Historia zwykłej życzliwości

/
3 Komentarzy
Zaczęło się trywialnie: od ludzkiej nieuważności i głupoty. W tym wypadku, mojej własnej. Latem kupiłam mikser / koktajler, który miał służyć do wszelkich kulinarnych eksperymentów, mrożonej kawy, zup, musów itp. Nie nacieszyłam się nim długo, bo już trzeciego czy czwartego dnia użytkowania zniszczyłam szklany dzbanek miksera. Trójka w kuchni, mało miejsca, czynności wykonywane jedną ręką, "połową" głowy i kłopot gotowy. Całe szczęście, że tylko taki, bo mogło być znacznie gorzej. To mogę napisać jednak dopiero teraz, bo wtedy zupełnie nie było mi do śmiechu i całą sytuację postrzegałam raczej w kategoriach ponurego żartu złośliwego losu.  

Popłakałam się z bezsilności i żalu. Było mi przykro. Sprzęt nie kosztował oczywiście "grubych tysięcy", ale nie chodziło przecież o pieniądze. Nie poddaję się łatwo, wzięłam się więc za poszukiwania, złapałam za telefon, zadzwoniłam na infolinię sklepu, sprawdziłam stronę producenta. Informacja była jasna: takich rzeczy się nie serwisuje, nikt nie ma do dyspozycji samego dzbanka, sprzęty tego typu traktuje się jako rzecz "jednorazową", którą w wypadku awarii w czasie trwania gwarancji ewentualnie wymienia się na nową i tyle. Miła pani na infolinii radziła ewentualnie zapytać w sklepie. Tak też zrobiłam. 

Moja mina i historia, którą opowiedziałam, musiała być bardzo żałosna, bo Pani z serwisu reklamacyjnego, obiecała sprawdzić co da się zrobić. Dzień po mojej wizycie, zadzwoniła  i powiedziała, że sprowadzą dla mnie dzbanek z fabryki w Niemczech. Właściwie bezpłatnie. Muszę tylko pokryć koszty przesyłki. 
Trochę to wszystko trwało, ale jest. A wszystko dlatego, że komuś się chciało zrobić więcej niż  tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć "przykro mi". Dlatego, że okazało się, że wszędzie można spotkać ludzi bezinteresownie życzliwych, którzy robią więcej niż się od nich oczekuje i budują prawdziwą, ludzką markę, która jest warta każdych pieniędzy. 

Dlaczego o tym piszę?  Bo uważam, że o życzliwości należy trąbić tak samo głośno, jak o nieżyczliwości. Mówi się, że jeden zadowolony klient powie 2 następnym, a niezadowolony, 20. Czas odwracać te proporcje i wspierać w życzliwości tych, którym zwyczajnie się chce być życzliwym! Tylko tak zmienia się ludzi i zmienia się świat. 

Promujmy to co ma sens i tych, którzy obok korporacyjnej,  mają także ludzką twarz. Gorąco do tego namawiam! Podajcie dalej!

Dziękuję raz jeszcze Paniom z Saturn Polska, na Targówku. Ukłony! 




Zobacz również

3 komentarze:

  1. To prawdziwie optymistyczna historia. Oby stała się regułą. Co nie zwalnia z miłego "obowiązku" trąbienia o tym wszem i wobec. O dobrych rzeczach należy baaaardzo głośno mówić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie - takich opowieści nigdy dość:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, najczęściej słyszymy lub czytamy o rzeczach negatywnych. Być może jest tak, że tą negatywnością przyciągamy jeszcze więcej negatywności...

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)