Nigdy, tak jak latem

/
3 Komentarzy
Letnie wieczory są jak młoda miłość. Pachną słodkim obłędem. W powietrzu wisi coś co nie pozwala zasnąć, a kiedy wreszcie zmęczone zmysły zdołają się oswoić z drgającą cykadami nocną ciszą, świt wyrywa je ze snu, potrząsa za nogi, zrzuca z nich kołdrę złudzeń: bez pardonu, bez delikatnych jak puch podchodów.  Świt pachnie wilgotną rosą, chmury gnają na powitanie nowego dnia, a słońce wybarwia myśli i suszy je na wiór. 

Latem nie jestem ta sama. Zmysły mnie gonią do lasu, nad wodę, zdejmują mi buty. Skóra na piętach twardnieje, a ta na duszy robi się półprzezroczysta. Trochę się boję, że się odkryję do reszty, że promienie żółtego boga o twarzy okrągłej jak talerz, wypalą we mnie dziurę i cała ta moja radość: z tego, że żyję, z tego, że jestem, wyparuje, wyfrunie jak motyle, ucieknie ode mnie i będę ja ganiać po świecie, napełniać miękkie siatki. Trzymam je więc trochę tylko dla siebie, to moje szczęście o skrzydłach z tiulu i puchu, co iskrzy się w wodzie i powietrzu, i co oddycha rosą i nic nie waży. 

Latem jestem nie ta sama. Tylko latem, tak mocno czuję że jestem sobą. 





Zobacz również

3 komentarze:

  1. oj tak! mam tak samo!
    mam swoją letnią wersje - z jaśniejszymi włosami, w klapkach, spódniczkach w kwiaty, z jaśniejszą duszą :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też! Dlatego tak bardzo kocham lato!

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)