Co przeszkadza szczęściu?

/
13 Komentarzy


O ile trudno znaleźć receptę na szczęście, o tyle ta na to, aby uczynić się z dużą dozą pewności nieszczęśliwym i niezadowolonym, jest dość prosta. Pewne nawyki, sposoby zachowań, skazują nas na oczywistą frustrację, a ta rodzi niezadowolenie z życia i naszego w nim miejsca. Jeśli się je wyeliminuje, mamy szansę na to, aby odwrócić ten proces. 

Oto trzy zestawy zachowań, które robią nam najgorzej:


     1. Zadowalanie się wyłącznie tym, co znane i oswojone

Czyli potocznie rzecz ujmując pozostawanie w bezpiecznej, odrobinę rozdeptanej strefie komfortu. Strefa komfortu to nie to samo co komfort, pojmowany jako wygoda, umiłowanie rzeczy miłych, ładnych i przyjemnych. Je lubimy wszyscy i trudno nam się dziwić. To postawa przyjmowania i wybierania wyłącznie tego co znane i dziesiątki razy przez nas doświadczone. Strefa, w której życie przysypia, bo nie ma nic do roboty. 

Paradoksalnie, strefa komfortu często wcale nie jest komfortowa. Może nią być np. bardzo zła praca, której nie zmienia się latami, bo... może gdzie indziej będzie jeszcze gorzej, może mnie zwolnią, albo oszukają? Może nią być także nałóg, który tłumi nasz ból. Trudno powiedzieć, żeby było to miłe, dobre miejsce, ale coś nam daje, poza tym, że przede wszystkim nas niszczy. Trzeba odwagi, aby stamtąd wyjść. 

Jeśli się nie rozwijasz, nie podejmujesz ryzyka, nie zaczynasz, nie kończysz, nie jesteś w ruchu, to prawdopodobnie utknąłeś w strefie komfortu. Więcej o niej TUTAJ. 


   2. Strach przed pomyłką, przed błędami


Zamiast uczyć dzieci, że pomyłka jest tylko drogą do sukcesu, uczymy je, że wstyd się mylić, a błędy popełniają tylko fajtłapy. Wielu genialnych naukowców, mawiało, że znacznie więcej nauczyły ich popełnione przez nich błędy niż odniesione sukcesy. 

Za strachem przed porażką, stoi nasze Ego, które strasznie nie lubi się mylić. Nadyma policzki i robi miny. Podejrzewa, że wszyscy się z niego śmieją. Życie w cieniu Ego, życie w wiecznej obawie, że się nie uda, nie ma sensu. 

Nie uda się, to się nie uda, spróbuję inaczej, jeszcze raz. Przewrócę się? To się podniosę. Wyśmieją mnie, to świetnie, pośmieję się z nimi, śmiech to zdrowie, a potem zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni. 

Obiektywnie nie istnieje coś takiego jak ostateczna porażka. Czasem tylko droga do sukcesu, składa się z wielu przystanków. 



  3. Zamartwianie się opiniami innych

Wiąże się przede wszystkim z naszym umiłowaniem afiliacji, czyli przystosowania  się do  wymogów  społeczeństwa. Potrzeba podobania się, przynależności do grupy, jest niezwykle silnym, biologicznym mechanizmem, który kiedyś gwarantował nam przetrwanie.  Dlatego tak mocno liczymy się z opiniami innych ludzi i staramy się wybierać i postępować tak, aby się im podobać, zaskarbić sobie sympatię i uznanie. 

Problem w tym, że nie zawsze to co podoba się wszystkim innym, jest naszą własną drogą. Niekoniecznie to co innym wydaje się dobre dla nas, rzeczywiście takie jest. 

Pamiętajcie, że wszyscy, w kontaktach z innymi załatwiamy także swoje interesy. Nie ma w tym żadnej teorii spiskowej, nie ma oskarżenia, tak po prostu jest. Dlatego projektujemy na innych nasz własny punkt widzenia i określamy w nim pewne rzeczy jako dobre, złe, zagrażające, korzystne albo obojętne. 

Podążanie za swoim życiem i marzeniami, czasami oznacza pójście nieuczęszczaną ścieżką, wbrew temu co wydaje się najbardziej oczywiste. 

Zauważcie, że ludzie niezwykle często zmieniają opinie, kiedy nam się powiedzie. Wtedy mówią: "wow, miałeś rację, miałeś odwagę, rzeczywiście na początku to wydawało się niemożliwe"

Opinia jest jak chorągiewka na wietrze.  Naprawdę szkoda życia na to, aby siedzieć i się w nią wpatrywać. 


***

Podobno wszystkie ludzkie emocje, w ostatecznym rozrachunku sprowadzają się do strachu i do miłości. Strach, bardzo często jest tylko projekcją, którą łatwo pokonać, kiedy na pierwszy plan wychodzi miłość i wiara w to, że dobre samopoczucie, szczęście, optymizm to rzeczy na które zasługujemy i które możemy sami sobie dawać. 

Nie martw się, nie bój się porażki, nie przejmuj się opiniami wszystkich wokół i pokochaj życie poza strefą komfortu. Wtedy będzie dużo łatwiej. Wtedy szczęście, to codzienne, zwyczajne, stanie się czymś znacznie bardziej dostępnym. 





Zobacz również

13 komentarzy:

  1. A propos strefy komfortu, to dobrze jest sobie zadawać pytanie o to, kiedy ostatnio zrobiło się coś po raz pierwszy. Im więcej mamy lat, tym częściej to pytanie jest przydatne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jak mi potrzeba było uświadomienia sobie tego po raz kolejny! Bardzo, bardzo ważne!!!
    A tak w ogóle to taka ironia losu:
    W korpo było takie szkolenie, na które strasznie nie chciałam iść, bo tu plany sprzedażowe, tu trzeba się spinać, a tu człowiek na dwa dni wyautowany, bo jakieś szkolenie. Po diabła mi ono. Poszłam, wzięłam udział. To było właśnie szkolenie mówiące o wychodzeniu ze strefy komfortu, o stawianiu sobie ambitnych celów, o sięganiu wyżej. Dokładnie tak, jak Ty to opisałaś. Tam również zetknęłam się po raz pierwszy z panem Walkiewiczem (w wersji youtube'owej ;) ). Ironia polegała na tym, że to było ostatnie moje szkolenie w korpo. Cztery miesiące później złożyłam wypowiedzenie (ale jak to? Jedne z najlepszych wyników w kraju! Zwariowałaś?! Teraz odchodzisz?) i opuściłam moją strefę komfortu, wypływając w nieznane. I co? I nadal utrzymuję się na powierzchni ;) Bałam się jak cholera, trzęsłam portami, ale szkolenie, które odbyłam, paradoksalnie zmotywowało mnie wewnętrznie do opuszczenia firmy, a miało mi po prostu pomóc w osiągnięciu jeszcze lepszych wyników sprzedażowych.
    Co teraz? Teraz robię to, co lubię, moje dzieci widzą mnie więcej niż tylko godzinę rano i godzinę wieczorem, moje małżeństwo przeżywa drugą młodość, moja lodówka nadal ma w środku żarcie, mało tego, finansowo wychodzę lepiej niż w korpo ;) Jak długo się to uda, nie wiem (udaje się od pół roku, zobaczymy, co dalej), ale jednego jestem pewna: warto było. Warto było opuścić strefę komfortu, zaryzykować i sprawdzić, co jest dalej. Bo coś być musi, do cholery, za zakrętem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krusz,
      dzięki, że o tym napisałaś tutaj :)
      Mamy masę okazji, wiadomo, że nie wszystkie wypalą, ale to nie oznacza, że nie trzeba próbować.
      Zawsze uważałam, że piosenka o tym, że "ja jestem proszę pana na zakręcie", to dobra piosenka :)

      Usuń
    2. Gratuluję Ci!!! :-)

      Usuń
    3. Gdyby się w korpo o tym dowiedzieli... jaki w pływ miało na Ciebie to szkolenie...

      Usuń
  3. Właśnie. Jacek Walkiewicz powiedział, że po prostu nauczył się żyć ze strachem. Boi się i robi, a poprzez taką postawę po prostu ....... doświadcza życia.
    Ludziom po prostu brakuje głodu życia. A ten zakłada z góry przeżycia różne - dobre, złe, bolesne, smutne, radosne, rozkoszne, dziwne i tak dalej. Doświadczanie życia........ Doświadczanie życia...... ot co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie brakuje im głodu, tylko uciszają do fast foodem.. Kiedy doświadczy się czegoś prawdziwszego, wtedy apetyt na byle co idzie precz:)

      Usuń
    2. Tak, tak. Tylko najpierw ta zgoda na danie sobie szansy....... i pokonanie strachu przed nowym smakiem....

      Usuń
  4. Dokładnie to co opisałaś pojawia się w moim życiu, dzięki Tobie utwierdzam się w swojej pewności, że nie jestem jedyną osobą, która myśli w ten sposób. Często nie ma siły, żeby
    odeprzeć smętne myśli, gdy dookoła nie ma wsparcia. Ja nie znam takiej osoby, która myślałaby w ten sposób i umiała tym żyć z przekonaniem. Często czuje się z tym bardzo samotna, a nawet czuje się czasem jakbym była z kosmosu:)
    Pozdrawia serdecznie
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, witaj wśród nas kosmitów;) Jest nas więcej :)

      Usuń
  5. Gdy tylko zaczynam się hamować i szukać sobie wymówek, przypominam sobie, że tkwię w strefie komfortu i czas ja opuścić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Małgosiu - po raz kolejny dziekuję. Idealnie Pani trafiła z tematem, bo strach mnie ostatnio paraliżuje i uświadomiła mi Pani, że ja po raz kolejny boję się opuścić swoją strefę komfortu. Jakiś czas temu zostawiłam pracę - umowa na stałe, perspektywy w moim mieście marne, więc co niektórzy patrzyli na mnie jak na wariatkę. A ja musiałam coś zmienić, wyjechałam na parę miesięcy do UK i mimo powrotu do Polski i borykania się teraz z myślami "co calej", nie żałuję tamtej decyzji. Wyszłam ze swojej strefy komfortu i podjęłam wyzwanie. Czas podjąć kolejne :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)