Praca na całe życie

/
11 Komentarzy


Czy wiecie jak  zwykle zwalnia się dealerów maklerskich, szefów największych firm, managerów w korporacjach? Wszystko jest dokładnie zaplanowane i utrzymywane w największej tajemnicy, aż do godziny zero. 

Przychodzisz do pracy, parzysz kawę, prosisz sekretarkę o mleczko. Siadasz w fotelu, nic nie podejrzewasz. Naciskasz guzik startu, uruchamiasz komputer i ze zdumieniem stwierdzasz, że nie działa. W tym momencie stają w drzwiach: przełożony, szefowa HR, czasem ktoś jeszcze. Pada niewiele słów: "niestety, tak nam przykro, z przyczyn niezależnych, proszę tu podpisać, do widzenia". Po fali kilku zasłabnięć, w pewnej firmie wzywa się dodatkowo karetkę, która czeka w podziemnym garażu, gdyby konieczny był lekarz. Korporacyjne x lat, pakujesz w asyście czujnych oczu do kartonowego pudełka. Ramka na zdjęcia, jakiś notes, kilka drobiazgów, oczywiście bez znaczenia. Potem się wychodzi w przestrzeń, w ciszę, z którą nie wiadomo co zrobić. Nie ma służbowego auta, nie ma dobrze oswojonej miny zwycięzcy, jest tylko coś jak kac: słodko - słony smak porażki.

Jak to się kończy? Czasem tak jak tutaj, czasem gorzej. 

Ryzykowna lokata

Prosta ludowa mądrość mówi, aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Nie inwestować całej energii, sił i czasu w jedną część życia. Bo jak się zbije, jak się stłucze, to jest tragedia. Nic nie zostaje. Ale kto by tam słuchał ludowych mądrości. 

Powiecie, że tak już, że tak wygląda współczesne życie, dzisiejszy świat. Takie są wymagania, oczekiwania, kto nie ryzykuje, kto nie działa na krawędzi, ten nic nie osiągnie. Może dodacie, że tylko ten kto wiele daje, może wiele otrzymać. Od świata, od korporacji. Ale nawet jeśli, to co z tego? 

Równowaga głupcze!

To co jesteśmy winni: przede wszystkim sobie, to równowaga. Jest praca, są relacje międzyludzkie, często jest rodzina, odpoczynek, wakacje, pasja, hobby, chwila wytchnienia.  Jeśli z całej wyliczanki zostaje właściwie wyłącznie praca, bo na resztę nie starcza ani sił, ani czasu, to dochodzimy do sytuacji granicznej. 

Bo co będzie, co nam zostanie, kiedy odpadnie ten jeden element, ten na którym budujemy wszystko? 

Profesor Rao, którego lubię cytować, mawia, że życie toczy się kołem, a koło nie powinno być garbate.  Nie wierzy tym, którzy twierdzą, że żona się z nimi rozwodzi, własne dzieci nie chcą ich znać, domowy jamnik gryzie ich po kostkach jak intruza, ale podkreślają, że przynajmniej w pracy wiedzie im się świetnie.  To tak nie działa. A nawet jak działa, to tylko do czasu. Bo może przecież przyjść taki dzień jak wyżej. I co wtedy? Co robić, jak żyć?  


Impas...

Człowiek pierwotny, pracował tyle, by się wyżywić. W społeczeństwach, które bazowały na zbieractwie było to około 2-3 dni w tygodniu. Dziś przeciwnie, pracujemy tyle, że nie mamy czasem czasu spokojnie zjeść. Nie mamy czasu gotować, nie starcza nam go, żeby tulić własne dzieci, mijają nam tak lata i bywa, że całe życie. 

Pragniesz dołączyć do czterdziestokilkuletniej elity zarządczej z wrzodami żołądka i na granicy zawału? Żyj tak dalej. W końcu za wszystko się w życiu płaci, wiesz to aż za dobrze. Życie też wystawia rachunki. Bywa, że tak wysokie, że nie spłaci się ich do śmierci.

Równowagi nie znajduje się w wiecznym rozkroku. Nie wierzysz? Stań w ten sposób, a potem poproś kogoś, by cię popchnął. Utrzymasz się na nogach? No właśnie. 

Wyjście?

Nie chodzi rzecz jasna o to, by rezygnować z pracy, rozwoju, bo to nas napędza, wzbogaca, nie wspominając już, że zapewnia nam byt. Tylko czy na pewno, walka o byt, ma być wszystkim? Czy te przysłowiowe jajka, cały swój walor, całe swoje bogactwo, należy lokować w jednym miejscu?

Goethe, dawno temu, pisał, że to co najważniejsze, nie może być na łasce tego co mniej ważne. Jak więc uniknąć niezdrowej zależności?  Jak nie wpaść w pułapkę życia na cudze konto? Aktualizując często własne wartości i sprawdzając, jak daleko jesteśmy od własnych ideałów. 

To praca na całe życie, ale nie warto się z niej zwalniać. Dobra wiadomość jest taka, że nie mogą nas z niej wyrzucić. Wszystko  więc w naszych rękach.







Zobacz również

11 komentarzy:

  1. Elizabeth: Małgosiu bardzo mądra ta dzisiejsza lekcja. Wiele lat temu oddałam się cała miłości, gdy zabrakło odwzajemnienia zapłaciłam wysoką cenę-przyszła ciężka choroba....gdybym wtedy była tego świadoma!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto z nas tak nie miał??? Dlatego uważność to lekcja na całe życie:) Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Zgadzam się, że życie to całość, a nie jedna wypełniająca go aktywność.
    Natomiast jakich by nie mieć zasobów poza pracą to nie ma siły, żeby po takim nagłym i nieludzkim (!) zwolnieniu zachować równowagę. Myślę, że to zostaje na długo w człowieku. Brak mi słów na określenie podłości takiego zachowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej się na pewno pozbierać, kiedy coś czy kogoś tam się ma obok..

      Usuń
  3. Gratulacje Pani Małgosiu ! Dzięki temu, że blog zwyciężył, trafiłam tu i powyższy post uświadomił mi, że nie jestem w błędzie. Pozdrawiam. Renia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry artykuł. Szkoda tylko że nie jest na pierwszej stronie najpopularniejszych portali, może wówczas chociaż część ludzi zastanowiła by się w tym wyścigu szczurów co tak naprawdę tracą godząc się na "niewolniczą" pracę. Niektórzy nie mają wyboru, inni dążą do celu za wszelka cenę - pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Ja jestem tym szczęściarzem że zdałem sobie sprawę z tego co tracę i w końcu znalazłem równowagę, mam o wiele lepsze samopoczucie - najpierw rodzina - potem praca. I Wam również tego życzę, korzystajcie z życia bo jest ono faktycznie bardzo krótkie
    Pozdrawiam
    Jarek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarku, dziękuję. Masz rację. Czas jest cenny :) Serdeczności!

      Usuń
  5. Będę pamiętała o 'jajkach' ;) Zafunduję sobie półpełny, a potem może i nawet całkiem wypchany, drugi koszyk. Muszę pamiętać. Niby o tym wiem, ale wobec swojego życia popełniam poważny błąd operacyjny - zaniechania. Przede mną nowy etap. Pozdrowienia i radości! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za tego bloga.
    BARDZO DZIĘKUJĘ
    :)

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)