Szacunek, czyli o wychowaniu

/
4 Komentarzy

Złota zasada wychowawcza brzmi: odnosić się do dziecka z szacunkiem. Do siebie także. I do każdego innego człowieka. Robi się więc z tego coś więcej, niż reguła wychowania, właściwie możemy mówić o regule życia. 
I to życia, które naprawdę może być dobre, proste i sensowne. 

Jak chciałbyś siebie traktować? Czego oczekujesz od innych? Wiadomo, że nie zawsze wszystko będzie tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Można przypuszczać, że czasem doświadczymy pewnych rozczarowań. Życie nie istnieje w wersji bezstresowej, tak samo jak wychowanie ( nie znoszę terminu bezstresowe wychowanie, używanego z lubością w mediach!). Człowiek już rodząc się doświadcza sytuacji niekomfortowych, trudnych. Potrafi sobie z nimi radzić, umie dojrzewać i wzrastać, pod warunkiem, że doświadcza wsparcia i właśnie szacunku. 

Zacznij od siebie

Myślę, że większość naszych problemów wynika z tego, że nie potrafimy sami siebie szanować. Szacunek do siebie, to także stawianie innym granic, o których niedawno pisałam.  To umiejętność myślenia o sobie dobrze, to posiadanie poczucia własnej wartości -  w wersji jak najbardziej bezwarunkowej. Często widzę, jak kruche jest poczucie wartości osób, z którymi się spotykam. Czują się ze sobą dobrze "pod warunkiem, że...". To poczucie wartości łatwo zburzyć i jest trwałe tak samo jak domek z kart. Złe słowo, złe spojrzenie, jedno niepowodzenie, chwilowa niedyspozycja i już nic z niego nie zostaje. 

Jeśli myślisz o sobie jako o osobie wartościowej, zasługującej z zasady, z powodu bycia człowiekiem, na to by być traktowanym godnie, dobrze, sprawiedliwie, na to by mieć dobre, spokojne życie -  wtedy zupełnie inaczej stawiasz własne granice i nie pozwalasz ich bezkarnie deptać. Dotyczy to dorosłych, ale także dzieci. 


Mały szacunek, wielki człowiek

Dzieci, najbardziej na świecie potrzebują miłości i szacunku. Jeśli się to wie, nie trzeba naprawdę czytać 20 książek o wychowaniu, ani radzić się żadnej super niani. Nie trzeba dawać bóg wie czego. Szarpanie, bicie, wyzwiska, wszystkie te autorytarne komunikaty, które słyszę nieraz na przystanku, lub placu zabaw, nie wynikają ani z jednego, ani z drugiego. 

Tak, dzieci, uczą nas cierpliwości. Tak, to prawda, niektórym z nas ta nauka idzie jak po grudzie. Za każdym razem jednak, gdy jesteś o krok od reakcji, zastanów się czy jest w niej szacunek dla twojego dziecka? Czy gdyby ktoś tak Ciebie potraktował, czułbyś się szanowany? Kochany? Czy to co robisz, twoje dziecko odczyta jako właściwy komunikat? 

Jeśli nie traktujesz dziecka z szacunkiem, czego go uczysz? Jak ma potem szanować Ciebie? Rówieśników? Innych ludzi, gdy dorośnie? Jakim cudem ma się nauczyć szacunku i miłości do samego siebie? Stawiania granic? Jak ma zbudować poczucie własnej wartości? Dzieci chłoną jak gąbka. Wszystko. Słowa, gesty, reakcje, emocje. Co włożysz to wyjmiesz. Czego nie dasz, tego tam nie będzie. 

To proste, zobacz: miłość i szacunek. Tylko tyle. 

Inne życie

Gdybyśmy się wzajemnie bardziej szanowali życie byłoby prostsze. Wszędzie: w pracy, w polityce, w szpitalu, w każdym publicznym dyskursie. Ta zmiana zaczyna się zawsze od jednostki, od samego siebie. Nie na wszystko trzeba się zgadzać. Nie wszystko znosić. Mamy wpływ. Korzystajmy. 

Tylko tyle. Aż tyle. 






Zobacz również

4 komentarze:

  1. No i widzi Pani. A ja dziś w lecznicy powiedziałam, że kocham moje koty i, co więcej, z tej miłości bardzo je szanuję. A co dopiero dzieci! Bardzo fajna notka, Gosiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co dajesz....to do Ciebie wraca:) pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego, że większość rodziców traktuje swoje dzieci jak małpki, żeby się nimi pochwalić albo odreagowywuje na nich swoje frustracje, nie rozumiejąc przy tym, że dzieci mają swoje widzenie świata, swoją filozofię, potrzeby, a nade wszystko potrzebę szacunku i uznania dla swojej osoby, kulturalnego stawiania granic, rozmowy, powiedzenia czego chce, czego się boi, co mu się podoba a co jest dla niego nie do przyjęcia, wynikają wielkie problemy wieku dojrzewania. Dziecko ma wtedy w sobie siłę przeciwstawienia się autorytarnym dorosłym i walczy o szacunek do siebie jako do osoby, chce być dla kogoś ważne, wyjątkowe. Ma za złe, głównie rodzicom, rozdźwięk między tym co mówią tym, co robią, kłóci się, buntuje, szuka swojej drogi. Niektórzy to rozumieją, a wielu uważa swoje latorośle za złe, niewdzięczne, nie chce z nimi rozmawiać. Jakby nie wiedzieli, że słowa często znaczą co innego, są zwykłą prowokacją do dialogu, za którym dziecko tęskni. Bo dzieci rozumieją więcej niż się dorosłym wydaje i są gotowe do rozmów na najwyższym poziomie emocjonalnym, do bólu szczere. Wiem, co mówię, bo sama byłam takim dzieckiem. I miałam szczęście,że mnie wreszcie zrozumieli, pokazali, że są ze mną bez względu na to, czy spełniam ich oczekiwania czy nie.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)