Pod słabym Aniołem

/
3 Komentarzy
Lata temu, kiedy byłam w zupełnie innym miejscu niż dziś, tak fizycznie jak i mentalnie, myślałam sobie, że niektórzy mają w życiu mniej szczęścia niż inni i że tak już po prostu jest. Rodzą się nie pod Mocnym, ale pod Słabym Aniołem. W takiej, a nie innej rodzinie.  Gospoda życia gra skoczne piosenki i z pozoru jest nawet wesoło, ale kiedy spojrzeć za kurtynę, doskonale widać, jak marna ta zabawa. I jak tandetnie wyszminkowana.  Oczywiście dla niepoznaki. Bo za kurtyną jest nie radość, ale brud, syf i uryna. 

Dziś o tym, kręci się filmy. I dobrze. 

Alkoholizm to ciężka choroba. Nieuleczalna, bo nawet nie pijąc pozostaje się alkoholikiem. Dlatego trzeba o niej mówić. Nie tylko w kontekście medialnych doniesień o pijanych na drodze. Bo to jest wyłącznie skutek polskiego pijaństwa. Trzeba się zająć przyczyną - a  nie karaniem. Bo karanie, w tym wypadku jest tak samo skuteczne, jak zaczynanie budowy domu od komina. Prędzej czy później i tak się zawali.

 W Polsce ciągle dominuje zwyczaj picia alkoholi ciężkich, wysokoprocentowych. Procent wódki w strukturze picia wynosi ponad 80 %. Osiem razy częściej uzależniają się mężczyźni niż kobiety, jednak kobiety uzależniają się szybciej, przechodzą chorobę ciężej a ich procent w całej populacji osób chorych na alkoholizm szacuje się na ok. 10 a nawet 15 %. Kobiety częściej piją w stylu domowym, słodkie drinki lub piwa spożywane w czasie zajęć domowych pomagają się zrelaksować, uśmierzają ból i długo są niezauważane przez otoczenie jako problem. W czasie imprez piją wszyscy, więc picie kobiet nie jest jakimś szczególnym wydarzeniem, które zwraca czyjąkolwiek uwagę. Nieszczęściem jest też masowe picie piwa powszechnie nie traktowanego jak alkohol, zaś smakowe mieszkanki przypominające lemoniady i koktajle tylko rzecz utrudniają. Alkoholik lub alkoholiczka uzyskuje społeczne uzasadnienie swego picia, pije przecież tylko niegroźny soczek. Mężczyźni zaczynają picie wcześniej i piją jednorazowo więcej od kobiet [piją najwięcej między 20-30 roku życia] jednak próg inicjacji alkoholowej stale się obniża z roku na roku i obecnie nawet nastolatki w gimnazjum piją na imprezach alkohol, najczęściej piwo. Kobiety wypijają najwięcej w okresie 30-40 roku życia. W Polsce badania nad alkoholizmem prowadzi się od lat regularnie ale są to badania trudne do przeprowadzenie z dużą rzetelnością statystyczną, gdyż piją wszyscy a wspomniane piwo lub małe ilości alkoholu nie są uznawane za picie. Według ostrożnych szacunków około 4,5 miliona osób stale nadużywa alkoholu, według innych danych grupa ta może sięgać nawet 8 milionów. W tej liczbie znajduje się  grupa ok. 900 tyś. a nawet 1, 5 miliona osób uzależnionych i wymagających leczenia. Mamy dane zebrane z różnych niekompletnych statystyk: szpitalnych, opieki społecznej, sądów, pogotowia ratunkowego, policji, częściowych danych NFZ zebranych na podstawie wywiadów, zdarzeń i hospitalizacji z udziałem osób spełniających niektóre kryteria uzależniania. W praktyce tych nieujawnionych osób może być znacznie, znacznie więcej.


Co to wszystko oznacza? O co w tym chodzi? O parę milinów ludzi w Polsce, których ten problem bezpośrednio dotyka. I którzy tak jak ja, dawno temu, wierzą, że po prostu urodzili się pod Słabym Aniołem. 

Alkoholizm rujnuje życie. Nie tylko życie alkoholika. Jeśli liczby powyżej pomnożyć przez 3 czy 4, bo tyle osób średnio liczy polska (najbliższa!!!) rodzina, okazuje się, że nasz negatywizm, nasze poranienie, nasze traumy i problemy z życiem, mają dość konkretną przyczynę. Rykoszetem dostają wszyscy. I ten rykoszet idzie przez pokolenia, nie tracąc wcale na sile i animuszu. 

Nie widziałam jeszcze "Pod Mocnym Aniołem" i w gruncie rzeczy nie wiem, czy chcę zobaczyć. To na czym oparta jest fabuła filmu, w tej czy innej scenerii, widziałam na własne oczy. Trzy czwarte z Was pewnie też. 

Kiedy o tym piszę, ogarnia mnie bezbrzeżny smutek i nostalgia. Myślę o życiu wielu tysięcy ludzi, które mogło być zupełnie inne, myślę o upokorzeniu i bezradności tych, którzy już nawet nie mają nadziei na to, że może być inaczej. 

Nie byłabym jednak sobą, gdyby nie ogarnęła mnie także nadzieja. I wiara w to, że ten zaklęty krąg nałogu, to fatum, które bierzemy na swoje ramiona, może mieć wreszcie swój koniec. Może przestać śnić się nam po nocach, może wreszcie skończyć swój triumfalny marsz przez pokolenia. Może nawet w najbliższych dziesięcioleciach. 

Mamy coraz większą świadomość, mamy coraz większą wiedzę. Wreszcie, mamy też wgląd w to, że nie chodzi o Słabego czy Mocnego Anioła - ale chodzi o to by odważyć się brać życie na trzeźwo i ponosić odpowiedzialność za to, kim się jest i jak się żyje. 

Obym była dobrym prorokiem. Oby to był ostatni akt, tej smętnej operetki. Oby starczyło nam sił, żeby spojrzeć sobie w oczy. Na trzeźwo. 





Zobacz również

3 komentarze:

  1. Ja jestem teraz właśnie w takim momencie, że zaczynam wierzyć w słabego anioła. Kiedyś wydawało mi się wszystko takie proste, mój mąż miał ciężkie dzieciństwo, jego rodzina to patologia - ale to wszystko da się naprawić. Sami będziemy rodziną, wystarczy tylko mocno go kochać - tak myślałam. Ale teraz to ja i nasze dziecko obrywa rekoszetem za dziadków alkoholików. Nie mamy z nimi kontaktu, a są przy nas cały czas w zachowaniu mojego męża. Nie jest łatwo, ja czuję się już kompletnie wypalona i bez sił. Przestaję wierzyć, że to ma sens i szczerze nienawidzę teściów i tego co zrobili ze swoim synem.
    Alkoholizm w Polsce to wielki problem, który bagatelizuje się bardzo łatwo. I te wszystkie zdziwienia, czemu nie pijesz. Już łatwiej jest obcym zaakceptować długie karmienie piersią jako wymówkę niż to że po prostu nie mam ochoty.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszko, to prawda. Namawiam do szukania pomocy, dla WAS, dla męża. To "dziedzictwo" można zostawić za sobą. I warto. Dla siebie, dla własnych dzieci, chociaż wiem, że to nie jest proste: szczególnie chyba dla mężczyzn, bo oni sa bardziej zamknięci, nie chcą wracać nawet myślami, gdzieś tam, gdzie bolało.Pozdrawiam WAS!

      Usuń
  2. Widziałam i myślę, że warto zobaczyć. Ale nie jak się ma gorszy dzień.. Film jest dosłowny, ciężki, aż nazbyt prawdziwy...

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)