Jak siostra, siostrze

/
22 Komentarzy




Tego już nie ma. Zgubiło się w cywilizacji. Zapadło pod ziemię i próżno drzeć ją gołymi rękami. Solidarność kobiet w wydaniu europejskim, jest mitem. Nasza bliskość jest bliskością z oddalenia. Coraz mniej intensywną i żywiołową. 


Co się z nami stało? Czy naprawdę przestałyśmy być sobie potrzebne? A może tak tylko nam się wydaje?


Jak stworzyć prawdziwą relację? Co nam stoi na drodze?

Pisałam o tym wielokrotnie, ale sama mam potrzebę przypominania. Nie da się stworzyć i utrzymać satysfakcjonującej obie strony relacji bez otwartości i woli zrozumienia po obu stronach. Jeśli dobra wola spotyka się z manipulacją i przemożną walką o to, aby stanęło na moim, to nie ma szans na dobrą, autentyczny związek, przyjaźń, koleżeństwo czy miłość. 

Jeśli w miejsce prawdziwej rozmowy wstawiamy ocenianie i udowadnianie, że moje jest mojsze niż twoje i wiem na pewno lepiej od Ciebie, co jest dobre, co złe, co powinieneś, co musisz, to nie ma tam miejsca na żaden sensowny dialog. 

W takim układzie nie ma możliwości aby się dogadać. Nie z każdym się da. Nie każdy chce. Nie chodzi o to, że za mało się starasz.

Wchodzimy w związki z ludźmi z różnym bagażem, z różnymi oczekiwaniami. Czasem nie da się rozmawiać. Po prostu się nie da. To też trzeba przyjąć.
Czasem serce pęka mi z żalu, ale odpuszczam kontakty i relacje, zwłaszcza takie, w których naprawdę nie widzę woli porozumienia, a wyłącznie próby siłowego wpłynięcia na mnie, moje życie, wybory, uczucia. 

Jeszcze nikt manipulacją nie stworzył niczego wartościowego. NIKT. Tak się nie buduje. Tak się burzy. 

Często wynika to nie ze złej woli, ale z niewiedzy i nieumiejętności budowania prawdziwych kontaktów międzyludzkich. Tego nas nikt nie uczy. A to także, jak wszystko, wiedza którą można przyjąć lub odrzucić. 


Dlaczego potrzebujemy wzajemnego wsparcia i jak je dawać?

Oceniamy się nawzajem, oskarżamy, pouczamy, a rzadko naprawdę rzadko oferujemy sobie prawdziwe, szczere autentyczne wsparcie. Myślę, że właśnie na tym fundamencie powstała przepaść pomiędzy kobietami, którą dziś obserwujemy.

Nie potrzebujemy miałkich związków, ani płytkich znajomości. Jeśli są, to dobrze, ale to nie one stanowią o jakości życia. Potrzebujemy głębszych relacji i poczucia, że możemy na sobie polegać. To daje nam siłę, poczucie bezpieczeństwa i obłaskawia strach przed samotnością i opuszczeniem. 

Relacja, to nigdy nie jest tylko branie, albo dawanie. To nie jest też życie obok siebie, brak emocji czy wystudiowana obojętność. 

cc by R. Waddington





















Stella Gonet, blogerka, autorka tekstu "Kobiety zostają", przytacza historię, która symbolicznie pokazuje różnicę w stosunku kobiet czarnych i białych do siebie wzajemnie. 

Biała sprzedawczyni kwiatów, widząc ją z dzieckiem w chuście i z siatkami pod pachą, mówi: "Weź wózek, kobieto!" . Jest w tym, bez względu na intencje, jakieś poczucie wyższości, rada, o którą nikt nie prosi, wola wtrącania się w czyjeś życie, która do relacji  nie wnosi absolutnie nic. 

Ile razy to słyszałyście dziewczyny? Ile razy wasze mamy, babcie, sąsiadki, panie w parku, obdarzały Was takim oceniającym frazesem, taką gorzką uwagą, przemądrzałą radą, która co najwyżej podnosi ciśnienie? 

Czarna kobieta, stojąca na progu zakładu fryzjerskiego, w tej samej sytuacji mówi: „Take care, Sister”: Dbaj o siebie Siostro, uważaj na Siebie. 

Jest w tym moc i dobra wróżba, dobre życzenia, prawdziwa kobieca solidarność. 



Tęsknota za kobiecą solidarnością


Tak bym chciała, abyśmy mogły od nowa, znaleźć w sobie tą kobiecą, siostrzaną solidarność. Tak bardzo jej nam brakuje. Dlatego odczuwamy wyobcowanie, bywamy samotne i ślepo gonimy za miłością. Dlatego chodzimy na manowce autentycznych relacji i tak często nabieramy się na to co błyszczy i obiecuje spełnienie, a potem pozostawia z trudną do zniesienia pustką. 

Chciałabym zaapelować, chociaż wiem, że w apelach mieszka emfaza. 

Dbajcie o siebie Siostry. Bądźcie dla siebie dobre. Bez oceniania, które oddala, bez wymądrzania się, bez porównań i stawiania się pod ścianą krytyki. 

Nie ma już kobiecej solidarności, ale jest tęsknota za nią. 

Kto wie, co się z niej narodzi? 

Może nic jeszcze nie jest stracone?




Zobacz również

22 komentarze:

  1. Masz dużo racji. Kiedy czyta się ten post o czarnych i białych kobietach, widać wyraźnie przepaść, jaka nas dzieli. Aż poczułam tęsknotę za tą naturalną kobiecą wspólnotowością, którą my już zatraciłyśmy. Za tym ciepłem i bliskością :)
    Ale myślę, że my europejskie kobiety, też potrafimy się jednoczyć. Może różnica tkwi w tym, że nie przynależymy już do tych naturalnych, kobiecych wspólnot, z których wyrastamy. Nauczyłyśmy się emancypować od naszych mam, babć, ciotek i sąsiadek. Ale na różnych etapach życia, my kobiety cały czas wybieramy inne kobiety, które nam towarzyszą. Jednoczymy się na różne sposoby, od przyjaźni po stowarzyszenia i partie polityczne. I to są naprawdę silne więzy, relacje, które świadomie podtrzymujemy i pielęgnujemy.
    Być może gdzieś w nich pobrzmiewa ta pierwotna tęsknota za dzieleniem się życiem z kobietami i wśród kobiet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, nie przeczę, że bywają: ale dawno już nie jesteśmy tą jedną tkanką...

      Usuń
  2. Dziękuje Ci za ten tekst.
    Wyczekuje takiej siostrzanej relacji. Staram się nie być bierna, nie zostawiam wszystkiego w rękach innych. Słucham, czytam, poznaje siebie. Staram się być towarzyszem/partnerem nie z przymusu, a z chęci. Choć tęsknoty cały worek, to nadziei jest nie mniej.
    To tak ważne, żeby najpierw siebie polubić, dać sobie szanse na szczęście.
    Akceptacja siebie rodzi wspaniałe relację z kobietami.
    Jestem na początku drogi, dałam sobie w końcu nadzieje na lepsze jutro. Ulga.
    Jeszcze raz dziękuje Ci za te przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosiu, dziękuję za ten piękny i ważny tekst!!!:)
    Ściskam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Elizabeth: Małgosiu, to co napisałaś jest bardzo prawdziwe. Ja też tęsknię za moimi siostrami ( tymi rodzonymi i przyszywanymi) tak bardzo pędzą za pieniądzem i nie mają już ducha. Jaka ironiczna jest ta nasza cywilizacja; im więcej mamy, tym mniej jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu, dbaj o siebie Siostro :-*
    Dziękuję, że piszesz to wszystko.

    Iwona G

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nie ma już kobiecej solidarności...". Czy ona tak naprawdę kiedykolwiek była?
    Ania G

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dawno temu... ciągle jest, tu i tam, u nas tylko w gościach.

      Usuń
  7. od zawsze pragnąca mieć siostrę, tę rodzoną, bez skutku. I w sumie w wielu znajomych - kobietach szukam jej cząstek. Zbyt często za bardzo ufna, licząca na więcej niż można dostać, później kuląca ogon pod siebie, do następnego razu. I znowu nadzieja na siostrzaną chemię i bliskość, czy tym razem się powiedzie? Dzięki za ten tekst. E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała siebie☺

      Usuń
  8. Ja mam siostrę, która jest ode mnie młodsza i bardzo się cieszę że ją mam! ;) Nie zawsze jest dobrze, są dni gdy się unikamy a są dni, gdy chodzimy razem na zakupy trzymając się za ręce jak przyjaciółki. Uważam, że rodzeństwo to wielki skarb, którego często nie doceniamy. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja siostra jest moją największa przyjaciółką i powiernicą. Wiem, że mogę na nią liczyć, zawsze mi pomoże i doradzi. Wprawdzie jest młodsza ode mnie o 6 lat, nigdy nie mieliśmy problemów z dogadaniem się. Ona ma juz swoje życie, rodzinę, pracę, ale zawsze wiem, ze mogę na nią liczyć. Cieszę się, że ją mam i życzę każdemu takiej siostry,

    OdpowiedzUsuń
  10. Parenaście lat temu na życiowym zakręcie poznałam pewną dziewczynę.Wtedy ,w tym czasie była to dla mnie pomocna dłoń.Dłoń która wyciągnęła się bez pytania czy potrzeba.Bez słowa.Jesteśmy obok siebie już tyle lat.Ja się zmieniłam,ona też.Dzięki niej nauczyłam się asertywności.Zmusiła mnie do tego wyciągając rękę po wszystko co chciałaby ode mnie wziąść za free.Ustaliłam zdrowe granice i funkcjonujemy tak trochę na dystans.Lubię z nią rozmawiać,tęsknię za tym jak było na początku zanim wyszłam za mąż i zaczęła za dużo wymagać ode mnie.
    Musze zmienić swoje nastawienie w ogóle,nie tylko do niej.Piszesz,że za dużo oceniamy,krytykujemy.To prawda.Wieczny nachalny pęd masmediów do wtłaczania nas w ramy idealnej kobiety wymusił na nas krytycyzm na wszystko i wszystkich.Nikt nie jest idealny,wszystko jest krzywe i garbate wedle ich prawdy.To nie prawda.każdy jest inny i każdy ma prawo inaczej wyglądać.Nie tylko szczupłe wieszaki mają rację bytu.to dotyczy każdej dziedziny życia.To co jest inne wedle nas zasługuje na krytykę a nie na akceptację.Kobieta z dzieckiem w chuście będzie wytykana palcami i będzie dostawała "dobre rady..mięsożerca krytykuje weganina a weganin mięsożercę.Wieczny krytycyzm.A najbardziej krytykujemy samych siebie.Bo nie jesteśmy dość dobrzy,za grubi, za chudzi,za niscy itp.Bo inni są lepsi.
    Ostatnio strasznie się nastawiłam na 'NIE".Okropnie.Zaczęłam sama zauważać,że zamykam się w sobie i nic nie daję od siebie.Mąż i dzieci wyłączone były na szczęście z tej zamkniętości mojej na innych,ale reszta była poza nawiasem.
    Twoje słowa żeby odpuścić sobie i że moja racja jest najmojsza trafiły na podatny grunt.Odpuściłam.Matce,koleżance i pewnie paru innym osobom.
    Brakuje mi ich,ich bliskości jaka kiedyś była.Śmiechu bez powodu i życzliwych uwag.Chociaż koleżanka to zawsze miała tak,że ona ma zawsze rację :D Ten typ tak ma,ale można z nią funkcjonować.
    Pozdrawiam i dziękuję za optymizm płynący z tego bloga.Trafiłam tu bo potrzebowałam tego.Nic nie dzieje się bez przyczyny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Długo również tak myślałam. Ba - ja zostałam tak wychowana. W poczuciu konieczności budowania własnego imperium i poleganiu tylko na sobie. A jednak wiosną wzięłam udział w Latającej Szkole i już drugi raz uczestniczę w Latających Kręgach Wsparcia i jestem uczestniczką Latających Kręgów. I doświadczam ogromu energii kobiecej i wsparcia kobiecego. Niewiele razy miałam takie doświadczenia - to fakt. Ale to obecne pokazuje mi, że się da!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiele kobiet czuje, że muszą osiągnąć niezależność finansową lub chociaż etat. Prawda jest taka, że wciąż jest garstka takich pań, które chcą być utrzymywane. Mi się wydaje, że lepiej mieć swoje pieniądze i kupować sobie różne przyjemności, ale za swoje a nie za swojego faceta. Według mnie te kobiety, które chcą być utrzymywane nie wiedzą tak naprawdę co tracą, ponieważ niezależność jest super i warto o tym w pewnym etapie życia pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo widzę związek akurat z tym tematem , ale generalnie się zgadzam. Tylko znów: oceniamy się nawzajem. Jedne wolą tak, inne muszą tak, ktoś inny wybiera tak na chwilę, bo np. ma dzieci i chce z nimi być przez pierwsze lata życia. Nie stawiajmy się w pozycji: ja wiem lepiej co dla Ciebie jest dobre, jak jeszcze tego nie wiesz, to się przekonasz, itp. Niewiele w tym dialogu i empatii.

      Usuń
  13. Kobietz od zawsze byly ze soba solidarnie. Tak szczerze jesli cos mozna zarzucic to ewentualnie mezczyznom, ktorzy powinn brac przyklad z tego jak mozna solidarnie rozwiazywac swoje problemy nawzajem i wspierac sie w trudnych chwilach. . Kobiety poza tym sa duzo bardziej pozbierane od facetow moze jest to spowodowane tym ze mezczyzni pozniej dorastaja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm, masz racje, ze bliskosc siostrzana to w obecnym swiecie rarytas.
    Ale czy nie bierze sie to stad, ze nie chcemy juz patrzec dalej niz na czubek wlasnego nosa? Teraz najwazniejsze jest : ja i moje sprawy. Kobiety same odsuwaja sie od innych kobiet. Zeby czasem nie obciazac siebie sprawami innych: "bo za duzo mnie to kosztuje czasu, energi" "bo za duzo uwagi poswiecam sprawom innych" "bo mnie to obciaza, jak slysze/ uczestnicze w dyskusjach o sprawach dotyczacych innych kobiet, nie mnie" "bo chce sie skupic na sobie i swoich problemach, sprawach, rozwoju, zyciu" "bo sprawy innych (kobiet) za bardzo mnie w zyciu rozpraszaja i odrywaja uwage od innych waznych dla mnie rzeczy" "bo klopoty innych poprostu mnie nie obchodza"
    Kultura egoizmu, ot co. Albo moze nawet i egocentryzmu.

    A bliskosc siostrzana to nic innego jak otwarcie sie nie tylko na inne kobiety, ale takze na ich sprawy, problemy, zycie.

    Nie mozna zblizyc sie do innego czlowieka nie chcac jednoczesnie zblizyc sie do jego zycia. A niestety w dzisiejszych czasach czesto tak jest- ludzie chca sie przyjaznic, byc blisko (teoretycznie), ale jednoczesnie nie chca slyszec o sprawach innych.

    Poza tym bliskosc siostrzana wymaga prawdziwej sily wewnetrznej - a to dopiero luksus ;) Ale to juz inny temat.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Siostrzana bliskość oparta na wzajemności i szczerości to "towar" bardzo luksusowy, żeby nie powiedzieć unikatowy. Często bywa opatrznie zrozumiana...Chcę wierzyć, że istnieje naprawdę w takiej krystalicznie czystej formie, zachowując przy tym zasadę wzajemności i balansu...na razie bardzo zawiedziona jestem. Serdeczności dla wszystkich. Marzena M. Z Wr.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)