Umrzesz, jeśli zostaniesz

/
17 Komentarzy
CC by T. Tolkien

"Przyszedł w końcu ten dzień. Uświadomiłam sobie, że jeśli nic się w moim życiu nie zmieni, umrę. Zwyczajnie i po prostu. Nie było żadnych wzniosłych idei i genialnych pomysłów. Chodziło mi tylko o przetrwanie." - pisze Joasia Posoch w swojej książce "Lawendowe Pole".



Ten motyw życia i przetrwania, powraca bardzo często w wielu ludzkich opowieściach. Jest w pewnym sensie uniwersalny, archetypiczny. 

Jakiś czas temu, pisałam także o swoich doświadczeniach w tym temacie. I nawet słowa były te same, nawet sny, mówiły tym samym językiem. 

"Umrzesz jeśli zostaniesz" - krzyczały. Aż ciało bolało i trzeszczało w kościach.

Wtedy mnie to przerażało. Teraz wiem, że tak musi być. Zwłaszcza, gdy za długo zwleka się z odejściem.


Odejść i żyć

Indianie, mawiają, że kiedy się biegnie za szybko, to dusza zostaje z tyłu. Ja myślę, że są takie sytuacje w życiu i takie miejsca, w których dusza po prostu nie chce być. Które duszę odstraszają, których się boi i do których nie chce nawet podejść. Wtedy zostaje z tyłu. Albo odchodzi, zamyka cicho drzwi, ulatnia się oknem, odjeżdża pociągiem. Czeka gdzieś tam, w przeszłości czy przyszłości. Stoi na stacji. A my się czujemy puści, puści w środku. 

Wtedy pojawia się to archetypiczne, "umrzesz jeśli zostaniesz". 

Bez półśrodków, bez owijania w bawełnę, bez mrugania oczkiem. Życie obdarte do kości, świecące nocą, budzące do działania, gruchocące złudzenia. 

Tak ma być. Nie ma innego wyjścia. 

W sytuacji granicznej, w sytuacji w której chodzi o życie, nie ma miejsca na połowiczne rozwiązania

Wiem, co jest do zrobienia. Wiesz, co musisz zrobić. Zrób to. Po prostu zrób. Nie zwlekaj. Nie każ duszy czekać za długo.

Umrzesz, jeśli zostaniesz.

To jest mocne. To ma takie być. Żebyś nie zmarnował życia, żebyś nie zgubił duszy na zawsze. 





Zobacz również

17 komentarzy:

  1. Bo umieranie napełnia strachem. Ale też odejście, zostawienie tego, w czym się tkwi jest bolesne i jest pewnego rodzaju śmiercią.
    Mocne i bardzo prawdziwe to, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu, dziękuję Ci za te słowa! Właśnie dziś ich potrzebowałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. To teraz porozmawiajmy o strefie komfortu. O własnym - ja to niezbyt oględnie nazywam - "smrodku" dobrze znanym. Oprócz imperatywu pchającego wewnętrznie ku realizacji potrzebnej zmiany jest w nas coś jeszcze silniejszego - wdrukowane schematy, wyuczone reakcje, podświadomie powielane stereotypy i podświadoma wyuczona postawa, która co do zasady ma nas chronić. Ile to trzeba pragnienia życia, żeby się nie godzić na powolne umieranie.... I co nam to życie wysysa? I dlaczego się na to godzimy?
    To, co Małgosia napisała to sama esencja słusznej myśli. Prawie każdy ją zna.
    Kolejna myśl to ta, że aby otworzyć nowe drzwi trzeba zamknąć najpierw poprzednie.
    Ale ilu ludzi trwa w tym, co im wysysa, odbiera życie, ilu ma w sobie ten lęk i nakładane na siebie deficyty - jak zasypać tę czarną dziurę, przez którą uciekł duch....?????
    To jest pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. o strefie komfortu też było na blogu. Post ma tytuł "Strefa bez życia"( !!!)

    http://manufaktura-radosci.blogspot.com/2013/04/strefa-bez-zycia.html

    OdpowiedzUsuń
  5. wiem,że to strasznie banalno głupie ale jak mam odzyskać poczucie wartości po rozstaniu, niby wiem, że mam zalety, wiem jaka potrafię być ale to poczucie, że on jako facet jest na tej lepszej pozycji, nie stracił czasu jak ja i teraz po co mi to było tylko takie mam myśli ... nie byłam porzucona, sama też nie chciałam... nie będąc ta kobietą 'sukcesu', nie mając ciągle faceta, tłukąc się sama po różnych badaniach chodzę i płaczę ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eva, serdecznie Ci współczuję. Pisałaś już o tym tutaj - ale słyszę, że to w tobie dalej żywe. Padło wtedy przy okazji tamtego posta sporo słów i ja nie mam nic więcej do dodania. No może poza tym, żebyś się porostu przestała zajmować straconym czasem, własnymi potencjalnymi brakami, lepszą czy gorszą pozycją. Odeszłaś jesteś krok dalej, teraz buduj codziennie po trochu dając sobie miłość i uwagę. Nic się nie dzieje od tak, z dnia na dzień.
      Serdeczności, trzymam kciuki.

      Usuń
    2. Dzięki, wiem, czasem jest to poczucie a czasem kiepski dzień :-) wiedziałam, że odpiszesz :-) najgorsze jest, że człowiek się zamyka, dąży do zamykania a to mu na pewno szczęścia nie daje :-(

      Usuń
  6. Mocne i prawdziwe. Hm... Nie możena stać. Trzeba zawsze zrobić jakiś krok, choćby najmniejszy, ale krok! serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aby rozpocząć zmiany, trzeba sobie pozwolić na zgodę na swoją przeszłość. Jej się nie zmieni. Ale to daje szansę na wybaczenie sobie i innym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wiem, o czym piszesz. Jestem już na wylocie - z pracy. Najsmutniejsze jest to, że kiedyś tak bardzo ją kochałam. Teraz zmieniło się dużo, tak wiele, że trudno mi pracować. Zmieniło się kierownictwo, nastawienie innych pracowników... I jest jeszcze świadomość, jakie to kierownictwo jest - zakłamane i plotkarskie. Pozornie - do rany przyłóż. Świadomość czasem zabija; a we mnie kreatywność i wszelką motywację. Zdaję sobie sprawę, że od wypalenia jeden krok.
    Umiera mój duch.
    Dzięki za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że świetnie oddają sedno wpisu słowa znanej piosenki zespołu Perfect..."trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść...". Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. podsuwam ci Gosia temat na wpis - poczucie humoru i powaga, dlaczego ludzie wolą być tacy poważni? dlaczego ileś lat się gniewają, noszą urazy, dlaczego milczą kiedy ktoś próbuje ich rozweselić? co trzeba poważnie to trzeba ale reszta?

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasem jest tak jak u mnie. Wiadomo,że trwanie w tym samym miejscu nic już nie da i tylko pogarsza jakość życia,ale też jest ciężko jak nie wiesz w którym kierunku chcesz podążać :-(

    OdpowiedzUsuń
  12. pomyśl sobie (Ola), że mimo wszystko takie dylematy są dosyć luksusowe, jak wiele osób ma dużo większe problemy... perspektywy czasem nam brakuje, szukamy dziury w całym zamiast brać, co jest.

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę to jest jak z Zastałkiem z "Kto zabrał mój ser" a trochę jednak w zupełnie inną stronę, zagubienia duszy o wiele poważniejszym i śmierci wewnętrznej daleko dalej idącej niż wypalenie zawodowe. Mocny tekst. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite, właśnie dziś taki tekst u Ciebie, to sygnał dla mnie.. Właśnie to się u mnie dzieje, właśnie to mam do zrobienia, dziękuję.. :*

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)