Wspólnota radości

/
7 Komentarzy
foto by Regan Smith

Co ludzi trzyma razem, w kupie? Jak to się dzieje, że wiele znajomości o jawnie toksycznych rysach, trwa w najlepsze, zamiast dawno rozpaść się w proch? Co sprawia, że narzekanie i smętek rozplenia się jak dziki bluszcz przy murze? 

Co jest tym klejem, który to scala, który wiąże na lata, trwalej i mocniej niż wszystkie wypowiadane na głos zaklęcia i przysięgi? Wspólnota. Wspólnota cierpienia. Poczucie, że mamy tak samo źle. Że wszyscy siedzimy w tym samym bagnie, więc dobrze jest mieć obok partnera w nieszczęściu. Partnera co to, co prawda nie pomoże wyjść, ale jakoś tak z nim raźniej. Tylko... tylko czy na pewno? Czy o to chodzi?

Są takie relacje, które metaforycznie rzecz ujmując dodają nam skrzydeł. Są też takie, które ciągną za nogę i nie pozwalają ruszyć z miejsca. Jeśli w błocie przestało nam być wygodnie, jeśli wspólnota cierpienia, to zdaje się być jednak trochę za mało, dobrze jest przyjrzeć się towarzystwu. I poszukać innej wspólnoty. Takiej która wspiera, takiej, która daje nadzieję, wiarę, która pomoże się podnieść, kiedy życie podstawi nogę, która poda herbatę z malinami na przeziębienie i postawi do pionu, kiedy wątpliwości zabiorą nam wzrok i słuch. 

Wspólnota radości. Wspólnota spełniania marzeń, wiary w lepsze jutro, w świat, który da się zmienić, w odwagę bycia sobą, w poszukiwania, które mają sens. Nazwijcie ją jak chcecie. I stwórzcie wokół siebie. Bez niej nie łatwo wyjść z błota. Bez niej prosto do niego wrócić. Wsparcie przydaje się każdemu. Służę moim:) 







Zobacz również

7 komentarzy:

  1. Pani blog jest wsparciem:-) prowadzi Pani wspaniały blog, który rozswietla moja codzienność optymizmem. Dziekuje
    I.

    OdpowiedzUsuń
  2. To niesamowite, bo właśnie dzisiaj o Tym myślała, że ciężko znaleźć takiego kogoś obok. Ja też po prostu jestem tym, kto woli kroczyć w radości. No to blogi nasze kroczą razem, choć w innym kolorycie. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż dziw mnie bierze, gdy sobie przypominam, że kiedyś tkwiłam w wspólnocie pesymistycznych smutasów... Ale ocknęłam się w porę ;)) To radość buduje prawdziwe więzi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie wolę wspólnotę radości!
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ah, czasem jednak to nie takie łatwe. Bo np kiedy mamy przyjaciela, dobrego człowieka, któremu coś się przydarza raz i drugi, i który popada w tą szarość, w to znudzenie i zniechęcenie i nic już innego nie widzi, o niczym innym nie mówi, ściąga na swoje "dno" ciemne i nieprzyjemne. To czy mamy takiego cżłowieka porzucić? Bo mimo swoich problemów dźwigamy jeszcze jego!? Oh, to trudne sytuacje bardzo...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porzucić nie, ale czy koniecznie dźwigać? Wspierać można różnie, ale niekoniecznie chodzi o to, aby czynić ofiarę ze swojego życia, w imię cudzego nieszczęścia. To nie jest empatia. To coś innego:) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Może zabrzmi to brutalnie, ale czasami trzeba dokonać ''selekcji'' znajomych. Są osoby, które raz na jakiś czas porządkują kontakty w telefonie i usuwają te z którymi od kilku lat nie miały sposobności porozmawiać. Są osoby które regularnie porządkują szafy tworząc przestrzeń. W podobny sposób można podejść do relacji międzyludzkich. Oczywiście, że ludzi traktujemy podmiotowo a nie przedmiotowo i przy zachowaniu tych zasad, warto czasami zastanowić się czy jest sens utrzymywania relacji z osobami, z którymi mamy kontakt przez ''zasiedzenie'' i wcale nie pałamy entuzjazmem na myśl o spotkaniu z nimi. Bardziej traktujemy to, jako ''odhaczyć'' i mieć spokój na kolejne kilka miesięcy. A to już znak, że niewiele nas łączy. Oczywiście, nie chodzi o częstotliwość, ale o jakość tych spotkań, gdzie przyjemność powinna być przyjemnością obu stron. Ania G

      Usuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)