Płoń i gaśnij, czyli o wypaleniu

/
2 Komentarzy
Rysunek: opiphany.blogspot.com/

Wypalenie -  bo to o nim chciałabym dziś napisać, to syndrom znany współczesnej psychologii od wielu lat. Mówi się głównie o wypaleniu zawodowym, czyli klasycznym już syndromie Burnout. 


Jest on zwykle wynikiem stresu występującego na skutek przepracowania. Występuje najczęściej w zawodach wymagających intensywnych kontaktów z ludźmi. Tak jak w przypadku każdego rodzaju "przedawkowania" leczy się  go poprzez odstawienie drażniącego, przedawkowanego czynnika. 


Skąd się bierze syndrom wypalenia? 


Bywa to trudne: bo uzależnić można się od wszystkiego: nawet od zajęcia, które nas pochłania i daje radość: a dzieje się tak najczęściej droga zaniechania odpoczynku, nadwyrężania własnych sił i bagatelizowania równowagi między poszczególnymi elementami życia. 

O wypaleniu zawodowym można przeczytać bardzo dużo, mniej się mówi o wypaleniu związanym z rodzicielstwem, z życiem rodzinnym, z hobby, które się kocha, z zajęciami, które mimo, że dają radość, czasami sprawiają, że osiągamy pewien graniczny poziom, za którym pali się jasno pomarańczowa lampka sygnalizująca ostro i wyraźnie: STOP!

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że w dzisiejszym wielozadaniowym świecie, można wypalić się .. samym życiem. 

Czasami trudno stwierdzić, co nas dotyka, ale dokładnie widzimy symptomy: obniżenie nastroju, brak sił, zniechęcenie, brak entuzjazmu i poczucie wszechogarniającej niemocy. 


Jak sobie radzić z wypaleniem?


Czy wypalenie jest czymś złym, czy trzeba z nim walczyć? Moim zdaniem nie. Dobrze jest mu przeciwdziałać, ale kiedy już się pojawi, jest łatwiej jeśli przyjmie się go jak starego kuzyna, który wpada z niekoniecznie chcianą wizytą. 

Zająć się nim, nie zaprzeczać, nie zatrzaskiwać drzwi przed nosem. 

Wypalenie jest dobrą informacją o nas samych. Jak pisze A. Radecki, w miesięczniku "W drodze": "Osoby bierne, duchowo i profesjonalnie niezaangażowane - byty "wegetatywne" - nie wypalają się. Wypalenie dotyka tych, którzy "płoną" - są silnie zmotywowani, żyją jakąś pasją."  

Ta pasja, ta chęć działania na pełnych obrotach, ze świadomością i mocą przydaje się i w rodzicielstwie i w pracy i życiu społecznym. A że czasem przychodzi nam za nią płacić? Cóż, wszystko ma swoją cenę. Pytanie tylko, czy wolimy być zawsze letni, czy też raczej, czasami, zgadzamy się na chwilę zatrzymać i odbudować nadwątloną moc? 

Trochę tak właśnie czuję się tej jesieni. Jak świeczka, która płonęła za szybko. Wiem, że nie jestem jedyna. Wiem, też że to sygnał do tego, że może czas, najwyższy czas usiąść i pomyśleć. Odpocząć, realizować mniej zamiast więcej, nie czepiać się, a stawiać na wyrozumiałość względem siebie i swoich sił, uczuć, emocji. 

To jest lekcja na całe życie. Bo przecież zaangażowani płoną nie raz. I wypalają się też, od czasu do czasu. Czy to oznacza, że lepiej nie płonąc? Nie wiem, ale mogę mówić sama za siebie. Kiedy waga niebezpiecznie przechyla się na jedną stronę, nie gaszę ognia, ale szukam drewna. Godzę się z tą ceną i wiem, że tam gdzie jest iskra, zawsze może być ogień. 

Tak jest i tak będzie. Bo póki życie, póty nadzieja. 







Zobacz również

2 komentarze:

  1. Jako nauczycielka, doskonale wiem, co to znaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem cos o tym. Najgorsze jes to, ze czasam czlowiek zauwazy to dopiero jak wypali sie calkowicie.i ma juz tylko sciane przed soba. Niektorzy potrzebuja 2-3 lat, zeby powrocic do rownowali psychicznej, nie mowiac juz o szkoldliwym wplywie na fizyczne (psychosomatyczne?) objawy wypalenia.
    kristofka

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)