaniem kolejnego roku, który wcale nie był taki, jak tego oczekiwaliśmy, nie mamy ani sił, ani kapitału na to żeby naprawdę coś zmienić. 

Na to trzeba masę energii. Patrząc w oczy tych, którzy zmieniają, patrząc w lustro, wiem dokładnie, że czasem generator atomowy, to mało.  Jeśli tego nie ma, nie ma się co wygłupiać. Najpierw trzeba nazbierać. Z próżnego i Salomon nie naleje.

Jeśli czujesz, że mentalnie czy materialnie jesteś na debecie, to nie dokładaj sobie w tym momencie trudnych, życiowych postanowień, które mają postawić na głowie całe twoje dotychczasowe życie. Nic z nich nie wyjdzie. Tylko Cię osłabią. 

Znacznie łatwiej jest zmieniać, kiedy okoliczności chociaż odrobinę temu sprzyjają. Odrodzenie sił, nadzieję i wiarę, czujemy znacznie częściej na progu wiosny, czy w końcówce lata. Wcale nie w pierwszych dniach stycznia, gdy zimno, ciemno i do słońca daleko. 

Poza tym obiektywnie nie ma czegoś takiego jak uniwersalny, najlepszy czas na to, żeby przekształcać i rewolucjonizować swoje życie. Jeśli chcesz zmienić naprawdę, będzie dobrze gdy zaczniesz 7 lutego, 13 marca czy 1 kwietnia. Data nie ma znaczenia. Żadnego. Data jest w Tobie. 


Na siłę? Bo wszyscy, bo każdy, bo trzeba, bo wypada? Bez sensu. 


Kiedy będziesz wiedział czego naprawdę chcesz, znajdziesz siły, możliwości i odwagę do tego, żeby zrobić coś więcej, niż tylko zapisać w notesie, że tego pragniesz.  Truizm? Może. Ale czym innym są te wszystkie odkładane z roku na rok postanowienia noworoczne?


   2.  Oczekiwania i  nasz ogląd sytuacji na początku roku są często zupełnie nierealne. 


Czytamy o tym, że nowy rok, jest jak niezapisana karta, że zaczynamy wszystko od nowa, możemy wszystko, efekt zależy tylko od naszej woli i samozaparcia. Gadanie. Kot poniżej ma rację. Nikt dorosły, nie zaczyna od zera. Nawet niemowlę rodzi się z bagażem. Niesiemy za sobą osobisty kufer doświadczeń, zwycięstw i klęsk. On ma znaczenie.

Nigdy nie jest tak naprawdę od początku. Tylko głupiec nie bierze tego pod uwagę. 

Mamy wpływ na bardzo wiele, ale nie na wszystko. I naiwnością byłoby twierdzić, że wszystko zależy od naszej siły woli i tego czy nam się chce.


źródło: FB, Miauuu

Jeśli chcesz zbudować coś zupełnie nowego, nie buduj na fundamencie samych oczekiwań i zawiedzionych nadziei. Nie lekceważ punktu życia, w którym jesteś, ani ludzi i okoliczności, które Cię otaczają. Wreszcie nie lekceważ też siebie.

Pierwszy stycznia nie jest magiczną datą, ani cezurą, która wszystko zmieni. Jeśli rewolucja ma być trwała i prawdziwa, wymaga analizy, samoświadomości i wiele porcji cierpliwości. Jeśli twoja wola zmiany jest tylko noworocznym zrywem, lepiej daj sobie spokój. Szkoda czasu i energii.

Nic co w życiu wartościowe, nie rodzi się specjalnie lekko. Zmiana to proces. Życie to proces. Dobrze spojrzeć na ten rok, jak na kolejny w naszym procesie. Za nim stoją te, które już były. Przed nami będą kolejne. Jeśli wiesz dokąd idziesz, co chcesz osiągnąć i kim jesteś, to nie ma żadnego znaczenia co teraz sobie postanowisz. Jeśli nie wiesz, to na początek, dobrze będzie się dowiedzieć. 

A postanowienia? Bez prawdziwej, mocnej i ugruntowanej w nas woli zmiany, to tylko zawracanie głowy. Po nim przyjdzie kolejny Sylwester i kolejna, bolesna świadomość, że nic się nie udało. 

Nie marnuj kolejnego roku na czcze gdybanie. 

Świadomość. Świadomość głupcze. 




Zobacz również

10 komentarzy:

  1. Tak jakoś agresywnie, Małgosiu...? Spokojnie... z nowym rokiem spokojnie...., a może nie ... z nowym.... tylko z kolejnym....
    I tak pogodnie, nie gwałtownie

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak Ty Małgosiu, mam przesyt tych słodko euforycznych haseł dotyczących postanowień na 2015 rok. Nie zamierzam poddać się presji otoczenia i na silę nie chcę narzucać sobie czegoś co ma mnie iluzorycznie zmotywować. Lubię planować, lubię wyznaczać sobie cele, ale nie pod wpływem zwiewnej chwili, ale wtedy kiedy będę czuła że jestem na tyle silna i gotowa, żeby wprowadzać zmiany, może coś burzyć, a może tylko przestawiać. Dziękuję za to co napisałaś :-) Ania G

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja sobie lubię poczytać, co też tam inni planują. Sama nie postanawiam nic, ale uwielbiam 1 stycznia! Wiecie dlaczego? Bo nie lubię ani Świat, ani Sylwestra (choć w tym roku był wyjątkowy, spędzony spokojnie z Mamą, więc chyba po raz pierwszy czułam się dobrze w ten dzień). 1 stycznia to dłuższe już trochę dni, bliżej wiosny i koniec "zachwytu świątecznego", którego nie znoszę. Ufff, rozpisałam się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie początek roku to nowy kalendarz i tym razem kupię sobie dla odmiany lepszy model (zaczęły się promocje!). Mam zamiar wpisywać weń nowe słówka angielskie, motywujące cytaty oraz planować i realizować. Dziękuję za szereg inspiracji Małgosiu:) Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nigdy nie czyniłam radykalnych postanowień.Ot parę razy w roku robię zryw ku ćwiczeniom i poddaję się najdalej po miesiącu.W styczniu też tak jest,ale to nie dlatego że 1 już za pasem,po prostu po świętach człowiek jest ociężały i czas coś zrobić.Parę razy w roku zaczynam zdrowo się odżywiać lub po prostu jeść regularnie tak jak byłam w ciąży.Bardzo mi to służyło,cukrzyca nie postępowała a ja super się czułam.Niestety jest jak zwykle.Postanowienia mi nie służą.Może nie wynikają z mojego wnętrza tylko z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mądrze napisane. Może warto byłoby napisać sobie na okładce kalendarza- nie planuj a działaj! Chociaż ja przyznaję, że w grudniu zawsze robię podsumowania, analizę i dziękuję. Bo zawsze jest za co dziękować:) A Nowy Rok staram się powitać bez fajerwerków i TV, ale zawsze z kartką w ręce i spisuję sobie wszystko, to co chciałabym w tym roku zrealizować- bez napinki, bez stresu, znając siebie, swoją sytuację i możliwości... tak lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Kiedy będziesz wiedział czego naprawdę chcesz, znajdziesz siły, możliwości i odwagę do tego, żeby zrobić coś więcej, niż tylko zapisać w notesie, że tego pragniesz. " I to jest najlepszy moment na spisanie....Szał noworocznych postanowień traktuję jako zewnętrzny nacisk, modę, że z okazji daty COŚ MUSZĘ postanowić..... a właśnie, że nie muszę!!!! i żadnych noworocznych postanowień nie mam, za to mam zeszłoroczne, spisane z wewnętrznej potrzeby , a nie z okazji daty:) wszelkiej najlepszości:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nidy niczego nie postanawiam, a już na pewno nie zimą bryy. Lubię ulepszać i udoskonalac to co wypracowalam w ostatnim okresie (może być roku). A osiagnelam wspaniały sukces. Mój synek z zespołem Aspergera na chwilę obecna nie jest do odróżnienia od dzieci zdrowych. Chodzi do zwyczajnej podstawówki, ma zwyczajne zainteresowania i jest zwyczajnym usmiechnietym chłopakiem�� Moja to ciężka praca i mojego męża, a ta zwyczajnosc i ciepła codzienność jest nasza nagrodą. I w Nowym Roku takiego spełnienia w życiu codziennym życzę Tobie Małgosiu i wszystkim dookoła.���� Agi

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)