Nie trwonić - o energii, której Ci brakuje

/
7 Komentarzy

CC by T. Leuthard


Caroline Myss, w "Anatomii duszy" pisze, że każdy z nas dysponuje pewną ograniczoną ilością energii. Jeśli przyjąć, że cała energia jednostki wnosi 100%, to często znaczna jej część: 30-40 % jest przeznaczana na noszenie bagażu z przeszłości. To co nam zostaje, musi wystarczyć na codzienne potrzeby. 


Zamiast cieszyć się 100%, musimy zadowolić się zaledwie dwiema trzecimi, bywa że ledwie połową. Noszenie w sobie bagażu przeszłości jest przytłaczające. Pozbawia nas naszych przyrodzonych zasobów, nie pozwala się zmienić, nie pozwala odejść od tego co było, w kierunku przyszłości. 


Jak przestać żyć przeszłością i marnować energię?

Oczywiście nie chodzi o to, aby przeszłości zaprzeczyć, zamknąć ją na klucz i udawać, że jej nie było. Przeszłość dobra czy zła, jeśli jest obłaskawiona i zamknięta, przestaje być ciężarem. Można do niej wracać, jeśli jest taka potrzeba, ale nie trzeba jej ciągle nieść na plecach. 

W Polsce ciągle mniej lub bardziej patrzy się wstecz zamiast do przodu. Stąd się bierze narzekanie, stąd tylko krok do wejścia w rolę ofiary, która od wieków już ma gorzej, więc.. wiadomo. 

Z takim podejściem nic się nie uda, bo niby jak miałoby się udać? 

Jeśli nie przepakujesz swojej walizki, będziesz ją za sobą niósł, ciągle i ciągle. A to kosztuje. Bywa, że bardzo dużo. 



Czy to jest Ci NA PEWNO potrzebne? 

Dawno temu, daleko stąd, żył pewien żebrak, który tak marzył o bogactwie, że dźwigał na plecach wszystko co znalazł po drodze. Mijani ludzie dziwili się mu, pytali po co niesie ze sobą ten worek rupieci, proponowali że pomogą, wskazywali drogę na śmietnik, dawali jakieś grosze, lub ciepłą strawę. 

Żebrak niósł swój worek, aż umęczony do granic swoich możliwości, dotarł do szczytu góry. Oparł worek o drzewo i zszedł odrobinę niżej, do strumienia. 

Kiedy szedł w dół, poczuł jak dobrze jest iść lekko poruszając ramionami. Jego zgarbione plecy wyprostowały się, oczy rozjaśniły, nawet oddychał inaczej. 

Kiedy brodził w płytkiej wodzie, dotarło do niego, że dawno już nie czuł się tak wolny. Kiedy wracał na górę, wiedział już, że to co niósł na plecach, to wcale nie było bogactwo. To był ciężar. Zwykły ciężar. 

Worek zakopał, a sam poszedł dalej. Lekko i bez wysiłku. 


Co z Tobą?

A Ty, co niesiesz ze sobą, przez te wszystkie lata? Ile energii kosztuje twój bagaż? Czy dalej warto go nieść?

Wejdź do strumienia, zobacz jak dobrze jest być wolnym.




Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Prawda. Jednakże aby prawdziwe odciążyć się z ciężaru przeszłości, trzeba ją w sobie najpierw przepracować, przeboleć, przepłakać, dać upust złości, przetrawić emocjonalnie. Dopiero wtedy, w naturalny sposób, możemy czysto i lekko iść do przodu bez cięzkiego bagazu. Porzucanie przeszłości 'na siłę', uporczywe zapominanie i wypieranie, wybaczanie dla zasady lub wbrew sobie nigdy nas nie uzdrowi. Stłumione i nieswiadome emocje potrafią zrobić spustoszenie w naszej psychice - depresje, nerwice itd. Bo człowiek właśnie czuje się zmęczony, kiedy toczy ze soba walkę. Uznanie swoich prawdziwych emocji z przeszłości to właśnie prawdziwe uwolnienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aby jednak przepracować coś, trzeba woli i świadomości. Często pies jest tutaj pogrzebany.... i nic się nie da zrobić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało jest obszarów, gdzie 'nic sie nie da zrobić'. Emocje chyba do niego nie należą ;) Emocje są fantastyczne, bo sa plastyczne, elastyczne, podatne, nie trwaja wiecznie w jednolitym stanie lecz ewoluują. Emocje to wielka baza informacji o nas samych. Emocje to ciągła droga do przodu, poznawanie nowego siebie. To obecnośc nas na tym świecie. Jak mozna sobie odpuścic dbałośc o nie i grzebac je psem. Emocje to ja. A że sa trudne do uniesienia i opieraja sie świadomości - wypieranie i noszenie swoich boleści w podświadomosci żżera jak robal od środka i boli po stokroc bardziej.
      Ann

      Usuń
    2. Oczywiście. Wszystko się zgadza. Jednak wielu ludzi miast nad nimi pracować i integrować swoje jestestwo, wygłusza, zamazuje, spycha. Co musi się stać, by zmienili ten sposób na życie....?

      Usuń
    3. Otóż istnieje pojęcie "niedostępny emocjonalnie". Wiem, bo żyłam przez 17 lat z kimś takim, kogo kochałam, pokonywałam między nami całą drogą, a on nie chciał przejść ani ćwierci. Nie cieszył się, nie złościł, nie bawił. Był jak opanowany, zdystansowany i poważny posąg. Nic z niego nie wyciekło, nie wybuchło. Tak można latami, a nawet całe życie. Więc najbardziej jednak potrzeba świadomości i woli. Żeby się poznać na samym sobie. Nie każdemu jest to dane, jak się okazuje.

      Usuń
    4. Jeśli ktoś sam nie zechce, to nie ma opcji. Nie można nikogo uszczęśliwić na siłę, nie można nikogo przemocą zmusić , żeby zaczął coś czuć. Każdy odpowiada za siebie, za swoje życie emocjonalne. Tak jak piszecie, można tak przeżyć życie, to też jest wybór, a często wynika z doświadczenia ( bywa, że w dzieciństwie) : tak bolało, że już więcej tego nie tknę, nie ruszę, bo nie przeżyję znów spotkania z tym bólem.

      Usuń
    5. Małgosiu, napisz o zaufaniu. A raczej o nieufności. Bo, tak jak piszesz, można się tak zabetonować po złych doświadczeniach życiowych i trwonić potencjał, który się otrzymało i energię, którą można by skierować na tory dla siebie korzystne. Często jednak nieufność, a za nią z kolei idący strach, grzebią szanse na przepracowanie siebie, na lepsze życie.
      Znamy przecież wiele opowieści ludzi, którzy właściwie nie powinni już żyć, gdyż bezmiar cierpienia i doświadczenia ponad ludzkie siły były ich udziałem. A jednak uginając się jak leszczyna w końcu powracali do życia. I chyba pomagała im w tym ufność, nadzieja, potrzeba więzi.
      Co się musiało stać więc z człowiekiem, który zasklepia się w sobie i nie ruszy z miejsca. Co się też musi stać z nim, by to jednak zrobił. Dla siebie. I żeby wiedział, że robi to dla siebie.
      Zaufanie. Ostatecznie na nim opiera się wszystko.
      Zaufanie to jakieś założenie.
      Nawet fizyka - najbardziej namacalna ze wszystkich nauk, tłumacząca świat, stając wobec niego wszystkie swoje reguły opiera na założeniach - jest ich kilka i one stanowią podstawę tej nauki. To nie są ścisłe wyliczenia. To są założenia, które dają podstawy.
      To jest właśnie jak zaufanie, które pozwala otworzyć samemu drzwi albo poprosić, by ktoś je dla nas uchylił.

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)