Rady (nie) od parady. O miłości.

/
17 Komentarzy


Czasami, w życiu przychodzi taka chwila, kiedy potrzebujemy się przejrzeć w drugim człowieku i zobaczyć własne życie jego oczami. Wejść do własnego domu, od innej strony, obejrzeć odbicie w lustrze i stwierdzić, że jest inne niż co dzień. Wtedy szukamy rad i wsparcia. Wtedy zostawiamy komentarz na blogu, piszemy listy czy idziemy do przyjaciółki. 


Rady - jeśli chciane, dawkowane i podawane w sposób właściwy - empatyczny, niczego nie narzucający, ale także szczery i krytyczny, mogą nas naprowadzić na właściwą ścieżkę, na dobre rozwiązanie. 

Nawet jeśli nie zrobimy dokładnie tak, jak mówią. Nawet jeśli z rady zabierzemy dla siebie tylko okruszek.



Nie lubię rad

Kiedy ma się trzydzieści kilka lat, wie się już o sobie to i owo. Ja również wiem. Że nie lubię doradzania. Że nie słucham cudzych rad. Że idę swoją drogą i bardzo mnie drażni, kiedy się mnie popycha, podtyka pod nos mapy i mówi "a nie mówiłem". To nie moja bajka.

Dlatego też nie lubię radzić innym i trzymam swój język na wodzy. Nie zawsze się udaje. Nie zawsze w porę zatrzymam potok słów i zanim się spostrzegę, rozleją się jak woda z wiadra, wszędzie mokro, długo by zbierać. 

Czasem naprawdę trudno się powstrzymać. Zwłaszcza kiedy się wie. Kiedy czarno na białym widać o co chodzi. Kiedy cudze decyzje wywołują tylko niepotrzebny chaos i konsternację, a mogłoby być przecież łatwiej, milej i przyjemniej. Czasami wiążę sobie ręce, żeby nimi nie machać. Oczywiście w przenośni. Bo wiem, że ostrzeganie kogoś, kto i tak chce pójść jakąś drogą to jak zawracanie kijem Wisły. 

Czasem trzeba przekonać się na własnej skórze i nic i nikt nas przed tym nie powstrzyma. Czasami trzeba się uczyć na błędach własnych, bo cudze to zdecydowanie za mało. Taka karma, taki los. 



Dmuchawiec- co weźmiesz sobie z mojej rady?

Dostaję od Was wiele pytań i listów. Często o miłości, o rozstaniu, o tym jak żyć, kiedy się jest samemu, albo w słabym związku. Prawie zawsze odpisuję, ale rzadko wprost radzę cokolwiek. Ale dziś napiszę kilka słów w temacie, bo chodzą one za mną od dawna i myślę, że mogą być przydatne tym wszystkim, którzy się zmagają z taką czy inną miłością. 

Potraktujcie je jak dmuchawiec. Można go złapać całego, zanim rozwieje go wiatr. Ścisnąć w dłoni i wziąć ze sobą, żeby oglądać w bezpiecznym miejscu. Można złapać jedno śmigiełko, najmniejsze, takie które wiatr unosi wysoko, wysoko. Włożyć w książkę, ususzyć. Można nic nie brać, może tylko obraz odlatującego dmuchawca pod powiekami. I zrobić z tym co się chce. Cokolwiek. Nawet nic jest dobrze. Wy wybieracie. 


Miłość

Zaczyna się zawsze w nas samych. I wszystko to, co nam w niej wychodzi, albo nie, nie bierze się jak lubimy myśleć z okoliczności i z drugiego człowieka, ale przede wszystkim z tego, co jest, żyje, gra i kocha w nas.

Jeśli ciągle coś Ci nie wychodzi, jeśli w kółko powtarzasz te same schematy, przyjrzyj się sobie. I własnym wyborom. 

I nie szukaj ciągle na oślep, a zwłaszcza wtedy, kiedy nie znasz odpowiedzi, na własne pytania. To bez sensu

Tracisz czas, tracisz energię, zbierasz razy. Tak się nie dowiesz, nie tędy droga.



Miłość czy szacunek? Wybieraj dobrze!



Rozstanie

Piszecie do mnie o rozstaniach, które bolą i o tym, jak trudno się po nich pozbierać, jak trudno być szczęśliwym, radosnym, kiedy jest się samemu. A ja się zawsze wtedy zastanawiam, jakim cudem, jakim nadzwyczajnym zbiegiem okoliczności jakiś drugi człowiek, ma nam dać coś, czego nie potrafimy sobie dać sami? 

Miłość bywa Kochani moi jak Prozac. Z jego zaletami i wadami. Może szybko pomóc, może zaszkodzić, może uzależnić, może dodać skrzydeł na chwilę, ale nie rozwiązuje problemów. 

Jeśli liczysz na to, że ktoś za Ciebie, wszystko załatwi, że ktoś uleczy Twój ból, Twoje niespełnienie, mogę Ci to powiedzieć już dziś. Z dużym prawdopodobieństwem się zawiedziesz. 

Miłość nic nie załatwia. Czasem dokłada kłopotów. Zwłaszcza, kiedy spotykają się ze sobą dwie osoby o podobnych oczekiwaniach. Tu pusto i tam pusto -  z czego tu nalać?

Najpierw musisz mieć, żeby brać i dawać. Inaczej robi się smutno, inaczej zawsze się kończy. 


Ból

Pamiętam jak to boli. Naprawdę, tego się nie zapomina. Gdy prawie dekadę temu, kończyłam mój kilkuletni związek, pierwszy, ważny, intensywny i gęsty od wrażeń, czułam się jakby mi amputowano serce. Mimo, że sama odeszłam. Bolało mnie wszystko. Całe ciało. 

Ten ból trzeba przeżyć, z tym bólem trzeba sobie poradzić. Najlepiej bez znieczulenia. Najlepiej na trzeźwo, stając z nim twarzą w twarz. Każde rozstanie w życiu, każdy koniec, trzeba przecierpieć, przejść przez żałobę, przetrawić rozczarowanie, popłakać. Nie ma drogi na skróty Moi Drodzy. Można iść od razu w kolejny związek, można udawać że nic się nie stało. Można iść tańczyć i śpiewać, ale szczerze nie radzę. To się skończy kiedyś, to minie. 

Przyjdzie nowy dzień, na niebie zaświecą nowe księżyce. Poczekaj, nie śpiesz się. 

Lepiej przeboleć i iść dalej, niż przez pół życia nosić w sercu niezaleczone rany. To się zawsze kiedyś odzywa, bywa że boleśnie. Lepiej załatwić to od razu, raz a dobrze.


Radość


Nie byłabym sobą, gdybym tego dzisiejszego epizodu miłosnego radzenia nie zakończyła pozytywnie. 

Miłość jest cudowna, dla miłości warto żyć. Pamiętajcie tylko, że każda miłość, zaczyna się od nas samych. I od tego jacy my jesteśmy. I jak potrafimy kochać siebie. 

Ten kto ma do siebie szacunek, wie że jest wart miłości. Ten kto siebie kocha, ma na to nawet własny, prywatny dowód. Nie musi błagać o miłość. Nie musi brać pierwszej lepszej. Takiej która rani i boli. Nie pozwoli się oskarżać, nadużywać czy oczerniać. Zna swoją wartość, wie czego chce. Dobrze wybiera.  

Takiej miłości Wam życzę Kochani. Do siebie, do innych, na wiosnę, na całe życie. Powodzenia!





Zobacz również

17 komentarzy:

  1. Chyba tego mi dziś było trzeba, żeby ruszyć dalej po małej chwili zwątpienia. Zwyczajnie i zarazem bardzo nadzwyczajnie - poprawiłaś mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane, prawdziwie i... większość i tak się do tego nie zastosuje. Bo większość będzie potrzebowała mieć kogoś na własność lub być czyjąś własnością, a ten stan posiadania nazwie miłością. Szkoda, że z takimi tekstami, jaki napisałaś nie pracuje się w szkole, w rodzinach, nie uświadamia nastolatków, którzy wchodzą w czas swoich pierwszych miłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam szkoły do współpracy :) Większość nie, ale świata nie zmienia się w jednym kawałku, prawda :) ?

      Usuń
    2. Zgadzam się. Zawsze kiedy myślę o odpowiedzialności w związkach, o wyborze (dlaczego niektórzy dobrze wybierają, a innym cały czas sie nie udaje), przychodzi mi właśnie na myśl szkoła i lekcja "przygotowanie do życia w rodzinie" - przecież właśnie o tym powinni się uczyć. Podstawy psychologii, uczenie samoakceptacji, a ile szczęśliwszych związków byśmy mieli a co za tym idzie dzieci.

      Usuń
  3. to się wydaje takie oczywiste i proste tylko jak się pokocha kogoś wtedy też kocha się bardziej siebie za to jak się kocha kogoś ... niestety właśnie ten drugi człowiek potrafi wnieść w życie taką nową jakość, której sami sobie nie damy... ale widocznie trzeba przebudować inaczej wszystko jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiekny jest ten fragment zatytułowany "Ból"... "amputacja serca" to najznakomisze określenie tego, co czułam, gdy i ja rozsatwałam się z mężczyzną, który zawiódł..i tak jak Ty wiem, że nie ma drogi na skróty, choć ja spotykam się ze znajomymi, trochę tańczę i trochę śpiewam, ale to dlatego, że lubię, nawet jak byłam w związku. Przestrzegam natomiast przed wchodzeniem w kolejny związek, bo to naturalne, że teraz największy drań wydaje sie być księciem..a to najprostsza droga do kolejnej amputacji serca. Dzięki za ten wpis, od niedawna tu jestem i mam wrażenie, że na dłużej :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. mi też ten właśnie fragment uświadomił sporo, że łatwo też uprościć i zwalić na tego złego faceta, trudniej spojrzeć na siebie, bardzo trudno, wszystko chciałoby się zrobić tylko nie to. a ból jest bo jest bo był wcześniej i jest większy przez własne deficyty, nieprzepracowane tematy, ale pocieszenie dla złamanych serc - nauczy nas to, w nowym związku pewne rzeczy będziemy wiedzieć od razu, intuicyjnie i mądrzejsze o to budować lepsze szczęście :-)))) tak to los chyba układa, taką mam nadzieję

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci coś blogowa koleżanko, mam nadzieję,że się nie pogniewasz za takie nazwanie Ciebie - jesteś niesamowita.
    Te Twoje wpisy są takie motywujące i pełne energii i miłości do życia. Dziękuję Ci za to.
    Ponownie zapraszam do siebie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl
    Będzie mi miło jak kiedyś zajrzysz.

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  7. Doskonały wpis. Szukałam dzisiaj komentarza do dręczących mnie myśli,a Ty w kilku(nastu) zdaniach, to ubrałaś w słowa, nazwałaś, doprecyzowałaś. Motywujesz i wspierasz. Ogromne dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam czytać Twój blog

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)