Kłopot i nieporozumienie - czyli o tym, że emocje trzeba wyrażać

/
11 Komentarzy


W ubiegłym tygodniu, opisałam na Facebooku, krótką wymianę zdań pomiędzy mną, Amelką, a sąsiadką która w dobrej wierze, chciała nagradzać ją brawami, za to, że jest duża i już nie płacze. Moja elokwentna córka po chwili namysłu powiedziała, że gdyby była smutna, albo zezłoszczona i nie płakała.. to byłby to kłopot i nieporozumienie. 


W rzeczywistości jest dokładnie tak. Nie bierzemy jednak tego pod uwagę. 


Udawaj, na zdrowie? Czy ukrywanie uczuć jest dobre?

Wszystkim byłoby wygodniej, gdyby świat nie manifestował trudnych zachowań i emocji. Tak przynajmniej może się wydawać. Wielu z nas ma problem z tym, że żona płacze ( jak ją uspokoić, po co te łzy?), mąż jest smutny ( ale czemu, dlaczego on nie umie rozmawiać?), ktoś wyraża swoje zdenerwowanie, złość, jest zbyt podekscytowany itp. 

Bywa, że irytuje nas ponad miarę dziecięca ekspresja i wydaje nam się, że naszym obowiązkiem, jako rodziców, jest to poskromić, utemperować, sprawić, że mały człowiek będzie się zachowywał spokojnie,  z godnością i na miarę tego jak my sami postrzegamy sytuacje, w których się znajduje. 

Znam dorosłych, którzy nie są w stanie znieść płaczu dziecka. W żadnej dawce, w żadnym natężeniu. 

Latami uczymy się udawać. Tak udawać. Że nic się nie stało. Że nie ma o czym mówić. Że to nic wielkiego. Tracimy w pewnym momencie rozeznanie, czy tak w istocie jest, czy nasza reakcja jest zasłoną dymną, rozwieszoną po to, by się nie wygłupić, nie zbłaźnić, nie wyjść na sentymentalnego durnia, który ( o zgrozo!!) nad sobą nie panuje. 



Dlaczego ukrywanie uczuć nam szkodzi?

Dzieci, od niemowlęctwa znają komunikat: "ależ nic się nie stało". Nie boli cię, nie płacz, to nic wielkiego, uspokój się. W dobrej wierze zaprzeczamy temu, co naprawdę czują i uczymy je tego samego. Nie płacz -  duże dziewczynki nie płaczą. Nie mazgaj się - jesteś mężczyzną mamusi, no już, pani będzie się z ciebie śmiać. Znacie? Jestem pewna, że tak. To tak powszechne jak "dzień dobry". 

Dając dziecku tego typu komunikaty, uczymy je że nie warto manifestować swoich uczuć: a już na pewno nie tych, z którymi otoczeniu nie po drodze. Boli? Zaciśnij zęby.  Ależ wcale nie Cię nie boli, to tylko małe zadrapanie! Jest ci smutno, źle, jesteś rozczarowany? Przyzwyczajaj się! Życie jest ciężkie, nikt cię nie będzie głaskał po główce! Dorośniesz to dopiero zobaczysz!








Czy czujecie absurdalność tego komunikatu? A może sami tak do siebie mówicie? Pamiętajcie, że to co słyszymy od rodziców, staje się naszym wewnętrznym głosem. Podobnie będzie z waszymi dziećmi.

W ten sposób "hodujemy" kolejne pokolenia ludzi, którzy nie potrafią mówić o tym co czują, nie znają siebie, nie ufają swojemu ciału, nie wiedzą, kiedy ich boli, a kiedy nie i jak to wyrazić. 

Tłumione, upychane po kątach uczucia wychodzą z nas w najmniej spodziewanym momencie. Bywa, że z siłą wodospadu, którego żadna polityczna poprawność nie jest w stanie zatrzymać. 



Poprawność szkodzi - nie tłum tego co czujesz!


Afiliacja - czyli przystosowanie do warunków panujących w środowisku,  jest konieczna. Nie powinna ona jednak nigdy oznaczać zaprzeczenia sobie, wyparcia się wszystkiego co nasze, w imię tego, co dla kogoś wygodne.

Dziś często dorośli starają się być tak poprawni jak to tylko możliwe. Zbierają niewyrażone emocje razem z kapitałem lat. Kiedy patrzę na takich z pozoru uporządkowanych, wzorowych obywateli, zastanawiam się, kiedy to w końcu w nich wybuchnie? I w jaki sposób. 


Niewyrażona złość, gniew -  często manifestuje się w różnych, psychosomatycznych schorzeniach i bywa, że kończy się nawet rakiem, zawałem, poważnymi chorobami serca.  

Nie ma oczywiście dowodów na to, że są to jedyne przyczyny tych chorób, ale niewątpliwie nierównowaga w sferze emocjonalnej nie pomaga naszemu ciału w procesach samouzdrawiania i utrzymania zdrowia. 

Czasem ktoś dostanie zwykłej furii, ale to najoptymistyczniejsza wersja zdarzeń. Furia mija szybko. Choroby leczy się latami. 


Wyrażanie emocji uwalnia nas od ciężaru - lżej iść dalej

Jeśli wyrazimy nasze emocje, one znikają, ewoluują, przechodzą do innego stadium. Zaprzeczanie temu, to kłopot i nieporozumienie. Zupełnie jak odkładanie w kółko pracy, którą kiedyś i tak należy będzie wykonać. 

Czasem trzeba się zezłościć, czasem trzeba się popłakać. Mamy prawo bywać rozczarowani, wkurzeni, rozgniewani, mamy prawo czasem źle się czuć. Nie ma co udawać. Nie rzucamy się na podłogę i nie bijemy pięściami o ziemię. Nasze dzieci też z tego wyrosną. Nie mówmy im tylko, że złość, płacz, smutek, to rzeczy wstydliwe, których nie wolno odczuwać. 

Zrobimy tym niedźwiedzią przysługę. I im i sobie. 

To co się wyzłości, to co się wypłacze, wysmuci, wypali się jak ogień w kominku. Potem jest lżej. 

Nie trzeba swoich niewyrażonych emocji nieść na plecach przez dalsze życie. 

Posłuchajcie mojej córki. Dźwigać to ze sobą, to kłopot i nieporozumienie. 





Zobacz również

11 komentarzy:

  1. Masz rację, niewyrażone emocje, to destrukcyjna siła, która w ostatecznie obraca się przeciwko nam samym. Stąd choroby pojawiające się po wielu latach "poprawnego", jednak nieprawdziwego życia.
    Wielką mądrością jest wyrażanie emocji tak, żeby nikogo nie skrzywdzić, a i samemu się w nich nie zatracić.

    Twoja córka ma genialną intuicję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'poprawne' ale niezgodne ze sobą, jak wiele osób tak żyje i nie wie o co chodzi, znajduje jakieś wytłumaczenia od czapy, kiedy np. powiedzieć im wiesz to nie o to chodzi czy tamto tylko w sumie przyznaj przed sobą mimo, że dom super, dzieci są ale mąż od początku w ogóle nie ten i stąd to ... niektórzy nie chcą takiej prawdy ale tracą ... życie

      Usuń
  2. podpisuję się, że to wszystko prawda i warto wyrażać uczucia, negatywne też.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za ten wpis.
    Ja sam mam czasami problemy z poprawnym "nazywaniem" własnych emocji. I teraz trzeba wielkiej delikatności, wyczucia ..., żeby dzieciom potrafić pomóc, a nie zaszkodzić.
    Od pewnego czasu pojawiają mi się w głowie myśli czy nie za bardzo chcemy nasze dzieci "układać" wg naszej wizji ich potrzeb, a nie wg realnych ich potrzeb. I to nie są uspokajające myśli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie jednak często nie rozumieją. Często gdy wyrażamy nasze emocje odbierani jesteśmy jako humorzaści, obrażalscy itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to trudno, sorry Winettou trzeba im powiedzieć :-) warto walczyć o to, by być sobą, jak już tu pisałyśmy nawet jak ludzie się obrażają, nawet odchodzą, odsuwają się, nie da rady, żeby wszyscy nas lubili... widocznie to nie było w ogóle dla nas towarzystwo, birds of a feather flock together - nie wiem jak się to tłumaczy ale chodzi o to, że znajdziemy podobnych do siebie, zależy tylko czy właśnie odważymy się być naprawdę sobą

      Usuń
  5. Tak to z nami jest, chcemy dobrze a wychodzi źle. Dobry wpis.http://radosnastrona.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo pozytywny wpis, fajnie się czyta.
    Aż chce mi się wyrażać pozytywne uczucia -> muszę spróbować - mam akurat urlop, więc to dobra pora.

    OdpowiedzUsuń
  7. święte słowa...

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczera prawda

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)