Więc chodź, pomaluj mój świat..

/
15 Komentarzy


Ciało to "mój" temat. Pisałam o nim wielokrotnie, ostatnio w ważnym tekście o tym, że świat staje nam kością w gardle, czy jak kto woli bikini. Moje własne ciało: latami spychane na margines, nielubiane, osądzane przeze mnie samą, odstające od kanonów i wymagań, dało mi najcenniejsze w moim życiu lekcje. Ciągle się uczę i wiele mu zawdzięczam. 

Odkąd umiem je akceptować i żyć z nim w symbiozie mimo, że nie zawsze mnie słucha, odwdzięcza mi się po stokroć. I to widać i czuć. Naprawdę. Żadna w tym magia. 





Idealne, nieidealne

Podobno najpiękniejsze kobiety, to wcale nie te, które mają idealne kształty, perfekcyjną linię warg, najbujniejsze włosy i nieskazitelną cerę, ale te, które SIEBIE LUBIĄ. Emanują naturalnym pięknem i nie tracą czasu na kompleksy. 

Warto, bardzo warto o siebie dbać, także zmieniać, gdy to nam pomaga, ale bez akceptacji tego co jest, bez miłości do własnego ciała, które codziennie nam służy, wspiera i umożliwia korzystanie z tego wszystkiego co w życiu piękne, nie ma to żadnego sensu i nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. 

Naprawdę: dbanie o siebie dobrze zacząć od porządków w głowie i pokatalogowania tego CO O SOBIE MYŚLĘ, CO CHCĘ MYŚLEĆ I DLACZEGO? 




... na żółto i na niebiesko

Osobiście, prawie się nie maluję. Ale z przyjemnością korzystałam zawsze z okazji, aby zrobić sobie profesjonalny, delikatny makijaż. Dlatego z wielką radością dałam się zaprosić na lekcję makijażu, która przeprowadziła dla mnie Ewa Rzyczniak

Czy warto się malować? Moim zdaniem warto. Nie, nie dla innych. Nie, nie dlatego, że należy ukrywać niedoskonałości.  Warto po prostu dla siebie. 

Umalowana, czuję się piękniejsza. Makijaż dodaje kobietom pewności siebie i odwagi. Rozświetla, rozwesela, pomaga, podkreśla to co naturalnie piękne. Jeśli to takie proste, a do tego łatwo dostępne, to czemu sobie tego nie dawać? 

Od dziś, na pewno będę malować się odrobinę częściej. I Wam też polecam. 
Lubicie, nie lubicie?  Macie swoje ulubione triki?  Z jakich powodów używacie, bądź nie używacie makijażu? Podzielcie się! I napiszcie, jak się Wam podoba :) 







Za lekcję i zaproszenie dziękuję Ewie, właścicielce salonu Yasumi w Warszawie i ETRE w Legionowie


Zobacz również

15 komentarzy:

  1. Gosiu, jesteś piękna!:) I tekst piękny:) / Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Maluję się, a jakże. Dokładnie z tego powodu, o którym piszesz: dla siebie. W ogóle jakiś czas temu doszłam do wniosku, że jeśli chcę coś w sobie zmienić, to fundamentem działania powinnam być ja sama. Taki zdrowy egoizm. Nie zmieniać się dla kogoś, dla mężczyzny, dla ludzkiej akceptacji itp. Jeśli coś zrobić, to dla siebie. Wtedy jest to najmocniejsze. Dlatego dla siebie się maluję i dla siebie schudłam. Dla siebie zmieniłam kolor włosów. Czuję się lepiej w moim ciele. Mam problem z akceptacją samej siebie, to mój największy problem, ale akurat u podstaw tych zmian brak akceptacji nie leżał. Tylko własnie chęć odmienienia siebie.
    I jeszcze jedno: bez porównania lepiej zaczęłam się czuć, kiedy stwierdziłam, że mam głęboko gdzieś, czy komuś się te moje zmiany podobają czy nie. Zdanie innych od pewnego czasu (od niedawna) jest mi doskonale obojętne. Co za ulga! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak. jest wielka wolność i święty spokój ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna kobieta, i ciało i dusza piękne:)
    Ja też swoje ciało traktowałam po macoszemu. "Odwdzięczyło" mi się i zmusiło, żeby się nim zająć. Na razie się poznajemy i staramy polubić;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię siebie umalowaną, ale nie maluję się chyba z lenistwa. Co jakiś czas obiecuję sobie, że w końcu zacznę. ale potem mi się odechciewa. Bo makijaż trzeba wieczorem zmyć, a ja często padam razem z Wojtusiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem trzeba od tego odpocząć :) Kiedy A. była maleńka, nie tykałam kosmetyczki ;)

      Usuń
  6. Kiedyś malowałam się mocno i dużo, trochę żeby zakryć niedoskonałości a trochę dla wyostrzenia siebie (jak to u blondynki z jasna oprawą oczu)... Po urodzeniu dziecka przez rok byłam w domu i nie w głowie było mi malowanie. Jak wróciłam do pracy zaczęłam się malować mniej, bo czułam się sztucznie, przeszkadzała mi nawet cienka warstwa kosmetyków, czułam się zmalowana a nie umalowana. Ostatnio coraz częściej lubię podkreślić oko, czy musnąć policzki różem, czuje się wtedy bardziej zadbana... Ale kosmetyków mam dużoooo mniej niż jeszcze 2-3 lata temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam do teraz podkład, tusz i cienie ;)

      Usuń
  7. A malowania trzeba się uczyć. Warsztatowo i ideowo. Aby umieć makijaż wykonać i wiedzieć w czym nam najlepiej. ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też piszę o ciele. O jego puszystej, wypukłej i miękkiej części, którą trzeba mocno kochać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Elizabeth: Małgosiu, mi się podobasz nieumalowana. Widzę wtedy, jak Ci się pięknie oczy śmieją-można niemal w nich dojrzeć TwojA duszę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Malgosiu piekno duszy zawsze widac na twarzy umalowanej czy tez nie. ja osobiscie w ogole sie nie maluje, nie lubie ale lubie miec umalowane paznokcie :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)