Syndrom krętacza

/
14 Komentarzy



Przeczytałam o nim u Austina Kleona i krzyknęłam: EUREKA! Ilu z nas to ma! Boimy się zacząć, nie czujemy się kompetentni, im bardziej jesteśmy przygotowani i wykształceni, tym mocniej ogarniają nas wątpliwości i strach, że się skompromitujemy, pokażemy z niewłaściwej strony, wyjdziemy na durnia.


Zostawmy skomplikowane definicje, przejdźmy do konkretu. Syndrom oszusta, czy inaczej krętacza, polega na tym, że czujemy się tak, jakbyśmy wiecznie markowali swoje umiejętności, a w rzeczywistości nie mieli pojęcia o tym, co robimy. Czują się tak całe tabuny ludzi. 


Nie bój się porażki

Kiedy zaczyna się kompetencja? Od matury, od doktoratu, a może od profesury? W pracy kreatywnej, w byciu rodzicem, we własnym życiu - nie dojdziemy nigdy do mitycznej perfekcji, która sprawi, że od dziś, od jutra, nie będą nas już więcej trapić wątpliwości, strach przed porażką, czy obawa bycia ośmieszonym. 

Czekanie na mit kompetencji, idealnego przygotowania, skutkuje marnotrawstwem czasu, w którym się nie żyje, a czeka. Dodatkowo niczego nas nie uczy. Bo w końcu przyswajamy wiedzę także, a może przede wszystkim popełniając błędy i próbując je naprawiać. 


Lepiej działać niż stać w miejscu

Statystycznie, z dziesięciu projektów, udaje się jeden. Nie dlatego, że był najlepiej przygotowany. Powodzenie to coś więcej niż równanie z jedną niewiadomą. W grę wchodzą różne czynniki i nie jest to wyłącznie nasza kompetencja lub jej brak.  Porażka, nigdy nie jest wyłącznie klęską. To także lekcja, która mówi  nam każdorazowo, jak się czegoś nie robi. Z tej nauki płynie mądrość, ta z kolei buduje naszą kompetencję. Koło się zamyka. 

Ten cykl, daje nam też coś nie mniej ważnego: wewnętrzną pewność, że nawet jeśli zdarzy się nam popełnić błąd, coś się zawali, to zdołamy się z tego wykaraskać. 

W końcu nie raz już to robiliśmy, prawda? 




Zobacz również

14 komentarzy:

  1. Tak to jest, że często czekam aż będę na coś odpowiednio przygotowana, będą spełnione jakieś oczekiwane przeze mnie warunki, a przecież jeśli tak nie będzie, jeśli nie będę, w moim odczuciu, perfekcyjnie przygotowana... to może mnie wiele ominąć, bo nie zdążę spróbować wcale. W ten sposób całe życie można unikać wszelkich działań i podejmować się jedynie tych, które są nieuniknione, a nie tych, które mogą nam pomóc z czasem nawet spełnić marzenia. Watro działać już teraz i nie porównywać się z innymi. Każdy z nas ma inny "start" w życiu ale osiągnąć możemy więcej niż inni, chociaż to samych siebie plasujemy na słabszej pozycji. Dziękuję za dzisiejszy wpis.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem dzisiaj nadużywa się słowa "profesjonalny" i z tego pewnie też wynikają nasze obawy: że nie jesteśmy wystarczająco profesjonalni.
    Tylko co to znaczy...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a do tego nawet "profesjonaliści" nie zawsze czują się " kompetentni" :)

      Usuń
  3. Ja to nazywam byciem 'good enough'. Trzeba czuć się wewnętrznie good enough, żeby podjąć ryzyko i zacząć działać. Nawet jeśli poniesiesz porażkę, to pozostajesz good enough, bo ta porażka cię nie określa. Jesteś kimś więcej niż twoje kompetencje i zdolności. Staram się tak patrzeć na siebie i na to co robię. Wychodzi różnie:)
    Dzięki za motywujący tekst na dobry początek tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodałabym, że to good enough jest płynne, co innego oznacza dziś, co innego jutro :) Ale bardzo trafne, dzięki:)

      Usuń
  4. Od pewnego czasu walczę z tym wewnętrznym krętaczem robiąc cokolwiek, choćby najmniejszą rzecz, idąc chociaż o krok w kierunku, który wybrałam. I chyba rzeczywiście jest to właściwy sposób postępowania z tym syndromem :) Odpuszczam sobie perfekcjonizm (na ile tylko się da ;)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Elizabeth: też przerabiam ten ten temat :) ale kiedyś w pewnej książce przeczytałam, "że najbardziej doskonałe jest to, że sami jesteśmy niedoskonali" I od tamtego czsu trzymam się tego zdania i jest mi z tym dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za post, poczucie niekompetencji i bycie oszustem choćby w stosunku do tego co mam w CV towarzyszy mi bardzo długo. Nie startuję nawet do żadnej pracy, bo z czym do ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mat, współczuję. I co z tym zrobisz?????

      Usuń
  7. Pani Od Kotów5 czerwca 2015 20:09

    Znów akurat to, czego dziś potrzebowałam. Tylko w teorii proste, a kiedy się ma moment spadku chwiejnej pewności siebie, bo wszyscy dokoła lepiej sobie radzą z życiem i się przez to poczucie niekompetencji odbiera sobie szansę? Nie odezwę się przy człowieku, który lubi dyskutować merytorycznie, ale agresywnie, popisując się ile zna mądrych słów, bo może powiem coś głupiego. I zamiast podjąć wyimaginowane ryzyko, że mogę się skompromitować, milczę, przez co sprawiam wrażenie głupiej na pewno. Nie pochwalę się czymś fajnym w perspektywie, bo boję się, że ktoś wie i powie, że to nie ja, a kto inny, bardziej kompetentny, powinien być na tym miejscu. Nie poproszę o pomoc, bo wtedy musiałabym się przyznać, że nie wiem i nie potrafię. Nie powiem, jaką pracę bym chciała, znajomym który mogą mieć przydatne kontakty, bo przecież w tej materii żadnego prawie doświadczenia, a ogólna inteligencja i elokwencja jednak niewiele ponad przeciętną i wyśmieją za plecami, że z czym do ludzi. To jest pułapka. I sama się napędza im dłużej się zwleka z wyrwaniem się i odkryciem, że prawdopodobnie nic takiego złego się nie wydarzy. I że ci co mają fajniejsze CV wcale nie muszą być bardziej kompetentni, kiedy się spojrzy na to co i jak robią w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo, bardzo dziękuję za ten tekst. Dzisiaj w punkt. I to nie pierwszy raz u Ciebie tak się zdarza. Los mi sprzyja dając Twoje przemyślenia:)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)