Energia, za darmo

/
0 Komentarzy
Istnieje niezależnie od pogody, kryzysu, stanu naszego samopoczucia, miejsca w którym się znajdujemy, naszego światopoglądu, pory dnia czy nocy. Możemy z niej czerpać do woli, bez ograniczeń, nikt nie wystawi nam rachunku, nikt nie ma mocy, aby nas od niej odłączyć czy oddzielić. Najzabawniejsze i najtragiczniejsze jednocześnie jest to, że odłączamy się od niej sami. Od tej niezwykłej energii, która płynie z promieni słońca, z ziemi, z powietrza, wiatru, który nas otula. 

Nie wiem  skąd to wiem, kto mi o tym powiedział, kto mnie tego nauczył. Może nikt, może to przyszło samo. Ta ochota i potrzeba, aby otwierać dłonie, odsłaniać ich wnętrza, gdziekolwiek jestem, w tramwaju, w autobusie, na ławce w parku, na balkonie, w kolejce do straganu, gdzie pysznią się wiśnie i maliny. Otwierać i czuć, jak płynie do mnie siła, ta sama, która sprawia, że nasiona kiełkują, a drzewa okrywają się kwiatami i rodzą słodkie owoce. Wystawiam twarz do słońca, patrzę mu w oczy. Przeglądam się w księżycu,  w wodzie, która płynie, w piasku, który szeleści pod stopami. Chodzę na boso, żeby czuć jak pulsuje ziemia. Żeby pamiętać, że chociaż na co dzień pod stopami mam nie trawę, ale beton, to jednak nie z betonu jestem i to nie beton jest ostatecznym ludzkim przeznaczeniem. 

W przyrodzie jest moc i siła. Odgradzanie się od niej rodzi samotność i poczucie bezwzględnej, smutnej alienacji. Aby wrócić, tam gdzie jest moc, nie trzeba się przemieszczać, uciekać na koniec świata.  Nie trzeba nic robić. Tylko być. Tylko nie zatrzymywać tego, co samo do nas przychodzi. 



Foto: SNCF




Zobacz również

Brak komentarzy:

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)