Niewiele

/
18 Komentarzy


To było dawno, dawno temu. W czasach, kiedy głównie płakałam. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że będę prowadziła bloga o radości, to najpewniej... rozryczałabym się jak bóbr. W ogóle mało wtedy było mi potrzeba do płaczu. Jakiś film, trochę muzyki, czasem jakieś słowo w radiu, czasem spojrzenie lub szara chmura nad blokiem. Nad książkami płakałam najbardziej. Nie nad wszystkimi, nie. Ale żeby oddać sprawiedliwość czasom i nastrojom - nad większością.

Na zewnątrz niewiele się działo, w gruncie rzeczy żadne dramaty. Taki to był czas, że wszystko się we mnie sprzęgło, zatoczyło koło, wylądowało diabli wiedzą gdzie i zasiadło jak kruk na ramionach. Plecy garbiłam, włosy miałam rude, a oczy szare. 

Budziłam się w nocy i zaczynałam płakać. Szloch grzązł mi w gardle i nie pozwalał oddychać. Nabierałam powietrza jak astmatyk, otwierałam szeroko oczy, zbierałam się w sobie, patrzyłam w lustro i widziałam, że znów płaczę. 

Co się stało? Jak się zmieniło? Właściwie nie wiem, chociaż tak naprawdę to wiem świetnie. Nic się nie zdarzyło. Prawie nic. A właściwie to dwie rzeczy. Małe, bardzo małe. 

Najpierw był sen. W czarną noc, wczesnym latem. "Umrzesz jeśli zostaniesz" - usłyszałam. Przejęta do szpiku kości, poruszona po końcówki włosów - odeszłam. 

Potem był dworzec. Zrujnowany, stary, otoczony parkiem, w mieście z historią. Szłam na peron i zobaczyłam ją. Kloszardkę, babinę na ławce. Nie miała zębów, ale uśmiechała się łagodnie. "Jakaś ty piękna" - zawołała za mną. Stanęłam jak wryta, prawie się rozpłakałam - ale zanim łzy napłynęły mi do oczu, a szloch ugrzązł w gardle, uśmiechnęłam się do niej i pobiegłam przed siebie. 

W swój bagaż wzięłam niedużo. Cudzy zachwyt i sen, co krzyczał, że umrę, gdy nie odejdę. Któregoś dnia przestałam płakać. Łzy wyschły, przyszła zima.





Zobacz również

18 komentarzy:

  1. Elizabeth: Małgosiu, jak bliskie są mi Twoje emocje, jak trafnie określiłaś, że tak niewiele trzeba, żeby kogoś uleczyć duchowo...Cieszę się, że tyle bogactwa tu- na blogu- znajduję, dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję...
    Umrę jeśli zostanę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale co zrobiłaś? Na czym polegało to "niezostanie"? Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  4. Umrę jeśli zostanę. Nie wiem, co mam zrobić. Mnie to co w poście też dotyczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeden z najlepszych i najmocniejszych tekstów na tym blogu. Dzięki temu wpisowi, który odnalazłam w kwietniu, nie zostałam i nie umarłam. Dodałaś mi odwagi- za to wielkie podziękowania :) serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tez mi sie to zdarzylo : mialam 17 lat same problemy, ojca avanturnika, nie chcialam z nim mieszkac, wyprowadzalismy sie, powiedzialam, ze zostane sama w starym domu. Zostalam, ale zgasl prad (moze zasluga ojca, zeby mnie zmusic do przeprowadzki), spakowalam torbe, pojechalam do chrzesnej, ale poszlysmy na Wianki, zgubilam sie, wracalam do ciotki taksowka z pijanym kierowca, balam sie, potem ciotka mnie oskarzyla, ze "poszlam w tango", nie wierzyla, ze sie zgubilam, znowu pakowalam torbe, musialam juz wrocic do tego nowego domu, szlam przez dworzec ciemnym tunelem myslac, ze moje zycie to ruina. Nagle slysze krzyk " sliczna ! jestes sliczna !" to bylo dziecko, moze mialo 7-10 lat. Pomyslalam, ma racje, ma jeszcze siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy wrażliwi ludzie... ale przychodzi czas, kiedy swą wrażliwość musimy zamienić w siłę... a wtedy nic nas nie złamie.. pozdrawiam i również przekazuje zachwyt - lecz blogiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. odeszlam, nie umarlam, ucze sie smiac

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakas Ty piekna...:)

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedyś usłyszałam, ale nie uwierzyłam , poszłam dalej :( jestem nigdzie

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedys myślałam ,ze ani z Nim ani bez Niego żyć nie będę...ODSZEDŁ...a ja ŻYJĘ...spokojniejsza, a przede wszystkim WOLNA...już nic nie muszę...a wszystko mogę...:))) Pozdrawiam ciepło...:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasami wystarczy uśmiech i słowo kogoś obcego ☺

    OdpowiedzUsuń
  13. podobne słowa, podobna myśl "umrę jeśli zostanę" pojawiła się w mojej głowie w lipcu zeszłego roku, nie zostałam, choć to była mega ryzykowana i trudna decyzja, ale dzięki temu jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. we mnie umarło teraz leją się łzy, nie wiem kiedy przestaną, zamykam firmę, bałam się zrobić coś w tym kierunku wreszcie znalazłam odwagę, to co robiłam przestało mnie pasjonować, może nie było moje teraz chcę przywrócić radość w sobie.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)