Wszyscy mamy przesrane

/
27 Komentarzy



Im bardziej zagłębiamy się w tajemnice ludzkiej duszy i im więcej wiemy o świecie, tym mocniej przekonujemy się, że sprawiedliwość, w swej pokracznej postaci jednak istnieje. Nie taka jakiej byśmy się domagali, nie taka, której pragniemy. 


Mówię o sprawiedliwości, czy może raczej powszechności skrzywdzonych, doświadczonych przez los i dotkniętych takim czy innym nieszczęściem. Mówiąc językiem dalekim od psychologicznej terminologii, wszyscy mamy "przesrane".

Tak, właśnie tak. Wszyscy mamy właściwie po równo. Mniej lub bardziej, ale proszę nie licytujmy się tutaj, kto miał gorzej. Czy przemoc fizyczna boli bardziej niż ta psychiczna?  Czy gorsze są połamane nogi, czy połamane skrzydła? Porzucenie fizyczne czy to emocjonalne? Brak miłości, czy toksyczna miłość?  Depresja czy rak? To co zawinione, czy to co spada z niełaskawego nieraz nieba? Ja nie wiem. 


Skala cierpienia -  nie ruszać!

Nie majstrujmy przy skali cierpiana, nie wchodźmy za mocno w cudze buty. W cierpieniu jesteśmy zawsze samotni i każdy z nas inaczej znosi, to co przynosi nam los. 

Co innego jest dramatem w oczach dziecka, co innego jest w stanie znieść dorosły człowiek. Jesteśmy z natury delikatni i krusi, naszą moc budujemy przez całe życie. 

To co zdarza nam się po drodze, sprawia że niejednokrotnie boli nas każdy dotyk, albo przeciwnie, przebieramy się w niedźwiedzią skórę, przez którą pozornie, nic nie jest w stanie nas zranić. Nie oceniajmy. To droga donikąd.


Szczęściarze, czyli kto? 

W internecie krążył jakiś czas temu pewien satyryczny obrazek: Na pustej widowni siedziały dwie osoby, a nad sceną powiewał transparent "doroczny zjazd osób, mających szczęśliwe dzieciństwo".  

Tak wygląda nie tylko satyra: tak wygląda życie. Nie wierzycie? Popytajcie znajomych, delikatnie rozejrzyjcie się po dalszej lub bliższej rodzinie. 

Powszechność przemocy, także tej werbalnej, manipulacji, nałogów, które wpływają na relacje, trudnych doświadczeń, związanych np. z chorobami własnymi lub bliskich -  to właśnie obraz tego jak wygląda rzeczywistość. 

W każdej rodzinie ktoś umarł, ktoś kogoś bił, ktoś był czarną owcą, ktoś został wykluczony ze względu na nałóg, zdradę, przestępstwo, psychiczną chorobę czy inne tragiczne zdarzenia. Ktoś uciekł, ktoś został, a nie powinien, ktoś kogoś obwiniał, miał pretensje i garb: nie taki to inny.

Kiedy tak wymieniam, dochodzę do wniosku, że tych szczęściarzy, tych w czepku urodzonych, właściwie nie ma. Nie ma też w tym zgorzknienia. Takie jest życie. 


Bycie ofiarą - uważaj!  Pułapka!

Stając w obliczu takiej prawdy, można sobie zrobić z niej świetne alibi na nieudane życie. Trudnym dzieciństwem, trudnymi relacjami z najbliższymi możemy uzasadnić właściwie wszystko. I rozpadające się małżeństwo, kłopoty w pracy, braki w wykształceniu i to, że TAMTYM (w domyśle, tym, którzy mieli lepszy start ) powiodło się lepiej i żyje im się łatwiej niż nam. 

Pisałam już o tym, że można jednak inaczej

Boris Cyrulnik, fantastyczny francuski psychiatra i neurolog, mówi o rezyliencji:  czyli zdolności jednostki do uruchomienia mechanizmów obronnych i do uczynienia z sytuacji trudnej źródła siły. 

To także mamy wszyscy. Tak samo jak bagaż trudnych doświadczeń i kopniaków od losu. 





Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli nie ma silnych korzeni.
Czasem sięgają one nawet do piekła..
Ale dają oparcie. #inspiracja #motywacja

Jak zostawić pretensje i żyć dobrze?

Proces życia nie znosi próżni, nie znosi też pretensji. Pewne sprawy należy przeboleć, przecierpieć, opatrzyć rany i żyć dalej. Czy zrobimy to na początku nowego roku, czy w środku, czy na końcu, to mało istotne. Najważniejsze dla nas, to nie odkładać na wieczne nigdy pracy, która musi zostać wykonana. 

Czasami wystarczy konfrontacja, często sama konfrontacja jest tylko początkiem procesu zdrowienia i powracania do równowagi. Wtedy przydają się specjaliści, wtedy dobrze poszukać towarzysza i kogoś kto wie, jak przeprowadzić nas przez ten ważny czas.

Wszyscy mamy, lub mieliśmy w swoim życiorysie coś, co nas obciążyło. Mniej bardziej, zostawmy w spokoju skalę. Gdy patrzymy tylko wstecz, nie widzimy dokąd idziemy. Życie nie toczy się w czasie przeszłym. Życie toczy się TERAZ. 

Jeśli wszyscy mamy przesrane, wszyscy mamy także możliwość stania się innymi ludźmi. Takimi jakimi sami chcemy być, a nie takimi jakimi nas stworzono. 

Kiedyś w końcu trzeba zacząć wybierać. Kiedyś trzeba zacząć brać odpowiedzialność. 

Dziś jest na to idealnym dniem. 



Zostaw ślad, że byłeś - podaj dalej!
Dziękuję! 



Ten tekst znajdziesz także w mojej nowej książce.
Sprawdź dlaczego WARTO ją przeczytać!
KLIK 



Zobacz również

27 komentarzy:

  1. Pięknie napisane.. bo rzeczywiście często jest tak, że wszelkie niepowodzenia życiowe czy stracone szanse tłumaczymy sobie właśnie przeszłością, wciąż oglądając się za siebie. A przecież "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daje naprawdę dp myślenia.Chyba nigdy nie jest za póżno ,a takie mądrości są dobrym drogowskazem. Super , pozdrowiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mądre słowa...Serdecznie pozdrawiam - wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Elizabeth: odwiedziłam dziś -daleko mieszkającą-przyjaciółkę. Od wielu lat opiekowała się schorowaną, sparaliżowaną , starszą mamą. Dziś dowiedziałam się, że mama odeszła...wspominałyśmy, ja wracałam pamięcią do trudów życia mojej koleżanki...i skojarzyłam Małgosiu Twój najnowszy wpis i uderzyło mnie"jak bardzo przesrane" miała moja przyjaciółka, a z jaką godnością i miłością sobie radziła i ile piękna wniosła światu.

    OdpowiedzUsuń
  5. kolejny wpis który mam ochotę sobie wydrukować i powiesić przed biurkiem.
    Doskonały!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niewiem co dotyczy sprawiedliwosci,niemoge zrozumiec jak sprawiedliwosc moze bawic sie istotami bezbronnymi ,na pszyklad dziecko,-czy oznacza to, ze dziecko(moim zdaniem niemoze byc az tak winne sile aby zasluzyc na smierc)bylo tylko bezplciowym narzedziem zeby ukarac w taki sposob mamusie bo ona na to zasluguje?
    Lub bol stracenia pracy nigdy niemozliwe porownac z bolem tracenia wzroku,zycia w pszypadku raku.Sa rozne poziomy,rozne mocy elektrycznego napiecia.Tak samo jak niemozno powiedziec ze wiesz cos o kulinarii probujac gotowac w swoim zyciu tylko pierogi i barscz tak samo niemozno powiedziec ze "wiem co oznacza mocna bol".Raczej podzielila bym to na poziomy.Tak cierpienie jest jedynym zrodlem straty energii, ale ilosc straty energii sie rozni, i skutki sie roznia,jak skutki obudzenia sie z bolu, tak i skutki wglebiania sie w niego i wyjscia z tego stanu.Tu ciekawy moment zauwazylam :"wtedy dobrze poszukać towarzysza i kogoś kto wie". Trudno mi wyobrazic poszukiwanie towarzysza w moment bolu, a tego ktory "wie" wogule wydaje sie niemozliwym,poniewaz moim zdaniem przy pszychologicznym bolu czlowiek przede wszystkim zaczyna nienawidziec siebie za slabosc,bo widzi ze padl na kolana,widzi ze wyglada zalosny prszed losem,i zaczyna watpic w swe sily.I kazde nieudane poszukiwanie tylko podtwierdza ta slabosc.Taka proekcje widze przed tym tekstem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Małgosiu, kapitalnie napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  8. „Wszyscy mamy przesrane” to takie negatywne i pozytywne zarazem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Od Kotów8 kwietnia 2015 20:42

    Przypomniało mi się, co niedawno gdzieś przeczytałam, nie pamiętam, kto, gdzie i przy okazji jakiej dyskusji napisał: Owszem, jesteśmy kowalami własnego losu, ale jedni dziedziczą doskonale wyposażoną kuźnię, inni muszą ukraść swój pierwszy młotek. Chociaż to może nie pasuje do tego tekstu, bo pokazuje, że przesrane niektórzy mają dalece bardziej. Ale właśnie, skala cierpienia. Ciąży mi coś, co dla innych może być pierdołą niewartą uwagi - i odwrotnie.
    A co do samego Twojego tekstu, Małgosiu, to sam jego tytuł ma to, co w Twoim blogu lubię. Nie pokazujesz, że wszystko jest różowo i cudownie, zależy od nas, wystarczy wziąć się w garść i naprawdę możemy być, kim tylko chcemy - nie zostanę muzykiem,sporstmenką, nie zamieszkam na rajskiej wyspie, nawet nie zmienię swojej natury, by lubić i umieć być w centrum uwagi w sytuacjach raczej prawie codziennych. I nie mówisz, że na pewno wszystko jest możliwe. Mówisz, że nie potrzeba mieć wszystkiego. Czytając Twojego bloga czuję się, jakbyś mi mówiła, że owszem, czasem jest do dupy, ale jesteśmy silniejsze, niż się wydaje i ostatecznie wszystko będzie dobrze - jeśli się chce, żeby było. Dziękuję. Słowo używane w kwestiach błahych, które ciężko wypowiedzieć, kiedy naprawdę się należy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana,
      odziedziczenie kuźni nie daje gwarancji na sukces w życiu, ani nawet nie sprawia, że delikwent ma łatwiej, szczęśliwiej, że sobie to życie ułoży. To taki mit jest, świetnie widać to zresztą na przykładzie wielu "bananowych dzieci", które niby mają od startu wszystko, ale... jakaś taka pustka w środku i potem wiele głupot, długa droga do siebie, bywa, że wcale bez sukcesu czy spokoju w środku.
      Co do reszty, czasem jest trudno i byłabym ślepa, gdybym tego nie widziała. Ale życie codziennie idzie dalej, codziennie wstaje słońce i każdy dzień to szansa, żeby pójść gdzieś dalej. Czasem się skacze daleko, czasem to jest ruch o milimetr, no ale warto robić to co się może :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. No właśnie, jestem teraz w takim momencie życia, kiedy uciekłam od wszystkiego zbyt poraniona psychicznie by dalej udawać, że nic złego się nie stało. Liżę rany w samotności, daleko od zgiełku dużych miast, staram się poukładać wszystko na nowo zaczynając od swojej duszy, szukam odpowiedzi na pytanie co dalej, kim jestem i w którą stronę chcę dalej iść. To trudne, kiedy wszystko co dotąd stanowiło fundament życia runęło jak domek z kart... Dziękuję za ten piękny i mądry tekst :) Pozdrawiam. Luiza

    OdpowiedzUsuń
  11. Małgosiu, świetnie napisałaś! Wielu osobom otworzysz oczy (jeśli, oczywiście, chcą je otworzyć), ale też myślę wielu (tak jak mnie) pocieszyłaś. Czym? A no na przykład tym, że wokół mnie widzę mnóstwo przykładów ludzi złamanych swoim dzieciństwem. Ludzi do dziś nieporadnych, wycofanych, zalęknionych lub przeciwnie, agresywnych. Wielu nie umie zmienić nic. Bo i nie widzi przyczyny. A przecież życie toczy się dziś. Można się zmienić. Chociaż odrobinę. Dzięki temu, że zacznie się choć trochę rozumieć.
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma takiego jak to napisalas przesrania zeby nie moglo byc gorszego /kiedys wydawlo mi sie ze jestem nieszczesliw bo mialam trudne dziecinstwo -ucieklam w toksyczn malzenstwo ,teraz kiedy stracilam moje dziecko w kwiecie wieku -wiem ze to co mnie wczesniej spotkalo to pryszcz -TAK WIEC W OGNIU HARTUJE SIE STAL POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro. Życzę Ci dużo sił i wytrwałości. Również pozdrawiam.

      Usuń
  13. To bardzo "polskie" zachowanie: mieć pretensje , być ofiara, użalać się nad sobą. Od paru lat mieszkam w Holandii. Migracja pozwoliła mi oduczyć się takiego zachowania. Zamiast narzekać , biorę sprawy w swoje ręce i staram się wykreować lepsza rzeczywistość. Myślę ze Ci którzy odważyli się wyjść poza środowisko w którym dorośli , i byli zmuszeni zaaklimatyzować się w innym , zrozumieją moje słowa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Małgosiu, dziękuję za ten tekst! Mam nadzieję za jakiś czas, zaprosić Cię na dobrą herbatę, w misiurowym kubku, do domku - na bardzo wysokim - drzewie <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Wpis naprawdę bardzo ciekawy i daje do myślenia, ponieważ sama wychodzę z tego założenia, że za to jak moje życie się toczy jest odpowiedzialna przeszłość i wiecie co tak naprawdę nic z tym nie robię, dopiero teraz to zrozumiałam. A przecież masz rację moje życie to nie przeszłość to teraźniejszość i przyszłość i tylko ode mnie zależy jakie ono będzie. Dziękuję :) zapraszam do nas http://siostrydajarade.blogspot.com/2016/03/gwiazdko-gdzie-jestes.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Dokładnie to samo bym mogła w tej chwili napisać. Pozdrawiam, jesteśmy silniejsze niz myslimy

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dla mnie ważne jest tu i teraz. Nauczyłam się, że nie można żyć przeszłością - nic dobrego to nie daje. Trzeba cieszyć się każdą darowaną chwilą, "żyć tak jakby jutro nie miałoby nadejść". Nie oglądać się wstecz i rozpamiętywać co by było gdyby... I przede wszystkim uwierzyć w siebie.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)