Ja to się światu udałam! Czyli jak być z siebie zadowolonym?

/
14 Komentarzy




Ilu z nas jest ze sobą w zgodzie? A ilu się obwinia, oskarża, szuka dziury w całym? Ilu z nas jest dziś z siebie zadowolonych? Ilu potrafi po prostu powiedzieć, tak jestem fajna, fajny. Udałam się światu, udałem. Nie jestem idealny, ale za to nadzwyczajnie sprawdzam się w... Mam talenty, zalety, wady ale... jestem po prostu ok.



Spróbuj powiedzieć powyższe zdania sobie do lustra. 


Co czujesz? Jak wyglądasz? Jakie wrażenia budzi w Tobie ten człowiek naprzeciwko? Hmm, zastanawiające, prawda?

Dorota Wellman, wydała niedawno książkę o przewrotnym tytule: "Ja nie mogę być modelką?!" Z właściwym sobie poczuciem humoru, inteligencją i przekorą, mówi o tym, że w życiu bariery stawiamy sobie głównie sami. Dajemy sobie wchodzić na głowę, bo nie znamy siebie i nie lubimy. Oblekamy się w kompleksy, jak w zbroję, a potem narzekamy, że niewygodnie.


Wszystko zaczyna się od Ciebie

Dobry stosunek do siebie, swojego ciała, fizyczności, zdolność do bycia uczciwie, czule autorefleksyjnym, jest absolutnie podstawową rzeczą, którą każdy, bez wyjątku każdy powinien posiadać i pielęgnować. Jeśli nie posiada, nie dostał, zabrali mu, na którymś etapie życia, to jest absolutnym priorytetem, aby pracować nad tym na samym początku. Nie uczyć się języków i kończyć kolejne studia. Pracować ze sobą. Swoim postrzeganiem siebie. Na wszystko inne będzie czas. 


Bez tego nie ruszycie z miejsca. Ani na krok. Będziecie kręcić się w kółko i wiecznie wracać do punktu wyjścia. 

Świat jest pełen niedokochanych, niedoakceptowanych dorosłych dzieci, które wiecznie szukają potwierdzenia tego, że są ok, że mogą się podobać, zasługują na miłość, przyjaźń czy wreszcie szacunek. Jako dzieci, bierzemy co dają. Nie mamy wyjścia. Jeśli sami nie mają, to nie dadzą. Nie ma czarów. 

Ale jako dorośli, mamy dostęp do innych możliwości i narzędzi, możemy, wreszcie możemy, dać sobie, pokochać siebie i potem, dawać dalej: swoim dzieciom, światu, partnerowi. Ważne, żeby nie czekać, aż spadnie z nieba. Aż ktoś inny nam da. 

Jeśli siebie lubię, akceptuję i uważam za wartościową, dobrą osobę, nie daję się krzywdzić, oskarżać, nie tkwię w złych związkach, w toksycznej pracy, nie zgadzam się na byle co, nie zajmuję tematami zastępczymi, jestem szczęśliwy, zadowolony, szukam w życiu satysfakcji i ją znajduję. Dlatego, to takie ważne. 


Nie mylić z pychą

Znajdziecie na pewno ludzi (może sami tak uważacie),  którzy powiedzą Wam, że chwalenie się sobą, zadowolenie z siebie, zdania, które proponuje Dorota Wellman, to przejaw jakiejś megalomanii, chorobliwego samozadowolenia, powód do szczerego obciachu, a nie chwalenia się. Wyślijcie ich do diabła. 



Dorota Wellman / Wydawnictwo Pascal

Wellman nie jest pyszałkowata paniusią. Osoby, które mają i pielęgnują w sobie poczucie własnej wartości, lubią siebie i mają świadomość własnych zalet, znacznie częściej niż inne mają także świadomość swoich ograniczeń i minusów.

To, że siebie lubię, nie znaczy, że nie widzę tego co takie sobie. Że oceniam się od A do Z na 11 w 10 stopniowej skali. Po prostu wiem, co jest dla mnie, dla mojego życia ważne. Umiem stopniować to, co jest mi potrzebne. Umiem powiedzieć, że czegoś nie potrafię, nie osiągnę, ale to nie szkodzi.

Mogę coś innego. Kto powiedział, że nie mogę? Jakie on ma prawo mówić mi, że nie? Mam 53 lata, noszę rozmiar 44,  powierzchownością daleką mi do Ani Rubik ale "Ja nie mogę być modelką?!". A niby czemu nie? Dajcie spokój! Mogę! Kto mi zabroni?!

Bardzo gorąco zachęcam Was do tego, aby siebie naprawdę polubić i w razie potrzeby pracować nad poczuciem własnej wartości i zadowolenia z siebie. Będzie się Wam łatwiej funkcjonowało. We wszystkich aspektach życia. 

Jeśli uważasz ten artykuł za ciekawy i przydatny, podaj dalej :)
Dziękuję! 



Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Świetny tekst! Mam w planach kupić tę książkę w prezencie urodzinowym koleżance. Głównie ze względu na tematykę modową, ale widzę że książka ma też drugie dno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ma! Jestem zaskoczona, bo ja bym jej nigdy nie kupiła, dostałam ją w prezencie i pewnie puściłabym dalej, ale zaczęłam czytać. Dorota Wellman ma moc :)

      Usuń
  2. Ja tam dowartościowana i lubiąca siebie (pracowałam nad tym, żeby nie było!), ale na książkę chyba się skuszę:)
    A tekst jak zwykle - w punkt:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez już jestem na etapie, ze siebie bardzo lubię. Ale mam 35 lat i juz mogę, to nie jest takie łatwe, jak ma się 20 i nic się nie wie o sobie, życiu i świecie. Jestem przekonana, że to z wiekiem przychodzi. A Dorotę Wellman lovam normalnie. Za normalność właśnie, w świecie fleszy. To rzadkość jednak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście nie wiemy nic o byciu w czyjejś skórze, nie wiemy, jakie technicznie jest życie Pani Doroty.
    Czasami jednak mam nieodparte wrażenie, że to wszystko, o czym się czyta - czy to w jej książce, czy tutaj na blogu - to historie dla ludzi, którzy nie muszą walczyć o byt. Oni są bezpieczni materialnie, mają pracę, ciepłe mieszkanie, rodzinę i tylko sobie pracują nad sobą i odkrywają co rusz to nowe aspekty szeroko pojętego jestestwa...
    Powiedzmy to tym, którzy walczą w sądzie o prawa, którym zabrano bliskich, których nie stać na kanapkę z szynką dla dziecka do szkoły, tym, których oszukano. Jak wytłumaczyć komuś, kto nie skrzywdził innych, że ot co - tak ma być, jego skrzywdzono i tyle, nie mamy na to wpływu, ale możemy sobie powiedzieć - hohoho!!! jesteś wspaniała, polub siebie, uwierz w siebie, to nic, że inni robią ci na głowę i zachłystujesz się kupą, którą los zagarnia do twych ust! Udałaś się światu! To musi być po coś.....
    Kiedyś czytała taki artykuł o przyjaciółkach, które dbały o swój rozwój osobisty, zgłębiały element duchowy swej egzystencji, pracowały nad sobą w przeróżnych aspektach, troszcząc się o samoświadomość, wgląd w siebie i kultywowanie wdzięczności, szczęścia itp.
    Aż jednak z nich zachorowała, a druga urodziła dziecko.
    I co? Obie stwierdziły, że oto przyszło na nie prawdziwe życie - na pierdoły nie ma już czasu.
    Czy nie sądzicie, że to także prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,
      Oczywiście, że życie nie składa się tylko i wyłącznie z rozważań o rozwoju osobistym i poszukiwania tajników egzystencji.
      Nie zgadzam się jednak, że to sa rozważania dla ludzi, którzy " nie muszą walczyć o byt".
      Nie znam wszystkich czytelników bloga, wiem jednak, że tylko 3 % Polaków zarabia powyżej 2 progu podatkowego, czyli ponad 85 tyś rocznie. Reszta mówiąc twoim językiem, raczej "walczy o byt". A jeśli nie walczy, bo ja tego słowa nie lubię, to pracuje, po prostu, czasem zarabiając dobrze, czasem średnio, a czasem słabo. Tak już jest. Liczba tych, którym coś spada z nieba jest znikoma. Większość z nas, większość czytelników tego bloga to normalni ludzie, tacy, którzy mają dzieci, przydarzają się im choroby, trudności, utrata pracy, bliskiego, samotność, skrzywdzenie. Kiedyś napisałam taki tekst o tym, że wszyscy mamy przesrane. I tak dokładnie jest. Nie znam nikogo, kogo w życiu nie spotkałyby takie czy inne trudności. Trudne dzieciństwo, kalectwo własne albo kogoś z rodziny, choroba, śmierć, długi, wypadek, nałóg, oszustwo, skrzywdzenie itp. Nie podejmuję się stopniowania kto ma gorzej. Zresztą więcej o tym, w tym właśnie tekście.
      W sytuacjach gdy nam trudno i źle, jeszcze bardziej potrzebujemy oparcia w sobie i miłości do siebie, właśnie po to, żeby nas ten świat nie przygniótł, nie zniszczył, nie odebrał reszty ochoty na życie.
      Ale nie każdy tak przecież musi. Po to mamy wolną wolę, żeby wybierać.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Co by kto nie mówił ja tam lubię tą Wellman. Fajna uśmiechnięta babka no i o to właśnie chodzi. Żeby być z siebie zadowolonym trzeba pokjazać klasę i jak ktoś coś będzie miał powiedzieć ja to się światu udałem/am a ty co osiągnełaś/eś, że mnie krytykujesz?. Pozdrawiam tych, którzy wiedzą o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Darku ,
      czuję się pozdrowiona, serdeczności :)

      Usuń
  6. Cześć ! :) Chciałbym Ci powiedzieć, że bardzo fajnie piszesz, lubię wchodzić na Twojego bloga i czytać to co masz nam do przekazania bo naprawdę masz talent, a ten posiada mało kto. Coś o tym wiem, możesz mi wierzyć, śledziłem już niezmiernie wiele blogów i ich kariery, a Tobie wróże naprawdę świetlaną przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adam,
      dziękuję Ci serdecznie, miło to słyszeć :)
      Dziękuję, za ten komentarz!
      Pozdrawiam,
      Małgosia

      Usuń
  7. Jakie Ty mądre rzeczy piszesz... :) Pochodzę i mieszkam w niewielkim mieście, wśród mojego pokolenia 30-latków, tych którzy tutaj zostali nadal panuje przekonanie, że niewiele już w życiu jest do osiągnięcia, że dom, praca, rodzina to maksimum tego co mogli osiągnąć i na pewno w niczym nie są "fantastyczni". Nie wychylają się, nie chwalą tym co potrafią, nie starają się tego pokazać i ciągle oglądają się wokół z pytaniem, CO LUDZIE POWIEDZĄ?? A jeśli już postanawiają "coś" zrobić, to tak jak piszesz, szukają potwierdzenia, szukają akceptacji w oczach innych. Czy Ci inni są ważniejsi od Nas samych?
    Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad kolejnym aspektem, który poruszyłaś w swoim artykule... Jak są postrzegani ludzie, którzy wierzą w swoją "niesamowitość"? Jestem "rękodzielnikiem", od pewnego czasu bardziej angażuję się w to co robię (mam swój cel i dążę do niego :) a co za tym idzie prezentuję swoje prace na popularnym portalu społecznościowym, i co widzę, chyba nie mam znajomych żadnych :) Spotykam się z masą ciepłych słów, że to co robię jest ładne i pozytywne, ale.... piszą to ludzie OBCY, nie Ci z którymi razem pracuję, których mijam na ulicy, których znam od zawsze. (?) Oni jakby... sama nie wiem, może chodzi waśnie o tą moją domniemaną megalomanię, zadufanie w sobie... Tak naprawdę to nie ma znaczenia, ale dlaczego łatwiej pochwalić kogoś, kogo się nie zna,tak na odległość, dlaczego, odnoszę takie wrażenie, tematem tabu jest czyjś sukces czy talent? Dlaczego ludzie, nie potrafią podejść do kogoś i tak po prostu klepiąc go po plecach, powiedzieć, super, że dostałeś taki talent, wykorzystaj go jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu,
      Dziękuję Ci za komentarz:)
      Temat bardzo szeroki i dobrze mi znany. Myślisz, że gdy zaczynałam pisać, spotykało się to z akceptacją i zrozumieniem? Do dziś chyba wielu moich znajomych traktuje to jako wstydliwe dziwactwo ;)
      Dlaczego tak jest? Wiesz, pewnie powodów jest masa. Nie bardzo jednak widzę sens je analizować, bo zobacz, co nam to da? Czy to kogoś odmieni? Czytałaś linkowany ostatnio przeze mnie wpis o brzydkim kaczątku? To jest znany, nie tylko w bajkach motyw, że Ci, którzy się wyróżniają, nie maja łatwo. No i że zawsze się znajdzie gdzieś taka zagubiona zygota, która się urodzi nie w tej rodzinie, nie w tym miasteczku, spotka nie tych ludzi, z którymi odczuwa pokrewieństwo dusz. Tak jest, po prostu. Na szczęście dziś możemy także wirtualnie szukać swojej wioski - i zbliżać się do tych, którzy myślą podobnie, współodczuwają i mają podobne wartości.
      Robić swoje, ot tyle:) A że nie wszyscy klaszczą? Jej, gdyby nam przyszło na to czekać to wiesz ;) Szkoda życia!

      Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów!
      Małgosia

      Usuń
  8. A ja sie nie wychylam bo jesli powiem cos negatywnego o tej pani to mi sie oberwie... wiec sobie czytam artykuly i komentarze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oberwie, bo nie mam tego w zwyczaju, ani nikomu na to nie pozwalam zbytnio. Ale mam też taką zasadę, że jeśli nie mam nic dobrego do powiedzenia o kimś, to wolę nic nie mówić. Po co mam mówić źle? Coś mi to da? Coś to komuś zaszkodzi? Świat jest i tak dość złośliwym miejscem bez mojego hejtu ;)

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)