Do szkoły marsz! Czy tak powinno wyglądać nauczanie?

/
9 Komentarzy


Wrzesień -  początek szkoły, początek przedszkola. Pytam znajome i nieznajome dzieci, o to, czy się cieszą, z powrotu do szkoły? Czy lubią swoją szkołę? Odpowiedzi? - Nie, no co Ty! O Matko, nie lubię! Masakra! Czemu - dopytuję? - Bo trzeba do niej chodzić. Bo jest nudno. Strasznie głupia. Nic się nie dzieje. Nienawidzę klasówek. Trzeba odrabiać lekcje. Nie lubię się uczyć. 



Odpowiedzi układają się w długi ciąg opowieści o tym, jak szkoła zdaje się być stratą czasu, jak młodzi ludzie startujący dopiero w podróży jaką jest życie, uczą się, że nauka, rozwój, dowiadywanie się nowych rzeczy o sobie i świecie, jest czynnością nużącą, smutną i przede wszystkim pełną znoju. 

To jest porażka. Sromotna porażka systemu edukacyjnego. Nie tak powinno to wyglądać. 

Kolejną porażkę widać w statystykach. Z danych konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży wynika, że nawet około miliona dzieci ma za sobą tzw. epizod depresyjny (lęki, obniżony nastrój, utrudniony kontakt z rówieśnikami), związany z nauką. Milion to około 25 % wszystkich aktualnych uczniów, na wszystkich szczeblach edukacji. 

Jeśli nasze dzieci, dostają taki start w dorosłość, czemu mamy się potem dziwić depresyjnym, nie radzącym sobie z życiem dorosłym? 


Czego Jaś się nie nauczy...


To jakimi jesteśmy ludźmi, to wypadkowa wielu czynników, nie tylko szkoły. Ale to w niej uczymy się o sobie i świecie najwięcej. Bywa, niestety, że jest to wiedza bezużyteczna, bezsensowna, wielkim kołem omijająca to co zasadniczo najważniejsze i najistotniejsze.  Na przykład ten arcyważny fakt, że nauka, życie, może być dobre, fajne i przyjemne. 

Polska szkoła skupia się na programie, na zasadach, na równaniu pod linijkę. Tępi indywidualność. Kiedy lata temu zobaczyłam ten obrazek, pomyślałam sobie, że jest właśnie tak. 


Wszyscy mamy się uczyć tego samego, równamy do średniej. Czy to ma sens? 


Zamiast wzmacniać to co dobre w każdym z nas, równamy do średniej, opisanej w programie. Słoń nie nauczy się wspinać na drzewo, nie jest to kwestią jego dobrej, czy złej woli, szkoda wysiłku, szkoda zachodu, szkoda czasu. Może za to, to drzewo, albo przynajmniej spory konar dźwignąć własną trąbą -  wyczyn, którego na darmo oczekiwać po małpie, czy foce. 

Każdy z nas - absolutnie każdy -  ma jakiś talent, predyspozycję, coś co warto rozwijać, promować i co powinna wzmacniać w nas prawdziwa, sensowna edukacja. 

Na ten fakt, zwraca uwagę chociażby profesor Zimbardo, który podkreśla, że nauczyciele, system szkolny powinien szukać mocnych stron ucznia i starać się je rozwinąć, a nie wyśmiewać czy napiętnować jego niepowodzenia. 





Idzie nowe..

Wiele autorytetów w temacie, podkreśla, że szkoła, w dzisiejszym kształcie musi się zmienić, bo zwyczajnie nie kształci ludzi gotowych do życia w nowych czasach. To co liczy się przede wszystkim dziś, to elastyczność, umiejętność szybkiej konwersji swoich umiejętności, zdolność do przystosowania się do nowych warunków, kreatywność, otwartość, gen współpracy. Wcale nie akademicka wiedza, wcale nie wkuwane na pamięć formułki. 

Oceny, systemy ewaluacyjne, nie są tak naprawdę  potrzebne uczniowi. Zmuszanie do pracy, wdrażanie w system prawie niewolniczy, nie uczy wewnętrznej motywacji, nie daje energii do rozwoju: wręcz przeciwnie, osłabia i zniechęca. 

Jeśli znienawidzimy szkołę, z dużym prawdopodobieństwem znienawidzimy też pracę, każdy rodzaj wysiłku. Z takich dzieci wyrastają często galernicy, którzy czują, że życie to znój, męka i wieczna walka o przetrwanie. 

Najtrafniejszą analizę aktualnego systemu edukacyjnego, przedstawił jakiś czas temu Sir Ken Robinson. Bardzo zachęcam do obejrzenia tego krótkiego materiału:



Warunki

W szkole, nie chodzi o to aby było miło, tylko dla samej atmosfery. Stoi za tym coś znacznie więcej. Im mniej przyjazne, spokojne, serdeczne jest środowisko, w którym przebywamy tym trudniej jest nam czegokolwiek się w życiu nauczyć. Zwraca na to uwagę znakomity duński pedagog Jesper Juul. 

Im bardziej się nas poniża, w pracy, w szkole, im bardziej się kwestionuje nasze kompetencje, umiejętności, tym bardziej tracimy wiarę w siebie i w to, że jesteśmy cokolwiek warci, tym głupsi się czujemy. Obawa przed ciągła ewaluacją, przed oceną, naprawdę rzadko nas rozwija. W strachu nie możemy się sprawnie uczyć, poznawać ani wzrastać. Strach - mówiąc kolokwialnie, mało kiedy, na dłuższą metę motywuje-  częściej zwyczajnie odmóżdża. 

Jeśli mamy się rozwijać, my i nasze dzieci -  musimy eksperymentować, musimy mieć wolność do samodzielnego wyciągania wniosków, próbować, konfrontować się z rzeczywistością, a nie zamykać na nią w akademickich rozważaniach o czasach, które dawno odeszły. 


Zmiany..

Na szczęście, coraz więcej ludzi widzi świat i edukację we właściwym świetle. Na szczęście, pomału, sporo zaczyna się zmieniać. Nowym trendem jest choćby edukacja domowa, szkoły demokratyczne, czy rosnąca popularność szkół waldorfskich czy w nurcie pedagogiki Montessori. 

Jak zwykle, wszystko zaczyna się od świadomości.

 Sama świadomość jednak nie wystarczy: trzeba działać, trzeba wspierać dzieci i wymagać od systemu, aby brał pod uwagę także nasz głos. 

Napiszcie o swoich doświadczeniach ze szkołą. Co się zmieniło? Co jeszcze, waszym zdaniem wymaga pilnej naprawy? Jakie życiowe umiejętności powinien wspierać system edukacji? 

Warto mówić o tym co ważne: warto także szukać konstruktywnych rozwiązań. 
Bez nas nic się nie zmieni. A zmieniać warto: przyszłość jest w końcu w naszych rękach. 



Zobacz również

9 komentarzy:

  1. Mnie dziwi to, że wszyscy to wiedzą, nikt nic nie robi, a każdy oczekuję, że inni coś zaczną.
    Boli mnie też, że rodzice często zachowują się tak, jakby nie zależało im na dobru własnych dzieci - nie interweniują, nie wdają się w dialog, nie uczestniczą, czasem nie robią nic usprawiedliwiając się tym, że lepiej siedzieć cicho, żeby nauczyciel na dziecku się nie mścił.
    Problemem też jest frustracja nauczycieli. To bardzo oddziałuje. Na dzieci i na innych uczących.
    Jednak działać trzeba. Z własnych doświadczeń wiem, że warto. Dzieciom wtedy pokazujemy, że interesujemy się ich życiem, tym, co w szkole, że chcemy w tym brać udział, prezentujemy własne postawy.
    Inną rzeczą jest też to, że obecnie szkoła to głównie producent biurokracji. Problemem są pieniądze i ciężar, który przez to dźwigają gminy.
    Ale jak to mówią - najważniejsze, żeby się chciało chcieć. I o to chodzi.
    Życzę wszystkim nowej energii, silnego ducha i wielu wspaniałych chwil i osiągnięć w nowym roku szkolnym!!!! Do dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby nam się chciało chcieć :)))) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oj szkoła dla dużej większości rodziców i dzieci okres nerwówki. Synowi mojemu dokuczali, stał się nerwowy bardzo, mi tez się to udzieliło. Rozmowy z wychowawcą, prawie nic nie dawały, "jest zbyt wrażliwy" . Jak nie przejmować się, jak ciągle ktoś po nim jeździł, a on osamotniony, stracił poczucie swojej wartości. Nauka wtedy idzie dużo trudniej niestety. Wczoraj zaczął gimnazjum - myślę , że lepiej nie będzie, choć syna staram się podtrzymywać na duchu. Serce pęka matce, gdy chce pomóc a sama już nie wie jak. Szkoła powinna być najpiękniejszym okresem życia, gdzie młody człowiek czuje się akceptowany (przez nauczycieli też).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczności dla Was, oby było lepiej. Przekaż ode mnie synowi, że wrażliwość to skarb :) Pielęgnuj w nim wyjątkowość, Ty też możesz mu dawać poczucie oparcia i to też jest bardzo ważne. Jeśli będzie miał oparcie w rodzinie - wtedy znacznie lżej zniesie to, że świat nie zawsze jest taki jak trzeba.

      Usuń
    2. Pozdrów Syna i pamiętaj, że musi przeżyć swoje sam. Ty możesz pomóc będąc w pobliżu, dając mu znać, że wiesz, że rozumiesz, że wspierasz. To już dużo.
      Wrażliwość. Co to znaczy - zbyt wrażliwy? Czy to oznacza, że ojej trudno, to jego wina, bo reszta nie powinna szanować cudzej wrażliwości? Jeśli nauczyciel tak odpowiada, trzeba go zapytać czy jako rodzic chciałby usłyszeć taką odpowiedź pobrzmiewającą bezradnością albo lekceważeniem? Nauczycielom też trzeba przypominać, że są od tego, by dzieci kształcić do współżycia z innymi w szacunku, wspólnocie i prawości.
      Trzymam kciuki.
      A nie jest powiedziane, że w "Gimbazie" będzie gorzej. Będzie właśnie dobrze. A potem coraz lepiej. Przekaż to Synowi i uwierzcie w siebie :)
      Ściskam łapki.

      Usuń
    3. Dziękuję za słowa wsparcia. Po pierwszym dniu stwierdził ,że jest na razie lepiej niż w podstawówce, mam nadzieję ,że tak zostanie :))

      Usuń
  3. A mój synek właśnie zaczął zerówkę w szkole Montessori, dziś mi powiedział "mamo ta szkoła jest taka przyjazna będę tam chodzić zawsze i wiesz sami planujemy swoją pracę to mi się podoba". Mam nadzieję, że jego zachwyt nigdy nie minie.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)