Wierzyć w jutro

/
1 Komentarzy
Ogrodnictwa i wszystkiego co związane z ziemią nie znosiłam tak samo jak biegania.  Kojarzyło mi się z brudem, przymusem i okropnym, gorzkim obowiązkiem. Cudowna, wręcz  100 % skuteczna  recepta na to, aby zniechęcić dziecko do jakiejś aktywności lub rzeczy na długie lata, albo nawet całe życie, to zmuszać je do niej regularnie. Praca, która jest wymierzana jak kara, staje się utrapieniem. Tak też było ze mną. 

Po raz pierwszy posadziłam na balkonie kwiatki, trzy lata temu.  Byłam w ciąży, zmieniały mi się myśli i priorytety.  Ogrodu nie uprawiam, nie mam gdzie, ale od wiosny do jesieni rosną u mnie zioła, lawenda, rozsiadają się na półkach różnokolorowe kwiaty, po deszczu pachnie ziemią i dzikością. 

O dobroczynnym działaniu grzebania w ziemi już pisałam, dla nieprzekonanych naukowymi dowodami, mam jeszcze zdanie psychoanalityczki. 

Clarisa Pinkola Estes pisze:  "Uprawiając ogród, uczymy się pozwalać żyć i umierać myślom  ideom, upodobaniom, pragnieniom, a nawet miłościom. Sadzimy, wyrywamy, zakopujemy. Suszymy nasiona, siejemy je, podlewamy, podtrzymujemy i zbieramy plon. Pielęgnowanie ogrodu jest praktyką medytacyjną, która pozwala nam zrozumieć, kiedy nadchodzi pora obumierania. W prawdziwym ogrodzie widać jak na dłoni czas owocowania i usychania. Po ogrodach poruszamy się w harmonii z oddechem potężnej dzikiej Natury. Dzięki takiej medytacji godzimy się z naturalnością cyklu Życia -Śmierci -Życia. Obie strony naszej natury - zarówno ta dająca życie, jak i ta przynosząca śmierć - czekają, aż je oswoimy, ukochamy na zawsze. Zaczynamy działać w zgodzie z cyklami przyrody. Mamy zdolność napełniania energią i umacniania życie; nie przeszkadzamy temu, co umiera." Nie przeszkadzamy temu co się rodzi. 

Dziś gdy zrywam z krzaka truskawki, albo dotykam listków balkonowej mięty, czuję tkliwość i wdzięczność. Ogarnia mnie spokój. Ten spokój towarzyszy mi, wracam do niego, tęsknię za nim i odnawiam jego zasoby. 

Czy szczęście bez natury jest w ogóle możliwe? Czy żyjąc w otoczeniu tego co stwarzamy, z betonu, plastiku i stali możemy osiągnąć harmonię? Czy wyrzekając się natury i tego co daje, czujemy ciągle jak płyną przez nas soki życia, jak pulsuje w nas krew i jak wiatr roznosi po komórkach mikroskopijne odłamki radości? 

Ci którzy uprawiają ogród, wierzą w jutro. A jeśli wierzą, to żyją. 



Obraz: Anthropologie / tumblr



Zobacz również

1 komentarz:

  1. Wprawdzie w dzieciństwie nie byłam zmuszana ani do biegania ani do bawienia się w ogrodnika ale podobnie jak Ty uważałam, że ten rodzaj aktywności jest nie dla mnie. Podejmowałam próby zarówno dotyczące biegania jak i sadzenia kwiatów i ziół i nic nie wskazywało, że coś z tego będzie, bo widziałam raczej porażki (ziola nie wyrosły, kwiaty szybko zwiędły, a ja dostawałam zadyszki po kilkunastu krokach). I coś się zmieniło pewnego dnia ja mogłam biec i biec i nie czułam zmęczenia, ale też desperacko nie sprawdzałam czasu i dystansu. Zioła, ktore wykiełkowały później niż powinny zdziwiły nie tylko mnie ale nawet znajomego ''ogrodnika'' (a nikt już nie dawał nim szansy). Wiec skoro się udało i udaje, to ja to wszystko pielęgnuje i cieszę się z możliwości jakie daje mi moje ciało i natura. Ania G

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Zostaw znak, że byłeś, podziel się swoim doświadczeniem, pamiętaj o empatii.
Komentarze są moderowane.
Dziękuję :)