Między mamą, a córką. O trudnej sztuce relacji.

/
15 Komentarzy
CC by Rolfe Kolbe


Dziecko, dla matki może być centrum wszystkiego -  może też być jedną z planet całego wszechświata. Matka może zrezygnować z relacji, może ją ograniczyć, może sprawić, że dziecko całkiem zniknie z jej życia, albo będzie wyłącznie tłem. Ale jakkolwiek by się te relacje nie potoczyły, MAMA - zawsze dla dziecka pozostaje postacią centralną -  do której się wraca - jeśli nie materialnie to w myślach. Bez względu na to jaka ona jest.


Temat relacji córek, ale i synów z matkami, jest na tyle istotny, że pojawia się, prawie we wszystkich bliskich rozmowach.  Przez ostatnie miesiące, na bazie doświadczeń własnych i cudzych, na kanwie wielu rozmów, z wieloma kobietami, tymi młodymi i tymi trochę starszymi, tymi pogodzonymi z tym co jest i tymi zmagającymi się z wieloma kłopotami, wysnułam wiele wniosków. 

Nie chciałam, żeby były przedwczesne, nieuzasadnione, zbyt subiektywne. Dlatego poprosiłam Was o uzupełnienie ankiety. 


Biedne matki


Zofia Milska -Wrzosińska, psychoterapeutka, słusznie zauważa, że od jakichś stu lat obwinia się matkę o wszystkie nieszczęścia, których doświadcza dziecko. Mówiło się o matce schizofrenogennej, o matce jako źródle kłopotów dorosłych córek z relacjami z mężczyznami, o przyczynie niepowodzeń życiowych itp. O ile nie sposób zaprzeczyć, że relacja z mamą, szczególnie w pierwszych 3-5 latach naszego życia, jest kluczowa dla rozwoju naszej osobowości, predyspozycji, czy  nawet stanu zdrowia, to odpowiedzialności tej nie wolno, nie da się złożyć wyłącznie w jedne ręce. W pewnym momencie, dziecko przestaje być dzieckiem i samo ponosi odpowiedzialność za swoje życie. Przeważnie ma też tatę, oraz resztę rodziny. 

Bert Hellinger, pisze że matkom należy odpuścić i podziękować. Nawet jeśli nie wywiązały się ze swoich zadań wzorowo, to zrobiły co mogły. Poza tym dały nam życie. Czy może być coś cenniejszego? 


Relacje na cenzurowanym 

  
Z ankiety, którą wypełniło prawie 200 czytelniczek, wynika, że 33% jest w pełni usatysfakcjonowanych relacją z mamą. Większość relacji jest poprawna (39%), ale ponad 21% to relacje okropne, słabe. Padają także stwierdzenia: bolesne, ewoluujące, pełne poczucia winy. 
 


Olga Kersten -Matwin, w "Matkach i córkach", pisze, że relacja ta jest bardzo paradoksalna. Zakłada wielką bliskość, ale z upływem czasu, także potrzebę ogromnej wolności. Matka, któregoś dnia, musi pozwolić dziecku dorosnąć. Podejmować własne decyzje, popełniać błędy, ponosić zyski i koszta niezależności. Bez tego nie będzie relacji, bez tego nie sposób mówić o prawdziwej dorosłości. 

Najbardziej irytujące dla córek i pewnie także dla matek, są wzajemne wybory, ocenianie, stosowanie manipulacji, gra na emocjach, ingerencje w życie rodzinne i wychowanie dzieci. Tylko 14 % ankietowanych deklaruje, że wszystko w relacji z mamą jest ok. i ewentualne konflikty rozwiązywane są na bieżąco. 




Gdy jest dobrze...




"Moja Mama jest moją najlepszą Przyjaciółką, wielkim wsparciem i opoka. Jedyne co mogłybyśmy zmienić to pozwolenie mi na całkowite uniezależnienie się. 
Mama jest moja najlepsza przyjaciółką (tak naprawdę jedyną bo reszta to tylko koleżanki, z którymi nie chce wchodzić w bardziej zażyłe relacje). Niezależnie od tego jaką decyzję podejmuję ona mnie wspiera. Nie narzuca mi swojego zdania. (...). Mam 2 synów i czuje niedosyt bo nie mam córki, a chciałabym mieć z nią taką relację jak ja z moja mama. (...)
Chciałabym być dla swoich dzieci taką mamą jaką moja jest dla mnie, ot tyle :-)




Zawsze mówiłam że ją kocham najbardziej na świecie. Słowo "mama" zawsze było dla mnie najpiękniejszym słowem na świecie. Odkąd sama zostałam Mamą, nabrało ono dla mnie głębszego sensu, znaczenia. Mój pierwszy dzień Mamy przepłakałam - z radości. Że jestem Mamą, i że mam Mamę. Najcudowniejszą i Najukochańszą na świecie. Jetem wdzięczna losowi, że dał mi córkę - dla której staram się być Dobrą Mamą - chcę żeby kiedyś poczuła to co czuje Mama obchodząc swój pierwszy Dzień Mamy - szczęście, radość, wdzięczność i ogromną miłość, nieporównywalną z żadną inną. Dla mnie relacja Matka - Córka jest jedną z piękniejszych jakie mam w swoim życiu. Mojej Mamie dziękuję za wszystko, za każdą chwilę jaką mi poświęca, za każdą ciepłą myśl, którą zawsze telepatycznie czuję, za każde słowo, gest, uśmiech czy łzę."
(wszystkie wypowiedzi za czytelniczkami)  


Gdy jest źle...


"Brakowało mi mojej mamy która była nieobecna w moim życiu. Nieobecna w sensie wychowania, bycia ze mną, odbierania mnie ze szkoły, o czytaniu książki, spacerach, wspólnych rozmowach nie wspomnę. Mieszkałyśmy razem ale jakby w ogóle jej nie było. 
Nigdy nie była dla mnie przykładem, rujnowała mi psychikę opowieściami o złym ojcu, kiedy byłam jeszcze bardzo mała. Była zawsze negatywnie nastawiona, zawsze kazała się wszystkim leczyć psychicznie. 
Mama od zawsze chciała układać mi życie. Wysłała mnie na studia, z których mnie wyrzucono. O moim dziecku powiedziała, że jest "chyba nienormalne". Cały czas uważa, że źle karmię, źle wychowuje i źle opiekuję się dziećmi. Nigdy w życiu mnie nie doceniła. "
"Moja mama, to toksyczna mama. Nie szanuje moich granic, nie respektuje moich decyzji, nigdy nie dorosła, chociaż uważa, że jest idealna, najmądrzejsza, najlepiej zna życie i ma prawo narzucać wszystkim swój punkt widzenia. Nie da się z nią rozmawiać. Zawsze dąży do konfrontacji, zna tylko życie w stanie kłótni, nie akceptuje stanów pośrednich"  
 (wszystkie wypowiedzi za czytelniczkami)  



Dobre i złe wiadomości

Dobra, wspierająca relacja to prawdziwy skarb. Warto ją pielęgnować, warto rozwijać się i dawać sobie wzajemnie wolność. To co psuje układ pomiędzy matką, a córką, to przede wszystkim małostkowość i nieumiejętność odpuszczania. 


Tego stosunkowo łatwo się oduczyć. I warto to zrobić. Dla dobra mamy, swojego i wzajemnej relacji. Miłość jest ważniejsza niż racja. Nie musimy wiecznie rywalizować: gramy w jednej drużynie. Jesteśmy sobie potrzebne, łączy nas jedyna i niepowtarzalna więź. 








Jednak nie zawsze się da. Wynika to przede wszystkim z jednego, oczywistego faktu: do relacji, tak jak do tanga, trzeba dwojga.

Jeśli nie ma współpracy, jeśli nie ma dobrej woli z obu stron, nie sposób się porozumieć. Można chcieć za dwoje, ale nie można się zmienić za dwoje. 


Clarissa Pinkola Estees, pisze, że niektóre kobiety, pozostają dziewczynkami na zawsze. Nie ważne czy mają lat 30 czy 70. Dziewczynki są niedojrzałe, nie potrafią brać odpowiedzialności za to co robią i mówią, bywa że są skrzywdzone, niedoopiekowane przez własną mamę i wchodząc w dorosłe życie i dorosłe role, dalej zachowują się jak zranione, obrażone na świat dzieci. Nie są w stanie dać oparcia własnym dzieciom. Chętnie by się na nich wsparły. Oddały im trochę tego z czym sobie same nie radzą. Tu nie ma mowy o bezwarunkowej miłości i oparciu.  Nie da się podzielić tym, czego się po prostu nie ma. 


Niestety, psychologowie potwierdzają, że im gorsza była matka, tym mocniej jest obecna w przeżyciach i myślach dziecka.  Jest to obecność trudna i niszcząca. Należy sobie z nią poradzić -  jest to niezbędny element dorastania i dojrzałości. Jest to także warunek pójścia w rozwoju dalej, poza krąg skrzywdzenia, pretensji i wzajemnego ranienia się. Trzeba to przeboleć, przepracować, uznać że zdarzyło się tak z niczyjej winy, bo po prostu tak czasem układa się życie.  Czasem inaczej się nie da -  i jest to zadanie o priorytecie najwyższym. Jeśli się tym nie zajmiemy, będziemy biegać po świecie próbując skompensować sobie to, czego nie dostałyśmy w relacji z mamą. Jest do bieg daremny, bo nigdy już nie będziemy mieć lat trzy czy dwanaście, nigdy już nie zdołamy wrócić do łona, w którym kochano nas za mało albo za bardzo. Za frustrację i wieczną walkę o to, czego nie można odzyskać, płaci się nieraz wysoką cenę. 



By VISIT ST. Pete/Clearwater


Podaj dalej, nie podawaj

To co dostałyśmy, to czego nie dostałyśmy, możemy podawać dalej, możemy też tego nie robić. To jakimi są nasi rodzice, jest pokłosiem tego, jacy byli ich rodzice, dziadkowie, poprzednie pokolenia. Generacja za generacją, podajemy miłość, odwagę, wiarę, nadzieję, siłę, ale i słabość, przemoc, agresję, uczucie zranienia, niedopasowania, nieadekwatności czy skrzywdzenie. Widać to jak na dłoni. 

Przyjrzyjcie się  rodzinnym historiom. Wyciągnijcie z nich wnioski. 

Dorosłość jest nadzwyczajna. Dlatego, że wreszcie, jako w pełni świadomi ludzie możemy wybierać: to jakimi się staniemy, to jakie decyzje podejmiemy, to co puścimy dalej w pokoleniowej sztafecie.To czego nie dostałyśmy jako dzieci, jako dorosłe, możemy dać sobie same. Mowa o miłości, czułości, wsparciu i spokojnej, czułej obecności.  Podając pałeczkę miłości i zrozumienia: nawet jeśli nie będzie to podanie idealne, dajemy naszym dzieciom szanse na to, aby ich relacje z nami, z tymi, którzy przyjdą po nas i po nich, były lepsze, empatyczne, wypełnione zrozumieniem i współczuciem. Bez obwiniania, bez ocen, wolne, autentyczne.



Zmień siebie

Victor Frankl, napisał, że gdy nie jesteśmy w stanie zmienić sytuacji (…) stajemy przed wyzwaniem zmiany samych siebie.

Nie jesteśmy w stanie zmienić naszych Mam, tak samo jak nie możemy jeszcze raz się narodzić. To jak będzie ewaluowała nasza relacja zależy od stopnia dojrzałości nas obu, od dobrej woli, od umiejętności szanowania i stawiania granic. Czasem wzajemna miłość jest mocniejsza. A czasem nie. 

Możemy żyć dobrym, radosnym życiem, nawet jeśli nie wszystko poszło tak jak trzeba. Możemy dawać sobie razem z mamą wzajemne oparcie i jest to cudowne, mocne doświadczenie. Kiedy trzeba, możemy odpuścić. Bywa, że jest to jedyne wyjście. 

Bez względu na wszystko możemy wybierać. I jeśli tylko są to wybory mądre, świadome - dadzą owoce w postaci dobrego i mądrego życia. A potem pójdą dalej, przez pokolenia. I tak, właśnie tak, zmienia się  ten świat. Nie, nie od mamy. Od siebie. 



Zobacz również

15 komentarzy:

  1. Ważne w tym poście jest, by zrozumieć swoją odrębność i odnaleźć źródło sterowania wewnątrz.
    Czasem łatwiej jest zrzucić na mamę przyczynę stanu naszego życia teraz. Ale nawet jak to robimy, to znaczy, że widzimy jakiś fakt. I to z nim należy coś uczynić. To, co zrobiła mama albo czego nie zrobiła należy już do przeszłości. Można plecak przepakować.
    Będąc mamą niejednokrotnie łapię się na lęku wynikającym z poczucia sprawczości odnośnie przyszłości moich dzieci. Jakbym uważała, że to ja je wepchnę na określone tory i zdeterminuję ich los. Chyba to często przeszkadza i dzieciom i mamom.
    W jakimś stopniu przecież wszystkie otaczające nas czynniki życiowe mają ten wpływ. Nie tylko mama.
    Lubię myśleć o tym, że moje dzieci mówią mi, że czują się bezpieczne i kochane. Reszta należy do ich skrzydeł. Korzenie mają, bo wiedzą, że są kochane i mogą wrócić na bezpieczny aut w razie potrzeby.
    A to bezpieczeństwo i miłość są pochodną granic i szacunku.
    Potem idzie kolejno odpowiedzialność. Za wybory. Ale tych wyborów dokonują same.
    Satysfakcją dla matki jest chyba obserwowanie jak jej dzieci dorastają, jak mocują się z życiem, jak dojrzewają, jak liżą swe rany i podnoszą głowę. I wielką radością zawsze będzie to, że mają poczucie przynależności i wspomnienia, do których wracają czule.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Przypomniał mi się Gibran:
      Wasze dzieci nie są waszą własnością;
      są synami i córkami samej mocy życia.
      Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
      Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
      Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
      ponieważ one mają swoje idee.
      Możecie dać dom ich ciałom,
      ale nie ich duszom, ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
      którego wy nie możecie odwiedzać
      nawet w waszych snach.
      Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
      ale nie żądać, by byli podobni do Was,
      ponieważ Życie się nie cofa,
      ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
      Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
      jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
      Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
      i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
      żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
      Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
      ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
      i łuk, który pozostaje niewzruszony.

      Usuń
    2. piękny wiersz! mądry i pełny ...

      Usuń
    3. teraz własnością dzieci czuje się cała administracja państwowa...

      Usuń
  2. Świetny wpis :)
    Prawdziwy i dający do myślenie. Pisałam u siebie już kilkukrotnie o relacjach, nie tylko rodzic - dziecko, ale także ogólnie, o wpływie na drugiego i jak ważne jest pamiętać, że aby wymagać od innych najpierw zacznijmy wymagać od siebie. Jeśli Cię zainteresuje zapraszam do mnie: http://www.ciekawskie.pl/2014/04/relacje-jak-je-rozpotrywac oraz tutaj http://www.ciekawskie.pl/2014/04/kocham-cie-mamo/ a przede wszystkim tutaj http://www.ciekawskie.pl/2014/03/zacznij-od-siebie/ Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że wstawiam linki, ale mamy podobne patrzenie i jak czytałam Twój tekst, to jakbym słyszała siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zatrzymałam na tym cytacie - wypowiedzi jednej z czytelniczek:
    "Mama jest moja najlepsza przyjaciółką (tak naprawdę jedyną bo reszta to tylko koleżanki, z którymi nie chce wchodzić w bardziej zażyłe relacje)."
    Mam wątpliwości czy tak ma być. Czy relacja z mamą może dorosłej kobiecie zastąpić głębsze relacje z innymi kobietami? Czy nie brzmi to raczej niepokojąco jeśli tak jest?

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba by zapytać co znaczy dla tej osoby przyjaźń no i czy to jest dla niej ok? Czy zaspokaja jej potrzeby relacji z kobietami?

    OdpowiedzUsuń

  5. 26.05.10.Oława

    „Nie takie proste matką być”

    Nie takie proste matką być

    Nie wystarczy dziecko urodzić

    Trzeba jeszcze je wychować

    Mądrze kochać edukować

    Nauczyć wiary w siebie

    Pokory i odwagi

    Wiary i miłości

    Do Boga i ludzkości

    Nie myśl że to proste kochanie

    Przekonasz się jak matką zostaniesz

    Molekułka

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy tematy. Moja relacja z mama jest wzorowa, teraz będąc sama matką , jeszcze bardziej ją doceniam, bo ja nie mam tyle cierpliwości w wychowaniu dzieci co ona. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst. Doskonale oddaje sedno skomplikowanej relacji matka - córka. Podczas czytania akapitu "Gdy jest dobrze..." mało się nie popłakałam. Chyba będę zaglądać tu częściej. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  8. hmmm bardzo ciekawy materiał...w zasadzie podsumowujący moje doświadczenia z ostatnich 3 lat. Po latach emigracji wróciłam do Polski nie zdając sobie sprawy, że prawdziwy powód powrotu to "przerobienie" relacji z matką. Teraz jestem na etapie Zmień siebie :) Trudna i bolesna to była droga, ale miło jest pomachać do światełka w tunelu, które jest już coraz większe :) Dziękuję za retrospekcję :)....a weszłam na tego bloga w całkiem innym celu a tu taka niespodzianka! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst!!! jestem mamą 5latka ale pomimo mojego wieku34lata. Moja mama do tej pory jest moją najlepszą przyjaciółką i mam do niej bezgraniczne zaufanie i w ogóle nie uważam aby to miało wpływ na moje relacje z moimi przyjaciółkami rówieśniczkami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem już starą matką .Za dużo strapień i bólu by opisać. Córka od urodzenia była żródłem trosk i walki o życie,o zdrowie.Udało się...Ale gdy dorastała miejsce pierwsze zajęły'' przyjaciólki''.To ONE były autorytetem. Mnie nawet mamą nie nazywała,tylko jakieś dziwne zwroty, przeplatane obelgami ,pogardą manifestowaną przy koleżankach. Myślałam,,,,urodzi dziecko,zmieni się,zrozumie....Nie zrozumiała.Nadal chce dominować,zero szacunku ,zrozumienia, publiczne obrażanie. Przegrałam,chociaż jedyną winą była troska i miłość do dziecka.Wcale nie nadoopiekuńczość, akceptowałam jej wybory,może tylko delikatnie coś sugerując,tłumaczenia dlaczego tak byłoby lepiej,w końcu lata doświadczeń życiowych...Nie doceniła. Szkoda.Poniosłam porażkę,albo...moje dorosłe już dziecko jest chore? Ciężko mi bardzo,bo czuję iż to ostatnie lata i nie znajdę w córce oparcia...Zresztą,ona sama go potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudna relacja. Pisze to jako córka niemłodej już matki Dziś jestem po 60.Widzę, ze nie zawsze Ją rozumiałam spierałyśmy się często.Teraz rozumiem, że ukształtowały Ją ciężkie przeżycia- wojna,utrata bliskich, wczesne wdowieństwo.Zawsze wiedziałam, że ma silny charakter, że potrafi walczyć o to, co ważne. Okazuje się, że ja też potrafię. To już blisko 20 lat od Jej śmierci. Mogę powiedzieć: Dziękuję Ci Mamo.Wracając do wpisu Pani.Córka ma trudny charakter,to nie jest Pani wina.Proszę się o nic nie obwiniać,zrobiła Pani tyle, ile mogła.Pozdrawiam Panią.

      Usuń
    2. Czytam Pani wpis i tyle podobieństw do mojej relacji z córka widze. Ja tez przegrałam

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)