Pozytywnie, ale po co?

/
40 Komentarzy


Przy okazji konkursu na Blog Roku, chociaż nie tylko, padają pytania o to po co ja właściwie piszę tego bloga, o co chodzi z tym pozytywnym myśleniem, poszukiwaniem plusów raczej dodatnich, niż ujemnych i nastawieniem na radość.


Trochę w tym sarkazmu, trochę ciekawości, a trochę zdziwienia. Bo pozytywne myślenie ma strasznie słaby PR. Spotkałam się nawet z opinią, że inteligentni ludzie, nie mogą myśleć pozytywnie, bo mając świadomość całego zła tego świata, licznych zagrożeń, które niesie, ogromu cierpienia, chorób i nieszczęść, pozytywnie myśląc, zamieniliby się w słodkich może, ale jednak bez wątpienia naiwnych kretynów. Takich co to przywdziewają różowe wdzianko i głupkowato śmieją się do lustra. A w lustrze groza, wiadomo. 

Co masz, co wybierasz, po co? 

Nigdy nie twierdziłam, ani nie miałabym śmiałości twierdzić, że wokół nas jest idealnie. Nie jest i z dużym prawdopodobieństwem nigdy nie będzie. Wielu z nas żyje w stanie stuporu, śniąc swój sen o słabym życiu. I ich na siłę budzić nie można, nie mamy prawa. Ale też źle by było, gdybyśmy wszyscy dalej, tak jak przez wieki, trwali w odrętwieniu i poczuciu, że nic od nas nie zależy. Bo zależy bardzo wiele. 

Profesor Maxi C. Maultsby, twórca Racjonalnej Terapii Zachowania, który badał funkcjonowanie mózgu i związki między sposobem myślenia, a rzeczywistością dowodzi, że to właśnie nasz umysł, nasze myśli, nasze przekonania, tworzą to, co potem fizycznie jest naszym udziałem. To co myślisz, to jak myślisz, staje się także twoją biologią: bo każdy impuls, każda emocja, odbija się w ciele i wywołuje reakcję, która uruchamia kolejną i kolejną -  jak w dominie. 

Z geografii wiemy, że  mówiąc tylko odrobinę metaforycznie, łopot skrzydeł motyla, może wywołać huragan na innym kontynencie.  Czemu więc ciągle nie wierzymy we wpływ myśli i nastawienia człowieka na jego WŁASNE życie - i w dalszej perspektywie na losy jego bliskich i szumnie rzecz ujmując całego świata? 

Negatywny, skupiony na trudnościach i pułapkach umysł, nie da Ci pozytywnego życia. Wierzysz, nie wierzysz, nie ma czarów. Oczywiście samo pozytywne myślenie, jeśli jest tworem tylko zewnętrznym, bardzo powierzchownym, za którym nie idzie nic: ani wewnętrzne przekonania, ani emocje, a raczej podskórny strach, że to wszystko jest wyłącznie pewną mistyfikacją, nie przyczyni się do niczego dobrego. Nie chodzi przecież o to, by się tylko teatralnie uśmiechać, a w środku łkać ze strachu. 

Wybór

Panowanie nad własnymi myślami, wybór swojego nastawienia, focus na to co dobre i jasne, zamiast na to co ciemne, mroczne i nieudane, to właśnie droga, w tym lepszym kierunku. 
Widzimy to, co decydujemy się widzieć. Słyszymy to co chcemy słyszeć, żyjemy tym, czym wybieramy żyć. 

Jeśli wybierasz jasną stronę, szukasz jasnych dowodów. Jesteś aktywny i otwarty. Widzisz raczej możliwości (nawet te maleńkie), a nie wyłącznie zamknięte drzwi. Nie traktujesz przeciwności, jako końca świata. Wiesz, że nie ma tylko jednej drogi: ale że jest ich nieskończenie wiele. Zawsze, wszędzie, z każdego punktu. 

W tym wszystkim, nie chodzi o to, by się wyłącznie uśmiechać i beztrosko rechotać ale o to, by decydować się brać za siebie i swoje myśli odpowiedzialność i uwierzyć wreszcie, że prawie wszystko zaczyna się w nas. 





Zobacz również

40 komentarzy:

  1. Już sam fakt, ze takie pytania ktoś ci zadaje jest pozytywnym objawem, bo moim zdaniem oznacza to, ze te pytające osoby chciałyby wyrwać się ze swej negatywnej " otoczk i"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nika, nie mówię, że źle :) Podobno kto pyta, nie błądzi :)

      Usuń
  2. Ja też wierzę w wybór. I też wybieram jasną stronę. Bo dlaczego by nie? :-) Spokojniej i lepiej się wtedy żyje (co nie znaczy, że nie doświadcza się trudnych uczuć). Łatwiej się wraca do swojego "centrum". Uściski Małgosiu :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie to czasem banalne, a prawdziwe :) Dzięki Asiu :)) Dobrego dnia!

      Usuń
  3. Elizabeth: Małgosiu, ja spotkałam się z opiną, że Maultsby pozytywne przekonania zamienia na zdrowe i jest w tym pewna różnica. Co o tym sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, że pozytywne są niezdrowe?? Myślę, że jest tu jakiś znacznie szerszy kontekst, bez niego, coś mi tu nie gra:)

      Usuń
  4. Elizabeth:chodzie o to, że pozytywne myślenie jest zdrowsze niż negatywne. Problem polega na tym, że to pierwsze nie zawsze liczy się z rzeczywistością prawdziwego życia. Dlatego Maultsby woli rozwijać przekonania oparte na faktach. Zdrowe myślenie jest równoznaczne z realizmem.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Racjonalnej Terapii Zachowania chodzi o to, żeby po pierwsze dotrzeć do naszych przekonań (bo my często nie wiemy, że właśnie takie mamy i one rządzą naszym życiem i wyborami) ,a potem sprawdzić wg ustalonego klucza czy nam służą. Bo to samo przekonanie może jednemu służyć, a drugiemu nie. Jeśli nie służą, to należy je zmienić na inne.
    W związku z tym nie klasyfikuje się przekonań generalnie na złe czy dobre albo pozytywne czy negatywne. Są dla ciebie dobre albo nie. I tylko tyle. W dodatku to może się zmieniać i teraz jakieś przekonanie może być dla mnie dobre, a za chwilę już nie.

    Tutaj w tym w wielkim, ale przydatnym, skrócie:
    http://www.projektsukces.pl/racjonalna-terapia-zachowan.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dopisek: przekonania, które nam służą czy są dla nas dobre w RTZ określa się jako ZDROWE.

      Usuń
    2. Dzięki Gosiu, myślę, że to trafne. :)

      Usuń
  6. to polskie myślenie i polskie podejście,żeby krytykować każdego, kto robi coś fajnego, cieszy się, uśmiecha, niech się pani nie da i nie przejmuje krytyką :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, ale ja się nie skarżę, ani nie przejmuję :))) Może jest w tym pewna podejrzliwość po prostu - a wynika z tego o czym piszesz :) Trochę jesteśmy tacy właśnie, kontestujący wszystko :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. trochę? nie ma niestety narodowości, która tak krzwdziłaby samą siebie, to fakt niestety, gdziekolwiek ludzie się uśmiechają np w kolejce do toalety, w autobusie, u nas wrogość to norma, my nie wiemy, że może być zupełnie inaczej, życzyć komuś dobrze, bo jeśli tobie dobrze to może i mi będzie lepiej :-(

      Usuń
    3. I jeszcze trudne jest w Polsce, że ludzie zakładają, że im się coś należy, to scheda po komunizmie, bo jestem biedny, bo mam dziecko, bo niepełnosprawny nawet, bo ... można wymieniać i każdy robiłby z siebie ofiarę. Nie ma tak, że trzeba na coś uczciwie zapracować tylko każdy chciałby dostać, szybko i łatwo. A jak komuś się coś uda to też spotyka go krytyka.

      Usuń
    4. Evo,
      ale wracając do tematu: są i tacy, co myślą inaczej - i to wzmacniajmy :) A reszcie może się wreszcie zrobi źle z tą miną skrzywdzonego Polaka? Może pójdą raczej w ta jasną stronę?
      Tego sobie i nam życzę:)

      Usuń
  7. Ja też :) Żeby nikt nam skrzydeł nie obcinał :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Nic nie jest jednowymiarowe i nigdzie nie jest cukierkowo :) cały czas :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dopiero zaczynam Cię czytać. A już mam pytanie :) A jak się wyrwać z okowów "normalności", schematyczności życia w stronę czegoś co dla nas samych i innych wokół będzie w końcu radością i sensem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zaczynając od tego o czym tu mowa? Mówi się, że jeśli zmienia się przekonania, na takie które nam służą, to można w ten sposób zmienić wszystko, przerwać każdy schemat. Po prostu trzeba przestać robić to co zawsze i myśleć, tak jak zawsze :) Albo chociaż próbować, codziennie od nowa, po kawałku. Powodzenia!

      Usuń
    2. Zgadzam się - trzeba zmienić swój sposób myślenia i spojrzenie na świat wokół. Bo jak mówi pierwsza zasada hawajskiej Huny - "świat jest taki, jaki myślisz, że jest".
      Tak więc inny jest świat dla optymisty, inny dla pesymisty, inny dla osoby szczęśliwej, nieszczęśliwej, zdrowej, chorej, bogatej czy biednej. Wszystko jest kwestią punktu widzenia i subiektywnej oceny. A tę subiektywną ocenę możemy zmienić tylko my sami. I tym samym zmienić swoje życie.
      Bo to, co dla jednego jest końcem świata, dla innego, nastawionego pozytywnie - jest początkiem zupełnie nowej ery :)

      rozsądna

      Usuń
  10. Mnie też osobiście boli to, że ludzie nie widzą tych pozytywnych rzeczy, nawet drobnostek w swoim życiu. Zbyt wiele ludzi narzeka, że źle, że niedobrze, bo za zimno, za gorąco, bo to wina Tuska, bo zła praca.. Każdy na coś narzeka. Pytając znajomych co u nich słychać, słyszę ciągłe marudzenie. Mało kto cieszy się ze swojego życia.
    A jeszcze gorsze jest to, że jak człowiek się pochwali, że udaje mu się w życiu, że jest szczęśliwy, to zaraz słyszy falę krytyki, żeby się nie cieszył bo to szczęście zaraz ucieknie. Ludzi drażni szczęście innych, krytykują by samemu poczuć się lepiej. Zamiast zamknąć usta i zrobić coś ze swoim życiem (na które tak bardzo narzekają), to mieszają innych z błotem, bo nikt nie może mieć lepiej. To jest przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest w Polsce, nasz kraj jest specyficzny, w Stanach są może inne problemy ale nie można zarzucić ludziom, że nie są mili, trzeba znaleźć sobie swoje kręgi, swój mały świat, mi się udało przez pół roku kiedy byłam zakochana, wszystko było piękne i mam nadzieję, że odtworzę to jeszcze, bo jest to możliwe, na pewno :-)))

      Usuń
    2. Bo szczęście to nie osiągnięcie tych wszystkich celów, spłacenie kredytu, zaoszczędzenie na wyjazd, ono jest gdzieś po drodze, tutaj i teraz i z perspektywy dopiero widzimy jakie to było wielkie, wielkie szczęście, a wtedy ciągle chcieliśmy czegoś innego i więcej.

      Usuń
  11. a może to w polsce jest normalnie, bo przynajmniej ludzie są sobą i niczego nie udają. A w ameryce myślicie, że te uśmiechy i mizdrzenia są naturalne? Ja myśle, że tam ludzie są strasznie sztuczni i chodzą w maskach. Rzadko też ma sie tam przyjaciół, bo jak masz problem to ten pseudo-przyjaciel mówi: idź do psychoanalityka.... ANN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłabym za tym, żebyśmy się za mocno nie porównywali, nie analizowali, ale zwyczajnie robili swoje i zaczynali też zawsze od siebie :))) Pozdrawiam!

      Usuń
  12. jak poradzić sobie po rozstaniu kiedy świata nie się zobaczyć w jasnych kolorach? ktoś ma pomysły? będę wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że w takiej sytuacji najlepiej skupić się na sobie. Przestać myśleć o rozstaniu, o tym co by było gdyby.. i nie szukać na siłę pocieszenia u innej osoby. Zająć się sobą, pielęgnacją ciała jak i umysłu. Może wyjść do kina z przyjaciółką, na zakupy, lub znaleźć ciekawą książkę do przeczytania. Albo jak ktoś woli to zmienić styl życia, jakieś ćwiczenia, może nowe hobby. Zrobić przemeblowanie, może jakaś nowa fryzura.

      Zrobić coś co widocznie pokaże naszą zmianę, nowy rozdział w życiu. Pierwsze dni, tygodnie będą ciężkie, ale z czasem będzie lepiej.

      Usuń
  13. cienko z pomysłami widzę ;-))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Serdecznie gratuluję nagrody!
    Pięknie Pani wygląda :) Pozdrawiam serdecznie,
    Renata

    OdpowiedzUsuń
  15. Elizabeth: EvoSylvio, lekarstwem na jedną miłość jest druga miłość. Sama to przerabiałam i działa:)

    OdpowiedzUsuń
  16. żeby tylko znowu głupio nie wybrać :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ;) Dlatego ja raczej zalecam wstrzemięźliwość ;) Ale też unikam radzenia, więc nic więcej nie napiszę :) Trzeba się uśmiechać, świat się też uśmiechnie :) Pozdrawiam!

      Usuń
  17. wstrzemięźliwość czyli przerwa? ;-) posłucham rady chętnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie opcja "klina klinem" wydawała się zawsze słaba. Trzeba swoje przeboleć, przemyśleć ( co nie znaczy przecież od razu wiecznej żałoby i wyrwania z nurtu życia), właśnie po to, żeby potem dobrze wybrać, świadomie, bez ciężaru i bagażu tego co było. Ale przecież bywa w życiu także dokładnie odwrotnie, więc co ja mogę radzić? Otwartość, dobroć dla siebie, spokój, reszta przyjdzie:)

      Usuń
  18. na razie to poczucie zmarnowanego czasu, tego, że mężczyzna mniej stratny i powoli dobre wspomnienia wydają się jakąś pomyłką :-(((

    OdpowiedzUsuń
  19. wszystko mija, wszystko nas czegoś uczy.

    OdpowiedzUsuń
  20. a to a propos bycia z kimś, po prostu i 'aż' http://www.youtube.com/watch?v=1Evwgu369Jw
    trzeba trochę znać angielski, sympathy to współczucie, nie sympatia :-))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Odważyć się być szczęśliwym nie jest łatwo, ale da się przezwyciężyć ten lęk, przekonałam się na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)