Jasny szlag, czyli o przemocy

/
8 Komentarzy
Radość radością, życie życiem, ale czasem mnie trafia jasny szlag. Ciężki szlag. Widziałam wczoraj kątem oka te badania, widziałam też wypowiedź pana Adamka, który jest bokserem, jak mi powiedziało Google i który deklaruje, że bije swoje córki, w ramach represji wychowawczych. Dziś ten tekst u Asi. A ja mam ochotę kogoś zbić. Nie, nie dzieci. Broń Boże. 

Z badań wynika że:

  • 35% Polaków nie uznaje bicia dzieci za niezgodne z prawem
  • 60 % akceptuje klapsy jako metodę wychowawczą
  • 37% uważa, że lanie nie szkodzi dziecku
  • 29% akceptuje bicie w "celach wychowawczych", a akceptacja ta wzrosła od ostatniego badania o 5%
  • Tylko 35 % Polaków w przypadku zetknięcia się z przemocą w otoczeniu zareagowałoby zapytaniem sąsiadów, ale niewiele osób podjęłoby osobiste działanie (powiadomienie policji, instytucji itp.)
  • Nie chcemy się mieszać, uważamy że przemoc w naszym otoczeniu to nie nasza sprawa

Myślę, że mamy problem. Źle. Wiem, że mamy problem. Że nie mamy pojęcia jak wychowywać dzieci. Że przemoc rodzi się z bezradności. Że dyskutuje się o tym, aby wydawać pozwolenia, na posiadanie niebezpiecznych ras psów, a aby posiadać i wychowywać dziecko, nie trzeba mieć nawet świstka stwierdzającego ewentualną poczytalność. Już wyobrażam sobie zresztą raban, który by się podniósł, gdyby ktoś o czymś takim napomknął. Co musi się stać, aby stwierdzić, że człowiek nie nadaje się na rodzica? Dużo, bardzo dużo. Często dużo za dużo. 

Dziecko nie jest własnością rodzica. Rodzic ma prawo wychowywać je zgodnie ze swoimi zasadami i swoim światopoglądem, ale tylko wtedy, jeśli są one w zgodzie z obowiązującym prawem i nie czynią dziecku krzywdy. Bicie dzieci jest w Polsce karalne. Co z tego, jeśli ponad połowa Polaków nie ma świadomości, że szarpanie, obrażanie, karcenie, dawanie klapsów, to już jest przemoc. Taka, która szkodzi, zostawia ślad. Niekoniecznie w postaci siniaka. 

Pisałam już o tym nie raz. Szczególnie zachęcam do lektury tego teksu. Nigdy dość mówienia o tym, co ważne, nigdy dość zwracania uwagi, na to że słabszym i mniej wpływowym dzieje się krzywda. Póki społeczeństwo nie przestanie być tolerancyjne wobec agresywnych dorosłych, którzy swoją frustrację i nierozwiązane sprawy wyładowują na człowieku niejednokrotnie dziesięć razy od nich mniejszym, to nic się nie zmieni. NIC! Dla mnie wyniki tych badań to jest swoisty armagedon. Bo niby tyle się zmieniło, a przecież nic się nie zmienia. No prawie nic. 

To, że rodzicowi czasami puszczą nerwy i krzyknie na dziecko, jest normalne. Ręka do góry, komu się nie zdarzyło. Nie widzę.  Jednak jeśli ktoś uważa, że puszczające nerwy wszystko tłumaczą, i gówniarz sam jest sobie winien, to już jest zupełnie inna sprawa. Sprawa z paragrafu, Drodzy Państwo. 

Przemoc nie musi być tradycją. Przemoc nie może być tradycją! Zróbmy coś z tym! Nie bądźmy głusi i nie bądźmy ślepi! Dosyć tego! 







Zobacz również

8 komentarzy:

  1. Ja również się zgadzam.
    Nie wiem, może stałam się wyczulona po ostatnich sprawach nagłaśnianych w mediach, gdzie nikt nie reagował na cierpienie dzieci, ale w ostatnim czasie spotkałam się z sytuacją, w której zareagowałam...
    W Centrum Warszawy, w środku dnia, na przystanku Warszawa Ochota czekając na pociąg, byłam świadkiem krzyków i gróźb w stosunku do chłopca, który cały czas płakał. Matka rozmawiała przez telefon podniesionym głosem. Nie będę opisywać całej sytuacji ale w końcu chłopiec dostał w twarz od matki, no i nie wytrzymałam. Podeszłam do tej kobiety i powiedziałam jej co o niej myślę, jako matce, że to ona ma problem ze swoimi emocjami skoro doszło, aż do rękoczynów i to jest zawsze wina rodzica, że nie potrafi poradzić sobie z sytuacją. Ona mi usilnie tłumaczyła, że to nie moja sprawa i że nie znam całej sytuacji ale tak sobie myślę, że mnie to nie obchodziło. Obchodziło mnie to, czego byłam świadkiem i jej reakcji, gdzie ona jako dorosły człowiek nie potrafi znaleźć innego rozwiązania, jak przemoc. Zagroziłam, że zadzwonię na policję jeśli się nie uspokoi, gdyż za dużo w naszym kraju w ostatnim czasie było takich sytuacji, gdzie sąsiedzi, inni ludzie nie reagowali. Sytuacja skończyła się tym, że nie zadzwoniłam na policję, bo nadjechał mój pociąg. Ale mam nadzieję, że dało to tej kobiecie do myślenia, że otoczenie jest wokół niej, ludzie patrzą i reagują (choć byłam w tym sama i ludzie wokół patrzyli na mnie jak na wariatkę).

    Koniec końców miałam dziwne uczucie, że zareagowałam w zgodzie ze swoim sumieniem ale jednocześnie ogarnęło mnie przygnębienie, że nikt mnie nie poprał w tym działaniu, pomimo, że nie tylko ja to widziałam. Dziwne uczucie osamotnienia i takiej świadomości, że wobec ogromu przemocy, moja mała manifestacja niezgody niewiele wniosła.
    Ale nawet z tą świadomością, postąpiłabym drugi raz tak samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smutne, że tak jest :( w temacie, przypomniało mi się, że FDN stworzył poradnik, jak reagować. Link tutaj: http://fdn.pl/jak-reagowac-na-przemoc-wobec-dzieci

      Usuń
  2. A ja nie do końca się zgadzam. Owszem -stop przemocy jak najbardziej. Ale nie uważam, że klaps w pupę raz na jakiś czas -absolutnie nie dla zasady lecz w celu poskromienia malucha niesfornego i nie reagującego w żadne sposób na prośby -nie zaszkodzi. Jedne dzieci są posłuszne i dl nich wystarczy słowem docierać, inne niestety nie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś w większości, tak jak 60 % Polaków. Myślę, że idąc tym torem myślenia trzeba by nas też zacząć tak karać. Daj klapsa mężowi, albo Szefowi. Też bywają nieposłuszni. Nie są mniej ni więcej ludźmi niż kilkuletnie dziecko, a do nich nie stosujemy takich "argumentów".

      Usuń
    2. Wczoraj na fejsie trafiłam na bardzo barwną dyskusję na ten temat. Jestem przekonana, że powinniśmy propagować strzelanie z liścia każdemu niegrzecznemu dorosłemu i w każdej sytuacji. Polecam szczególnie na długie zimowe wieczory, w zaułkach pełnych niegrzecznych, łysych, zakapturzonych zakapiorów. A z liścia im na opamiętanie!

      A tak poważnie, to powiem coś i od razu się zdyscyplinuję. Otóż ja trochę rozumiem ten lęk ludzi przed reagowaniem. W najlepszym razie wychodzi sie na chama i kretyna. W najgorszym... (I tu się dyscyplinuję). Dostało mi sie kiedys za reagowanie na przemoc w rodzinie i to solidnie. Skończyło się na policji, ze mną w roli głównej. Wynik? Dziewczyna (już dorosła) ma nieźle napaprane w głowie. Ale uciekła z tego domu i z ludzką pomocą zaczęła normalne życie. I, owszem, zrobiłabym to samo następny raz. Wróć! Zrobiłabym to wcześniej!

      Usuń
    3. Asiu, dziękuję! Wiem, że reagowanie nie jest przyjemne. Ale albo nam wszystko wisi, albo nie. Trzeba wybierać, takie życie.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy i potrzebny temat. Dodam tylko, że w Skandynawii mówi się o tym dużo więcej niż w Polsce. Niektórzy uważają to za przesadne podejście. Wielu Polaków na emigracji obawia się nawet, że ktoś im odbierze dziecko - bo tak straszą w naszych mediach. Polecam artykuł: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,15125990,_Zly_Pan____ksiazka__ktora_emocjonalnie_wciska_w_fotel.html oraz fragment norweskiego filmu, który polecam każdemu do przemyślenia: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=1SsXQ8M4Ee8

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)