Za jaką cenę?

/
11 Komentarzy


Jeden z mitów współczesnej kultury masowej, opiera się na wierze w to, że jeśli oddasz wszystko, postarasz się naprawdę bardzo, zaciśniesz zęby i wytrzymasz, to zyskasz również wszystko. Świat odpłaci za twoje poświęcenie, złote góry ruszą z miejsca, same staną na twojej drodze.


Gdy zimą, Justyna Kowalczyk zdobywała medale i biegała ze złamaną stopą, cała Polska chórem biła brawo i wstawiała na portale społecznościowe radosne memy, o tym jak to  nasza mistrzyni pokazała reszcie świata. 

Kiedy na to patrzyłam, to oprócz wielkiego podziwu dla Pani Justyny, mimo morza szacunku dla jej wytrzymałości i odwagi, hartu ducha i zawziętości, rosło we mnie pytanie. O to jaka jest cena tego wszystkiego? Kto za to zapłaci? 

Jakiś czas później, po wywiadzie o chorobie, kryzysie i depresji, którego Justyna Kowalczyk udzieliła GW, wiemy, że było to pytanie zasadne. Widzimy wszyscy, kto płaci - widzimy także czym.


Czy grozi Ci wypalenie? 


Może wynika to z pewnej nonszalancji, może z wymogów wspomnianej kultury, a może po prostu liczymy na to, że nam, akurat nam, jakoś się upiecze?

Wbrew naszej naiwności, związek przyczynowo - skutkowy jest oczywisty. Jeśli poświęcasz absolutnie wszystko, jeśli twoje życie wisi jak na włosku, wyłącznie na jednej, jedynej nici -  związanej czy to z karierą, czy ze zdobywaniem szczytów, czy z poświęcaniem się dla rodziny, wypalenie musi przyjść

Często towarzyszy mu porażający brak poczucia jakiejkolwiek równowagi, poczucie klęski we wszystkich innych polach życia i wszechogarniający smutek. Stąd już tylko krok do depresji. A depresja, to jak stać nad przepaścią.


Czy szanujesz swój czas? Czy Twoje życie jest w równowadze?



Szkoła życia

Tych historii są tysiące, a my jak kiepscy uczniowie, wiecznie wolimy uczyć się na błędach własnych, a nie cudzych. Judy Garland -  filmowa Dorotka z "Czarnoksiężnika z OZ", była jedną z najsławniejszych aktorek lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Rozpoznawana na całym świecie, wielbiona i nagradzana, walczyła przez całe swoje życie z niską samooceną, dramatycznym brakiem poczucia własnej wartości i manipulacją. 

Szybko uzależniły się od leków, pięć razy wychodziła za mąż, w 1947 roku, podczas kręcenia filmu "Pirat", przeżyła załamanie nerwowe i próbowała popełnić samobójstwo. 

Finalnie, zmarła w wieku 47 lat, na skutek przedawkowania barbituranów. Ray Bolger, który grał z nią w "Czarnoksiężniku z Oz", powiedział w czasie pogrzebu, że Judy, "po prostu się wyczerpała".

Nie ona pierwsza, nie ona ostatnia. Pomyślcie o Marlin Monroe, o Elvisie, o Janis Joplin i całym panteonie tych, którzy żyli szybko i umierali młodo. 



Pełnia życia, to coś znacznie więcej.
Cytat za: folder promocyjny Austrii


Ile to kosztuje? Jaka jest cena sukcesu za wszelką cenę? 


Kto ją zapłaci? Czy akurat ja chcę ją płacić? To zasadnicze pytania, które powinniśmy sobie zadawać nie tylko w momencie, kiedy życie rzuca nas na łopatki, ale wcześniej, znacznie wcześniej. 

Chińczycy, w tradycji wschodniej medycyny, mówią, że każdy z nas rodzi się z esencją QI, czyli swoistą energią, zapasem sił na całe życie. Energię tę można trwonić, albo oszczędzać. Jeśli na bieżąco, codziennie, nie dostarczamy sobie tego co nam niezbędne: zdrowo jedząc, rozsądnie żyjąc, odpoczywając kiedy trzeba, respektując naturalne cykle naszego organizmu, to nie ma cudów: energia QI zostanie wyczerpana

Nie da się żyć bez energii. Symptomem wyczerpywania się naszych najistotniejszych zapasów są oprócz chorób stricte somatycznych także choroby psychiczne, spadki nastroju, brak energii, poczucie bezsensu istnienia i nieumiejętność docenienia życia, takim jakie ono po prostu jest.


Równowaga głupcze

Kiedy bateria się wyczerpie, może być za późno na ładowanie. Czas na reakcję, na program naprawczy, jest znacznie wcześniej. Bądź pojętnym uczniem. 

Reaguj kiedy zobaczysz pierwsze ostrzegawcze znaki. Nie czekaj na ostatnie pięć minut, nie walcz z tym co oczywiste. Zobacz ciągi przyczynowo skutkowe. Szukaj pomocy. 

Jakkolwiek by nie patrzeć na nasze cele, nasze marzenia i potrzeby, to życie, samo w sobie powinno być na pierwszym miejscu. Bez niego nie będzie ani sukcesu, ani miłości, ani pieniędzy.

Afirmacja życia, afirmacja tego co dla nas dobre, ekologiczne, co pozwala nam spokojnie i w zgodzie żyć, powinna być naszym nadrzędnym celem. Nie bierzcie przykładu z tych, którzy oddali wszystko i zostali z pustymi rękami. Cokolwiek by mówić, sukces wcale nie zapełnia dziury w duszy. Nie dajcie się nabrać. Nie tędy droga.





Podobało się? Zostaw komentarz, podaj dalej!
Dziękuję :)  




Zobacz również

11 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za ten post. Bardzo mi pomógł , ja właśnie czuje się wyczerpana jako matka , żona , pracownik. Poczucie bezsilności mnie ogarnia. Dołują mnie problemy dzieci, które mają problemy z kolegami. Bałam się kiedyś o tym rozmawiać, wstydziłam się, teraz mówię o tym głośno. Proszę poruszaj też tematy związane z trudem macierzyństwa, wypaleniem się kobiet, osamotnieniem (meżowie, różnie się interesują codziennymi problemami) czy my musimy być perfekcyjne? Pozdrawiam.Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, nie musimy być perfekcyjne. Więcej: my same to bierzemy, ten przymus perfekcjonizmu. I to się może zmienić tylko wtedy, kiedy same podejmiemy taką decyzję. Inaczej się nie da. Serdecznie zapraszam Cię do zakładki "Macierzyństwo" tam znajdziesz kilka artykułów - obiecuję, że niebawem coś jeszcze w temacie napiszę!
      Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki!

      Usuń
  2. Ja już dawno przestałam dążyć do bycia idealną. To nudne i lepiej skupić się na tu i teraz. Na prostym szczęściu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, zajrzę do tej zakładki. Od niedawna jestem tu gościem i nie wszędzie jeszcze dotarłam . Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo pożyteczny post. Trafnie i w skondensowany sposób ujęty problem naszej pogoni.
    Czytam obecnie OSHO - część o świadomości. W tym sęk, że żyjemy jak lunatycy.
    Małgosia pisała już wiele razy tutaj o kontakcie ze sobą.
    Właściwie to najprostsza rzecz na świecie. A cierpimy, bo nam tego brakuje. Człowiek zaś i tak zawsze ma tylko siebie i tylko do siebie może wrócić. To nie samotność. A tak nam się kojarzy, dlatego szukamy ciągle na zewnątrz. Wszystko jest w nas.
    Czasami dochodzę do chwil, w których spotyka mnie coś jakby olśnienie, poczucie wielkiej ulgi i radości, smak wolności. To takie chwile bycia ze sobą. Często przy kontakcie z przyrodą, zawsze jednak w ciszy.
    To, co pisze Małgosia, to wszystko prawda.
    Kochani, szanujmy samych siebie, kochajmy siebie, bądźmy tu i teraz, skupiajmy się na obecnej chwili, bo tylko wtedy nie będziemy czuć, że nam uciekła.
    Nie można być w przeszłości ani w przyszłości. Można być tylko teraz.
    OSHO napisał, że nie będzie pokazywać, że w dłoni trzymamy kamienie mając je za diamenty.
    Sami musimy to zobaczyć. On tylko chce w nas wzniecić dar patrzenia, uważnego patrzenia, słuchania i tylko bycia. Wtedy dopiero zobaczymy, co w mamy w naszej dłoni. I gdy sobie to uświadomimy sami, łatwiej będzie żyć, wybierać, czuć. Czasem trzeba wyprostować palce i ujrzeć, czym naprawdę jest to, co kurczowo ściskamy i za czym biegniemy.
    Małgosiu, gratuluję Ci daru ubierania w słowa tych wszystkich treści, które przekazujesz.
    Gratuluję Ci, że jesteś w miejscu, które jest dla Ciebie radosne i Twoje.
    Trzymam kciuki za wszystkich nas, którzy nie wstydzą się być wolni i radośni.
    Życie jest piękne. Zawsze. Tylko trzeba otworzyć oczy. Prawda?


    OdpowiedzUsuń
  5. Bożena jest bardzo niezadowolna z powodu przeczytania tego posta. Bo dowodzi on niezbicie, że jednak powinna ona poważnie się zastanowić nad wyprowadzeniem się ze swojej kopalni do innej. Tak jej się czas jakiś zdaje, ale sie cyka i udaje, że jest inaczej. A tu bach, znów jak krowie na rowie napisano, że weź się, babo, za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. sobietaka@gazeta.pl14 czerwca 2014 12:21

    Swiat zwariowal a ludzie pozwolili zapedzic sie w kozi rog.....,
    tylko,ze prawie wszyscy.......to dziwi i martwi i napawa obawa,
    pozdrawiam,
    e.

    OdpowiedzUsuń
  7. Naiwni ci, co myślą, że skoro są młodzi, to jeszcze dadzą długo tak radę, że wystarczy kilka godzin odpoczynku w nocy. 8 godzin snu? Strata czasu. 6 godzin? To aż nadto! 5 wystarczy. Mija parę tygodni. 5 godzin snu to za dużo, nie ma czasu na odpoczynek, przecież projekt jest ważniejszy. 3 godziny powinny wystarczyć, przecież w weekend się wyśpię! Przychodzi weekend i kolejna bezsenna noc. Organizm zapomina co to odpoczynek. Boli serce, mięśnie łapią bolesne skurcze, boli głowa, w uszach dudni ciśnienie. Obok nie ma nikogo, kto by zapytał jak się czujesz, bo wszyscy odeszli, zniknęli już dawno. Wszechogarniający smutek i poczucie bezsensu. Wykrzyczane w poduszkę "mam dosyć" nie daje już ulgi. Jedyny "sens" ma jeszcze uzależnienie od pracy, od harówki. Na otrzeźwienie jest za późno.
    I co wtedy...?
    Co dalej...?
    W którą stronę teraz?
    Jak ruszyć znowu z miejsca?

    Tego jeszcze nie wiem... I chwilowo nie mam siły żeby się dowiedzieć...

    Czasem warto uczyć się na cudzych błędach. Nie potrzebne Wam "TAKIE" doświadczenie.
    Pozdrawiam,
    Głupiec

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)