Pozory- czyli opowieść o tym, że liczy się nie tylko cel, ale także droga, która tam prowadzi

/
15 Komentarzy


Cel uświęca środki? Jest ważniejszy niż droga? Czasem podróż staje się celem, a dotarcie do niego, wcale nie oznacza końca podróży. 

Chcecie bajki? Oto  bajka. Było sobie trzech braci, którzy  zapragnęli wyruszyć w podróż w odległe krainy, tam gdzie słońce wita się z horyzontem, a księżyc kładzie się spać.  

Szybko do celu.. czy to dobrze?

Wsiedli do łodzi i popłynęli. Jeden w prawo, drugi w lewo, trzeci przed siebie. Pierwszy ominął wszystkie małe wyspy i dotarł do wielkiej i pięknej. Pachniała jak niebo i kusiła mnogością kolorów. Papugi siadały mu na ramionach, a owoce same spadały pod nogi. Kiedy zjadł jeden i rzucił za siebie pestkę, natychmiast wyrosło z niej nowe drzewo i pokryło się owocami. Zdumiony, nasycił oczy, nakarmił zmysły i nazbierawszy wcześniej  pełne kosze owoców i pestek, wyruszył w dalszą podróż. 

Dotarł do królestwa, które nawiedziła susza i głód i zaoferował pomoc. Król przyjął go z honorami i obiecał, że jeśli uda mu się nakarmić jego poddanych, odda mu swoją córkę za żonę i obdarzy złotem i bogactwami. Młodzian wyszedł na dziedziniec, zjadł jabłko, rzucił na ziemię pestkę... i nic się nie stało. Strapiony król spuścił wzrok, a chłopca odesłał. Długo goniły go drwiny, a on sam nie rozumiał, co takiego się stało. Wsiadł na statek i popłynął przed siebie. Słuch o nim zaginął.


Uszczęśliwić kogoś, to także spełnić siebie

Drugi brat, ten co popłynął w lewo, żeglował spokojniej i bez pośpiechu. Na małe wyspy jednak nie schodził, oglądał je z pokładu, opisywał w dzienniku. Wydawały mu się nieciekawe i smutne. Po co na nie tracić czas, po co się trudzić? -  myślał. 

Wreszcie dotarł do wyspy kwiatów i owoców, zdumiony, odkrył to samo co brat pierwszy. Nazbierał owoców, załadował kosze, wyruszył przed siebie. Kiedy dotarł do kraju, który dotknęła susza, nie poszedł do króla, ale między ludzi. Rozdał im owoce, patrzył jak jedzą, a potem z nadzieją czekał, kiedy pestki padały na ziemię. Drzewa nie rosły, ale urosła ich nadzieja. Wieśniacy sadzili nasiona i z miłością podlewali je ostatkiem wody, którą z takim trudem zdobywali. Kiełkowały i rosły, a on wiedział, że kiedyś dadzą im radość. Wyruszył dalej - z melancholią, ale i bez rozpaczy.


Czy dłużej znaczy gorzej?


Trzeci brat, ten który popłynął przed siebie, podróżował najdłużej. Odwiedzał wszystkie lądy, które napotkał. I wyspę wielkości chusteczki do nosa, i taką na której mogła stanąć mała wioska. Wszędzie zostawał dzień, lub dwa, oglądał, pisał i płynął dalej. Pewnego dnia dotarł do miejsca, w którym nadzieja zawracała, a słońce zdawało się być szare i bezradne. Mieszkały tam tylko szczury, muchy i ptaki. Jedzenia było mało, wszyscy więc cierpieli głód i niedostatek. Pomyślał, że tu chyba kończy się świat i nie warto będzie płynąć dalej. Ulitował się nad losem całego stworzenia i z myślą o rychłym powrocie w zasobniejsze krainy, najpierw rozrzucił proso, potem okruchy chleba, a na koniec wszystkie resztki, które zgromadził w ciągu kilku miesięcy podróży. Zwierzęta z wdzięcznością ukłoniły się mu, a potem powiedziały, że w podzięce poprowadzą go do cudownej wyspy, gdzie nie brakuje pożywienia. Musi tylko obiecać, że wróci do nich i przywiezie dwie rzeczy: owoce i ziemię. 

Chłopiec płynął wiele dni, a kiedy dotarł do wyspy kwiatów i owoców, oniemiał z zachwytu. I on odkrył to, co jego bracia. Zrozumiał czemu zwierzęta prosiły o owoce, naładował też pełne kosze ziemi i ruszył w podróż. Śpieszyło mu się do ludzi, ale obietnica była obietnicą. Należało jej dotrzymać. Dotarł do wyspy szczurów, much i ptaków i od brzegu zaczął rozrzucać pestki. Nic się jednak nie działo. Patrzył zdumiony i rosło w nim rozczarowanie. Ale zanim ogarnęło jego duszę, jeden ze szczurów powiedział: 

- Aby pestki obrodziły i wyrosły z nich drzewa, muszą paść na właściwy grunt. Rozsyp ziemię z cudownej wyspy! 

Tak też zrobił i stał się cud: drzewa rosły jedno za drugim, a kiedy zerwało się owoc i rzuciło na ziemię pestkę, ta natychmiast kiełkowała i rosła w mgnieniu oka. Wyspa zmieniło się jak za dotknięciem różdżki. Kolory wygrały z szarością, a zza chmur, coraz śmielej wyglądało słońce. 

Chłopiec zabrał resztę owoców, kosz ziemi, i pożegnał zwierzęta. Długo patrzył w ich kierunku, a w jego sercu kiełkowała wdzięczność. 

Kiedy dotarł do kraju, gdzie nastała susza, chodził od chaty, do chaty i wszędzie zostawiał dwie rzeczy: garść ziemi i owoc. Wkrótce przed każdym domem, rosła dorodna śliwa, jabłoń lub grusza. Owoce spadały na ziemię, a drzewa dawały cień. Czas głodu się skończył. Czas nadziei rozpoczął. 

Popłynął dalej, a jego legenda płynęła wraz z nim. 

Mówił, że życie to podróż i że nigdy nie wiadomo, gdzie NAPRAWDĘ się dopłynie.

***

Życie to bajka, bajka to życie. Weź z niej co zechcesz. 

***
Aby dawać, trzeba brać. Aby coś otrzymać, trzeba dać coś od siebie. Z próżnego i Salomon nie naleje. Nie można tylko dawać i nie można tylko brać. Czasem zdarzenia nas zaskoczą. Czasem wszystko okaże się zupełnie inne niż nam się z pozoru wydawało. 




Zobacz również

15 komentarzy:

  1. Z wdzięcznością wielką Manufakturko :)
    Zrobione!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna bajka, jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Elizabeth: zagłosowałam z wielką przyjemnością:) a bajka bardzo inspirująca...rozsiewam ziarno, ale szukam gruntu. Tak trudno dziś o niego-grunt! Ale wciąż mam nadzieję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Głos oddany :-) Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. wysłałam, miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam serdecznie! godzine temu moj Maz pokazal mi manufakture Radosci-oniemialam!!! dawno szukalam takiego bloga!!! Pomimo tego ze jestesmy w Singapurze-mamy wciaz polskie komorki i szybciutko wyslalismy smski :-) Dziekujemy ze jestes!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Was serdecznie:) Pozdrówcie Singapur:) Do zobaczenia na blogu:)

      Usuń
  7. Piękna i mądra bajka, aż się wzruszyłam :)

    rozsądna

    OdpowiedzUsuń
  8. no właśnie i tu trochę mam problem, bo ja jestem za bardzo poukładana i zadaniowa. Zaliczyć , zrobić i pędzić za następnym. Sukces, że już to zauważam m.in. dzięki Manufakturze, ale jeszcze jakoś muszę popracować, żeby nie gonić nie wiadomo za czym, a delektować się. Tylko jak???

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)